Firma windykacyjna przegina po całości

  • Autor wątku Autor wątku Koal
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
sorry. do wszystkich wymądrzających się i pękających ze śmiechu: zapomniałem o końcówce "a" po 190. miało być o nękaniu a wyszło "prawie" śmiesznie.

a wracając do tematu:
nie mam zwyczaju przedstawiać się jakimś szemranym firmom. tak, sprawdziłem najpierw numer w internecie, bo tekst "o poważnym wypadku" zabrzmiał dziwnie. zresztą, rodzina i przyjaciele mają mój numer, jak nie mój to mojej rodziny, więc każdy normalny by się umiał skontaktować.
a nie jakieś firmy z popier*olonymi pomysłami.

teście kupili parę lat temu dom na wsi, a historię tego, kto tam wcześniej mieszkał, jak widać poznajemy właśnie teraz.

jeden grzeszczyk - zjedz snickersa, bo za bardzo gwiazdorzysz.

już nie odpisujcie. wystarczy.
 
wojtekowicz napisał:
zapomniałem o końcówce "a" po 190. miało być o nękaniu
Właśnie o "nękaniu" jest śmieszne. Równie dobrze mogłeś zarzucić szpiegostwo i spowodowanie zagrożenia w ruchu morskim.
wojtekowicz napisał:
nie mam zwyczaju przedstawiać się jakimś szemranym firmom
To właśnie jest głupie. Możesz nie dzwonić. Jak już jednak dzwonisz, to po co robić z siebie idiotę?
 
A ja będą się powtarzał jak zawsze w tego typu sytuacjach, i po raz n-ty napiszę: z firmami windykacyjnymi się nie rozmawia.
Do nich dociera tylko komunikacja na zasadzie siły, a za to (często domniemany) dłużnik może mieć kłopoty. Niestety w przeciwnym kierunku to nie działa.
Z nimi się tylko rozmawia na sali sądowej, doprowadza do procesu, naciąga na koszty, i już na rozprawie ponosi zarzut przedawnienia* 8)
Wtedy jest już wszystko pozamiatane, a pseudo-windykacja ma kilka stówek w plecy.

* - oczywiście jeżeli wiemy czego dotyczy dług, i mamy pewność że jest przedawniony z mocy prawa.

Ps. Jak czytam tego typu historie, aż czasami żałuje że nigdy żadnych długów nie miałem, i nie mają mnie za co ścigać. Choć znając inwencję twórczą tego typu firm kto wie.... może niedługo dostanę list z którego dowiem się, że w połowie lat 90-tych (wtedy jako ówczesny uczeń warszawskiej podstawówki) zamówiłem gdzieś jakiś poradnik ogrodniczy o sadzeniu ziemniaka od wydawnictwa o którym nigdy wcześniej nie słyszałem.
I mam teraz zapłacić 500zł zaległej raty i kosztów administracyjnych które mi windykacja naliczyła wedle własnego uznania. Oj chętnie bym się pobawił z taką pseudo-windykacją. Naciągnął bym ich na takie koszty jakie się tylko da, a potem rozjechał w sądzie.
 
Ostatnia edycja:
raf85pl napisał:
- oczywiście jeżeli wiemy czego dotyczy dług, i mamy pewność że jest przedawniony z mocy prawa.
Bardzo słuszny dopisek. W każdej innej sytuacji oczywiście rozmawiać należy i nie wolno dopuszczać by sprawa trafiła do komornika.
Trzeba też pamiętać, że przedawnienie nie oznacza, że dług przestał istnieć. Wierzyciel (np. firma windykacyjna) ma pełne prawo nadal dochodzić spłaty, zaś uczciwy dłużnik powinien dług zwrócić.
 
Jeden Grzeszczyk napisał:
Trzeba też pamiętać, że przedawnienie nie oznacza, że dług przestał istnieć. Wierzyciel (np. firma windykacyjna) ma pełne prawo nadal dochodzić spłaty, zaś uczciwy dłużnik powinien dług zwrócić.
Trzeba też pamiętać, że uczciwy dłużnik ma się prawo zarzutem przedawnienia bronić. A stawianie sprawy w ten sposób, że jak nie płaci i się broni przedawnieniem to nie jest uczciwy, jest jakie? Nieuczciwe może? Po coś nam prawodawca dał mechanizmy, które mają zabezpieczać tę pewność obrotu. Pewność łatwego ucięcia konieczności szarpania się z wszelkiej maści funduszami srekuku, które sprzedają sobie tabelki.
Stosując Twoją logikę można powiedzieć, że nieuczciwe jest też zasiedzenie w złej wierze i kilka jeszcze innych instytucji związanych z upływem czasu.
Skoro wierzyciel nie może zebrać się przez kilka lat, żeby się wierzytelnością zająć, to może jednak jego problem, on jest profesjonalistą wszak. Chyba że postulujesz trzymanie odrębnej szafy na rachunki i potwierdzenia sprzed lat 15, tak na wszelki, żeby nie korzystać broń bóg z nieuczciwych zarzutów.
 
ksk80 napisał:
Nieuczciwe może?
Tak. Twoje 10 zł jest? Zarobiłeś je? Nie. Pożyczyłeś. Więc oddaj. Nie można nie oddać komuś jego pieniędzy i równocześnie uważać się za człowieka uczciwego. Po prostu się nie da. Nawet jak prawo pozwala nie oddać. Nawet ściganie morderstwa ulega przedawnieniu. Ten kto zamordował i przez okres przedawnienia ścigania takiego przestępstwa nie dał się złapać, jest mordercą, czy nie?
A tak do wiadomości ludzi słabiutkich w myśleniu. Instytucja przedawnienia (bardzo pożyteczna) została stworzona w celu ochrony przed nienależnymi roszczeniami, w sprawach w których z uwagi na upływ czasu, przeprowadzenie dowodów może być trudne lub niemożliwe. Chodzi więc o ochronę ludzi uczciwych. Oczywiście instytucja ta najczęściej jest wykorzystywana przez złodziei (wiedzą, że wydali cudze pieniądze, ale nie chcą ich oddać). Lepiej jednak, by gnidy skorzystały, niż by uczciwi ludzie nie mogli się wybronić od niesłusznych egzekucji. To jasne, więc oczywiście przedawnienie w prawie być musi.
Ten kto nie oddał długu oczywiście jest złodziejem zawsze. Jednak, ten, który nie oddał długu i twierdzi, że uczciwie pozbawił wierzyciela jego pieniędzy, gdyż haczyk prawny mu to umożliwił, jest nie tylko złodziejem ale i debilem. Jak prostytutka, która uważ się za dziewicę, bo prawo nierządu nie zabrania.
 
Jeden Grzeszczyk napisał:
Tak. Twoje 10 zł jest? Zarobiłeś je? Nie. Pożyczyłeś. Więc oddaj. Nie można nie oddać komuś jego pieniędzy i równocześnie uważać się za człowieka uczciwego. Po prostu się nie da. Nawet jak prawo pozwala nie oddać.
A jeśli zapomniało się, czy się zapłaciło, bo było to 10 lat temu, a fundusz srekuku mówi, że nie oddałem, to mogę się uczciwie powołać na przedawnienie, czy nie? Nie wiem, czy płaciłem, czy nie, tyle lat minęło..
Jeden Grzeszczyk napisał:
Nawet ściganie morderstwa ulega przedawnieniu. Ten kto zamordował i przez okres przedawnienia ścigania takiego przestępstwa nie dał się złapać, jest mordercą, czy nie?
Rozumiem, że była promocja, kupiłeś worek najtańszych demagogii i gdzieś je trza wykorzystać, ale to jest kuriozum. Mieszanie morderstwa z często wirtualnym długiem na kilka stów jest godne sam wiesz czego. Zwłaszcza w kontekście Twoich własnych słów w innym wątku w tym dziale, w którym to zarzucałeś rozmówcy posługiwanie się pojęciami z prawa karnego w temacie o zobowiązaniach. To jak, Jeden Grzeszczyk siepać demagogiami dobrze, ktoś inny niedobrze?:D
Pomijam jakże zręczne nie odniesienie się do kwestii zasiedzenia.
Jeden Grzeszczyk napisał:
wykorzystywana przez złodziei. .gnidy ..jest złodziejem zawsze. ..jest nie tylko złodziejem ale i debilem. Jak prostytutka..
Pheh, to się nazywa prawdziwa dyskusja i moc argumentów. Idź, ochłoń Panie Ostatni Sprawiedliwy od siedmiu boleści.
 
@ksk80
Ja już z kolegą wyżej prowadziłem jakiś czas temu dyskusję na tym forum, dla odmiany o komornikach. Konkluzja z tego wywodów myślowych była taka, ze każdy komornik to chodzący wzór cnót wszelakich, a jak nawet "przypadkiem" zagrabi majątek nie temu co trzeba to cóż... takie życie. Ograbiony ma potulnie pobiec do komornika, łaskawie przeprosić że zawraca głowę i poprosić czy jaśnie komornik zechce oddać niesłusznie zagrabione mienie.
Dzisiaj myślałem że uda się przeprowadzić nieco bardziej owocną dyskusję, ale jak widzisz moje starania to tak trochę jak gra w ping-ponga ze ścianą. Następnym razem już nie dam się wciągnąć w takie dyskusje:cool:
 
ksk80 napisał:
A jeśli zapomniało się, czy się zapłaciło, bo było to 10 lat temu, a fundusz srekuku mówi, że nie oddałem, to mogę się uczciwie powołać na przedawnienie, czy nie?
Właśnie wtedy, zachowując uczciwość, można na przedawnienie się powołać. Dla takich to sytuacji ta instytucja istnieje. Moja teoretyczna dyskusja z kol. raf85 tyczyła sytuacji odmiennej. Kolega mówił o dłużniku, który zgadza się z długiem (po prostu wziął, nie oddał), ale upływ czasu spowodował, że może prawnie od egzekucji (więc i od spłaty) się uchylić. Oczywiście, że prawo na to pozwala (nawet nie twierdzę, że sam jestem święty i nie uległbym pokusie skorzystania z takowej możliwości), jednak z całą pewnością nie jest to zachowanie uczciwe, po prostu nie oddając komuś jego własności (tu kwoty pieniężnej), zwyczajnie się go okrada. Niezrozumienie tego naprawdę dziwi.
ksk80 napisał:
Zwłaszcza w kontekście Twoich własnych słów w innym wątku w tym dziale, w którym to zarzucałeś rozmówcy posługiwanie się pojęciami z prawa karnego w temacie o zobowiązaniach.
Jakże niecelny ten cios. Czym innym jest podawanie abstrakcyjnego przykładu (tym razem posłużyłem się rozwiązaniem z prawa karnego, gdyż sądziłem że istniejąca analogia pozwoli zrozumieć istotę sprawy), a co innego kompromitowanie się i poszukiwanie w stosunku zobowiązaniowym "winnego" i "niewinnego". Teraz, licząc wciąż na odrobinę bystrości umysłowej kolegów adwersarzy, posłużę się kolejnym wymyślnym przykładem, by wyjaśnić kwestię uczciwości (nieuczciwości) w przypadku odmowy oddania długu, korzystając z zarzutu przedawnienia. Przypominam, że rozmawiamy o dłużniku, który naprawdę jest dłużnikiem i doskonale sobie zdaje z tego sprawę.
Zaczynamy. Proszę się porządnie wysilić i spróbować wyobrazić taką oto sytuację. Franek pożyczył swojemu koledze z podwórka Zdziśkowi 400 zł. Zdzisiek miał mu pożyczoną kwotę zwrócić w Sylwestra. Nie oddał jednak. Franek nawet się nie upomniał (głupio trochę mu było), miał bowiem Zdziśka za człowieka uczciwego, więc był gotów poczekać aż Zdzichu sam zechce mu oddać. Nie oddał jednak i do najbliższego Sylwestra. Franek zapytał więc Zdziśka o zwrot pieniędzy, Zdzisiek obiecał, że w okresie miesiąca na pewno to zrobi. Oczywiście nie doszło do zwrotu długu do kolejnego Sylwestra. Franek jednak nie podjął i nie zamierzał podejmować żadnych kroków prawnych. Ludzie, to w końcu tylko 400 zł. W ósmym roku, w Sylwestra, Zdzich, nieco za mocno podpity, pokazał Frankowi "takiego wała", a w dziewiątym, chcąc się popisać przed swoją blacharą, nawet lekko kopnął Franka w d. Tak doszliśmy do Sylwestra będącego dziesiątą rocznicą wymagalności roszczenia Franka z tytułu udzielonej pożyczki. Zdzich był trochę zniecierpliwiony, więc powiedział Frankowi: "odwal się ode mnie frajerze, nie po to brałem od ciebie hajs, by ci oddawać, sp...". W dniu dziesiątego Sylwestra chyba wszyscy się zgodzimy, że nasz Zdzisław uczciwym człowiekiem nie jest (przypominam, że przedawnienie dla tego rodzaju zobowiązań wynosi lat 10). Tu nie ma pomiędzy nami sporu. Potem nadchodzi Nowy Rok. A z jego nadejściem przedawnił się dług Zdziśka. Czy Zdzisiek w tym dniu jest już człowiekiem uczciwym? Czy z chwilą ustawowej zmiany zobowiązania zaskarżalnego w niezaskarżalne (naturalne) Zdzisiek doznał przemiany moralnej? Jak przesłania tej historyjki nie zrozumiecie, skupiając się np. na zagadnieniu, jakim to ciężkim frajerem jest Franek, to już odpuszczę. Jesteście straceni, równie dobrze można by przekonywać meduzy. Tymczasem jednak, by jeszcze nie żegnać tak miłych bohaterów jak nasi Franio i Zdzichu, przytoczę jeszcze jedną wymyśloną anegdotkę, wykazując że sądy w sprawach cywilnych wcale nie zajmują się kwestią uczciwości, moralności itp., a jedynie możliwością udowodnienia swoich racji przez strony. W żadnym razie, wyrok korzystny dla pozwanego, nie jest jego certyfikatem uczciwości (nie takie ma zadanie). I tak, Franek pożyczył Zdziśkowi 400 zł, nie oddał. Franek, po wezwaniach itp., wystąpił z pozwem do sądu o zasądzenie pożyczonej kwoty. Nie miał jednak żadnych dowodów, gdyż umowa pożyczki była ustna, gotówkowa i bez świadków. Nakaz zapłaty jednak Franek przeciwko Zdziśkowi otrzymał. Zdzisiek wiedząc, że Franek dowodów nie ma, wniósł sprzeciw, w którym napisał, że podnosi zarzut (uwaga, tu użyję ulubionego na tym forum zwrotu) "nie istnienia zobowiązania" (prawidłowo, jeśli już, byłoby "nieistnienia zobowiązania"). Na rozprawie Zdzisiek, pod przyrzeczeniem (Franek złożył wniosek o odebranie przyrzeczenia od przesłuchiwanego pozwanego), stwierdza: "ja nie rozumię (pisownia oryginalna) o co się rozchodzi, nic żem nie brał". Cóż, ciężar dowodu spoczywa na powodzie w tej sytuacji. Oczywiście zapada wyrok oddalający pozew. Pytanie do moich roztropnych dyskutantów, czy Zdzisiek po wyroku (przed rozprawą oczywiście pokazał Frankowi "takiego wała") powinien zostać przez nas uznany za człowieka uczciwego? Orzeczenie sądu jest przemianą moralną Zdziśka?
ksk80 napisał:
Pomijam jakże zręczne nie odniesienie się do kwestii zasiedzenia.
Nie wymagało to zręczności. Wystarczyła odrobina zdrowego rozsądku. Wierzcie, ja o instytucjach prawa cywilnego nieco wiem. Mam pojecie nie tylko o ich stosowaniu ale również o celu ich powstania i sytuowania się w prawie. Miałbym z Wami wchodzić w dyskusje na temat zasiedzenia? Toż to zagadnienie znacznie bardziej skomplikowane, niż wcześniej omawiana inna instytucja dawności, czyli przedawnienie (której zrozumienie jest daleko poza Waszym zasięgiem).
raf85pl napisał:
Konkluzja z tego wywodów myślowych była taka, ze każdy komornik to chodzący wzór cnót wszelakich
Proponuję, by kolega jednak nie wyciągał konkluzji z moich wywodów. Nie ten poziom rozumienia.
 
Ostatnia edycja:
Jeden Grzeszczyk napisał:
po prostu nie oddając komuś jego własności (tu kwoty pieniężnej), zwyczajnie się go okrada. Niezrozumienie tego naprawdę dziwi.
Każdemu wolność do jego zdziwień. Mnie na ten przykład dziwi posługiwanie się pojęciem własności pieniędzy przy świadczeniu z umowy pożyczki. I dokładanie do tego pojęcia kradzieży. Jak na samozwańczego mistrza wiedzy z zakresu instytucji prawa cywilnego słabo. Jedno zdanie, dwa błędy :D
Jeden Grzeszczyk napisał:
Teraz, licząc wciąż na odrobinę bystrości umysłowej kolegów adwersarzy, posłużę się kolejnym wymyślnym przykładem, by wyjaśnić kwestię uczciwości (nieuczciwości) w przypadku odmowy oddania długu, korzystając z zarzutu przedawnienia.
O, widzę, że promocja była z gatunku "do dwóch demagogii dajemy dwie niskich lotów historyjki z pseudoliteracką manierą".
Jeden Grzeszczyk napisał:
Wierzcie, ja o instytucjach prawa cywilnego nieco wiem. Mam pojecie nie tylko o ich stosowaniu ale również o celu ich powstania i sytuowania się w prawie. Miałbym z Wami wchodzić w dyskusje na temat zasiedzenia? Toż to zagadnienie znacznie bardziej skomplikowane, niż wcześniej omawiana inna instytucja dawności, czyli przedawnienie (której zrozumienie jest daleko poza Waszym zasięgiem).
Ależ mistrzu, wierzę :lol:
Stosując jednakże Twoją "logikę", to jak zasiedzę w złej wierze, to ukradnę, wszak wiem, że nie moje.
 
ksk80 napisał:
Mnie na ten przykład dziwi posługiwanie się pojęciem własności pieniędzy przy świadczeniu z umowy pożyczki. I dokładanie do tego pojęcia kradzieży.
No tak. Powinienem jednak wyjechać gdzieś na plażę i dyskutować z meduzami. Efekt ten sam. Kolego, wciąż nie istniej obowiązek posługiwania się wyłącznie określeniami kodeksowymi. W rozmowach używa się po prostu polszczyzny. Zabrał cudze, nie oddał, to ukradł. Nie wierzysz? Zapytaj babci.
Nie popisałeś się.
 
No więc i ją się wtrące z pytaniem. Jak nazwać firmę windykacyjną która kupuje dług za ułamek wartości, a żąda spłaty całego pierwotnego zadłużenia plus odsetki? Czy to jest uczciwe? Nie dziw się że tyle ludzi broni się przed nimi wszelkimi możliwymi sposobami. Przykład z życia kowalski ma kredyt spłaca go regularnie aż raz zapomniał o jednej racie i trafił do windykacji wewnętrznej. Oczywiście od razu po telefonie spłacił zaleglą ratę, lecz człowiek z windykacji zapomniał to odnotować. Kowalski spłacił kredyt i zapomniał o sprawie, po kilku latach odzywa się do niego FW i twierdzi że nabyła dług od banku i niestety ale jest dłużnikiem bo nie zapłacił jednej raty, na co Kowalski przedstawia wszystkie dokumenty że dług spłacił lecz takie argumenty do FW nie trafiają. Sprawą idzie do sądu i FW wygrywa ponieważ Kowalski nie wiedział jak się odwołać. Teraz musi spłacać dług u komornika mimo tego że już raz spłacił cały kredyt. Niestety ale tak też działają FW jak to nazwać?
 
Morgan41 napisał:
Jak nazwać firmę windykacyjną która kupuje dług za ułamek wartości, a żąda spłaty całego pierwotnego zadłużenia plus odsetki?
Przepraszam, ale kolega pobił właśnie rekord głupoty. Proponuję iść na barykady z czerwoną flagą i walczyć z wolnym rynkiem.
Morgan41 napisał:
Przykład z życia kowalski ma kredyt spłaca go regularnie aż raz zapomniał o jednej racie
Winny wierzyciel?
Morgan41 napisał:
wygrywa ponieważ Kowalski nie wiedział jak się odwołać.
Winny wierzyciel?
 
Jeden Grzeszczyk napisał:
No tak. Powinienem jednak wyjechać gdzieś na plażę i dyskutować z meduzami.
Jedź, pogadaj. Może ci która wytłumaczy te zawiłości związane z "własnością pieniędzy", kradzieżami i innymi objawami mistrzostwa własnego.
Jeden Grzeszczyk napisał:
Kolego, wciąż nie istniej obowiązek posługiwania się wyłącznie określeniami kodeksowymi. W rozmowach używa się po prostu polszczyzny.
No popatrz, a w innym wątku tak krzyczałeś, jak się ktoś nie posługiwał. To się zdecyduj, istnieje obowiązek, nie istnieje, czy istnieje dla wszystkich oprócz ciebie, zwłaszcza, jak się pomylisz :D
Jeden Grzeszczyk napisał:
Nie popisałeś się.
Fakt, tobie wychodzi to lepiej, także nie przestawaj, w końcu lato, sezon ogórkowy, zawsze to zabawniej.
 
ksk80 napisał:
a w innym wątku tak krzyczałeś, jak się ktoś nie posługiwał.
Eh. Gdybyś rozumiał o co chodzi, milej by się prowadziło polemikę. Ja nie na użycie potocznego słowa zwróciłem uwagę adwersarzowi, tylko na jego błędne twierdzenie, jakoby w postępowaniu cywilnym o zapłatę miało się dochodzić, czy pozwany jest osobą winną (w sensie ponoszenia winy, a więc i z domniemaniem niewinności), czy też nie. Tymczasem, w takim postępowaniu, istotne jest jedynie, czy roszczenie powoda jest zasadne i czy nie istnieją przeszkody materialne lub formalne, aby zasądzić zapłatę. Łapiesz? Oczywiście, że nie.
Morgan41 napisał:
Nie będę się kopał z koniem
Mądrze.
 
Morgan41 napisał:
No więc i ją się wtrące z pytaniem. Jak nazwać firmę windykacyjną która kupuje dług za ułamek wartości, a żąda spłaty całego pierwotnego zadłużenia plus odsetki? Czy to jest uczciwe?
To jest biznes po prostu. Uczciwy. Tanio kupić drogo sprzedać.
Chcesz zakazać handlu wierzytelnościami? Bo co, spekulanci? Może jeszcze IRCh (inspekcja robotniczo-chłopska) powołać jak za lat 80-tych? :)

Morgan41 napisał:
Kowalski spłacił kredyt i zapomniał o sprawie, po kilku latach odzywa się do niego FW i twierdzi że nabyła dług od banku i niestety ale jest dłużnikiem bo nie zapłacił jednej raty, na co Kowalski przedstawia wszystkie dokumenty że dług spłacił lecz takie argumenty do FW nie trafiają
Bajzel w banku. Nie problem Kowalskiego.

Morgan41 napisał:
Sprawą idzie do sądu i FW wygrywa ponieważ Kowalski nie wiedział jak się odwołać. Teraz musi spłacać dług u komornika mimo tego że już raz spłacił cały kredyt. Niestety ale tak też działają FW jak to nazwać?
Jak to nazwać? Frajerstwem i głupotą Kowalskiego. Jak Kowalskiemu zepsuje się samochód to go porzuca w rowie gdyż nie wie jak go naprawić? Nie. Jedzie do mechanika. Tak samo w sądzie, jak nie potrafi sam to angażuje specjalistę. Proste.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra