Witam.
W piątek byłem w rektoracie. Wyjaśniłem sprawę. Stwierdzono, że moja zaległość wynosi 450 zł i od niej będą naliczane odsetki. Podsuwano mi dokument do podpisu, ale odmówiłem. Poprosiłem natomiast o wydanie moich dokumentów, które jak się okazało....... wyparopwały z mojej teczki. jest wszystko oprócz świadectwa maturalnego. Pani była zdziwiona zaistniałą sytuacją i stwierdziłą, że dokument może być w dziekanacie, który bagatela jest w remoncie. Super sprawa. Pieniędzy napewno im nie zapłacę, ponieważ sprawa jest przedawniona. Składałem rezygnację ze studiów, która podobno nie mogła być uznana ponieważ "nie zaliczyłem semestru"? Normalnie masakra. Jako, że nie zapłaciłem za jeden miesiąc, firma windykacyjna ma ode mnie zassać 450 zł plus odsetki. Wcale bym się nie zdziwił gdyby odsetki opiewały na jakieś 5-6 tysi