Nowe rozporządzenie, a wyjście z domu

  • Autor wątku Autor wątku wedkarzyk
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
to jeszcze dopytam o to wyjście na zakupy, moje rękawice i buty motocyklowe są już w kiepskim stanie, chciałbym pojechać do sklepu motocyklowego (zakładając, ze jest czynny) w celu zakupu nowych rękawic i butów. Czy to wystarczający powód, by policjanci się nie czepiali? Przypominam, że to mój jedyny pojazd, szukam pracy, w końcu ją znajdę, a chcę mieć ubiór w dobrym stanie, nie chcę sytuacji typu, że nagle mi się buty rozpadną czy rękawice, które szyłem już z 30 razy więc wolę wcześniej wyposażyć się w nowe.

Czy lepiej po prostu skłamać, że jedziemy do marketu spożywczego i po problemie? (choć w moim mieście nie ma sklepów z rękawicami, butami motocyklowymi i muszę jechać po nie do innego miasta, przez internet ich nie zamówię, bo musiałbym je odsyłać 5 razy, bo w przypadku odzieży motocyklowej, np. rozmiar M u każdego producenta może być nieco inny, a nawet u jednego producenta poszczególne modele też się mogą różnić, dodatkowo trzeba przymierzyć czy dana rzecz jest dla nas wygodna i nie da się tego kupić przez net z odsyłaniem czegoś raz, na 99% musiałbym odsyłać coś kilka razy)
 
Nie patrz na te ograniczenia tak demonicznie.

wedkarzyk napisał:
Czy lepiej po prostu skłamać, że jedziemy do marketu spożywczego i po problemie?

Takiej rady tu nie otrzymasz, bo zabrania tego regulamin.

wedkarzyk napisał:
(choć w moim mieście nie ma sklepów z rękawicami, butami motocyklowymi i muszę jechać po nie do innego miasta, przez internet ich nie zamówię, bo musiałbym je odsyłać 5 razy, bo w przypadku odzieży motocyklowej, np. rozmiar M u każdego producenta może być nieco inny, a nawet u jednego producenta poszczególne modele też się mogą różnić, dodatkowo trzeba przymierzyć czy dana rzecz jest dla nas wygodna i nie da się tego kupić przez net z odsyłaniem czegoś raz, na 99% musiałbym odsyłać coś kilka razy)
Nikt nie będzie tak drobiazgowo wnikał, nie popadajmy w paranoję. A co stoi na przeszkodzie by przy okazji zrobić zakupy spożywczym jakie codziennie robisz? Będzie niebudząca wątpliwości przesłanka a i Ty nie będziesz czuł dyskomfortu. Prawo tu nie ogranicza co do miejsca robienia zakupów.
 
Każda Twoja kolejna odpowiedź podoba mi się coraz bardziej, wstępnie myślałem, że masz wrogie nastawienie do mnie, później neutralne, a teraz takie ludzkie, przyjazne. Czyli po prostu każde moje wyjście będzie brało pod uwagę zakupy i problem rozwiązany, szkoda tylko, że podczas zakupów, nie da się wędkować, bo bardzo dobija mnie ten fakt, że nie mogę łowić, to coś w rodzaju uzależnienia i tu już nie wymyślę sensownego uzasadnienia typu - panie władzo, łowię samotnie w tej dziczy, bo chcę złowić rybę na kolację, straciłem pracę, szukam nowej, ograniczam wydatki i dlatego uznałem, że złowię sobie rybę na kolację, oszczędzając pieniądze, a tym samym mniej się narażam na kontakt z ludźmi niż gdybym poszedł do marketu po rybę, mijając dziesiątki klientów po drodze.

I bardzo dziękuję, że znajdujesz czas dla mnie, to bardzo miłe w tych trudnych czasach.
 
wedkarzyk napisał:
nie da się wędkować,

Niezupełnie, bo prawo tworzy pewne kuriozalne sytuacje:
- wychodzisz na wędkowanie dla przyjemności które dla minimum egzystencjalnych potrzeb nie jest to potrzebne - łamiesz prawo
- wychodzisz na wędkowanie (oczywiście zgodnie z przepisami dotyczącymi wędkowania) by złowić coś na kolację bo akurat jesteś ubogi ( a przybędzie takich ludzi niebawem) i musisz liczyć każdy grosz w budżecie - nie łamiesz prawa.

Ot taki paradoks.

wedkarzyk napisał:
Każda Twoja kolejna odpowiedź podoba mi się coraz bardziej, wstępnie myślałem, że masz wrogie nastawienie do mnie, później neutralne, a teraz takie ludzkie, przyjazne.

Staranniej w kolejnych postach przedstawiłeś swoją sytuację i było się do czego odnieść.
Męcząca trochę jest taka forma drobiazgowości jaką wykazałeś się. Problem tu jest innej natury bo każdą sprawę należy traktować indywidualnie i nie można wrzucać na forum czegoś jako ogólną regułę bo inny czytający wyciągnie błędne wnioski.
 
masz rację, że pytałem bardzo ogólnikowo, bo wydawało mi się, że sprawa będzie prosta dla ludzi znających prawo, ale rząd nie popisał się i wszystko zależy od konkretnego przypadku.

Tylko zastanawiam się czym byłoby ubóstwo wg sędziego. Załóżmy hipotetycznie taki scenariusz:
- straciłem pracę, mam problem ze znalezieniem następnej, jestem zarejestrowany w urzędzie pracy, ale zasiłek mi nie przysługuje i niestety muszę mieszkać z rodzicami, z których tylko jeden rodzic pracuje, ale nie nazwałbym tego rodzica na na tyle ubogiego by nie było stać go wykarmić mnie i ja jako osoba bezrobotna, mimo, że mam co jeść, bo rodzice nie są biedni, nie chcę być pasożytem i szukam pracy, ale póki jej nie znajdę, chcę jeździć na ryby, by próbować złapać coś, by później móc je zjeść, dać rodzicom, zmniejszając koszty utrzymania mnie, choć bez tego stać ich na utrzymanie mnie, ale nie chcę czuć się pasożytem

I co w takim przypadku? Sąd powie - oj tam, oj tam, przecież rodzic nie zarabia najniższej krajowej tylko troszeczkę więcej i stać go na utrzymanie syna więc łowienie ryb nie było uzasadnione

Tak może być? Musiałbym mieć rodzica, który ledwo wiąże koniec z końcem i musi kombinować co wrzucić do koszyka by przeżyć kolejny miesiąc mając syna na utrzymaniu? Czy wystarczy, że rodzic zarabia na tyle dużo, że nie musi rezygnować z części produktów spożywczych i wystarczy tylko sam fakt, że ich dziecko jest dorosłe, skończyło edukację, nie pracuje, szuka pracy i nie chce czuć się pasożytem więc próbuje chociaż "zarobić" przywożąc do domu ryby i w tle szukając pracy?
 
wedkarzyk napisał:
masz rację, że pytałem bardzo ogólnikowo,
A właśnie, że nie bo wbijałeś się w banalne drobiazgi, bo: "de minimis non curat lex" czyli prawo nie zajmuje się drobiazgami.

wedkarzyk napisał:
ale rząd nie popisał się i wszystko zależy od konkretnego przypadku.
Nie da się stworzyć idealnego prawa, wiec te kwestię pomińmy bo z tym problemem ludzie borykają się od stuleci.
Mój nick mówi wiele o mojej przeszłości ale jak uczyłem się zawodu z naciskiem w programie kształcenia, na funkcje kierownicze, wpojono nam jedną zasadę: "brak decyzji jest gorszy od błędnej decyzji".

wedkarzyk napisał:
Tylko zastanawiam się czym byłoby ubóstwo wg sędziego. Załóżmy hipotetycznie taki scenariusz:
- straciłem pracę, mam problem ze znalezieniem następnej, jestem zarejestrowany w urzędzie pracy, ale zasiłek mi nie przysługuje i niestety muszę mieszkać z rodzicami, z których tylko jeden rodzic pracuje, ale nie nazwałbym tego rodzica na na tyle ubogiego by nie było stać go wykarmić mnie i ja jako osoba bezrobotna, mimo, że mam co jeść, bo rodzice nie są biedni, nie chcę być pasożytem i szukam pracy, ale póki jej nie znajdę, chcę jeździć na ryby, by próbować złapać coś, by później móc je zjeść, dać rodzicom, zmniejszając koszty utrzymania mnie, choć bez tego stać ich na utrzymanie mnie, ale nie chcę czuć się pasożytem

I co w takim przypadku? Sąd powie - oj tam, oj tam, przecież rodzic nie zarabia najniższej krajowej tylko troszeczkę więcej i stać go na utrzymanie syna więc łowienie ryb nie było uzasadnione

Tak może być? Musiałbym mieć rodzica, który ledwo wiąże koniec z końcem i musi kombinować co wrzucić do koszyka by przeżyć kolejny miesiąc mając syna na utrzymaniu? Czy wystarczy, że rodzic zarabia na tyle dużo, że nie musi rezygnować z części produktów spożywczych i wystarczy tylko sam fakt, że ich dziecko jest dorosłe, skończyło edukację, nie pracuje, szuka pracy i nie chce czuć się pasożytem więc próbuje chociaż "zarobić" przywożąc do domu ryby i w tle szukając pracy?

Nie baw się w kazusy.
 
Ostatnia edycja:
Gabrielu, napisałeś, że "funkcje publiczne i pokrytych roślinnością terenów zieleni" traktują jako miejsce, w którym się łowi ryby, np. jezioro wśród pól uprawnych czy dziki odcinek rzeki na odludziu, na terenie należącym np. do gminy, czy faktycznie tak jest? Bo tym tokiem rozumowania można uznać, że cała powierzchnia Polski za wyjątkiem terenów prywatnych, to miejsca publiczne pokryte roślinnością, tereny zieleni.

Wydaje mi się, że tak nie jest, bo to by oznaczało, że idąc chodnikiem pod blokami, jesteś na owym terenie zieleni, a weź pod uwagę też to, że masa chodników przecina łąki lub inne zielone tereny (czyli zwykłe trawniki) więc wtedy dosłownie nie dałoby się wyjść do pracy nie łamiąc prawa, chyba, że miałbyś helikopter. Myślę, że władzy chodziło wyłącznie o parki, jakieś bulwary, zoo i to co wymieniono w rozporządzeniu, no i plaże do tego, ale wątpię by władza miała na myśli miejsca typu:
https://www.google.pl/maps/@52.8548284,18.8920103,143m/data=!3m1!1e3

Dlatego proszę by ktoś inny wypowiedział się na ten temat i napisał jak jest.
 
wedkarzyk napisał:
chyba, że miałbyś helikopter.

Zakaz przemieszczania się nie określa środka lokomocji

wedkarzyk napisał:
Myślę, że władzy chodziło wyłącznie o parki, jakieś bulwary, zoo i to co wymieniono w rozporządzeniu, no i plaże do tego, ale wątpię by władza miała na myśli miejsca typu:
Wytłuszczenie w cytacie moje.
W przypadku zakazów w § 17 byłbym ostrożny z takimi wnioskami bo to tzw. "katalog otwarty". Kontekst przepisu zostanie zachowany jeżeli poniższą frazę:
w szczególności: parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także plaż
- zastąpi się frazą:

" np. parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, plaż itp."
 
emerytwojskowy napisał:
Zakaz przemieszczania się nie określa środka lokomocji

A no właśnie. Tymczasem ustawa daje ministrowi jedynie prawo do ograniczenia określonego sposobu przemieszczania się

art. 46. ust. 4 pkt 1
Przepis prawny:
4. W rozporządzeniach, o których mowa w ust. 1 i 2, można ustanowić:
1) czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się
 
Problem w tym, że potrzeba wyroku Trybunału Konstytucyjnego aby unieważnić ten przepis. A to długa żmudna i kosztowna procedura dla zwykłego Obywatela. Zanim to nastąpi rozporządzenie zostanie i tak uchylone. Z dniem 1 kwietnia przepisy wydane na podstawie art. 46 ust. 4 zostały zastąpione, być może pod presją RPO, przez przepisy wydane na podstawie art. 46b stosownej ustawy - tak dla ścisłości.
Ale czy na pewno budzący kontrowersje paragraf piąty rozporządzenia RM z dnia 31 marca br. jest wydany na podstawie błędnej wykładni przepisów art. 46 ust 1 pkt 1 i art. 46b pkt 1 czy może wynika z przekroczenia konstytucyjnych uprawnień?
Zwróć uwagę, że w obecnym rozporządzeniu mamy dwa paragrafy mówiące o przemieszczaniu się:
- budzący kontrowersje paragraf piąty mówiący o zakazie, oraz
- nie budzący żadnych kontrowersji co do zgodności z ustawą oraz Konstytucją paragraf osiemnasty.
 
Powrót
Góra