Witajcie.
Również podchodziłem w 2018 roku do egzaminu na aplikację radcowską, wynik : 97 pkt.
W tym roku zdecydowałem że spróbuje na adwokacką.
Przed egzaminem długo sie wahałem którą wybrac i skoro nie dostałem sie na radcowską to uznałem że to może "znak" i powinienem iść na adwokacką
Z dyskusji wyłapałem dwa wątki do których chciałbym sie odnieść.
Cytuje:
"A tak z ciekawości, czy wszyscy pracujecie w branży związanej z prawem? Ja właśnie się zastanawiam, czy szukać szczęścia w kancelariach - choć chwilowo to jest czas aplikantów, bo właśnie aplikantów wszystkie firmy i kancelarie szukają, czy może warto skorzystać z szansy od losu i zaczepić się w lepiej płatnej branży, oczywiście na chwilę, do czasu zdanego egzaminu w 2019"
Ja własnie tak zrobiłem, po nieudanym egzaminie poszedłem do zupełnie innej pracy żeby dać odpocząć umysłowi, popatrzeć na życie z nieco innej perspektywy, sprawdzić czy "Zatesknie" za prawem, czy to na pewno to. Poszedłem do pracy przy funduszach unijnych, polecam każdemu taki gap year w przypadku porazki, której nikomu nie zycze oczywiscie. Ale gdy juz sie zdarzy to warto troche sie oderwać

a co również ważne jak sie domyślacie zarobki o niebo lepsze niż u moich zanjomych którzy sie dostali i pracują jako aplikanci w kancelariach. Ale to tak na marginesie.
"podchodziłam w tym roku 2 raz. Rok temu skończone studia. Wynik 95 pkt - czuć żal bo mało brakowało. Uczyłam się ze Stepaniuka i ars lege.
Pracuję 2 rok w kancelarii radcowskiej. Egzamin uważam, że był mieszany ani nie był trudny ani nie był łatwy tzn. pytania z kodeksów były może i proste ale można było popełnić błąd na małych ustawach: pytania typu opłata adiacencka, powierzchnia pokoju itp. Jeżeli ktoś nie czytał ustaw raczej mało prawdopodobne aby dobrze odpowiedział.
Za rok podchodzę 3 raz i ostatni. Mam zamiar teraz naukę oprzeć głównie na czytaniu kodeksów i ustaw. Ponieważ, jak widać w moim przypadku same testy nie wystarczają. Do trzech razy sztuka. Jeżeli się nie uda trudno - zmienię pracę i się przekwalifikuję."
Pytanie : czy w takiej sytuacji nie lepiej zamiast odchodzić z branży (o ile to lubisz i chcesz wykonywac zawód) spróbować podchodzić do egzaminu zawodowego na podstawie stażu pracy ?