Jak słyszę, ze posiadanie przy sobie dziecka jest opłacalne, to mnie ogarnia szyderczy śmiech

600 zł na cały miesiąc. Wczoraj wydałam 130 na wycieczkę jednodniową. Transport, jedzenie,lody, owoce, muzeum, lody, wejście do atrakcji, jedzenie, pamiątka. Plus zgubiona bluza, która wpadła do rzeki, także trzeba doliczyć te 45 zł
Dodatkowo mówisz o tym wydawaniu na dziecko więcej samemu, bo "basen, wakacje i zachcianki". Jasne, właśnie to podejście ojców uwielbiam. Ja jestem od basenu i kina, a Ty od prania, prasowania i wygrzebywania psiej kupy z adidasów po spacerze. Spoko. Myślę, że jakby mój ex miał mieć dziecko przez rok, to by po miesiącu na kolanach błagał, żebym zabrała dziecko z powrotem, byle bym nie kazała mu tego wszystkiego przy nim robić. I 95% ojców niestety też. Bo im się wydaje, że oni by mogli tak rok w rok, tylko widząc dziecko co dwa tygodnie, bo tak sobie sami wyznaczyli (nie mówię o tych, którzy rzeczywiście wiedzą na co się piszą i walczą o kontakty, mój ex sobie od razu ograniczył prawa rodzicielskie i wyznaczył kontakty co 2 tyg), tylko nie robią przy tym dziecku niemal nic.
Co do zarabiania tyle samo... Może nie mam super zawodu, ale zobacz. Pracodawca poszedł mi na rękę, zmienił godziny pracy na 8-16 pon-pt, żebym mogła zajmować się dzieckiem i nie płaciła za opiekunkę wieczorami i w weekendy. Ale za to niestety moje zarobki poleciały w dół o jakieś 30%, bo u mnie zarabia się wieczorami i w weekendy. No, ale na jedno by mi wyszło, gdybym płaciła obcej osobie za opiekę nad dzieckiem, więc nie narzekam. Moja lekarz też stwierdziła, ze powinnam zmienić pracę, ze względu na zdrowie. Zapytałam, czy zna kogoś, kto przyjmie samotną matkę od pon do pt od 8 do 16, ale tak na stałe, nie że 3 mce i do widzenia. A ona popatrzyła i mówi: dobra, niech się pani tam trzyma, zapiszę jeszcze coś, żeby było lepiej. Niestety, zawsze będzie tak, że "singiel" będzie miał większe możliwości zarobkowe. Zostanie po godzinach, zbierze się dwie godziny wcześniej, przyjdzie w dniu wolnym, nie weźmie L4 na dziecko a potem sam, bo przejął chorobę... Takie życie.
Przykro mi, ze nie udało Ci się zbudować takiej więzi z dziećmi, ale może nie wszystko jeszcze stracone. Ja znam sprawę od drugiej strony, gdzie walczę o to, żeby kontakty w ogóle były, a najlepiej częstsze, bo widzę, ze dzieciak tęskni i kocha ojca, no kurczę, jak ma być, jak gnojek ma 7 lat? A sędzia rzuca moim wnioskiem o zagrożenie grzywną i mówi, ze ona rozumie w drugą stronę, że jakby ojciec chciał ukarać mnie, a to, to co to jest w ogóle? Ona czegoś takiego nie widziała. Policjant stwierdza, że to chyba dla mnie lepiej, bo mam dziecko częściej i dłuzej. No paranoja.