Dobre. Ja jak napisałem miałem do czynienia raz. I tak, też oczywiście przyznaję, że ten kredyt brałem, tyle, że spłaciłem, no ale nie zatrzymałem sobie kwitów. Przegrali w sądzie, to jasne, o dziwo nie cofnęli pozwu.
I też jakoś tak tydzień temu dostałem 3 listy zwykłe, z tym samym pismem, w którym znów czegoś tam chcą... Pomimo oddalenia powództwa i to nie z uwagi na przedawnienie, a na fakt nieistnienia zobowiązania. Nie mam pieca, oddaję starszym rodzicom na rozpałkę...
Natomiast o co mi chodziło w moim poście...
Jeżeli człowiek wie, że kredyt spłacił, albo pożyczkę czy co tam, ewentualnie jest pewny, że go nie brał - to nie da się go "nastraszyć komornikiem i sądem", co często czytam na tym forum. Bo człowiek, który wie, że uczciwie sprawę załatwił, nie będzie się po prostu bał ani sądu, ani komornika. Sądu boi się ten, kto nie jest pewny wygranej.
Natomiast istnieje druga strona medalu. Nie "medialna", jak te wszystkie doniesienia, że "policja pobiła", tylko faktyczna, udowodniona przed sądami, strona medalu:
Praktyki niektórych windykatorów takie, jak wchodzenie za przeproszeniem "z buta" do mieszkania domniemanego dłużnika. I to domniemanego, bo przed wyrokiem. Wydzieranie się, używanie obelg i innych wulgaryzmów. Oraz, mam nadzieję, że już nie stosowana, a przynajmniej dawno tego nie widziałem, metoda zastraszania dłużnika "łysymi panami". Albo przez telefon, także udowadniane w sądach, twierdzenia, że koszty naliczane przez windykatora to "koszty sądowe" tyle, że... nie odbyła się żadna sprawa w sądzie.
Ale tak podsumowując cały wywód: w takim sporze najczęściej nie ma strony "niewinnej". Jest dłużnik, który nie spłacił zobowiązania. Jest firma windykacyjna, która łamie prawo w procesie windykacji. Nie każda oczywiście i nie zawsze, ale takie przypadki istnieją.