Egzamin Radcowski 1-4.12.09

  • Autor wątku Autor wątku Caledon34
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
- ciekawy jestem kogo wskazaliscie jako powodów odnosnie "kosztów rodziców za transport dziecka do specjalistów" :mad:

- a odnośnie zarobków Krysi - czy ta kobieta miała roszczenie z tytulu odszkodowania za utracone zarobki? Przecież jakies świadczenia z ubezpieczenia społecznego musiała dostawać w międzyczasie....:mad:
 
guadalajar napisał:
1) Tyle, że z drugiej strony to nie jest egzamin sędziowski i moim zdaniem guzik pełnomocnika obchodzi czy wyrok jest zgodny z prawem jeżeli zaspakaja on w całości roszczenia jego klienta.

2) odsetki były takze żle wskazane - od poczatku radca żle wskazal a sad tez zla date przyjal

3) strony kazusu byly pospinane na opak a imie matki Mariuszka bylo 2 razy przekrecone

Wiem, wiem...to był mój błąd... za bardzo wczułem się w rolę i poleciałem z tematem jak oskarżyciel publiczny... mam nadzieję, że przez to nie uwalę... nie mogłem skarżyć w apelacji karnej rozstrzygnięcia które nie dotyczyło mnie bezpośrednio...
 
guadalajar napisał:
- ciekawy jestem kogo wskazaliscie jako powodów odnosnie "kosztów rodziców za transport dziecka do specjalistów" :mad:

- a odnośnie zarobków Krysi - czy ta kobieta miała roszczenie z tytulu odszkodowania za utracone zarobki? Przecież jakies świadczenia z ubezpieczenia społecznego musiała dostawać w międzyczasie....:mad:

W zasadzie masz rację co do wątpliwości związanymi z ubezpieczeniem społecznym, ale nie było o tym mowy w kazusie, a na samym końcu wyraźnie wskazali, że mamy ewentualnie uzupełnić informacje o fikcyjne dane, ale bez wychodzenia poza stan faktyczny, więc bezpieczniej było przemilczeć fakt ewentualnych świadczeń z ZUS-u.
 
no więc ja również przemilczałem ale wiem ze ludzie starali sie policzyc swiadczenia pracodawcy (którego de facto nie było w opisie) + świadczenia z ZUS. Ale dorabianie stanufaktycznego pod hasłem "założenia" to cienki lód. A może Krysia na czarno pracowała :cool:

Ja podałem 2 powodów (matka i syn) ale nie wiedzialem co zrobic z tatusiem który tez wykłądał pieniążki na podruże do służby zdrowia. Jakoś głupio było włączać go do tak dużego pozwu.

Jestem też ciekaw czy podnieśliście zadośćuczynienie dla syna i matki.
 
właśnie, czy ktos mógłby powiedziec coś wiecej na temat testu i zadan
 
bardzo chetnie:

1) kazusy byly na tyle skomplikowane i przerosniete, ze komisja egz przesunela wczesniej zapowiadany termin wynikow o poltora tygodnia,

2) w kazusach codziennie byly jakies "klopsy" np dzis : Wojewoda Szczeciński

3) treści nie pisze bo i tak MS opublikuje wkrotce na swojej website :cool:
 
W 1999 roku decyzją Starosty Szczecińskiego wywłaszczono Jana Kowalskiego z nieruchomości położonej w Szczecinie. Otrzymał on odszkodowanie w kwocie 71.830 zł. Jan Kowalski wniósł w czerwcu br. o zwrot tejże nieruchomości opierając się na przepisach art 136 i 137 ustawy o gospodarce nieruchomościami. Podniósł, że sąsiednie nieruchomości są, i owszem, zabudowane, jego nie, dlatego - skoro nie został zrealizowany cel, dla którego nieruchomość wywłaszczono, chce jej zwrotu. Starosta Szczeciński odmówił zwrotu twierdząc, że: fakt, sąsiednie nieruchomości są już zabudowane, organ przeprowadził dochodzenie w sprawie i doszedł do wniosku, że Gmina Szczecin wciąż planuje budowę na wywłaszczonej nieruchomości, jednakże z braku środków na razie na te cele inwestycję odkłada w czasie. Na sąsiednich nieruchomościach jest zbudowana szkoła, są boiska i parkingi, a do wywłaczonej nieruchomości Kowalskiego doprowadzona jest już droga dojazdowa. Kowalski stwierdził, że cel nie został zrealizowany, a na jego działce rośnie trawa, młode drzewka i krzewy. Starosta Szczeciński wydał decyzję odmowną, którą to decyzję utrzymał w mocy Wojewoda Szczeciński w pełni podzielając stanowisko Starosty Szczecińskiego i podniósł ponownie, że Gmina Szczecin wciąż zamierza tam coś budować.
Proszę sporządzić skargę do WSA lub opinię prawną w razie uznania za bezcelowe wnoszenie skargi.
 
a oto casus z cywilnego:
Do kancelarii radcy prawnego Agnieszki Sroki w listopadzie 2009 r. zwróciła się o pomoc prawną Krystyna Łęcka zam. we Wrocławiu. Kancelaria radcy pr. mieści się we Wrocławiu, ul. Piłsudskiego coś tam.
Opis problemu:
W dniu 16 września 2006 roku K.Łęcka uległa wypadkowi komunikacyjnemu, potrącił ją samochód. Sprawcy zdarzenia udało się uciec. Wskutek wypadku K.Łęcka doznała złamania kręgosłupa, złamania kończyny dolnej i górnej, obrażeń wewnętrznych. Nadto poszkodowana była w tamtym czasie w ciąży. 10 grudnia 2006 roku urodził się syn poszkodowanej, Mariusz Łęcki, u którego stwierdzono zniekształcenie kości czaszki, niedowład rąk, mały nie chodzi i nie mówi, ciągle leży. Wymaga stałej opieki. Sprawcę zdarzenia policja ustaliła w styczniu 2007 roku. Został on skazany prawomocnym wyrokiem. Sprawca posiadał ważną polisę OC w PZU SA, Inspektorat we Wrocławiu, ul. jakaś tam. Szkodę zgłoszono w PZU 1 marca 2007 roku. 1 kwietnia 2007 roku. PZU wypłaciło:
- 50 tys. zł tytułem zadośćuczynienia małemu,
- 20 tys. tytułem zadośćuczynienia K.Łęckiej,
- po 500 zł miesięcznej renty dla małego,
- 1.500 zł dla K.Łęckiej z tytułu zniszczonej odzieży,
- 2.000 zł z tytułu zakupu leków dla małego, dojazdów z nim do lekarzy i z tytułu konsultacji lekarskich. W pozostałym zakresie PZU odmówiło wypłaty podnosząc, że kwoty te są wystarczające, a nadto, że roszczenie uległo przedawnieniu.
Przed datą wypadku K.Łęcka pracowała jako księgowa i zarabiała 3.000 zł netto. Według lekarza prowadzącego jej chorobę co najmniej do końca czerwca 2010 nie będzie mogła ona wrócić do pracy, gdyż nie odzyska zdrowia. Dla małego K.Łęcka wraz z mężem kupiła wkrótce po urodzeniu za 10.000 zł przyrządy rehabilitacyjne, choć rokowania co do jego przysżłości są zdecydowanie niekorzystne. Logopeda, psychiatra i ktoś tam jeszcze prowadzą jego rehabilitację, która od urodzenia dziecka kosztuje 3.000 zł miesięcznie. Przez 4 miesiące po wypadku K.Łęcka ponosiła koszty po 400 zł z tytułu zakupu środków odżywczych dla siebie. Przeszła 5 operacji, po czym w czerwcu 2009 roku poddała się operacji zespolenia kości lewej ręki w prywatnej klinice we Wrocławiu, za co zapłaciła 20.000 zł. Zabiegu dokonała w prywatnej klinice, gdyż utraciła zaufanie do publicznej służby zdrowia. Małym opiekują sie przez 5 dni w tygodniu rodzice K.Łęckiej. Po jego urodzeniu K.Łęcka z mężem ponosiła koszty po 200 zł miesięcznie na zakup leków dla małego, po 200 zł miesięcznie z tytułu konsultacji lekarskich i po 100 zł miesięcznie z tytułu dojazdów do lekarzy z małym (wszystko w okresie grudzień 2006 - marzec 2007).
Mamy: dokumentację medyczną, karty ze szpitali, dane lekarza prowadzącego K.Łęcką i lekarza rehabilitującego małego.

W oparciu o przedstawiony stan faktyczny proszę jako radca prawny A. Sroka sporządzić pozew bądź - w razie uznania wnoszenia go za bezcelowe - opinię prawną.
 
Ja mam dwa pytania:
1. Czy ktoś może podać jak dokładnie brzmał kazus z karnego:?:
2. Co było z zakresu prawa gospodarczego: apelacja/opinia czy umowa :?:
 
Ten kazus z karnego byl strasznie rozlegly. A z gospodarczego byla umowa na wykonanie projektu budowlanego.
Czy z administracyjnego pisaliscie skarge? Bo slyszalam po wyjsciu z egzaminu (w Poznaniu), ze pare osob pisalo opinie o braku podstaw....
 
z gospodraczego była umowa - na prace projektowe (projekt architektoniczny do pozwolenia na budowę) na realizację inwestycji Budynek kliniki chirurgicznej czy coś wtym stylu, czyli z przeznaczeniem na udzielanie świadczeń zdrowotnych. Reprezentujesz NZOZ Ostre Cięcie a umowę zawierasz z rembud sp. z o.o. Realizacja inwestycji w 2010 roku. Ostre Cięcie dostarczyła wszystkie niezbędne dokumenty i wytyczne do sporządzenia projektu. Należy w umowie określić termin realizacji bez mozliwości przesunięcia, kary umowne, zasady odstapienia, wysokość, termin i warunki zapłaty wynagrodzenia, przejście praw autorskich, zabezpieczenie należytego wykonania umowy, warunki gwarancji i nie pamiętam co jeszcze ... Jednym słowem trzeba było bardzo sie spieszyć, żeby zdążyć
 
większosc pisała jednak skarge do WSA, choć sam kazus zawierał pułapki lub niescislosci wynikajace z niedbalstwa. Sprawa dotyczyła ew. skargi na decyzje Wojewody Szczecińskiego ( sic!, czyli organu który de facto nie istnieje jest Zachodniopomorski) utrzymującej decyzję starosty o odmowie zwrotu wywłaszczonej nieruchomosci. Moim zdaniem staosta jak i wojewoda wydali błedne decyzje, gdyż z kazusu wynikałao, iz sa przesłanki do zwrotu nieruchomosci zgodnie z ustawa o gosp. nieruchomosciami. Ciekawym elementem był fakt, iz przyjmując ze piszemy skarge w czasie rzeczywistym minąłby termin na jej wniesienie (30 dni). Tym samym wiekszośc ludzi wskazała termin adekwatny do tego aby sie zmieścic w terminie 30 dni.
 
z tą skargą (termin) to niby wszystko było ok, przesłanki ok i termin bo sędzia (przew. komisji) wyraźnie przekazał, że "jesteśmy w czasie". choć przekazał ustnie, nic na papierze:(. ale... ale tam był Wojewoda Szczeciński, a nie Zachodnipomorski, więc co do zasady, gdyby przyjąć, że taka skarga miałaby się znaleźć w obrocie prawnym, to przecież nie można jej napisać, bo skarżymy decyzję organu, który nie istnieje. zgodnie z ustawą o podziale terytorialnym państwa (czy jakoś tak), która weszła w życie 1.01.1999, a więc przed wydaniem pierwotnej decyzji (choć to i tak w kazusie nie ma znaczenia, bo decyzje starosty i wojewody miały miejsce w 2009) nie ma urzędu wojewody Szczecińskiego, tylko Wojewody Zachodniopomorskiego.
nie chce mi się wierzyć, że ministerstwo opracowując zestawy pytań i zgadnień na egzamin popełniłoby taki błąd niedbalstwa i właśnie w tej kwestii - według mnie - należy dopatrywać się haczyka... tak mi się wydaje.
 
Myślę, że to chyba jednak nie haczyk, stawiałoby to w korzystniejeszej sytuacji chociażby zdających w Szczecinie, dla których notorium było to ze nie ma takiego organu.
 
ok, tyle że w Szczecinie nie przeprowadzano egzaminu tylko: a/ Warszawa, b/Poznań, c/Kraków, d/Gdańsk...
nie wiem co o tym myśleć. tkwię jednak w przekonaniu, że to był haczyk...
 
Szczecinianie pisali egzamin w Poznaniu i po zgloszeniu tych watpliwosci dotyczacych wojewody i starosty szczecinskich, wice-przewodniczacy komisji powiedzial, ze mamy przyjac, jakby te organy istnialy.
 
Powrót
Góra