Witam
Pocieszające jest to iż nie tylko ja mam problem z WSTE. Obecnie mieszkam w Krakowie i do WSTE nie mogę się dodzwonić w celu wyjaśnienia sprawy.
Na WSTE zapisałem się w pierwszym roku jej istnienia na studia dzienne. Złożyłem odpis świadectwa maturalnego, zdjęcia, i opłaciłem wpisowe. Niestety ze względów zdrowotnych, na zajęcia uczęszczałem tylko przez około miesiąc. Zaznaczam iż za każdy miesiąc w semestrze płaciłem. Po pierwszym semestrze napisałem podanie z prośba o skreślenie mnie z listy studentów dziennych i zapisanie mnie na studia zaoczne rozpoczynające się w lutym. Moje podanie zostało pozytywnie rozpatrzone. Warunkiem przeniesienia na studia zaoczne było oczywiście uregulowanie wszelkich wpłat. Co zostało uczynione.
Będąc na studiach zaocznych cały czas miałem problemy ze zdrowiem i nie mogłem uczęszczać na zajęcia. Lecz za każdy miesiąc semestru płaciłem i mam na dowody opłat. Na początku (bodajże lipca) napisałem podanie o skreślenie mnie z listy studentów. Podanie znów zostało rozpatrzone pozytywnie. Aby odebrać moje papiery znów musiałem uiścić opłaty. Pieniądze zostały wpłacone i odebrałem od odpis mojego świadectwa maturalnego.
Nagle przychodzą do mnie dwa pisma o zapłatę, jedno na 1 tys zł a drugie na 20 tys. Szczęka mi opadła, totalne załamanie. Po ochłonięciu skontaktowałem się z prawnikiem, który poinformował mnie o przedawnieniu itp. (czyli o wszystkich rzeczach, o których Państwo tutaj piszą). W końcu minęło przeszło 9 lat. Zastanawiam się jaki Oni muszą mieć burdel w papierach aby żądać pieniędzy od kogoś kto już napisał pismo o rezygnację i odebrał papiery z uczelni. Jedyne co przychodzi mi do głowy to iż osoba, która była odpowiedzialna za przeniesienie mnie na studia zaoczne nie odnotowała mojej rezygnacji ze studiów dziennych i cały czas mogłem widnieć jako student dzienny. Ale to już była by paranoja do potęgi n-tej. Dopiero w przyszłym tygodniu będę miał urlop i wybiorę się na była „cudowną” uczelnię.
Jeżeli będzie jakiś pozew zbiorowy przeciw WSTE to ja się przyłączam.