Czyżby miał nadejść kres windykacyjnych szantaży?

  • Autor wątku Autor wątku jerry23
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
J

jerry23

Stały bywalec
Dołączył
02.2005
Odpowiedzi
2 050
Niejeden post na tym forum dotyczył tego problemu; firma windykacyjna żąda: zapłać, mimo że przedawnione albo dawno zapłacone tylko że po 7-12 latach potwierdzenia już nie ma, bo inaczej trafisz do KRD czy innego BIG-u i nie wykreślimy. Wszelkie znaki na niebie wskazują, że takie akcje zostaną skutecznie ukrócone.

Przedawnione długi znikną z czarnych list - Finanse - WP.PL
 
Dla mnie to zły pomysł, dług jest długiem.

Jest to informacja dla innych - lepiej nie pożyczać.

Nie wiem czy przedawnienie to w ogóle dobry pomysł.
 
Dla Ciebie zapewne jest wiele złych pomysłów!!!
Jeżeli nigdy w życiu nic nie pożyczyłeś a Twoim zdaniem przedawnienie to zły pomysł, odpowiem na te Twoje 3 tezy jednym cytatem:
"KIJ MA DWA KOŃCE"

Jeśli choć trochę myślisz to zrozumiesz to co napisałem.
 
gośćforum11 napisał:
Dla mnie to zły pomysł, dług jest długiem.

Nie wiem czy przedawnienie to w ogóle dobry pomysł.
Chciałbyś do końca życia gromadzić wszelkie potwierdzenia, bo nigdy nie wiadomo czy nagle ktoś nie zażąda zapłaty rachunku zapłaconego już 45 lat temu? Instytucja przedawnienia ma za zadanie chronić przed taką sytuacją i jednocześnie mobilizować wierzyciela do ochrony własnych interesów. Pamiętaj że długi przedawniają sie tylko i wyłącznie z winy i zaniechania wierzyciela.
 
yeziek84 napisał:
Dla Ciebie zapewne jest wiele złych pomysłów!!!
Jeżeli nigdy w życiu nic nie pożyczyłeś a Twoim zdaniem przedawnienie to zły pomysł, odpowiem na te Twoje 3 tezy jednym cytatem:
"KIJ MA DWA KOŃCE"

Jeśli choć trochę myślisz to zrozumiesz to co napisałem.

Nie pisz do mnie w takim tonie. Nigdy nie pożyczałem i nie zamierzam, nie stać mnie to nie biorę. Brać kasę każdy chce, a spłacać to już mniej i chwytają się wszystkiego co się da.

jerry23 napisał:
Chciałbyś do końca życia gromadzić wszelkie potwierdzenia, bo nigdy nie wiadomo czy nagle ktoś nie zażąda zapłaty rachunku zapłaconego już 45 lat temu? Instytucja przedawnienia ma za zadanie chronić przed taką sytuacją i jednocześnie mobilizować wierzyciela do ochrony własnych interesów. Pamiętaj że długi przedawniają sie tylko i wyłącznie z winy i zaniechania wierzyciela.


Jeżeli chodzi o długi w postaci wyłudzeń firm (masówek) i egzekwowania ich od osób - bo nie mają potwierdzenia to masz rację Jerry. Wkurza mnie natomiast masa cwaniaków przeciągających temat, by nie płacić - tu przedawnienia być nie powinno. Może i faktycznie jest to wina i zaniechanie wierzyciela - ale wiele jest tematów rodzinnych/znajomych itd z przeciąganiem na gębę. Wierzyciele wielokrotnie czują się jak źli ludzie i wahają się by iść do sądu. Zażenowani że muszą prosić się o swoje pieniądze i żeby w środowisku (np. wioska) nie wyjść na jakichś lichwiarzy.
 
Ostatnia edycja:
gośćforum11 napisał:
Brać kasę każdy chce, a spłacać to już mniej.
A co powiesz o sytuacji pani, do której teraz zgłasza sie firma windykacyjna z żądaniem spłaty długu ok. 1500 zł za to, że niby nie zapłaciła mandatu za jazde PKP bez biletu w roku 1998? I za to jest wpisana do rejestru, o czym dowiedziała się chcąc zaciągnąć kredyt.
No, pewnie powiesz, że powinna zapłacić przed laty...
Ale problem w tym, że kobieta od co najmniej 20 lat nie jechała pociągiem. Żąda więc przedstawienia dokumentów, na podstawie których zostala wpisana do rejestru dłużników. Otrzymuje je. To jest nakaz sądowy na - powiedzmy - Annę Płoskę (nazwisko w tym stylu, nie jakies szczególnie powszechne, ale i nie jakieś bardzo unikatowe) z roku 2002. W treści znajdujemy tylko imię i nazwisko, brak adresu i PESEL oraz daty urodzenia. Jest jednak kolejne pismo, komornika, w którym znalazł się PESEL wskazujący na urodzenie klientki w roku 1975 (ciekawe skąd komornik wziął ten PESEL, skoro nie miał żadnych danych poza imieniem i nazwiskiem).
A teraz windykatorzy zgłosili się, i wpisali do rejestru, panią urodzoną w roku 1964.
To naprawdę nie jest wyjątkowy przypadek, znam takich więcej...
A ile takich rzekomych długów obciąża Bogu ducha winnych spadkobierców?
 
Przeczytaj uważnie drugą część mojej ostatniej wypowiedzi. Znajdziesz tam odpowiedź.
 
gośćforum11 napisał:
Wierzyciele wielokrotnie czują się jak źli ludzie i wahają się by iść do sądu. Zażenowani że muszą prosić się o swoje pieniądze i żeby w środowisku (np. wioska) nie wyjść na jakichś lichwiarzy.
Ale to margines problemu. Zresztą odwlekanie wyegzekwowania tych długów na pewno nie pomaga ich wyegzekwować!
A problemem sa panoszące się fimy-naciągacze.
W opisanej przeze mnie powyzej sprawie windykatorzy, gdy juz im uswiadomiono, że zgłosili sie pod niewłaściwy adres, przesłali tej pani... ugodę polegającą na rozłożeniu tych 1500 zł na raty! Nie uważasz, że to juz podchodzi pod próbę wyłudzenia?
 
Uważam.

Ciężko prawnie rozróżnić takie sytuacje od innych. Powinna być zapewniona fachowa prawna obsługa dłużnika - w tym obrona, ale wykorzystywanie przedawnienia przez cwaniaczków mnie po prostu boli. Moi rodzice przez niewiedzę i dobrą wolę stracili większość dorobku swojego życia w ten sposób. Wiem - głupota, ale to broń na dobrych ludzi.

Pozdrawiam
 
uzasadnienie napisał:
A problemem sa panoszące się fimy-naciągacze.
Ciekawy ogląd świata. Trochę odwrotny. Problemem jest demoralizacja społeczeństwa ("gdzie Hitler i Stalin zrobili co swoje"), przejawiająca m.in. tym, że dłużnicy, nie zmuszeni szantażem (jak to nazywają debile), nie spłacają swoich zobowiązań (powołanie się na honor, uczciwość, przyzwoitość jest jedynie narażeniem się na wyśmianie), unikają rozmów, kłamią, ukrywają się, ukrywają majątek, wykorzystują słabość państwa i prawa, niewydolność instytucji, w szczególności indolencję organów ścigania, które np. ewidentne, podręcznikowe przypadki wyłudzeń określają jako zdarzenia z zakresu prawa cywilnego.
Przypadki takie, jak jakiejś pani, która niesłusznie była pomawiana o niespełnienie świadczenia, jest oczywiście godny pożałowania, lecz stanowią ułamek promila, biorąc pod uwagę populację dłużników. Oczywiście, prawo dostatecznie chroni takie osoby, jak ta niezadłużona, a windykowana pani (wystarczy odrobina rozumu i chwila działania). Oczywiście głupcom może wydawać się, wbrew faktom, że powszechnie windykuje się i nawet egzekwuje nieistniejące należności, bo tylko o takich faktach można przeczytać w prasie, internecie itp. Tu podpowiem sposób na lekkie zmądrzenie. Zadać sobie pytanie: ilu w życiu windykatorów żądało ode mnie spłaty jakiegoś zobowiązania, którego wcale nie mam? Jeśli padnie odpowiedź: nigdy nie było takiego przypadku, to zastanowić się dlaczego. Jeśli dojdzie się do w wniosku, że dlatego iż w rzeczywistości windykatorzy nie ściągają nieistniejących długów, to znaczy, że się nieco zmądrzało. Jeśli do tego dojdzie jeszcze ochota na śmianie się z bredni, w które się wcześniej wierzyło, można mówić o znacznym zmądrzeniu.
Wracając do samej windykacji. Taki windykator, zwracając się do dłużników, od setek z nich usłyszy kłamstwo. Przypadek nieszczęsnej pomyłki (nie ma długu wbrew temu co widzi w dokumentach) może mu się nie trafić nigdy w całej karierze. Zrozumiałe więc, że chcąc egzekwować należność musi stosować zasadę już nie ograniczonego zaufania a po prostu braku zaufania. Inaczej się nie da.
Jeśli zaś chodzi o przedsiębiorstwa zajmujące się profesjonalnie windykacją (powszechnie zwanymi firmami windykacyjnymi, a przez przygłupów "firemkami" windykacyjnymi), to jest ich tysiące, tylko i wyłącznie dlatego, że windykacja długów przez zwykłych śmiertelników (nieprofesjonalistów) jest z powodów, o których pisałem wyżej, niebywale trudna, często właściwie nierealna. I jeszcze uwaga dla pajacy, którzy dzielą się na forum swoją niebywałą wiedzą i opinią na temat wszystkich "firm windykacyjnych". Niech zwrócą uwagę, że pomimo iż branża windykacyjna składa się z tysięcy podmiotów, to w kontekście przekraczania norm prawnych, pojawiają się nazwy, tylko kilku. O całej reszcie (wśród nich spółkach giełdowych) takich opinii nigdzie nie ma (pomijam bezsensowne lamenty kretynów). Jaki wniosek? To jedna z najbardziej praworządnych branż. Głupcy teraz się zaśmieją. Jak przestaną być głupcami, zrozumieją. A to całkiem logiczne, profesjonalna windykacja poza oczywistemu (nie dla głupców) służeniu dobru ogólnemu (znaczne, choć wciąż zastraszająco małe, zwiększenie ściągalności długów w Polsce), z zasady służą prawu (przyczyniają się do spełniania zobowiązań) i ze swej natury, z prawa są zmuszone korzystać.
Na koniec o instytucji przedawnienia, bo o niej dyskutowano w tym wątku. Jak najbardziej właściwa i konieczna, z prostego powodu. Po znacznym upływie czasu, sprawiedliwe rozstrzygnięcie sporu pomiędzy wierzycielem i dłużnikiem może być niemożliwe. Słusznie więc państwo udziela swojej pomocy w odzyskaniu należności wierzycielowi (poprzez sądy i inne organy egzekucyjne), tylko pod warunkiem, że wierzyciel o tę pomoc (np. poprzez pozew sądowy) zwróci się we właściwym czasie, lub spór nie zaistnieje (brak zarzutów dłużnika).
Nie oznacza to oczywiście, że wierzyciel, który dopuści do przedawnienia, poza brakiem możliwości przeciwdziałania w uchyleniu się dłużnika od egzekucji, powinien być w jakikolwiek sposób karany, czy potępiany. Wszak tu chodzi o jego i tylko jego pieniądze. Piszę o tym, bo nie mało tu świrów, którzy z oburzeniem "wkładają do jednego worka" kwestie bezzasadnego domagania się spłaty nieistniejącego długu i domagania się spłaty długu przedawnionego. Według ich aberracyjnych poglądów, obie te sytuacje są niemoralne. Tyle.
Ps. od razu odpowiem na typowy pomysł roztropków, nie jestem przedstawicielem branży windykacyjnej, powyższym tekstem nie walczę o premię, a w innych wątkach doradzam również dłużnikom, jak w sposób zgodny z prawem, uchylić się od spłaty.
 
gośćforum11 napisał:
ale wykorzystywanie przedawnienia przez cwaniaczków mnie po prostu boli. Moi rodzice przez niewiedzę i dobrą wolę stracili większość dorobku swojego życia w ten sposób.
Nieznajomość prawa szkodzi. Poza tym dłużnika podnoszącego zarzut przedawnienia nie można nazwać cwaniakiem. Za to wierzyciela można nazwać nieudacznikiem, ponieważ dłużnik nie posiada żadnej możliwości aby doprowadzić do przedawnienia. To tylko i wyłącznie zaniechanie wierzyciela.
Cwaniak (w negatywnym znaczeniu) i oszust to jest ten, który nie płaci wymagalnych zobowiązań, nawet mimo prawomocnego nakazu mimo że posiada środki na spłatę. Widać z góry powziął taki zamiar, zaciągając zobowiązanie.

Robilee napisał:
Jeśli zaś chodzi o przedsiębiorstwa zajmujące się profesjonalnie windykacją (powszechnie zwanymi firmami windykacyjnymi, a przez przygłupów "firemkami" windykacyjnymi), to jest ich tysiące, tylko i wyłącznie dlatego, że windykacja długów przez zwykłych śmiertelników (nieprofesjonalistów) jest z powodów, o których pisałem wyżej, niebywale trudna, często właściwie nierealna.
Tak Robilee, ale podzielny to na solidne firmy i firemiki. Nierzadko lepiej samemu coś zrobić z pomocą radcy niż zlecać firemce. Znam takich, co zlecili, dali się naciągnać na abonament i co? Długu nie odzyskali, ponieśli kolejne koszty a tak naprawdę firemka nie zrobiła nawet tego, co można było samemu zrobić bez firemki. Niestety im większa korporacja, tym bardziej można ją określić mianem firemki - zapewne dlatego że wolą się skupić na zakupionej masówce niż zawracać sobie głowę jednym klientem. Taka prawda niestety.

W kwestii wpisów do biur informacji gospodarczych ja postulowałbym ciekawe rozwiązanie. Wszak wpisać można śmiało za nieistniejący dług, wystarczy że wystawię fakturkę na Kowalskiego i już twierdze że Kowalski ma u mnie dług. Oczywiście w sądzie przegrywam sprawę z kretesem, ale dlatego do sądu nie idę tylko wpisuję Kowalskiego do biura i czekam, aż Kowalski sam się do mnie zgłosi i dla świętego spokoju zapłaci 205 zł, bo ktoś mu kredytu, abonamentu czy rat odmówił. Taką patologię mamy niestety.

Dlatego proponowałbym, aby wpis mógł być dokonany tylko z prawomocnym nakazem, za to wisiałby obowiązkowo jeszcze rok po spłacie. Jak to widzicie?
 
jerry23 napisał:
Wszak wpisać można śmiało za nieistniejący dług, wystarczy że wystawię fakturkę na Kowalskiego i już twierdze że Kowalski ma u mnie dług.
Za taki numer grozi wpisującemu na listę solidne odszkodowanie, więc Kowalski powinien na tym skorzystać. Dzięki temu wpisujący musi się dobrze upewnić, co do zasadności wpisu.
jerry23 napisał:
Dlatego proponowałbym, aby wpis mógł być dokonany tylko z prawomocnym nakazem, za to wisiałby obowiązkowo jeszcze rok po spłacie. Jak to widzicie?
Są rejestry dłużników wymagające tytułu wykonawczego. Te z założenia są bardziej prestiżowe.
Potrzebne są też takie, które umożliwiają dyscyplinowanie dłużników z pominięciem drogi sądowej. Wszak w stosunkach cywilnych, ideą jest by jak najmniej spraw musiało znaleźć swój finał w sądzie. Każde postępowanie cywilne przed sądem o zapłatę długu, to porażka społeczna.
Poza tym nie ma żadnego uzasadnienia, by odbierać pożyteczne narzędzie walki z niesolidnymi dłużnikami zwykłym przedsiębiorcom, którzy zwyczajnie nie mogą sobie pozwolić na postępowanie sądowe (wiesz przecież, że gros polskich przedsiębiorstw, tylko z przyzwyczajenia trzyma się jeszcze na powierzchni, a ich sytuacja finansowa jest tak tragiczna głównie dzięki zaległościom płatniczym kontrahentów). Przedsiębiorca raczej nie ma co marzyć, o zwolnieniu z opłaty sądowej. Nie mówią już, że postępowanie sądowe może trwać dwa lata i dłużej (wystarczą niewielkie sztuczki procesowe dłużnika). W tym czasie wierzyciel zdąży już skoczyć z mostu. Teraz ma chociaż KRD. Chcesz mu to zabrać?
Natomiast z punktu widzenia firmunieniek windykacyjnych, jest to obojętne. Dla nich nakaz, to fraszka. Kilka tysięcy pozwów dziennie wygeneruje sam system komputerowy. Budżetu wystarczy i na opłaty i na przeczekanie opieszałości sądów.
 
Robilee napisał:
Za taki numer grozi wpisującemu na listę solidne odszkodowanie, więc Kowalski powinien na tym skorzystać. Dzięki temu wpisujący musi się dobrze upewnić, co do zasadności wpisu.
Jest faktura, jest dług, chociażby teoretycznie. Dopóki sąd nie oddali powództwa, mogę się zapłaty z takiej fakturki domagać. Gdyby było inaczej, dawno byłaby rzeźnia - pozwy o zadoścuczynienie z uwagi na wpis do KRD za roszczenie, które sąd później oddalił.
Robilee napisał:
Poza tym nie ma żadnego uzasadnienia, by odbierać pożyteczne narzędzie walki z niesolidnymi dłużnikami zwykłym przedsiębiorcom, którzy zwyczajnie nie mogą sobie pozwolić na postępowanie sądowe (wiesz przecież, że gros polskich przedsiębiorstw, tylko z przyzwyczajenia trzyma się jeszcze na powierzchni, a ich sytuacja finansowa jest tak tragiczna głównie dzięki zaległościom płatniczym kontrahentów).
Zgadza się, tyle że KRD i inne biura to żaden straszak na przedsiębiorców. Pogadaj z windykatorami, dowiesz się co sądzą o biurach :) Skuteczność windykacyjna nie istnieje. Dla firm jako narzdzie windykacyjne praktycznie mogłyby one zniknąć z rynku i nikt by tego nie zauważył. Za to są narzędziem w dużej mierze dla firemek, by nieco utrudnić życie Kowalskiemu i "zachęcić" do spłaty przedawnionego bądź nieistniejącego długu.

Fakt nie do podważenia jest taki, że pełnią rolę informacyjną w obrocie gospodarczym, mimo sporego bałaganu. W sumie to Robilee zmodyfikowałbym mój pomysł - z nakazem sądowym co do wpisu konsumenta, bez nakazu - podmiot gospodarczy. Oczywiście bez przedawnionych zobowiązań - o swoje interesy trzeba dbać i jest na to wystarczająco dużo czasu. Jak to widzisz?
 
jerry23 napisał:
Jak to widzisz?
Ponieważ wiem, że w "walce wierzyciel contra dłużnik", ten drugi ma niesamowitą przewagę, która wynika zarówno z przepisów prawa, jak i praktyki jego wykonywania (niewydolność sądów, indolencja prokuratury, sprzeczności systemowe itp.), każde, nawet mało skuteczne, narzędzie służące windykacji pozasądowej jest bardzo potrzebne i nie wolno go niszczyć. Rejestry do umieszczania spraw orzeczonych i tak istnieją.
jerry23 napisał:
nieco utrudnić życie Kowalskiemu i "zachęcić" do spłaty przedawnionego bądź nieistniejącego długu.
Jerry, ty też zaliczasz się do tych, którzy w jednym szeregu stawiają "nieistniejący dług" z długiem przedawnionym? Jak wiesz, ja nie. Tylko już nie pisz, że wierzyciel jest sam sobie winien. To oczywiste. I za tę winę jest dostatecznie ukarany (ryzyko przegrania procesu). Nie ma żadnego powodu, by jeszcze nagradzać dłużnika "absolutną nietykalnością" za to, że przez błąd wierzyciela i swoją nieuczciwość mu się "upiekło". Przecież dłużnikowi przybyło (wydał pieniądze, których nie zarobił), niech sobie powisi na liście, albo odda.
Dobra, Tobie jednak chodzi o nieszczęśników, którzy w rzeczywistości nie są dłużnikami, a ktoś ich "powiesił" w rejestrze (niewątpliwie odosobnione przypadki). Cóż, oni już mają narzędzia dochodzenia swoich praw. Jeśli jednak za słabe, to je trzeba poprawiać. Zwłaszcza, że chodzi znów o sądy.
 
No ciekawe jak to niby biuro informacji będzie ustalać datę przedawnienia roszczenia.
 
Może nie powinnam jednak się podczepię. Właśnie jestem w takiej sytuacji że też nie posiadam kwitów i nie wiem co mam robić . Może po krótce opiszę o co chodzi .W dniu dzisiejszym na mój telefon który od 2005roku mam w wcześniej w Erze teraz T-Mobile zadzwoniła pani, przedstawiła się że jest z firmy industrium czy jakoś tak i poinformowała mnie że w 2001 roku nie zapłaciłam rachunku w Plusie i jestem winna 4000 tyś zł. Ale zaproponowała mi dogodną opcję i jeśli do 10.07 spłacę to chcą ode mnie tylko 3000zł .Oczywiści powiedziałam ze nie ma na to szans to podała mi mój adres email i powiedziała że wyśle na niego harmonogram spłaty tych pieniędzy na raty. Nie będę się z nikim kłóciła bo jestem zdania że długi trzeba spłacać tylko czemu odzywają się do mnie po 13 latach dopiero? Zadzwoniłam oczywiście do plusa pani nie była w stanie poinformować mnie czy jest to dług z tytułu nie zapłaconego rachunku czy zerwania umowy aczkolwiek oni sprzedali ten dług firmie Kaczmarski Incaso w roku 2001 a oni sprzedali ten dług w 2003 roku industrium czy jakoś tak. Jak to jest że nie znaleźli mnie wcześniej? Przecież numer mam ten sam od 9 lat, pracowałam na umowę i rozliczałam się z Urzędem Skarbowym fakt zmieniłam adres zamieszkania i od 2003 raku jestem wymeldowana z adresu który figuruje w Plusie. Proszę o jakąś podpowiedź co z ty dalej robić. Dziękuję
 
Odpowiedź jest taka sama jak w 58398399123 opisywanych tutaj przypadków, jeśli skierują powództwo na drogę sądową to złożyć sprzeciw i podnieść zarzut przedawnienia.
 
rewt napisał:
to złożyć sprzeciw i podnieść zarzut przedawnienia.
O ile powód będzie w stanie wykazać istnienie zobowiązania. Najczęściej w takich sprawach sprzed lat dowodem jest umowa cesji - człowiek i liczba. Żadnych umów, rachunków itp.
 
Dziękuję za odpowiedzi ale mam jeszcze pytanie? Jak to dalej wygląda? Co dalej robić ?Czy dostanę wezwanie do sądu? Czy mogą mi zająć konto ? Co powiedzieć gdy znowu zadzwonią? Tak na dobrą sprawę jedyne co wiem to że pani w Plusie powiedziała że to 1511 zł a ta z Industrium że 4000 zł nie mam nic na piśmie co robić?
 
Jeżeli mają nakaz zapłaty to niech ci go wyślą że mają.
Sądzę, że jednak nie mają - możesz więc panią pożegnać i zaznaczyć by już więcej nie dzwoniła. Nic rozmawiaj, nic nie odpisuj na pisma, nic nie wpłacaj. Jeśli wniosą pozew, to podniesiesz zarzuty. Sprawa jest przedawniona od 2004 roku. Bez nakazu to mogą tylko dzwonić i pisać, nic więcej.
 
Powrót
Góra