Witam. Przepraszam, ze pisze tutaj, ale przy innym poscie nikt mi nie odpowiedzial, a w koncu ja tez dostalam mandat, to moze tutaj znajde pomoc.
moja sytuacja wyglada nastepujaco.
W dniu 29 maja 2011 r jechalam autobusem linia 409. Byla to niedziela, dzien wolny od pracy, wiec przyslugiwalo mi prawo kupienia biletu u kierowcy, ktory w tym dniu mial OBOWIĄZEK sprzedania mi biletow (dzwonilam do kierownika zajezdni, ktory powiedzial ze ten obowiazek jest do 5.06.2011r). Kioski byly nieczynne, nie mam karty do bankomatu, wiec nie moglam kupic biletu w autobusie, na przystanku nie bylo automatu, wiec mialam wyliczona kwote i poszlam do kierowcy, ktory najpierw nie chcial mi nawet otworzyc okienka, a potem powiedzial ze nie sprzeda mi biletu i znowu zamknal szybe. Kilka przystankow pozniej kontrolerzy dali mi mandat. Oprocz mnie 2 inne osoby rowniez chcialy kupic bilet, tez im odmowil i teraz sa moimi swiadkami, bo jestesmy w stalym kontakcie.
Napisalam jedno odwolanie, w ktorym opisalam cala syt i prosilam o anulowanie. Dostalam odpowiedz po 20 dniach, ze "kierowca posiadal przy sobie bilety, przewoznik wywiazal sie z umowy, a ja jako pasazer nie".
Wiec napisalam kolejne odwolanie, w ktorym zaznaczylam ze kierowca wcale nie wywiazal sie ze swojego obowiazku bo obowiazkiem jego bylo sprzedanie mi biletu. a skoro go posiadal, to pytanie dlaczego nie sprzedal?
na razie czekam na ich odpowiedz. minelo juz kolejne 20 dni.
czy faktycznie mam prawo ubiegac sie o anulowanie?
ps. w ich odpowiedzi na moje odwolanie rowniez nie uzyskalam "pouczenia o prawie odwołania do właściwego miejscowo sądu;"
dzisiaj jednemu z nas mandat anulowali.