Dolzi ja na pierwszym widzeniu byłam miesiąc temu.
Dzięki wskazówkom na tym foru napisałam prośbę jako narzeczona.
Ku mojemu zdziwieniu nastepnego dnia zadzwoniłam i dowiedziałam się że dostałam pozwolenie, a wydawało mi się że nie bedzie tak łatwo je uzyskać. Szykowałam się już do pisania prośby z motywacją
A jednak udało się.
To nie bedzie rozmowa o "dupie marynie" uwierz mi.
W poczekalni spedziłam 3 godziny Kiedy strażnik mnie zawołał nogi mi się ugieły Przeszłam przez bramke
Gdy już go zobaczyłam wtuliłam się w jego ramiona a przez resztę widzenia nie odrywalismy od siebie oczu.
Ucinały się tematy bo było tyle do powiedzenia a przez emocje trudno było o realne myślenie.
To było cos niesamowitego oprócz nas było jeszcze 4 osoby i trzech strażników a mi wydawało się że jesteśmy tam sami
Zakochani dla nas swiat nie istniał czas stanął w miejscu.
Nie płakałam, pocieszałam go, mówiłam, aby do sprawy i już będę Cie miała na zawsze.
Za kilka dni odbyła się rozprawa. Los chciał inaczej.
Na drugim widzeniu to Mis mnie pocieszał bo nieumiałam powstrzymać łez coś nagle pękło we mnie... Dotarło...
Dolzi może jeszcze nie teraz (choć warto i teraz spróbować nic nie stracisz) poczekaj aż akta trafią do sądu a pózniej łap prośbe o widzenie i leć do sądu. On za kratkami czeka na Ciebie.
Mój Miś mówił że po spotkaniu ze mną stał się spokojniejszy silniejszy... Bardzo chciał mnie zobaczyć ale mimo wszystko był bardzo zaskoczony Patrzył na mnie jak w obrazek zahipnotyzowany chwilą... Dopiero po widzeniu dotarło do niego że to naprawdę byłam ja. Cos niesamowitego. Często powtarza że gdyby nie ja on by tam zwariwał. A dzięki listom i widzeniom potrafi się usmiechać Zasypiać i wierzyć że kiedy to się skończy nie wszystko będzie stracone.
:serce: