czy napewno jutro??

  • Autor wątku Autor wątku agusia123456
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

agusia123456

Nowy użytkownik
Dołączył
02.2007
Odpowiedzi
13
Mój mąż miał w piatek 9 lutego sprawę o zmianę postanowienia, udało nam się i sędzina powiedziała że jest 7 dni na uprawomocnienie wyroku i nic wiecej nie mowila. Cały czas zyje nadzieją że już jutro się zobaczymy bo mija tydzień od sprawy, ale czy napewno? Te ostatnie dni są dla nas obu najgorsze i czym bliżej tym bardziej się denerwujemy. Boję się że może zdażyć się tak że bedziemy musieli jeszcze weekend byc osobno. On nie dostał żadnej wiadomości na ten temat, a dzwoni do mnie 5 razy dziennie by sie zapytac czy ja cos wiem. Sąd mam niedaleko domu ale nie wiem czy tam udzielą mi jakiejkolwiek informacji. Proszę oświeccie mnie! Może ktoś wie kiedy bede mogla sie zobaczyc z mężem juz we własnym domu:)
 
udziela czy nie - spóbować można, nic nie stracisz a może coś jednak się dowiesz.A co w Zk? dzowniłaś do wychowawcy, moze rozmowa z dyrektorem cos wyjaśni?
 
Chyba przejdę się do tego sądu,a do wychowawcy nie ma co dzwonic bo jest akurat na 3 tygodniowym urlopie, poza tym mąż też próbuje się czegos dowiedziec ale jak narazie nie posiada zadnej informacji na ten temat. Dla mnie najsmieszniejsze jest to że mąż przebywał prawie półtora miesiąca w naszej miejscowosci w areszcie sledczym juz po wyroku, a na tydzien przed sprawą o zmianę postanowienia przewiezli go do zakladu karnego oddalonego o 100km. Czy to wogle ma sens, przeciez wszystko wiąże się z jakimiś kosztami- widzac że więziennictwo stać na to:)
 
a jednak..... i znowu trzeba czekać, byłam w sądzie i czego sie tam dowiedziałam że jak zwykle o moim męzu zapomnieli... prokuratura zamiast zostac powiadomiona zaraz po rozprawie to zrobili to 3 dni pozniej. Więc 7 dni od powiadomienia stron mija 19 lutego, ale byłam także w prokuraturze i pani prokurator stwierdziła że nie ma żadnych papierów dotyczących takiej sprawy, ale jedno dobre bo powiedziała że zażalenia nie bedzie skladala. Czy ktoś mi powie jak długie musi być to 7 dni????!!!!!!!!!!

Jak człowieka mają zamknąć to idzie im to bardzo szybko ale jak mają go wypuscic to zawsze coś!
 
Oby to było tylko 10dni- bo jak znowu im sie czegos zapomni wyslac :x

No ale wychodzi i bardzo sie ciesze z tego powodu, tylko troche mi smutno bo wlasnie dzwonil i musialam mu powiedziec ze niestety jeszcze przez kilka dni sie nie zobaczymy, a dla niego kazdy nastepny dzien tam jest koszmarem
 
No i jednak nie było to nawet te 10 dni :x bo juz minęło dni 15 od sprawy a my nadal osobno. W naszym kraju spiesza sie tylko do zamykania :ok:
z tego co sie dowiedziałam to pewnie zobaczymy sie na koniec tygodnia i z 7 dni zrobi sie juz 21 :brawo:
 
Agusia123456 - zanim zaczniesz się wściekać wyjasnijmy kilka rzeczy:
1. 7 dni to 7 dni, tylko że od daty doręczenia postanowienia stronom, a nie daty posiedzenia. Swoją drogą to ciekawa mentalność - dla osadzonego to ten czas powinien być wg Was Panie jak najdłuższy, aby w razie czego miał kiedy składąć zażalenia. Natomiast dla prokuratora jak najkrótszy, bo Wam się śpieszy.
2. Proszę pamiętać, iż żeby postanowienie stało się prawomocne, to oprócz terminu sąd musi mieć jeszcze pokwitowanie (np zwrotkę) z której będzie wynikało kiedy odebrano postanowienie. A zwrotki pocztą idą kilka - kilkanaście dni. W tym momencie jednak pretensje należy mieć do poczty, a nie do prokuratury czy sądu.
3. Po wyroku Twój mąż został przeniesiony na oddział karny w areszcie. W związku z tym zmieniły się częściowo jego prawa - m. in. mógł do Ciebie dzwonić. Docelowym działaniem jest, aby skazani w ogóle nie przebywali w aresztach. Skoro zwolniło się gdzieś kilka miejsc, i można było przetransportować kilku osadzonych to dokonano tego. Jeśli areszt byłby to póltora miesiąca wcześniej powiadomiony o terminie pewnie by tego nie zrobili. A tak mieli czekać niewiadomo jak długo, aż łaskawie Pani mąż stanie przed sądem który może go zwolni? Pani raczy żartować.
 
Magnatex są jeszcze fax-y , internet ,wiem , że jak ktoś ma wyjść na wolność robi się to jak najkrótszą drogą, w tym wypadku jest to trochę zbyt długo.
No i ten bezsens wysyłania kogoś ponad 100km wiedząc, że ten ktoś ma wyjść na wolność.
Może zanim pojechałby w siną dal ktoś z kierownictwa ZK prześledziłby drogę Pana X . Od czego są wychowawcy.
Transport Pana X jest pokrywany z naszych podatków.
Ile ma trwać te siedem dni????
 
magdzia m

Proponuję poczytać jeszcze raz to co napisałem wcześniej.
Powoli i dokładnie.
Proszę zrozumieć, że nie każdy dokument może być przesłany faksem. Internetem W OGÓLE nie przesyła się urzędowej korespondencji.
A nie przesyła się tego internetem ani faksem, tylko w oryginałach aby np Pani X nie odbiło, i nie miala pomysłu pomóc ukochanemu wyjść w aresztu podrabiając dokumenty. W dobie obecnych możliwości technicznych podrobić można wszystko, i dlatego są pewne procedury zapobiegające takim pomysłom.

Co do 7 dni też wspomniałem powyżej już o tym.
Jeśli strony odbiora postanowienia od razu po posiedzeniu, to termin "leci" od tego dnia.
Jesli jednak postanowienie idzie pocztą, to jest sprawą oczywistą że idzie dłużej, niż odebrane osobiście.
Organ procesowy MUSI mieć pewność, że postanowienia zostały dostarczone odbiorcom, a Ci mieli stosowny okres czasu na ew. zażalenia.

Co do zwolnienia klienta z tymczasowego aresztowania, to wychowawca nie ma tu nic do gadania.
Zresztą proszę zrozumieć, że areszty śledcze slużą do trzymania w nich tymczasowo aresztowanych oraz realizacji bieżących celów, a nie trzymania klienta, który może zostanie zwolniony, a może nie.
Dodatkowo nigdy nie robi się takich konwojów dla 1 osoby, więc z tymi kosztami proszę nie przesadzać.
Pani nie chodzi o koszty, tylko o to że ew. rodzina ma dalej jeździć na widzenia.
A co do wyjścia - coż - każdy osadzony kiedyś wyjdzie. Czy to oznacza, że w związku z tym ma siedzieć w jednym areszcie od momentu osadzenia, do momentu zwolnienia? Kpina i bzdura.
 
Dziękuję za oświecenie przyda się ono również innym, :brawo:
jedno jest pewne, zamykając klienta nie ma tak skomplikowanych procedur jak przy jego zwalnianiu.
Kiedy męża zwalniano z AŚ nastąpiło to w jednym dniu, sąd postanowił
i w tym samym dniu wyszedł :o .
Może dlatego, że Sąd i AŚ mieszczą się praktycznie na jednej ulicy :?:
 
[cytat:23gwfvn2]
Może dlatego, że Sąd i AŚ mieszczą się praktycznie na jednej ulicy
[/cytat:23gwfvn2]
tak- napewno dlatego
i pewnie nie mieli gdzie go przenocować :wink:
a potem mu się spodobało i sam postanowił zostać :wink:
 
W AŚ przebywał prawie dwa lata do innej sprawy, do ZK trafił po czterech latach , i nie powiem żeby się tam wyrywał :wink:
Był odraczany ze względów zdrowotnych.
 
tak na marginesie,przeczytałam gdzieś,że w sytuacji kiedy zwolnią aresztowanego np w późnej porze,to na jego prośbę areszt zobowiązany jest go przenocować,ale nie w celi,w jakimś innym pomieszczeniu.Np u dyra na biurku :D
 
tak na marginesie to chyba nie wypuszczą gościa o tak póżnej porze co by nie miał jak dotrzeć do dworca o ile nikt by na niego nie czekał. bo gdybym ja się dowiedziała że mój mąż wychodzi to pojechałabym nawet o 24:00. :tuptup:sorki ale wcale nie śmieszne dla mnie to twoje stwierdzenie. :what:
 
sorki,ale u nas obowiązuje poczucie humoru,a u Ciebie??? :D :lol:
 
[cytat="magdzia m"]
jedno jest pewne, zamykając klienta nie ma tak skomplikowanych procedur jak przy jego zwalnianiu.
[/cytat]

Bzdura.
Ładnie to wygląda z zewnątrz.
Raz, dwa i "klient" pod celą.
Tylko że aby człowieka pozbawić wolności, trzeba się dużo więcej narobić niż aby go zwolnić.
Problem który widzisz polega na tym, że w przypadku tymczasowego aresztowania "klient" jest fizycznie w sądzie i fizycznie od razu otrzymuje postanowienie. Nic mu nie trzeba wysyłać, i termin do uprawomocnienia "biegnie" od razu.

[cytat="OCEANIA"]tak na marginesie,przeczytałam gdzieś,że w sytuacji kiedy zwolnią aresztowanego np w późnej porze,to na jego prośbę areszt zobowiązany jest go przenocować,ale nie w celi,w jakimś innym pomieszczeniu.Np u dyra na biurku :D[/cytat]

Bzdyura.
Proszę podać podstawę prawną takiego działania.
Człowiek zostaje zwolniony, i w związku z tym jego miejsce jest z drugiej strony muru. Jesli chce tam "przekimać" pod bramą, to jest to już jego problem.
Bzdurą jest także to, że osadzonych zwalnia się późną porą. Proszę logicznie pomyśleć - przed opuszczeniem "kryminału" każdy osadzony musi się rozliczyć z jednostką w której przebywa. Zdać koce, naczynia, odebrać depozyt etc.
Osoby zatrudnione m. in. w działach kwatermistrzowskich czy w ewidencji nie pracują całą dobę, tylko w określonych godzinach - przeważnie od 08.00 rano do 16.00 lub 18.00.

Dlatego też m. in. nie osadza się w aresztach o 3 nad ranem.
 
No tak dużo tych bzdur.
Mam pytanie :osoba zatrzymana 01.11.06r. o godzinie 11.30h ( w niedziele), wyrok 1rok 2 miesiące, więc kiedy przypada termin zwolnienia z ZK?Dzień, godzina?
 
Powrót
Góra