Tak jest, jak piszesz. Ale jeżeli Henryk L. nie chciałby popuścić, to nie ryzykując żadnych kosztów poszedłbym na jego miejscu do sądu pracy. A to dlatego, że:
Jeśli nie pracował na formalnej umowie u Niemca, lecz miał umowę z pośrednikiem, i nawet jeśli to była jakaś szemrana umowa np. zlecenia, bo Ludwik miał Gwerbe, to oznacza, że proceder był nielegalny, bo było to naruszenie Ustawy o zakazie przekazywania/wypożyczania pracowników (Arbeitnehmerüberlassungsgesetz). A za to grożą grzywny i nadpłata składek i podatku od wynagrodzeń Niemcowi, a conajmniej grzywna także pośrednikowi. Jeżeli Ludwik w sądzie pracy opisałby to dokładnie, na czym to polegało, to sąd pracy od razu z urzędu zawiadomi Hauptzollamt, a ci od razu zrobią postępowanie o wykroczenie, które skończy się grubymi grzywnami. Ludwik ukarany nie bądzie. Jeżeli Ludwik byłby sprytny, to albo poszedłby do sądu pracy, a sąd pracy od razu zorientwałby się, że tak naprawdę, Gewerbe i zlecenie to fikcja, a tak naprawdę, to zwykły, prymitywnie zakamuflowany stosunek pracy, od którego faktyczny pracodawca musi płacić składki itd. A pozatym to niedozwolone i karalne przekazywanie/wypożyczanie pracowników (Arbeitnehmerüberlassungsgesetz). Jeśli Ludwik do Niemca i do pośrednika powiedziałby krótko i jasno, że idzie porozmawiać o tym do Hauptzollamtu, to obaj będą go prosić o to, żeby przyjął od nich odpowiednie wynagrodzenie. Taki sam efekt byłby, jeżeli rozdmucha sprawę w sądzie pracy.