Mnie błysnęło 6 lat temu (przekroczenie prędkości o ok 15km) i mandat nie przyszedł. Przyszedł do mnie za to z Austrii - LISTEM POLECONYM ZA POTWIERDZENIEM ODBIORU PO POLSKU. Odpisałem im, że auto prowadził ktoś inny. Przyszło drugie pismo LISTEM POLECONYM ZA POTWIERDZENIEM ODBIORU PO POLSKU, żebym wskazał kierowcę. Wtedy szybko zapłaciłem 72 EUR (przekroczenie prędkości o 22km).
Zanim zapłaciłem zorientowałem się że:
- mandaty przedawniają się po 3 latach
- jeśli nie zapłacimy mandatu, to sprawa trafia do polskiego sądu i są wydaje wyrok i skazuje na 72 EUR w przeliczeniu na PLN + koszty sądowe (chyba 60PLN).
- sąd polski wydaje wyrok na podstawie, że z MANDATEM SIĘ ZGODZILIŚMY, tzn. odebraliśmy list polecony (ew. nie odebraliśmy w ciągu 2 tygodni, a taki list uważa się za odebrany) i nie zgłosiliśmy sprzeciwu.
Nie wiem jak wygląda sprawa ze Szwajcarią. W tym konkretnym przypadku mandat nie został doręczony (brak listu poleconego za potwierdzeniem odbioru).
Załóżmy: Szwajcarska policja kieruje sprawę do polskiego sądu (w ciągu 3 lat od wykroczenia - potem tak czy inaczej sprawa przedawniona) i... przegrywa, bo MANDAT NIGDY NIE ZOSTAŁ DORĘCZONY SPRAWCY.
Moje zdanie jest takie (ale mogę się mylić). Jeśli Szwajcarzy stwierdzą wykroczenie, to szybko sprawdzają nr rejestracyjny i wysyłają wszystkim jak leci. Zapłaci ok (może się uda). Nie zapłaci - zostawią sprawę, ale jeśli złapią auto następnym razem (np. podczas kontroli w Szwajcarii) to mandat wyegzekwują. Proszę zwrócić uwagę, że w 1 opisanym przypadku sprawa była bardziej zaawansowana - sprawca otrzymał wezwanie do prokuratury - tutaj Szwajcarzy by nie odpuścili.
Mogę zasugerować jeszcze wizytę w jakiejś pomocy prawnej (w Polsce są jakieś biura prawne, które świadczą usługi gratis). Ale wydaje mi się, że zinterpretują sprawę tak jak ja