E
e-azy
DemPlays napisał:Żebyśmy się wszyscy dobrze zrozumieli. Mój poprzedni post nie ma na celu obrzydzenia komuś aplikacji, bo jak się jest zaradnym to można zarabiać bardzo dobre pieniądze jako aplikant i wypowiadałem się wiele razy na ten temat. Zwracam tylko uwagę na problemy łączenia aplikacji z pracą zawodową i jak się do tego ma cytowana ustawa przez kogoś, kto nie ma bladego pojęcia o aplikacji. Nigdzie nie piszę, że taki los czeka wszystkich, bo to zależy od cech osobistych, doświadczenia i pewnie kilku innych czynników. Jedni będą pracować na kawałek etatu, a inni będą wyrabiać 50h tygodniowo. Wniosek jest jeden – trzeba umieć tym żonglować i chyba o tym chcą wiedzieć kandydaci na aplikantów na tym forum, a nie jak wygląda przepis w ustawie.
@nowy0uzytkownik:
Rozmowa toczy się w kontekście umowy o pracę z aplikantem, zgody na aplikację i łączenia zajęć aplikanta z pracą na etacie, a Ty piszesz, że pracodawca może sobie wziąć kogoś po studiach albo bez studiów. (?)
Chodzenie na rozprawy swojego pracodawcy wynikać będzie z reguły z obowiązków pracowniczych i nie jest dodatkowo płatne ew. w grę mogą wchodzić jakieś diety, jeśli jedzie się na rozprawę poza siedzibę miejsca pracy. Pomijam, że w obecnych realiach gospodarczych można w 5 minut zlecić zastępstwo na rozprawie za grosze i nie trzeba do tego zatrudniać ludzi. Podpisywanie pism procesowych, w praktyce, nie zależy od posiadania statusu aplikanta, tylko od zajmowanego stanowiska i nie wiem też dlaczego za możliwość podpisywania pism powinno się płacić więcej. Aplikantowi płaci się za umiejętności i doświadczenie, a nie za sam fakt bycia nim. Możesz być aplikantem na stanowisku asystenta radcy, a możesz być zastępcą kierownika działu windykacji. W pierwszym wypadku każdy projekt pisma będzie zatwierdzany przez radcę, który odpowiada za wykonanie tej pracy. Nie spotkałem się nigdy, żeby aplikant w kancelarii podpisywał się swoim imieniem i nazwiskiem pod jakimkolwiek pismem procesowym, bo zwyczajnie nie tak działa obieg dokumentów w kancelariach. Nazwanie zajęć na aplikacji ‘podnoszeniem kwalifikacji’ uznaję za żart i się nawet nie odnoszę.
W poprzedniej pracy byłam asystentem adwokata i nigdy nie podpisałam się pod pismem. Obecnie niestety mam obawy co do zgody pracodawcy, ponieważ kilka osób, które skończyły w mojej pracy apkę od razu odeszły i mam uzasadnione obawy, że taka "strategia" może mi być przypisana przez szefa niezależnie od mojego przekonywania go, że chcę zostać. Dzięki, że się wypowiadasz, myślę, że przez najbliższe 3miesiące będzie jeszcze sporo pytań od kandydatów na aplikantów