Nowe przepisy ruchu drogowego

  • Autor wątku Autor wątku Kuba214552
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
K

Kuba214552

Nowy użytkownik
Dołączył
11.2015
Odpowiedzi
4
Witam. Zapewne większość z was słyszała już o tym, że wchodzą nowe przepisy dot. prawa jazdy dla młodych kierowców. Miały wejść już na początku roku, ale jest opóźnienie i prawdopodobnie wejdą w połowie 2016r. Bardzo zaciekawił mnie wątek o dozwolonych prędkościach.

Nowe przepisy, w okresie pierwszych 8 miesięcy od dnia odebrania prawa jazdy, przewidują wprowadzenie oddzielnych limitów prędkości dla młodych kierowców. Początkujący kierowcy w obszarze zabudowanym nie będą mogli przekraczać prędkości 50 km/godz., 80 km/godz. poza obszarem zabudowanym oraz 100 km/godz. na autostradzie i drodze ekspresowej dwujezdniowej, nawet jeśli znaki drogowe będą pozwalać na danym odcinku na szybszą jazdę.

Czy nie sądzicie, że młody kierowca jadący po autostradzie tylko 100km/h jest obiektem zagrożenia dla innych? Jakie jest wasze zdanie odnośnie tego i reszty nowych przepisów?
 
Kuba214552 napisał:
Czy nie sądzicie, że młody kierowca jadący po autostradzie tylko 100km/h jest obiektem zagrożenia dla innych?

Nie sądzimy - wszystkie "większe" ciężarówki, autobusy też są według ciebie zagrożeniem? Zagrożeniem to są ci kierowcy, którzy nie potrafią ocenić prędkości poruszającego się przed nim pojazdu.
 
Kuba214552 napisał:
Czy nie sądzicie, że młody kierowca jadący po autostradzie tylko 100km/h jest obiektem zagrożenia dla innych? Jakie jest wasze zdanie odnośnie tego i reszty nowych przepisów?
A Twoim zdaniem ile godzin lekcyjnych kursant spędza na autostradzie, aby nauczyć się jeździć z dużą prędkością, podejmować szybkie decyzje? Ani jednej!
Chyba że poprosi i zapłaci za taką usługę, bo przepisy nie wymuszają na OSK nauki jazdy po autostradzie, a nawet poza miastem, z czego szkoły korzystają.
Szczęśliwy ten kursant, który nie ma WORD w swoim mieście, bo przynajmniej pojeździ sobie trochę 90km/h poza miastem, gdy musi dojechać do WORD.
Szkolenia są katastrofą. To za OSK trzeba się wziąć i to solidnie. Uczą pod egzamin, bo zależy im na pozycji w rankingach zdawalności WORD. Jak ktos nie ma talentu do jazdy, to po takim szkoleniu będzie albo piratem, albo zawalidrogą.
Zamiast zabrać się za kontrolę nauki jazdy w OSK, to wprowadzili zaostrzenia przepisów wobec nowych kursantów, żeby szybko wyeliminować z dróg, tych, którzy byli źle przeszkoleni. I interesik się kręci, bo trzeba będzie się douczyć.
 
karambol napisał:
A Twoim zdaniem ile godzin lekcyjnych kursant spędza na autostradzie, aby nauczyć się jeździć z dużą prędkością, podejmować szybkie decyzje? Ani jednej!

W najtańszej szkole ani jednej. W szkole dobrej, drogiej - byś może pojedzie i autostradą. Ale może nie pojedzie, jeśli przez 30 godzin nie opanuje podstaw.

karambol napisał:
Zamiast zabrać się za kontrolę nauki jazdy w OSK, to wprowadzili zaostrzenia przepisów wobec nowych kursantów, żeby szybko wyeliminować z dróg, tych, którzy byli źle przeszkoleni. I interesik się kręci, bo trzeba będzie się douczyć.

Ale tak działa rynek. Skoro ktoś został źle nauczony to odżałuje pieniądze, pójdzie do lepszej szkoły, zostanie nauczony i poleci tą szkołę innym. Słabe OSK powinien zniszczyć rynek. I tak to powinno być. Należy edukować młodych ludzi oraz ich rodziców jak wybierać OSK - na co zwracać uwagę.
A ty marzysz o tym, by OSK eliminował urzędnik - urzędnik, który nie ma o nauce jazdy zielonego pojęcia a przepisy, które urzędnik stosuje są momentami ABSURDALNE.

Jak sobie to wyobrażasz? Przyjdzie do OSK urzędnik (musi się zapowiedzieć na kontrolę przynajmniej 7 dni wcześniej a to daje możliwości spore - np. przy zdrowiu pozostaje jedyny kumaty instruktor, reszta chora ...) i co? Wsiądzie do auta i oceni, jak pan Zenek albo pani Hania uczy? Wystawi cenzurkę odnośnie nauki parkowania równoległego? Albo nauki zmiany pasa ruchu?
 
Ostatnia edycja:
OSK to takie moje hobby, odkąd sama źle trafiłam. Wybrałam najlepszą szkołę w mieście (ranking WORD) renomowaną, drogą ( 3500 zł kosztował mnie kurs). Zajęcia teoretyczne bardzo dobre, ale jazdy - masakra. Stare, awaryjne auta, brak nauki jazdy, tylko krążenie po trasach egzaminacyjnych. Parkowanie tylko na peryferiach miasta , na pustych parkingach,żeby się autka nie uszkodziły, bo na AC szkoda pieniędzy. Nauki wyprzedzania nie miałam ani razu. Za miasto nie pojechaliśmy, chociaż połowa zapłaconej ceny, to były jazdy doszkalające (łącznie 65 godzin jazdy), bo postanowiłam się uczyć dopóki sama nie poczułam,że umiem. Nie poczułam, ale miałam już dość i poszłam na egzaminy. Nawet praktycznego egzaminu wewnętrznego nie miałam, więc wystawiając zaświadczenie o ukończeniu kursu, egzaminator poświadczył nieprawdę. Zdałam za pierwszym razem, ale jeździć nie umiem. Na trzeciej samodzielnej jeździe doprowadziłam do wypadku. Instruktor był tego świadkiem i zwiał. To,że potem starał się przeprosić i tłumaczyć, nie ma znaczenia. Nie ma więc dla mnie znaczenia renoma, pozycja w rankingu, cena szkolenia. Na to można się dziś nabrać. Śledzę szkolenia innych, czytam fora o tej tematyce i naprawdę jest kiepsko.
Nie wiem jak powinny wyglądać takie kontrole. Może powinni obowiązkowo nagrywać lekcje, a jakaś komisja będzie z karty kursanta wybierać dzień i godzinę i sprawdzać jak to wygląda.
 
karambol napisał:
Nawet praktycznego egzaminu wewnętrznego nie miałam, więc wystawiając zaświadczenie o ukończeniu kursu, egzaminator poświadczył nieprawdę.

Nie egzaminator a instruktor. Co z tym zrobiłaś? Komu to zgłosiłaś?

karambol napisał:
Nie wiem jak powinny wyglądać takie kontrole. Może powinni obowiązkowo nagrywać lekcje, a jakaś komisja będzie z karty kursanta wybierać dzień i godzinę i sprawdzać jak to wygląda.

Czy tam co piszesz i ciekawi mnie co zrobiłaś z usługą, którą dostałaś? Przecież wystarczy zapoznać się z przepisami dotyczącymi organizacji OSK oraz ich kontroli i napisać choćby skargę. Popartą dowodami. Tak właśnie powinno to działać. Rynek - czyli klienci weryfikują szkoły jazdy.

I zastanów się - jaka komisja?? Kto miałby ją zorganizować? Kto miałby sprawdzić ludzi, którzy byliby w tej komisji? Ludzi, którzy decydowaliby o "być albo nie być" prywatnego przedsiębiorcy?

System nauczania kandydatów na kierowców należałoby rozwalić i skonstruować od początku. Np. w tej chwili OSK może zostać zamknięty za brak podpisu kursanta w karcie przeprowadzonych jazd. A na przykład nie da się zgodnie z przepisami przeprowadzić szkolenia np. motocyklem z bocznym wózkiem. Nie i już. Takie to absurdy mamy. Ale mieć będziemy - bo w tym kraju chyba inaczej być nie może.

A - i tak na marginesie. 3500 zł za 65 godzin jazd i resztę kursu? Przecież nawet jakby to była cena za same jazdy to jest to kwota mizernie niska. Policz ile wychodzi za jedną godzinę i zastanów się jakie koszta ponosi przedsiębiorca i ile z tego dostaje instruktor. Instruktor dostaje tyle, ze mu się po prostu "nie chce" doskonalić, rozwijać się, wysilać się. Nie chce albo nie ma siły, bo jeździ po 10-12 godzin dziennie. To żadne usprawiedliwienie - ale skoro piszesz, że wybrałaś drogą szkołę a według mnie to nadal cena przerażająco niska to w takim razie jak to wygląda w tych tańszych szkołach?
 
Ostatnia edycja:
Kuba214552 napisał:
Czy nie sądzicie, że młody kierowca jadący po autostradzie tylko 100km/h jest obiektem zagrożenia dla innych?
Na pewno jest mniejszym niż jadący 140 km/h.
Poza jakimś śladowym ułamkiem geniuszów, którzy urodzili się z kierownicą w rękach nikt nie jest w stanie się nauczyć dobrze prowadzić auta w ciągu 30, 60 czy nawet 200 godzin jazdy. Zadaniem szkolenia zarówno teoretycznego, jak i praktycznego powinno być nauczenie kursanta jeżdżenia w sposób, który dostosowany jest zarówno do warunków jazdy, jak i do własnych umiejętności i doświadczenia. Zagrożeniem nie jest ten, kto po kursie i egzaminie jeździ słabo, tylko ten, któremu wydaje się, że kawałek plastiku oznacza, że umie jeździć dobrze.
 
forg napisał:
Nie egzaminator a instruktor. Co z tym zrobiłaś? Komu to zgłosiłaś?
Tak, instruktor, pomyliłam się. Co zrobiłam? Nic, chociaż miałam ochotę. Nie wiedziałam,że ten egzamin jest obowiązkowy. Dowiedziałam się z tego forum, ze skarg kursantów na celowe oblewanie tego egzaminu, żeby kursant dopłacał i uczył się dalej.Rozporządzenie o szkoleniach nie jest lekturą obowiązkową, ani nawet zalecaną przez OSK ,żeby kursant się nie dowiedział, jak taki kurs powinien wyglądać.
Mój OSK to stara szkoła, moi instruktorzy mają układy i układziki. Skończyłoby się na naganie dla OSK i zabraniu mi uprawnień. Nie stać mnie na taki luksus.



forg napisał:
Czy tam co piszesz i ciekawi mnie co zrobiłaś z usługą, którą dostałaś? Przecież wystarczy zapoznać się z przepisami dotyczącymi organizacji OSK oraz ich kontroli i napisać choćby skargę. Popartą dowodami. Tak właśnie powinno to działać. Rynek - czyli klienci weryfikują szkoły jazdy.
Tak, jak wyżej, nie ma sensu-układy i układziki. Ale mój instruktor bardzo jest aktywny zawodowo. Jego artykuły są w branżowych pismach, na branżowych portalach, więc ilekroć mam okazję, to w bardzo kulturalny sposób wytykam mu braki, nieścisłości i nie przestrzeganie zasad, które tworzy i narzuca innym szkołom. Ostrzegam też potencjalnych klientów, aby zastanowili się dwa razy, zanim wybiorą OSK, bo to nie jest tak,że ta jedna szkoła jest gorsza od innych.

forg napisał:
I zastanów się - jaka komisja?? Kto miałby ją zorganizować? Kto miałby sprawdzić ludzi, którzy byliby w tej komisji? Ludzi, którzy decydowaliby o "być albo nie być" prywatnego przedsiębiorcy?
Nie wiem jak miałoby się to odbywać.Są od tego urzędy i urzędnicy, którzy mają sprawować kontrolę nad OSK, począwszy od starosty.

forg napisał:
System nauczania kandydatów na kierowców należałoby rozwalić i skonstruować od początku. Np. w tej chwili OSK może zostać zamknięty za brak podpisu kursanta w karcie przeprowadzonych jazd. A na przykład nie da się zgodnie z przepisami przeprowadzić szkolenia np. motocyklem z bocznym wózkiem. Nie i już. Takie to absurdy mamy. Ale mieć będziemy - bo w tym kraju chyba inaczej być nie może.

A - i tak na marginesie. 3500 zł za 65 godzin jazd i resztę kursu? Przecież nawet jakby to była cena za same jazdy to jest to kwota mizernie niska. Policz ile wychodzi za jedną godzinę i zastanów się jakie koszta ponosi przedsiębiorca i ile z tego dostaje instruktor. Instruktor dostaje tyle, ze mu się po prostu "nie chce" doskonalić, rozwijać się, wysilać się. Nie chce albo nie ma siły, bo jeździ po 10-12 godzin dziennie. To żadne usprawiedliwienie - ale skoro piszesz, że wybrałaś drogą szkołę a według mnie to nadal cena przerażająco niska to w takim razie jak to wygląda w tych tańszych szkołach?
3500 zł za 65 to nie za mało,ponieważ branża domaga wprowadzenia ceny minimalnej za kurs 1400 zł i 50 zł za jazdy doszkalające. Uważają,że wówczas będzie zdrowa konkurencja, a oni nie będą musieli oszukiwać. Wyśmiałam ten ich pomysł, bo czym innym jest 1400 zł w Suwałkach, a czym innym w Warszawie, ale skoro tak chcą i od lat walczą o to w ministerstwie, to ich sprawa.
 
1400 złotych za cały kurs czy tylko za samą część praktyczną?
Jeżeli za same jazdy, to trochę mało. Jeżeli za cały kurs, to jest to jakieś kompletne nieporozumienie.
 
Za cały kurs. Widocznie tyle im wystarczy. Z ciekawości starałam się podliczyć moją szkołę. 400 kursantów w roku x 1400 zł = 560.000 zł. Dwa stare, małe auta na gaz, samo OC, wynajem biura ok 700 zł miesięcznie, 1 etat, a reszta między właścicieli. Inwestycji w plac nie widziałam żadnych, chyba że liczyć odmalowanie białych linii. Niech połowa tych pieniędzy idzie w koszty,to i tak ponad 200.000 zł w domu zostaje.Oczywiście, to uproszczone liczenie, ale bidy nie ma, szczególnie w małych miastach. Część pieniędzy idzie prosto do kieszeni, bez opodatkowania. O ile za kurs dostałam rachunek, to za 35 godzin lekcji dodatkowych już nie. Wyjątkiem nie byłam. Tych na jazdy dodatkowe, czy przypominające było wielu.
Liczę na to,że w bazie CEPiK będą -tak,jak obiecano- informacje na temat wykroczeń i wypadków/kolizji/stłuczek, które mają młodzi kierowcy po ukończeniu kursu w konkretnym OSK . Będzie to więcej znaczyć niż ranking zdawalności. I mam nadzieję,że ktoś zacznie analizować te dane i wyciagać wnioski.
 
Ostatnia edycja:
Instruktorzy dostają z tego połowę, niech będzie nawet 75%.
600 złotych za 30 godzin jazdy - 20 PLN za godzinę. BRUTTO!
Nic dziwnego, że ta praca przyciąga wybitnych fachowców ;).
 
karambol napisał:
Rozporządzenie o szkoleniach nie jest lekturą obowiązkową, ani nawet zalecaną przez OSK ,żeby kursant się nie dowiedział, jak taki kurs powinien wyglądać.

To jasne, że OSK nie wskaże kursantowi tego przepisu - ale kursant sam się może zapoznać.

karambol napisał:
Mój OSK to stara szkoła, moi instruktorzy mają układy i układziki. Skończyłoby się na naganie dla OSK i zabraniu mi uprawnień.

Nie na naganie a na wykreśleniu z rejestru OSK.
I niby dlaczego miałabyś utracić uprawnienia? Nie masz obowiązku pilnować, by OSK przestrzegało wszystkich przepisów związanych z kursem. Ty masz ten kurs odbyć.

Ripper napisał:
Instruktorzy dostają z tego połowę, niech będzie nawet 75%.
600 złotych za 30 godzin jazdy - 20 PLN za godzinę. BRUTTO!
Nic dziwnego, że ta praca przyciąga wybitnych fachowców ;).

Panie szanowny ... realne stawki są jeszcze niższe - i to w dużych miastach. Wybitni ustawodawcy regulują różne aspekty naszego życia a zezwalają, by prowadzenia pojazdu uczył instruktor opłacany jak praktykant w szkole zawodowej ...

karambol napisał:
400 kursantów w roku x 1400 zł = 560.000 zł. Dwa stare, małe auta na gaz, samo OC, wynajem biura ok 700 zł miesięcznie, 1 etat, a reszta między właścicieli.

Słabo te obliczenia zrobiłaś. Ilu instruktorów uczy?

karambol napisał:
O ile za kurs dostałam rachunek, to za 35 godzin lekcji dodatkowych już nie. Wyjątkiem nie byłam. Tych na jazdy dodatkowe, czy przypominające było wielu.

I następny kwiatek. Z tym też nic nie zrobiłaś bo? Bo w tym przypadku co straciłabyś?
Widać wyraźnie, że póki nie zmieni się podejście ludzi (klientów) - "ma być najtaniej i mam zdać prawo jazdy" - to będziemy mieli to co mamy na drogach. I w OSK również.

Kurs prawa jazdy powinien realnie kosztować 3000-4000 złotych. I w tej kwestii mogliby zadziałać urzędnicy. I to mogliby kontrolować. A nie jakość uczenia - bo przy takiej kontroli i takim podejściu urzędników jakie jest teraz "za chwilę" naukę jazdy musieliby prowadzić urzędnicy. I wtedy zaczęłyby się prawdziwe jaja ....

Powracając przez chwilkę do sedna tematu - jak najbardziej podoba mi się to, by przesunąć akcent z egzaminu na późniejsze poruszanie si.ę po drogach początkującego kierowcy. Wtedy ci początkujący zaczną sami szukać szkół, które uczą ich jeździć a nie zdawać egzaminy. Zatem jestem jak najbardziej za tym, by eliminować słabych kierowców - czyli między innymi tych kierowców, którzy wyznają (jakże popularną w niektórych kręgach) zasadę, że "ostatnia jazda zgodna z przepisami to egzamin państwowy na prawo jazdy".
 
Ostatnia edycja:
forg napisał:
Nie na naganie a na wykreśleniu z rejestru OSK.
Szczerze wątpię
forg napisał:
I niby dlaczego miałabyś utracić uprawnienia? Nie masz obowiązku pilnować, by OSK przestrzegało wszystkich przepisów związanych z kursem. Ty masz ten kurs odbyć.
Nie ukończyłam kursu, więc nie powinnam podchodzić do egzaminu państwowego, a tym samym nie powinnam mieć uprawnień. Zawinił instruktor, a kursant poniesie konsekwencje. Pewności nie mam,ale ryzykować nie będę.






forg napisał:
Słabo te obliczenia zrobiłaś. Ilu instruktorów uczy?
Dwóch. To interes rodzinny, nie było pracowników- instruktorów, którym trzeba płacić pensje. Tylko pracownikowi biura.



forg napisał:
I następny kwiatek. Z tym też nic nie zrobiłaś bo? Bo w tym przypadku co straciłabyś?
Jakbym ruszyła te sprawę, to musiałabym wskazać tych, o których wiem,że też nie mieli egzaminu wewnętrznego,żeby pokazać,że ja to nie niedopatrzenie lecz taka świecka tradycja.Po co robić kłopoty innym. Przecież to nic nie da. Wyszłabym na pieniacza.


forg napisał:
Kurs prawa jazdy powinien realnie kosztować 3000-4000 złotych. I w tej kwestii mogliby zadziałać urzędnicy. I to mogliby kontrolować. A nie jakość uczenia - bo przy takiej kontroli i takim podejściu urzędników jakie jest teraz "za chwilę" naukę jazdy musieliby prowadzić urzędnicy. I wtedy zaczęłyby się prawdziwe jaja ....

Powracając przez chwilkę do sedna tematu - jak najbardziej podoba mi się to, by przesunąć akcent z egzaminu na późniejsze poruszanie si.ę po drogach początkującego kierowcy. Wtedy ci początkujący zaczną sami szukać szkół, które uczą ich jeździć a nie zdawać egzaminy. Zatem jestem jak najbardziej za tym, by eliminować słabych kierowców - czyli między innymi tych kierowców, którzy wyznają (jakże popularną w niektórych kręgach) zasadę, że "ostatnia jazda zgodna z przepisami to egzamin państwowy na prawo jazdy".
Z taką ceną kursu nie ma szans. OSK zabijają swoją branżę jakością szkolenia, ale większość kursantów nie poszukuje szkół dobrych lecz tanich, bo liczy się zdobycie uprawnień, a jeździć nauczy kolega lub tata.
Ja poszukiwałam szkoły dobrej, sama wydłużałam sobie naukę, chociaż od 20 godziny jazdy namawiano mnie na zapisanie się na egzamin państwowy, przy czym podkreślano,że jeździć nie umiem. Dlaczego namawiano? Bo ważne jest też, ile kurs trwa i dlaczego tak długo, więc najlepiej go zrobić maksimum w 3 miesiące.
Słabi kierowcy wyeliminują się sami, lądując na drzewach.
 
karambol napisał:
Szczerze wątpię

A ja jestem pewien - jeśli udowodnisz, że nie przeprowadzono egzaminu wewnętrznego to takiego OSK nie będzie w rejestrze. Za brak podpisu OSK są skreślane a co dopiero za poświadczenie nieprawdy.

karambol napisał:
Dwóch. To interes rodzinny, nie było pracowników- instruktorów, którym trzeba płacić pensje. Tylko pracownikowi biura.

Twierdzisz, że dwie osoby wyszkoliło 400 osób w roku?? Zdajesz sobie sprawę z tego, że to niemożliwe? To 12 tysięcy godzin jazd w roku. Tysiąc miesięcznie. 500 na jednego instruktora. MIESIĘCZNIE. To daje nam 16 godzin zegarowych codziennie (!!)- włącznie ze świętami. Przecież to jest niewykonalne. Zatem coś masz nie do końca prawdziwe dane.

karambol napisał:
Jakbym ruszyła te sprawę, to musiałabym wskazać tych, o których wiem,że też nie mieli egzaminu wewnętrznego,żeby pokazać,że ja to nie niedopatrzenie lecz taka świecka tradycja.Po co robić kłopoty innym. Przecież to nic nie da. Wyszłabym na pieniacza.

Ale ja napisałem o braku rachunku za opłacone jazdy.

karambol napisał:
Z taką ceną kursu nie ma szans.

Oczywiście, że są szanse. To idealny prezent na "osiemnastkę". Wystarczy tylko uświadomić społeczeństwo jakie są faktyczne koszty uczciwie prowadzonych kursów na prawo jazdy.

karambol napisał:
Słabi kierowcy wyeliminują się sami, lądując na drzewach.

... zabijając przy okazji mnóstwo kierowców dobrych i odpowiedzialnych.
 
forg napisał:
A


Twierdzisz, że dwie osoby wyszkoliło 400 osób w roku?? Zdajesz sobie sprawę z tego, że to niemożliwe? To 12 tysięcy godzin jazd w roku. Tysiąc miesięcznie. 500 na jednego instruktora. MIESIĘCZNIE. To daje nam 16 godzin zegarowych codziennie (!!)- włącznie ze świętami. Przecież to jest niewykonalne. Zatem coś masz nie do końca prawdziwe dane.
Możliwe, jeśli się wpisuje godziny, których się nie wyjeździło. Parę razy zapytałam instruktora dlaczego X, czy Y już nie jeździ. Słyszałam, że już nie chciał i wolał podjąć próbę zdawania egzaminu państwowego. Czyli oprócz braku wewnętrznego egzaminu praktycznego, było też praktykowane skracanie kursu na życzenie klienta. Przyznać jednak muszę, że umknął mi jeden instruktor, ale to dlatego,że to był instruktor prowadzący swoją szkołę, a współpracujący z moją na umowę zlecenie.
Na pewno moje wyliczenia nie są dokładne. Ilość kursantów w roku wzięłam z danych WORD-u. Rzeczywistych kosztów też nie znam, bo nie znam wysokości podatków, kosztów serwisowania aut, zużycia paliwa. Ale chyba więcej niż 60% ceny kursu na te koszty nie idzie.
 
Dodam jeszcze, że plany zaostrzenia przepisów dla nowych kierowców zupelnie kłócą się z wymogami szkolenia. O ile bowiem 30 godzin jazdy jest dalej obowiązkowe, to szkolenie teoretyczne praktycznie nie istnieje. Nie dość, że kursant może uczyć się w domu z materiałów znalezionych w necie, to wewnętrzny egzamin teoretyczny też może zdawać w domu. Wystarczy na portalu OSK wykupić kody i zdawać w domu przed komputerem,z całą rodziną i kumplami. Jaki jest tego sens? Niby egzamin państwowy zweryfikujeten sens, ale przedtem kursant po takim domowym szkoleniu i egzaminie wsiada do auta i jeździ po mieście z raczej marnym pojęciem o przepisach. I zamiast skupić się na prowadzeniu pojazdu, instruktor musi na bieżąco objaśniać zasady ruchu drogowego. Tym samym samej jazdy jest mniej niż 30 godzin.
 
By uciąć zbędną dyskusję - nadal twierdzisz, że należy ścigać OSK a nie słabych kierowców? Ja uważam, że początkujący kierowca powinien być pod jeszcze większym obstrzałem. A jego przewinienia powinny być powiązane z OSK.

Ciekawi mnie w jakim mieście ten twój skandaliczny OSK cieszył się opinią dobrego... Podasz choćby wielkość miasta? Bo mnie przerażają pozostałe, te gorsze OSK ...
 
Miasto +/- 50.000 mieszkańców. Te przewinienia nie są aż tak duże. Było miło. Atmosfera prawie jak w rodzinie, a raczej w sekcie. Kursant czuł się zaopiekowany,prawie kochany, instruktorzy wykształceni,regularnie doszkalani. Auta czyste, biuro i sale szkoleniowe przytulne.Nie skracano godzin nauki. Na teorię mogłam chodzić ile chciałam, jazdy dwukrotnie miałam za darmo. Pełna kultura i szacunek. Gdyby nie wypadek i zachowanie instruktora, nie zrozumiałabym, że dewizą tego OSK mogłoby być hasło : Jesteście ważni póki płacicie. Zaczęłam szukać, grzebać w przepisach, analizować, co było nie tak.
Nie jestem w najgorszej sytuacji. Co prawda nie jeżdżę, bo się zraziłam, ale nasłuchałam się od innych o molestowaniu,chamstwie,oszukiwaniu na godzinach,uniemożliwianiu zmiany szkoły,naciąganiu na wykupowanie kolejnych godzin jazdy po uporczywym oblewaniu egzaminów wewnętrznych, kiepskich lekcjach teorii lub wręcz braku wiedzy instruktorów. Ja naprawdę nie miałam źle:o

NIK też zauważył, że dobrze nie jest
***mod***
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
forg napisał:
Nie sądzimy - wszystkie "większe" ciężarówki, autobusy też są według ciebie zagrożeniem? Zagrożeniem to są ci kierowcy, którzy nie potrafią ocenić prędkości poruszającego się przed nim pojazdu.

Według mnie wszystkie większe ciężarówki także są zagrożeniem(lecz tego nie unikniemy), ponieważ wielu kierowców zadaje sobie trud, aby wyprzedzić je nawet na drogach jednopasmowych co oznacza, że zjeżdżają na pas jadący pod prąd. Te przepisy zwiększają liczbę pojazdów, które Ci kierowcy będą wyprzedzali, a co za tym idzie powstanie więcej niebezpiecznych sytuacji.

karambol napisał:
A Twoim zdaniem ile godzin lekcyjnych kursant spędza na autostradzie, aby nauczyć się jeździć z dużą prędkością, podejmować szybkie decyzje? Ani jednej!
Chyba że poprosi i zapłaci za taką usługę, bo przepisy nie wymuszają na OSK nauki jazdy po autostradzie, a nawet poza miastem, z czego szkoły korzystają.
Szczęśliwy ten kursant, który nie ma WORD w swoim mieście, bo przynajmniej pojeździ sobie trochę 90km/h poza miastem, gdy musi dojechać do WORD.
Szkolenia są katastrofą. To za OSK trzeba się wziąć i to solidnie. Uczą pod egzamin, bo zależy im na pozycji w rankingach zdawalności WORD. Jak ktos nie ma talentu do jazdy, to po takim szkoleniu będzie albo piratem, albo zawalidrogą.
Zamiast zabrać się za kontrolę nauki jazdy w OSK, to wprowadzili zaostrzenia przepisów wobec nowych kursantów, żeby szybko wyeliminować z dróg, tych, którzy byli źle przeszkoleni. I interesik się kręci, bo trzeba będzie się douczyć.


Jak ja robiłem prawo jazdy na samochód to byłem na autostradzie tylko! 2 godziny. Z tego co mówił instruktor to w 30stu godzinach muszą zawierać się minimum 4 na autostradach i/lub drogach szybkiego ruchu, lecz oni robią tylko dwie, bo lepiej skupić się na doskonaleniu jazdy w mieście.

Nie pisz posta pod postem, przez 20 minut jest dostępna opcja -
edit.gif
Regulamin §8
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
karambol napisał:
Miasto +/- 50.000 mieszkańców. Te przewinienia nie są aż tak duże.

Brak egzaminu wewnętrznego i kasa pod stołem to małe przewinienia?

Kuba214552 napisał:
Według mnie wszystkie większe ciężarówki także są zagrożeniem(lecz tego nie unikniemy), ponieważ wielu kierowców zadaje sobie trud, aby wyprzedzić je nawet na drogach jednopasmowych co oznacza, że zjeżdżają na pas jadący pod prąd.

Przecież pytałeś o autostrady. To raz.
Dwa - czyli według ciebie należy wprowadzić nakaz jazdy z prędkością zawsze maksymalną na danym fragmencie drogi i wtedy będzie bezpiecznie bo nikt nikogo nie będzie wyprzedzał?

Kuba214552 napisał:
Z tego co mówił instruktor to w 30stu godzinach muszą zawierać się minimum 4 na autostradach i/lub drogach szybkiego ruchu, lecz oni robią tylko dwie, bo lepiej skupić się na doskonaleniu jazdy w mieście.

Albo źle zrozumiałeś albo instruktor nie zna przepisów. Nie na autostradzie a na drogach z dopuszczalną prędkością przekraczającą 70 km/h.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra