Kolizja przy zawracaniu

  • Autor wątku Autor wątku kowalp
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
K

kowalp

Nowy użytkownik
Dołączył
08.2011
Odpowiedzi
8
Witam,

Proszę o opinię. Moja znajoma uczestniczyła w kolizji.
Na drodze o jednym pasie ruchu w każdym kierunku wykonywała manewr zawracania. Wrzuciła kierunkowskaz, auto, które jechało za nią widząc to zwolniło i zaczęło stawać. Znajoma rozpoczęła manewr i w tym momencie pojawiło się trzecie auto, które wyprzedziło auto stojące za nią i uderzyło ją w bok.

Policja stwierdziła jej winę. Znajoma nie zgodziła się i odmówiła przyjęcia mandatu. Sprawa trafi do sądu.

Czy policjant faktycznie miał rację? Jeżeli rację miała znajoma to jakimi argumentami może podeprzeć się w sądzie.

Z góry dziękuję.
 
Były tam jakieś znaki pionowe lub poziomie czy długa prosta i linia przerywana?

Bo w tej sytuacji mandat mógł być chyba tylko z:

Art.22ust."6. Zabrania się zawracania:
1) w tunelu, na moście, wiadukcie lub drodze jednokierunkowej;
2) na autostradzie;
3) na drodze ekspresowej, z wyjątkiem skrzyżowania lub miejsca do tego przeznaczonego;
4) w warunkach, w których mogłoby to zagrozić bezpieczeństwu ruchu na drodze lub ruch ten utrudnić."
 
To było poza miastem. Nie było znaków tylko linia przerywana.
I jak dopytałem okazuje się, że znajoma nie zawracała tylko chciała skręcić i zjechać na plac po drugiej stronie drogi.

Rozumiem zachowanie ostrożności ale w takim razie jak miała się zachować? Samochód za nią stawał żeby umożliwić jej wykonanie manewru. Nie widziała trzeciego auta, które pojawiło się nagle - moim zdaniem kierowca trzeciego auta zagapił się i żeby nie uderzyć w tył auta za znajomą odbił w lewo żeby je wyprzedzić.
 
W tym wypadku wg. mnie wina wyprzedzającego, bo to bez znaczenia czy się zagapił, czy chciał wyprzedzać. Czy macie dane kierowcy, który jechał jako drugi?
 
Tak. Mamy. Będziemy go brać na świadka.
Czytając forum widzę różne interpretacje w podobnych sytuacjach dlatego nie wiem czego się spodziewać ze strony sądu.

W razie gdyby ktoś chciał zobaczyć mam rozrysowaną sytuację.
 
kowalp napisał:
Czytając forum widzę różne interpretacje w podobnych sytuacjach dlatego nie wiem czego się spodziewać ze strony sądu.

Bo każda sytuacja mimo tego, że jest podobna to różni się drobnymi szczegółami. A szczegóły są bardzo ważne.
 
Więc od czego w tej sytuacji zależy kto jest winny?
 
M.in. od tego kto pierwszy rozpoczął manewr. Czy wyprzedzający, czy skręcjąca.
 
Skręcająca według niej i świadka. A już na pewno pierwsza sygnalizowała zamiar.
 
Sygnalizacja, to jeszcze nie wszystko. Teoretycznie trzeci z kierowców mógł rozpocząć manewr bez kierunkowskazu, ale zajmował już pas na który wjechała skręcająca.
 
Czyli wszystko zależy od tego jak zinterpretuje sytuację sąd? Bo skręcająca zanim skręciła upewniła się w lusterku że na pasie, na który zamierza wjechać nie ma żadnego pojazdu.
 
Moim zdaniem w nawet w sytuacji skrętu w lewo częsciej winę ponosi skręcający. Na niekorzyść skręcającego działa to, że od momentu kiedy wyprzedzjący rozpoczął manewr, do momentu kolizji minął jakiś czas, co przemawia za tym, że wyprzedzający pierwszy rozpoczął manewr i był dłużej na lewym pasie (miał do wyprzedzenia jeszcze jeden pojazd). Z drugiej strony wyprzedzający kilka samochodów na raz powienien uwzględnić taką włąsnie sytuację i nie wyprzedzać kilku pojazdów z duża różnica prędkości.

Jednakże w przypadku zawracania zdrowy rozsądek dyktuje, żeby nie wykonywac manewru zawracania, kiedy jest jakiś pojazd z tyłu. Przecież zawracający rozpoczynając manewr od prawej strony nawet nie wie co się dzieje na lewym pasie, bo widok w lusterku zasłania mu pojazd z tyłu. W życiu nie zdecydowałbym się na wykonanie manewru zawracania w takiej sytuacji. Coś takiego może wykonać tylko kierowca świeżo po kursie i bez wyobrażni i bez doświadczenia.

Dodam tylko, że nawet na drodze krajowej z szerokim poboczem, wykonanie manewru zawracania na raz wymaga rozpoczęcia manewru z prawej strony.
Kowal postaw się w miejscu wyprzedzającego, jakim cudem on się może spodziewać, że ktoś mu wyjedzie na lewy pas, kiedy nie widzi kierunkowskazu? To wygląda prawie tak samo jakby ktoś z podporządkowanej chciał skręcić w lewo w sytuacji, kiedy ktoś go "puszcza" pakując się prosto pod wyprzedzający samochód.
 
Ostatnia edycja:
Kierująca skręcała nie zawracała.


Stawiając się w sytuacji samochodu, który zbliża się do stojących/ zwalniających aut ja osobiście bym nie podejmował próby wyprzedzania. Moim zdaniem zasada ograniczonego zaufania nakazuje zachować ostrożność i upewnić się, że można bezpiecznie wyprzedzać a nie podejmować manewr na pełnej prędkości.

Kiedy ja jadę samochodem i widzę, że ktoś stoi na drodze z zamiarem skrętu np. na posesję, to staję za nim i czekam. Nie ma chyba innej możliwości? Przecież skręcający nie będzie stal i czekał aż wszyscy go wyprzedzą zanim skręci?
 
Moim zdaniem odpowiedzialnosc za to zdarzenie ponosi kierujaca.
Chcac skrecic w lewo mogla to zrobic plynnie czyli dojechac do osi jezdni wlaczyc kirunkowskaz i poprostu skrecic nie powodujac zatrzymania sie auta jadacego z tylu.
Z przeciwka nie nadjezdzal zaden pojazd bo w przeciwnym razie trzecie auto nie wyprzedzaloby
Wniosek- dlaczego drugie auto musilo sie zatrzymac
wydaje mi sie ze poprostu kieujaca chciala zawrocic a wykonujac manewr zawracania musi ustapic pierwszenstwa wszystkim pojazdom znajdujacym sie na drodze i wykonac manewr z zachowaniem szczegolnej ostroznosci.
skoncentrowana na tym czy nie najezdza zaden pojazd z przeciwka rozpoczela manewr przekonana o tym ze skoro pojazd za nia sie zatrzymal to inne zrobia to samo.
Jezeli w notatce policji sporzadzonej w dniu zdarzenia bedzie mowa o zawracaniu nie ma szans na zmiane winnego
 
Nie ma mowy o zawracaniu. Intencję kierującej było wykonanie skrętu w lewo.
Samochód za nią musiał się zatrzymać ponieważ nie miał miejsca żeby wyprzedzić z prawej strony.
 
Pisalem o zawracaniu bo rozpoczynajac dyskusje napisales cyt.
;Proszę o opinię. Moja znajoma uczestniczyła w kolizji.
Na drodze o jednym pasie ruchu w każdym kierunku wykonywała manewr zawracania
Isnieje zasadnicza roznica w obu przypadkach.
jezeli chciala skrecic to dlaczego sie zatrzykala bo skoro jak piszesz pojazd za nia sie zatrzymal to musiala go do tego zmusic.
Jezeli bylo to poz terenem zabudowanym
1.generalnie w przypadkach gdy poza terenem zabudowanym sa jakes dojazdy do posesji czy firmy zarzadca drogi stawia 70 i podwojna ciagla z przerywanymi aby do posesji czy firmy wjechac z dowolnego pasa lub wyjechac na dowolny jezeli jest inaczej to droga jest poprostu zle oznakowana ale wlasciciele posesji czy firm walczyliby o zmiane oznakowan
bo wlaczenie sie do ruchu bez tych ograniczen szczegolnie na przeciwlegly pas graniczyloby z cudem - chodzi o drogi krajowe wojewodzkie i okreslone godziny.
2.jak widac na rysunku jakas ''zatoka'' parking czy pozostalosci po komunistycznych zakladach niewiem co jeszcze ale linia przerywana brak ograniczen czyli 90 km/h
3.teren zabudowany brak zakazu wyprzedzania

1. to ewidetna wina wyprzedzajacego
2. wina skrecajacej
3. kwestia sporna kazda rozpatrywana indywidalnie
w punkcie 2 niektorzy mysla wlasnie ze jest odwrotnie bo jak jeden sie zatrzymal to czemu drugi nie potrafi nic bardziej mylnego brak zakazu wyprzedzania skrzyzowania a kierowca nie wie czy auto sie zepsulo czy staneli zeby pogadac wiec daje na lewy i wprzedza lewe lusterko posiada kazdy pojazd wiec widzac zajety pas powinna poczekac
Swoja droga caly czas zastanawiam sie czemu sie zatrzymala skoro przeciwny pas byl wolny
 
jeśli nawet tytuł wątku i pierwszy post są błędne i nie było zawracania to po co w takim razie zatrzymywać się przez skrętem w lewo? Kierunkowskaz, lusterko, dwójka i skręt...manewr życia dla połowy kierowców - głównie płci pięknej niestety.
Nie dawniej niż godzinę temu miałem podobną sytuacje tylko na parkingu osiedlowym - emeryt jak się okazało wyjeżdża mi przed nosem cofając z miejsca parkingowego po prawej - że ładny dzień się zapowiada to nawet go nie skląłem w myślach ale jak zaczął się po tym toczyć bo jazdą tego nazwać nie można postanowiłem go wyprzedzić - cały czas na szerokim parkingu - będąc na 1/3 tylnej jego długości samochodu widzę stop-y i skręt w lewo, stop i dopiero kierunkowskaz jak mnie zauważył, skręt w lewo jak się okazało w inne miejsce parkingowe - po prostu stwierdził że jego auto ładniej się będzie prezentować jak będzie zaparkowane po lewej i 5 miejsc parkingowych dalej a nie po prawej stronie parkingu osiedlowego... Ale do rzeczy - prędkość mała z 25 km/h miałem jak go wyprzedzałem więc wyhamowałem bez większych problemów - jak mnie życie nauczyło takie manewry na parkingach to norma ale w razie kolizji a dostałby w tylne lewe drzwi tłumaczenie byłoby sądzę dokładnie takie jak kilka postów wyżej - oczywiście nikogo nie było jak skręcałem, pojawił się nie wiadomo skąd, jechał jak wariat, oczywiście, że kierunkowskaz miałem włączony od samego początku.....
Jednym słowem ciężko mi uwierzyć z brak winy wykonującej skręt/zawrotkę, jeśli była to zawrotka to pewnie jeszcze "przybrała" trochę w prawo żeby się zmieścić albo całkiem z prawej krawędzi "poszła" więc nie ma cudów żeby widziała co się dzieje za nią na lewym pasie...
Przepraszam za dygresję ale po opisie tak właśnie to widać
 
Powrót
Góra