uzasadnienie napisał:
A problemem sa panoszące się fimy-naciągacze.
Ciekawy ogląd świata. Trochę odwrotny. Problemem jest demoralizacja społeczeństwa ("gdzie Hitler i Stalin zrobili co swoje"), przejawiająca m.in. tym, że dłużnicy, nie zmuszeni szantażem (jak to nazywają debile), nie spłacają swoich zobowiązań (powołanie się na honor, uczciwość, przyzwoitość jest jedynie narażeniem się na wyśmianie), unikają rozmów, kłamią, ukrywają się, ukrywają majątek, wykorzystują słabość państwa i prawa, niewydolność instytucji, w szczególności indolencję organów ścigania, które np. ewidentne, podręcznikowe przypadki wyłudzeń określają jako zdarzenia z zakresu prawa cywilnego.
Przypadki takie, jak jakiejś pani, która niesłusznie była pomawiana o niespełnienie świadczenia, jest oczywiście godny pożałowania, lecz stanowią ułamek promila, biorąc pod uwagę populację dłużników. Oczywiście, prawo dostatecznie chroni takie osoby, jak ta niezadłużona, a windykowana pani (wystarczy odrobina rozumu i chwila działania). Oczywiście głupcom może wydawać się, wbrew faktom, że powszechnie windykuje się i nawet egzekwuje nieistniejące należności, bo tylko o takich faktach można przeczytać w prasie, internecie itp. Tu podpowiem sposób na lekkie zmądrzenie. Zadać sobie pytanie: ilu w życiu windykatorów żądało ode mnie spłaty jakiegoś zobowiązania, którego wcale nie mam? Jeśli padnie odpowiedź: nigdy nie było takiego przypadku, to zastanowić się dlaczego. Jeśli dojdzie się do w wniosku, że dlatego iż w rzeczywistości windykatorzy nie ściągają nieistniejących długów, to znaczy, że się nieco zmądrzało. Jeśli do tego dojdzie jeszcze ochota na śmianie się z bredni, w które się wcześniej wierzyło, można mówić o znacznym zmądrzeniu.
Wracając do samej windykacji. Taki windykator, zwracając się do dłużników, od setek z nich usłyszy kłamstwo. Przypadek nieszczęsnej pomyłki (nie ma długu wbrew temu co widzi w dokumentach) może mu się nie trafić nigdy w całej karierze. Zrozumiałe więc, że chcąc egzekwować należność musi stosować zasadę już nie ograniczonego zaufania a po prostu braku zaufania. Inaczej się nie da.
Jeśli zaś chodzi o przedsiębiorstwa zajmujące się profesjonalnie windykacją (powszechnie zwanymi firmami windykacyjnymi, a przez przygłupów "firemkami" windykacyjnymi), to jest ich tysiące, tylko i wyłącznie dlatego, że windykacja długów przez zwykłych śmiertelników (nieprofesjonalistów) jest z powodów, o których pisałem wyżej, niebywale trudna, często właściwie nierealna. I jeszcze uwaga dla pajacy, którzy dzielą się na forum swoją niebywałą wiedzą i opinią na temat wszystkich "firm windykacyjnych". Niech zwrócą uwagę, że pomimo iż branża windykacyjna składa się z tysięcy podmiotów, to w kontekście przekraczania norm prawnych, pojawiają się nazwy, tylko kilku. O całej reszcie (wśród nich spółkach giełdowych) takich opinii nigdzie nie ma (pomijam bezsensowne lamenty kretynów). Jaki wniosek? To jedna z najbardziej praworządnych branż. Głupcy teraz się zaśmieją. Jak przestaną być głupcami, zrozumieją. A to całkiem logiczne, profesjonalna windykacja poza oczywistemu (nie dla głupców) służeniu dobru ogólnemu (znaczne, choć wciąż zastraszająco małe, zwiększenie ściągalności długów w Polsce), z zasady służą prawu (przyczyniają się do spełniania zobowiązań) i ze swej natury, z prawa są zmuszone korzystać.
Na koniec o instytucji przedawnienia, bo o niej dyskutowano w tym wątku. Jak najbardziej właściwa i konieczna, z prostego powodu. Po znacznym upływie czasu, sprawiedliwe rozstrzygnięcie sporu pomiędzy wierzycielem i dłużnikiem może być niemożliwe. Słusznie więc państwo udziela swojej pomocy w odzyskaniu należności wierzycielowi (poprzez sądy i inne organy egzekucyjne), tylko pod warunkiem, że wierzyciel o tę pomoc (np. poprzez pozew sądowy) zwróci się we właściwym czasie, lub spór nie zaistnieje (brak zarzutów dłużnika).
Nie oznacza to oczywiście, że wierzyciel, który dopuści do przedawnienia, poza brakiem możliwości przeciwdziałania w uchyleniu się dłużnika od egzekucji, powinien być w jakikolwiek sposób karany, czy potępiany. Wszak tu chodzi o jego i tylko jego pieniądze. Piszę o tym, bo nie mało tu świrów, którzy z oburzeniem "wkładają do jednego worka" kwestie bezzasadnego domagania się spłaty nieistniejącego długu i domagania się spłaty długu przedawnionego. Według ich aberracyjnych poglądów, obie te sytuacje są niemoralne. Tyle.
Ps. od razu odpowiem na typowy pomysł roztropków, nie jestem przedstawicielem branży windykacyjnej, powyższym tekstem nie walczę o premię, a w innych wątkach doradzam również dłużnikom, jak w sposób zgodny z prawem, uchylić się od spłaty.