A jeśli ktoś nie wie o czym mówię mam dowód (pisma i akta) na bezmyślność, przyklepywanie głupot! a wręcz bezwzględnie kolesiostwo.
Sytuacja z Warszawy. Na podstawie zeznań poszkodowanego (nazwijmy go A) policja stawia zarzut pobicia podejrzanemu (osobie X). Wobec podejrzanego stosuje się dozór.
Podejrzany pisze do prokuratury wniosek o uzasadnienie przedstawienia zarzutów.
Prokuratura (szefowa wydziału) odpisuje, że zarzuty są słuszne (tak w skrócie) bo zeznania świadków A,B,C,D,E (liczba świadków prawdziwa) wskazują na wysokie prawdopodobieństwo... itd (kopiuj, wklej)
Podejrzany składa wniosek do prokuratury o uchylenie dozoru. Oczywiście prokuratura odpisuje, że nie bo zeznania świadków A,B,C,D,E wskazują... i dalej to samo.
Podejrzany składa do Sądu zażalenie. Sędzia utrzymuje dozór, bo zeznania świadków A,B,C,D,E wskazują na duże prawdopodobieństwo... i znów dalej to samo.
W końcu do Sądu idzie AO. W tym momencie podejrzany zapoznaje się z aktami. I niesamowita niespodzianka. O ile poszkodowany (A) wskazuje na podejrzanego, o tyle świadkowie B,C,D,E ani w jednym słowie ani na okazaniu wizerunku nie wskazują na podejrzanego!! Świadkowie B,C mówią, że jakieś zajście miało miejsce ale nie wiedzą kto, co itd. Świadkowie D,E mówią, że nie widzieli nic!
Więc o co tu chodzi? Uwierzcie mi sytuacja autentyczna. Dopiero na rozprawie inny sędzia uchyla dozór. Wzywa biegłego ponieważ ma wątpliwości co do poczytalności wszystkich świadków! (ale to mało istotne).
Chodzi o sam fakt, jak tyle osób na różnych szczeblach może przybijać jawne kłamstwo?