Sedno sprawy jest w tym, że na wszystko co robi lekarz z dzieckiem potrzebna jest zgoda opiekuna prawnego. I żeby ją mieć na każdym etapie kontaktu z dzieckiem (wywiadu badania lekarskiego, pisania zaświadczeń, zlecania badań, wykonywania różnych badań) potrzebna jest obecność nie tylko dziecka ale i opiekuna prawnego, czyli najczęściej rodzica. Dziecko same do 16 roku życia o niczym w kwestiach zdrowotnych nie decyduje samodzielnie, a po 16 rż lekarz może zapytać się o zdanie dziecka ale i tak decyduje rodzic. Nie może być dziecko badane bez opiekuna. Jeśli jest opiekun prawny obecny nie ma z problemu z uzyskiwaniem zgody. Ta zgoda nie musi być zawsze werbalizowana; to że ktoś przychodzi do gabinetu, poddaje się badaniu to tez wyraz zgody. A trzeba pamiętać, że opinię o stanie zdrowia lekarz może wydać po osobistym zbadaniu pacjenta. A badanie to nie tylko osłuchiwanie, badanie brzucha ale i wywiad, niekiedy badania dodatkowe. To co lekarz potrzebuje, żeby być pewny diagnozy. Wszystkie sprawy wyjaśniane są od razu. Tylko stan zagrożenia życia co oczywiste zwalnia lekarza od posiadania zgody. Ale i do tej sytuacji są obostrzenia. W pewnych sytuacjach zaś zgoda rodzica jednak musi być na piśmie. Wszystko te sytuacje są opisane szczegółowo w Ustawie o zawodzie lekarza a Kodeks określa odpowiedzialność rodzica w stosunku do dziecka ogólnie, nie tylko w sytuacjach kontaktu ze opieka medyczną. Reasumując, stanu zagrożenia nie było. Opiekun prawny, tutaj rodzic był i powinien być przy badaniu przy badaniu. Dziecko było zbadane za darmo. Niech się mama cieszy. Błędu lekarskiego nie było. Zaświadczenia nie komentuję, bo nie wiem co było na nim napisane ale na wyjazd nie było potrzebne, choć nie jest błędem wydanie jakiegokolwiek zaświadczenia na prośbę rodzica. Zawiniło niedoinformowanie organizatora wyjazdu, bo od niego się zaczęło. Nie potrzebnie wysłał mamę do lekarza. A lekarz, żeby mieć czyste sumienie, że zrobił wszystko co do niego należało, zbadał dziecko.