Pozwolę się wtrącić w tę dyskusję i zaprezentować "spojrzenie drugiej - kobiecej - strony", oczywiście moje subiektywne i niekoniecznie odpowiadające twojej sprawie. W moim przypadku partner miał znajomą, o której dowiedziałam się zupełnie przypadkiem. On również dowodził, że nic ich nie łączyło. Zarządałam, żeby się wyprowadził i zrobił to (mamy dwójkę małych dzieci, nie jesteśmy małżeństwem). Potem zmiękłam, zeszliśmy się, jednak po niecałym roku znalazłam - zdaniem partnera nic nie znaczące - numery tel. do pań (sama zresztą wpierw sądziłam, że nic nie znaczące, dopóki ktoś mnie nie oświecił). Wyprowadziłam się z mieszkania do rodziców i tak pozostało do dziś. Tak zapewne przedstawiłby okoliczności mój partner, który też liczył - liczy, że się zejdziemy, bo jesteśmy rodziną, mamy dzieci.
Tylko dla mnie te dwa fakty są tylko ... kroplą, która przelała kielich (nie rozpaczy bynajmniej). Gdyby między nami dobrze się układało (niestety każdy pod pojęciem "dobrze" rozumie coś innego, to nie wszyscy są w związku szczęśliwi), bylibyśmy zgodną parą, to te fakty nie miałyby dla mnie znaczenia.
- Miał znajomą, może się jej zwierzał, szukał porady, no i tak się do siebie zbliżyli (a może jednak sie nie zblizyli, tylko byli przyjaciółmi), ok., bywa - pomyślałabym, zresztą tak myślę.
Jednak w kontekście jego nieustannych, zupełnie nieuzasadnionych podejrzeń, awantur, obelg, także w obecności dzieci, przeglądania mojej poczty, telefonu, kontrolowania znajomych nie stać mnie już na taką "wspaniałomyślność" - powiedziałby ktoś, "naiwność" powiedziałby inny.
Chcę tylko powiedzieć, że aczkolwiek bezpośrednią przyczyną waszego rozstania jest owa znajoma, to rzeczywiste podłoże jest inne.
A być może jest tak, że żona chce cię "trochę przetrzymać", abyś "miał nauczkę" i w przyszłości wyeliminować podobne znajomości. Chociaż żeby wnosić o rozwód? Muszą być inne przyczyny...
Jako kobieta uważam, że krzyki pod balkonem czy codzienne kwiaty to pomysły rodem z komedii romatycznych, niezbyt skuteczne w realu. Może od razu bilbordy?;-) Ale spróbować warto - jeśli poskutkują, znaczy, że chciała dać ci nauczkę (przepraszam za ten prostacki zwrot użyty po raz drugi, ale tak mi to najłatwiej wyrazić) i chodzi rzeczywiście tylko o tę jedną "feralną" znajomość.
Ewentualnie, jeśli chodziło o "całokształt", dała ci drugą szansę, licząc, że wasze relacje się poprawią, ale pamiętaj, że kolejnej już nie dostaniesz.
Jeśli nie poskutkują - nie widzi możliwości, żebyście byli razem (z sobie i być może tobie wiadomych względów) i powinieneś to zaakceptować. Przestrzegam przed pielęgnowaniem wówczas w sobie złości, zranionej ambicji, poczucia pokrzywdzenia, bo to pogorszy wasze relacje, a powinny być one w przyszłości - ze względu na dzieci - przynajmniej poprawne.
Kurcze, zaraz nas pouczą, że pomyliliśmy fora i mamy się przenieść do np. Forum porady Frani-Mani.pl czy coś takiego;-).