Nie zaglądałem tu dłuższą chwilę zirytowany "pomocą" użytkownika Kanas (który wypowiada się jak przyjaciel wierzycieli, nie rozumiem jak zapracował na tytuł przyjaciela forum - chyba tylko ilością postów) oraz (już zbanowanego) użytkownika WCJ.
@fel=x
Dziękuję za Twoją odpowiedź.
Sam sobie odpowiadam na podstawie własnych doświadczeń w formie może zbyt kolokwialnej jak na forum, jednak pisze to dla ludzi w podobnej sytuacji. Piszę z głowy, więc nie wklejam dokładnych nr ani cytowań.
Wszystkich spraw było/ jest kilkanaście i każda prowadzona nieco inaczej. W żadnej nie ma jeszcze prawomocnych orzeczeń.
1. Ustawa niestety (chyba jak większość w polskim prawie) jest źle napisana - bank ma obowiązek weryfikacji. Jednakże bodaj 2 punkty za obowiązkiem jest punkt mówiący, że bank może (tylko może, nie musi) wezwać klienta do przedłożenia dokumentów.
Przyjąłem argumentację: skoro bank ma obowiązek weryfikacji wniosku kredytowego i ma prawo wezwać klienta do przedłożenia dokumentów, jednak nie żąda tychże dokumentów (umowa o pracę potwierdzająca dochody, ilość wydatków, oczywiste jest że dorosły człowiek nie utrzyma mieszkania i siebie za 700zł/miesiąc itp.) od klienta, to znaczy, że bank świadomie działa na swoją niekorzyść.
I tu mam wrażenie, że taka argumentacja należy raczej do sprawy uznaniowej sędziego (jak wspomniałem, ustawa jest źle napisana). Z reguły jest brana pod uwagę, jeden, tylko jeden raz sędzia takiej argumentacji nie uznał.
"W wielu bankach wystarczy samo oświadczenie." - właśnie samo oświadczenie bez weryfikacji znaczy, że bank ŚWIADOMIE podejmuje ryzyko i jeżeli nie weryfikuje w rzetelny sposób wniosku to w oczywisty sposób działa na własną niekorzyść.
Oczywiście żaden bank nigdy wprost nie przyznał, że sam działa na własną niekorzyść bo nie weryfikuje wniosków. Jak mantrę powtarza tylko argumentację, że jak ktoś jest młody i mieszka w okolicy miasta to automatycznie ma zdolność kredytową i niby tyle wystarcza.
2. W przypadku pierwszych kredytów niestety jest ciężko coś wywalczyć, bo mimo, że widać w historii np. wiele chwilówek to jednak w danym momencie ktoś zdolność kredytową niestety miał.
3. W dalszych jest łatwiej. Bo jak ktoś ma napisane w umowie 2000zł brutto + premia uznaniowa to mając 1100zł rat widocznych w BIK oczywiste było, że wniosek kredytowy powinien być odrzucony. I nie ważne, że ktoś pracuje np. fizycznie i latem ma dużo nadgodzin i np dostał 2-3 razy 3000zł na konto dzięki nadgodzinom i premii. Ważna jest podstawowa kwota dochodu. Tylko bank, w którym klient ma konto od dawna może powołać się na jego realne przychody w długim czasie, inne mogą mieć co najwyżej wiedzę o kwocie podstawowej z umowy o pracę i to do niej muszą się odnieść.
4. Jeśli ma się jakiekolwiek oświadczenia z ośrodków, terapii itd. itp. Nawet kartkę na której jest jedno zdanie w stylu "rodzice uczestniczyli w terapii", to wszystko, naprawdę wszystko nawet jeśli wydaje się kompletnie nieistotne dołączać do akt. Dwa razy bank zalany taką ilością papierków sam przyznał, że umowa będąca podstawą roszczenia jest nieważna (o tym co to znaczy w praktyce na końcu posta).
5. Jak bank sam przyzna, ze umowa jest nieważna jest prościej. Jak tego nie przyzna to trzeba niestety podliczać BIK, historię itd itp (a nie wydaję mi się, żeby którykolwiek sąd miał czas na sprawdzanie tych obliczeń, może to robią, ale raczej wydaje mi się, że te obliczenia przyjmuje jako oświadczenie strony pozwanej. Oczywiście wszystkie takie własne obliczenia sprawdzałem po 5 razy, żeby przez pomyłkę nie poświadczyć nieprawdy).
6. Poza tym nie bać się tego, że coś napisze się źle, albo czegoś się nie wie. Pisma sądowe pisałem sam, starałem się najlepiej jak umiałem. Z reguły zawsze były przyjmowano (raz na kilkanaście mi odrzucono jako niespełniające wymogów). Z reguły sąd zawsze wzywa do ewentualnego uzupełnieni braków formalnych, poucza, przysyła co ewentualnie trzeba doprecyzować, wyjaśnić, dosłać, napisać jeszcze.
7. Co do największej pożyczki, czy też początkowych kiedy osoba miała teoretycznie zdolność kredytową, jednak historia w BIK jasno pokazuje spiralę zadłużenia, chwilówek.
Osoba ma stwierdzone zaburzenia psychiczne przez sąd rodzinny. Jednak te zaburzenia zostały stwierdzone po wzięciu kredytów. Na okoliczność tego, czy te zaburzenia były wcześniej czy nie i czy wpływają na zdolność podejmowania i świadomość decyzji w dniu brania kredytu w toku postępowania można złożyć wniosek o zbadanie przez biegłego psychiatrę. Okres na zakreślenie opinii biegłego - 2 miesiące. Koszt 300zł.
Nie mam pojęcia czy jest to skuteczne, bo w tej sprawie nie było dotąd orzeczenia ani badania, tylko złożony wniosek.
Jak będą wyniki z tej sprawy to wpisze na forum.
8. Ostatnie, czyli co to znaczy, jak już dojdzie się do tego, że umowa będąca podstawą roszczenia jest nieważna (bo bank sam to przyzna, a jak nie przyzna to sąd uzna, że bank nie wypełnił swojego ustawowego obowiązku, czyli odpowiedzialność w pierwszej kolejność jest odpowiedzialnością banku za swoje zaniedbania).
Tytułem świadczenia nienależnego (nie pamiętam nr artykułu K.C.) pozwany dostaje nakaz spłaty kwoty, którą dostał "na rękę". Mnie takie orzeczenie wydaje się sprawiedliwe.
Trzeba jednak uważać i policzyć tą kwotę, bowiem bank w pozwie jako kwotę główną wpisuje kwotę "na rękę" + prowizja + ubezpieczenie. Czyli kwota główna w pozwie jest wyższa, czasem dużo wyższa niż kwota "na rękę" wynikająca z umowy.
Czasem w umowie kwota na rękę jest wpisana wprost. Jeśli nie mam jej wprost a są tylko potwierdzenia przelewów trzeba uważać, bo bank np. przelewa komuś 10600zł, z czego "magicznie" znika zaraz potem 600zł będące ubezpieczeniem itp. Oczywiście jeśli ktoś spłacał jakieś raty wcześniej to odejmuje się je od kwoty na rękę (i nie ważne, że bank je zaksięgował jako spłatę odsetek).
Niestety w 1 z banków nie ma wpisanej kwoty na umowach a historia wpłat, spłat przelewów i ich opisów jest tak niezrozumiała, że trudno w ogóle zrozumieć co się dzieje z pieniędzmi i ile realnie jest do spłaty (chyba tylko po to, żeby zwykłemu człowiekowi jak najbardziej utrudnić życie).
Podsumowując tą cześć, bank wpisze w pozwie:
- kwotę główną (na rękę + prowizja + ubezpieczenie)
- odsetki jakieśtam
- odsetki za zwłokę
- wniesie o obarczenie pozwanego kosztami sądowymi
Jeśli sąd uzna, że umowa jest nieważna z winy zaniedbań banku (albo bank sam przyzna nieważność umowy) nakaże pozwanemu spłacić tylko kwotę, którą otrzymał na rękę (nie mylić z kwotą główną wpisywaną w pozwie przez bank) pomniejszoną o ewentualne spłaty rat jeśli takie były. Umorzy odsetki, a kosztami sądowymi obarczy bank.
Tu na razie jest jedno nieprawomocne orzeczenie, nie wiem czy bank i w jaki sposób się od niego odwoła.
Chyba tyle, ale po tych wszystkich przepychankach, pismach (których i tak nie tworzę zbyt dobrze) itd. mam mocne wrażenie, że wszystko jest po prostu uznaniowe i najbardziej zależy od sądu/sędziego do którego sprawa trafi. Choć akurat to, że koniec końców to sędzia decyduje wydaje mi się w tym wszystkim najlepsze

Oczywiście niestety każda pojedyncza sprawa jeśli nie jest połączona z innymi wymaga kilku pism i kilku rozpraw.