Idąc tokiem myślenia zaprezentowanym przez bardzo kulturalnych uczestników dyskusji to w zasadzie każdy czyn należałoby uznać za szkodliwy społecznie. Gdyby pieszy przechodził przez pasy w kasku, to może by nie zginął po potrąceniu przez wyprzedzającego kierowcę i tych dwóch wyżej nie musiałoby później tłumaczyć się przed rodziną nieodpowiedzialnego pieszego. Kaski dla pieszych od zaraz.
Skoro kierowca bez pasów, tak jak motocyklista bez kasku (czy rowerzysta, który przecież kasku mieć nie musi), zagraża głównie sobie, to wydaje mi się, że przynajmniej tak długo jak porusza w spokojnym ruchu miejskim, doszukiwanie się w tym szkodliwości społecznej jest nad wyraz. Tym samym taki czyn wydaje się być na tyle błahy, że nie powinien być karalny.
Pan_robotnik napisał:
Na tej zasadzie jaka sobie wymyślił autor tematu - to w ogóle nigdy nikogo nie karajmy bo się nic nie stało.
Nic bardziej mylnego. Akurat wspomniany przykład z przystankiem, skoro samochód nikomu żadnego ruchu nie utrudnił, nie zasłonił widoczności przy wyjeździe, etc, również nazwałbym zupełnie nieszkodliwym. Natomiast wyprzedzanie na przejściu, gdy kierowca nie może dokładnie obserwować otoczenia przejścia, niesie ze sobą faktyczne ryzyko zagrożenie bezpieczeństwa pieszego i powinno być karane. Jednak w sytuacji, gdy wysoki dostawczak wyprzedza na pustym przejściu wleczącego się rowerzystę, kierowca wyprzedzał świadomie, ze szczególną ostrożnością, to byłbym skłonny uznać, że czyn nie był w ogóle szkodliwy.
To naprawdę takie niedorzeczne, że nie dostrzegam społecznej szkodliwości czynu w przechodzeniu na czerwonym na pustej drodze w środku nocy, natomiast widzę dużą szkodliwość w przechodzeniu na czerwonym między pędzącymi autami?
Gdyby kodeks wykroczeń, wzorem wykroczeń skarbowych, wykluczał czyny o znikomej szkodliwości społecznej z bycia wykroczeniami, to sprawa na pewno byłaby prostsza. A tak to faktycznie, zawsze uda się komuś uargumentować jakąkolwiek choćby minimalną hipotetyczną szkodliwość np. przeklinania pod nosem w środku lasu.