P
prosiak
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2010
- Odpowiedzi
- 3
Kilka weekendów temu zostałem ze swojego mieszkania wyciągnięty przez policję, zapsikany gazem pieprzowym, pobity, a następnie wywieziony na izbę wytrzeźwień. Jak mogę to zgłosić? Co z tym zrobić?
A teraz od początku - W nocy ostatniego piątku października razem z pięciorgiem znajomych świętowaliśmy w prywatnym mieszkaniu urodziny przyjaciółki.
W środku nocy do drzwi zaczęła dobijać się policja. Funkcjonariusze powiedzieli, że chcą rozmawiać z właścicielem mieszkania. Jest nim moja dziewczyna, która uspokajała naszego pieska w pokoju obok. Powiedziałem im zgodnie z prawdą, że mieszkam w tym mieszkaniu i mogę z nimi załatwić wszystkie sprawy. Wówczas doszło do krótkiej wymiany zdań:
Policja: To pan idzie z nami.
Ja: Nigdzie się nie wybieram, możemy chyba sprawę załatwić na miejscu.
Policja: Słuchaj gnoju, nie wkurwiaj mnie i wychodzimy.
Ja: Co to ma znaczyć? Jakim prawem Pan się do mnie w ten sposób w ogóle odnosi?
Po czym funkcjonariusze wyjęli kajdanki z zamiarem skucia mnie. Wówczas koleżanki i moja dziewczyna zaczęły pytać o co chodzi i dlaczego chcą mnie skuć. Doszło do głośnej wymiany zdań i przepychanki(policja odpychała koleżanki, jednej wybijając w ten sposób palec). Następnie apsikali gazem pieprzowym (na zamkniętej klatce schodowej, tuż przed wejściem do mieszkania) najpierw mnie i od razu koleżanki. Wyciągnęli mnie zapłakanego i nic niewidzącego z klatki na dwór, gdzie w bramie zaczęli mnie bić. Niestety nie widziałem czym i w jaki sposób, bo cały czas byłem załzawiony.
Gdy wsadzili mnie już do radiowozu a koleżanki wyszły na dwór, jedna z nich poprosiła o ich numery służbowe. Nie udzielili jej odpowiedzi a gdy ona zaczęła na nich krzyczeć, że co to w ogóle za policja co się tak zachowuje, zapsikali ją ponownie gazem i wywieźli na izbę wytrzeźwień drugim patrolem.
Radiowozem podjechałem z funkcjonariuszami raptem 200m na ostry dyżur(mieszkamy tuż przy szpitalu), po drodze zdążyli mnie zwyzywać od kurew, szmat itp i zagrozili mi, że jeśli nie potwierdzę, że rozciętą głowę mam od uderzenia się we framugę, to załatwią mnie jeszcze bardziej.
Na ostrym dyżurze zostałem zszyty( cztery szwy nad łukiem brwiowym) i obmyty(cały byłem we krwi z nosa, który mi rozbili, ucha i rozciętej głowy).
Po wyjściu z ostrego dyżuru wywieźli mnie na najbliższy komisariat, gdzie poddali badaniu alkomatem, na którym wyszło mi 0,77 w wydychanym powietrzu. Stamtąd już na izbę wytrzeźwień i tyle ich widziałem.
Nie zrobiłem obdukcji, gdyż nie mam pieniędzy a takie badanie kosztuje w moim mieście między 100 a 150zł. Kiedy funkcjonariusze chcieli mnie zabrać na izbę wytrzeźwień prosiłem ich o odwiezienie do domu, gdyż miałem następnego popołudnia mieć dzień próbny w nowej pracy - spławili to. A wywożąc mnie na izbę narazili na koszta w wysokości 250zl.
Po kilku dniach udałem się do ortopedy z obolałym barkiem, okazało się, że mam chorobę chrząstki stawowej II stopnia - z powodu urazu przy pobiciu przez funkcjonariuszy policji. Tak napisal lekarz po opowiedzeniu mu przeze mnie historii.
W ciąż boli mnie ucho, zamierzam wybrać się z nim do laryngologa. Mam w uchu zew. małego krwiaka.
Półtorej doby po całej akcji nasz piesek totalnie stracił kontrolę nad swoim ciałem. W nocy ratowali go lekarze weterynarii, a był już ich zdaniem trzema łapkami na tamtym świecie. Okazało się, że zatruł się gazem, który funkcjonariusze użyli na klatce schodowej.
Mamy jako świadka także sąsiadkę, która widziała przez okno, jak koleżanka prosi o numery służbowe policji a oni ją potraktowali, jak potraktowali(gaz+izba). Koleżanka także była świadkiem, jak funkcjonariusze grozili mi pobiciem, jeżeli zaprzeczę, że rozbiłem sobie głowę sam o framugę.
Poradźcie, proszę co robić? Jakie mam możliwości, żeby ci panowie jakkolwiek odpowiedzieli za tą zomowską interwencję?
A teraz od początku - W nocy ostatniego piątku października razem z pięciorgiem znajomych świętowaliśmy w prywatnym mieszkaniu urodziny przyjaciółki.
W środku nocy do drzwi zaczęła dobijać się policja. Funkcjonariusze powiedzieli, że chcą rozmawiać z właścicielem mieszkania. Jest nim moja dziewczyna, która uspokajała naszego pieska w pokoju obok. Powiedziałem im zgodnie z prawdą, że mieszkam w tym mieszkaniu i mogę z nimi załatwić wszystkie sprawy. Wówczas doszło do krótkiej wymiany zdań:
Policja: To pan idzie z nami.
Ja: Nigdzie się nie wybieram, możemy chyba sprawę załatwić na miejscu.
Policja: Słuchaj gnoju, nie wkurwiaj mnie i wychodzimy.
Ja: Co to ma znaczyć? Jakim prawem Pan się do mnie w ten sposób w ogóle odnosi?
Po czym funkcjonariusze wyjęli kajdanki z zamiarem skucia mnie. Wówczas koleżanki i moja dziewczyna zaczęły pytać o co chodzi i dlaczego chcą mnie skuć. Doszło do głośnej wymiany zdań i przepychanki(policja odpychała koleżanki, jednej wybijając w ten sposób palec). Następnie apsikali gazem pieprzowym (na zamkniętej klatce schodowej, tuż przed wejściem do mieszkania) najpierw mnie i od razu koleżanki. Wyciągnęli mnie zapłakanego i nic niewidzącego z klatki na dwór, gdzie w bramie zaczęli mnie bić. Niestety nie widziałem czym i w jaki sposób, bo cały czas byłem załzawiony.
Gdy wsadzili mnie już do radiowozu a koleżanki wyszły na dwór, jedna z nich poprosiła o ich numery służbowe. Nie udzielili jej odpowiedzi a gdy ona zaczęła na nich krzyczeć, że co to w ogóle za policja co się tak zachowuje, zapsikali ją ponownie gazem i wywieźli na izbę wytrzeźwień drugim patrolem.
Radiowozem podjechałem z funkcjonariuszami raptem 200m na ostry dyżur(mieszkamy tuż przy szpitalu), po drodze zdążyli mnie zwyzywać od kurew, szmat itp i zagrozili mi, że jeśli nie potwierdzę, że rozciętą głowę mam od uderzenia się we framugę, to załatwią mnie jeszcze bardziej.
Na ostrym dyżurze zostałem zszyty( cztery szwy nad łukiem brwiowym) i obmyty(cały byłem we krwi z nosa, który mi rozbili, ucha i rozciętej głowy).
Po wyjściu z ostrego dyżuru wywieźli mnie na najbliższy komisariat, gdzie poddali badaniu alkomatem, na którym wyszło mi 0,77 w wydychanym powietrzu. Stamtąd już na izbę wytrzeźwień i tyle ich widziałem.
Nie zrobiłem obdukcji, gdyż nie mam pieniędzy a takie badanie kosztuje w moim mieście między 100 a 150zł. Kiedy funkcjonariusze chcieli mnie zabrać na izbę wytrzeźwień prosiłem ich o odwiezienie do domu, gdyż miałem następnego popołudnia mieć dzień próbny w nowej pracy - spławili to. A wywożąc mnie na izbę narazili na koszta w wysokości 250zl.
Po kilku dniach udałem się do ortopedy z obolałym barkiem, okazało się, że mam chorobę chrząstki stawowej II stopnia - z powodu urazu przy pobiciu przez funkcjonariuszy policji. Tak napisal lekarz po opowiedzeniu mu przeze mnie historii.
W ciąż boli mnie ucho, zamierzam wybrać się z nim do laryngologa. Mam w uchu zew. małego krwiaka.
Półtorej doby po całej akcji nasz piesek totalnie stracił kontrolę nad swoim ciałem. W nocy ratowali go lekarze weterynarii, a był już ich zdaniem trzema łapkami na tamtym świecie. Okazało się, że zatruł się gazem, który funkcjonariusze użyli na klatce schodowej.
Mamy jako świadka także sąsiadkę, która widziała przez okno, jak koleżanka prosi o numery służbowe policji a oni ją potraktowali, jak potraktowali(gaz+izba). Koleżanka także była świadkiem, jak funkcjonariusze grozili mi pobiciem, jeżeli zaprzeczę, że rozbiłem sobie głowę sam o framugę.
Poradźcie, proszę co robić? Jakie mam możliwości, żeby ci panowie jakkolwiek odpowiedzieli za tą zomowską interwencję?