od kiedy alimenty po podwyżce

  • Autor wątku Autor wątku sposobuzycia
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
S

sposobuzycia

Użytkownik
Dołączył
01.2012
Odpowiedzi
214
Sprawa o podwyżkę alimentów na syna zmierza ku końcowi (daj Bogini), pozew złożyłam w sierpniu 2018 roku. Obyły się dwie rozprawy i mediacja między nimi, najbliższa rozprawa w poniedziałek, gdzie będą przesłuchani moi świadkowie (ex swoich nie zgłosił).

Mam pytanie o zasadę przyznawania alimentów. Sąd zasądził zabezpieczenie, ale od 1 października, mimo, że we wniosku wpisałam, że od daty złożenia pozwu. To samo z ostateczną kwotą alimentów - kiedy na wyraźne pytanie sędzi potwierdziłam, że od dnia złożenia pozwu, ta spojrzała na mnie zza zsuniętych okularów i spytała: "napraaawdę?" przeciągając to "a", jakbym sobie robiła w sądzie jaja.

Jak to w końcu jest?
 
Sąd może wydać wyrok od dnia złożenia np z uwzględnieniem zabezpieczenia. Czyli np jeśli zabezpieczenie było 400 a sąd ustali alimenty 500 to może ogłosić, że za okres sierpień 2018 do np kwiecień 2019 wyrównanie w kwocie 900zl plus od maja juz 500. Może też uznać że potrzeby dziecka zostały zabezpieczone w wystarczający sposób i nowa kwota będzie od dnia wydania wyroku. Może też uznać, że zabezpieczenie było zbyt wysokie i wybrać dowolnie mniejsza kwotę byle dalej oznaczało to podwyższenie alimentów. Zatem jeśli ojciec teraz płaci 200zl dostał zabezpieczenie 400 to sąd może ocenic, że alimenty po podwyżce będą opiewać na 300zl. Oczywiście kwoty powyżej są tylko ilustracją zagadnienia.
 
Kwoty oczywiście rozumiem. Czyli to sąd decyduje również o terminach, od kiedy jest to uznane. Dziękuję.
 
Co do zasady sąd nie może zasadzić ponad to, o co wnioskowała strona, czyli tutaj np. alimentów sprzed złożenia pozwu maksymalnie do 3 lat.
O pozostałych opcjach zadecyduje sąd po analizie materiału dowodowego.
 
Nie chcę tworzyć nowego tematu na jedno krótkie pytanie. Ponieważ pozwany nie stawił się dziś, sąd odroczył rozprawę na kolejny miesiąc. Przy czym stwierdził, że jeśli są jakieś wnioski dowodowe, to prosi dostarczyć przed rozprawą. Adwokat pozwanego powiedział, że dziękuje, nie widzi potrzeby składania wniosku, natomiast ja chciałabym zobowiązać pozwanego do okazania ilości wypłacanych środków... Otrzymał on spadek, w ramach którego są wypłacane środki za prawa autorskie i to są znaczne kwoty, bywało, że sześciocyfrowe za rok. Czy mogę złożyć taki wniosek o zobowiązanie go do przedstawienia dowodu na te kwoty? Względnie jakie były wypłacane wcześniej, żeby był punkt odniesienia? O tym spadku i kwotach informowałam sąd w piśmie procesowym, składanym miesiąc temu, ale...
 
z mojego punktu widzenia co Cie interesuje (bez urazy) ska i jakie kwoty on ma ? ważne jest dziecko i jego byt.
 
nie interesuje mnie Twój punkt widzenia. Za to kodeks rodzinny i opiekuńczy mówi jasno, że rodzic powinien podzielić się każdym dochodem, nawet najmniejszym, z dzieckiem.
 
Wniosek o ujawnienie dodatkowych przychodów mozna jak najbardziej złożyć, ale to sąd ocenia czy powinny być one brane pod uwagę czy też nie. Jeśli są w zmiennej wysokosci i nie gwarantowane, a z opisu wynika właśnie to, to jest spora szansa że sąd ten dowód po prostu pominie.
 
sposobuzycia napisał:
nie interesuje mnie Twój punkt widzenia. Za to kodeks rodzinny i opiekuńczy mówi jasno, że rodzic powinien podzielić się każdym dochodem, nawet najmniejszym, z dzieckiem.

Wskaż proszę przepis na który się powołujesz w tym stwierdzeniu.
 
Z opóźnieniem, ale przeoczyłam ten post.
Może użyłam zbyt dużego skrótu myślowego, chodziło mi o to, co napisał Sąd Najwyższy w orzeczeniu z 1 lipca 1954 r., sygn. akt I CR 214/54, BMS 1955/5.
 
Z cytowanego orzeczenia absolutnie nie wynika to co napisałaś w poście #7.
I trudno tu mówić o skrócie myślowym.

Orzeczenie mówi, ze rodzice, jako zobowiązani do alimentacji dzieci winni dzielić z nimi nawet najmniejsze środki utrzymania, czyli jesli rodzic zarabia 1000 zł miesięcznie to i tak alimenty powinien placic.

Ale nie wynika z tego, ze ma się dzielić z dzieckiem każdym swoim dochodem - gdyby tak było sytuacja nosiłaby znamiona absurdu. Np. ojciec lekarz pracujący w 3 miejscach i tym samym uzyskujący dochody z trzech źrodeł, powinien Twoim zdaniem płacic alimenty 3 razy w miesiącu, aby dzielić się z dzieckiem kazdym dochodem? A jesli dodatkowo uzyskuje dochód z najmu mieszkania to jeszcze jedne, czwarte w miesiącu alimenty, bo to fajne jest? Bądźmy poważni.
 
Abi nie do końca o to chodzi, żeby płacić trzy czy cztery razy. Sąd na wniosek dziecka ma brać pod uwagę wszystkie dochody rodzica i za każdym razem gdy ten rodzic znajduje dodatkowe zajęcie lub w inny sposób zdobywa dodtakowy dochód może domagać się zwiększenia proporcjonalnie alimentów. Oczywiście powinny też wzrosnąć potrzeby dziecka, ale o to już łatwiej...
 
Robinsonik, ja odniosłam się jedynie do wypowiedzi Autorki w #7, gdzie napisała, ze:

sposobuzycia napisał:
Za to kodeks rodzinny i opiekuńczy mówi jasno, że rodzic powinien podzielić się każdym dochodem, nawet najmniejszym, z dzieckiem.

Uważam, ze nie ma racji i że jest to jej nadinterpretacja, a szkoda by było, aby takie cuda powielane były na forum prawnym. Tym bardziej, ze Autorka powoluje się tutaj na KRiO, jednak zapytana nie potrafi wskazać konkretnego przepisu. :)

Oczywiście większe możliwości zarobkowe czy majątkowe mogą mieć (i zapewne będą miały) wpływ na wyzsze alimenty dla dziecka, ale nie tego dotyczyła moja wypowiedź. :)
 
abi28, w poście #10 napisałam, skąd wzięłam takie stwierdzenie. Raz jeszcze napiszę: Orzeczenie Sądu Najwyższego z 1 lipca 1954 r., sygn. akt I CR 214/54, BMS 1955/5.
Skrótem myślowym było powołanie się na KRiO, a nie na orzeczenie sądu, ale wtedy już nie mogłam edytować posta.

Swoją drogą niezła hipokryzja, skoro mi zarzucasz nadinterpretację, sama tłumacząc sobie coś, czego nie napisałam, czyli trzecie i piąte alimenty do płacenia.

Jeśli ktoś pracuje po 6h dziennie i zarabia, powiedzmy, 2000 zł i płaci 500 zł alimentów, to jeśli znajdzie pracę popołudniami na 3h i dorobi 1000 zł , to łatwiej mu zapłacić 600 zł. Jeśli ktoś dostaje w spadku mieszkanie i wynajmuje je, dostając 1000 zł co miesiąc, to łatwiej mu dołożyć te 150 zł dziecku, niż osobie, która takim "dobrem" nie dysponuje, prawda? Tym bardziej, że jeśli nadal byliby pełną rodziną, to pieniądze musiałby przeznaczać na utrzymanie i żony i dziecka, całej rodziny. Jak przeznaczać, to już inna kwestia, bo można je wydać, można je w coś inwestować, można odłożyć na coś większego, czy "czarną godzinę", ale to samo jest z alimentami, prawda? W końcu wlicza się w nie wakacje, na które nie jeździ się co trzy dni albo meble, które wymienia się raz na kilka lat.
 
Tutaj nie mogę się zgodzić- choć bardzo bym chciał. Art 133 wprost zobowiązuje rodzica do alimentacji niesamodzilenego dziecka, a art 135 określa zakres alimentacji. Jeśli dziecko jest niesamodzilenego, nie posiada majątku to rodzic ma zaspokoić wszystkie usprawiedliwie potrzeby. Dlatego w polskim prawie nie ma mowy o dochodach zobowiązanego a o jego możliwościach. Oznacza to,że sąd subiektywnie ocenia jaki potencjalnie dochód może mieć rodzic i w jakim stopniu ma się nim podzielić. Trafne jest zatem stwierdzenie, że nawet najmniejszym potencjalnym (wirtualnym, który według sądu mógłby zarobić) ma się podzielić.
Wprawdzie był projekt nowelizacji tej archaicznej ustawy, który miał nas przybliżyć do cywilizacji, ale jak widąc gdzieś utknął- miały być tzw minimalne alimenty wyliczane na podstawie ilości dzieci, ich wieku i średnich zarobków, które publikuje ministerstwo.
 
Bardziej chodziło mi w moim "przykładzie" o wytłumaczenie, że nie chodzi mi o drugie, czy piąte alimenty, ale ich proporcjonalność do tych ilości źródeł dochodu.Ale bardzo mi się podoba to stwierdzenie o tych wirtualnych dochodach, czy mogę je wykorzystać na poniedziałkowej rozprawie? ;)

I z jednej strony się zgodzę, że ta propozycja przybliżałaby nas do cywilizacji, z drugiej nie do końca.
Bo jeśli ojciec zarabiał świetnie, a teraz znalazł sobie nową pasję, zamiast rodziny, jaką jest bycie singlem, to czemu dziecko ma nagle z powiedzmy, 5000 zł, które były na niego przeznaczane, korzystać z 480 zł, bo tak mu wyliczył minister?
Albo moje dziecko - mam przyjaciółkę, której córka jest o 3 tyg młodsza od mojego syna. Więc ktoś by powiedział - identyczne "średnie" koszty utrzymania. Ale ona nie ma choroby dermatologicznej, która generuje koszty "codzienne" (pielęgnacja, leczenie zaostrzeń, suplementacja przeciwko zaostrzeniom itp), ortopedycznej (rehabilitacja na NFZ za 11 mcy, prywatnie - jak pani pasuje w przyszłym tygodniu? To usłyszałam 23.04 na wizycie u lekarza), ortodonta (jak będzie dobrze, to te 1200 zł + wizyty wystarczą, jak nie, to operacja szczęki), więc jak tu "uśrednić" coś takiego?
Syn znajomej może jeść tylko bezglutenowe rzeczy i nie jest to szalony pomysł mamuśki, która chce pretendować do miana modnej instamatki, a kwestia dwóch wizyt w szpitalu i odratowanie dziecka, które najadło się ciastka z glutenem u tatusia. To, co rzeczywiście bezglutenowe, jest zazwyczaj kilka razy droższe, jak to przeliczyć? Niestety, póki co, jeśli nie uśrednimy społeczeństwa, to nie uśrednimy kosztów utrzymania czy to dziecka, czy dorosłego... Temat rzeka.
 
Dlatego ustawodawca pozostawił w tej noweli furtkę dla tych powiedzmy 10 % przypadków - opiekun będzie mógł dalej wystąpić do sądu i udowodnić, że dziecko ma większe potrzeby bo jest np chore.
Co do przykładu bogatego singla- dlaczego miałby płacić więcej. Zamiast płacić więcej mógłby wydać na dziecko sam, tak że po latach dziecko powie miałem super staruszka, zabierał na basen, wakacji i spełniał zachcianki. Oczywiście opiekunowie będzie bardziej zależało na tym, aby drugi rodzic uczestniczył w życiu dziecka.
No i jest jeszcze szansa na jedną zmianę, ojcowie częściej będą opiekować się dziećmi na pełnym etacie, bo nagle okaże się że posiadanie pociechy przy sobie nie jest już tak opłacalne...
Ja kiedysk przy okazji rozwodu wpadałem na szalony pomysł przejęcia opieki nad dziećmi. Do dzisiaj słyszę szyderczy śmiech sędziny i protokolantki. Doprowadziły mnie do tego, że nie znam dzieci, nie mam kontaktu choć przez wiele lat je utrzymywałem w kwotach, które sędziaą wyznaczała.
Dodatkowo należy pamiętać, że podobno mamy dobrobyt co oznacza, że kobiety mogą spokojnie zarobić również 5 tys i też będą płacić te 480zl przyznam zmianie ról.
 
Jak słyszę, ze posiadanie przy sobie dziecka jest opłacalne, to mnie ogarnia szyderczy śmiech ;) 600 zł na cały miesiąc. Wczoraj wydałam 130 na wycieczkę jednodniową. Transport, jedzenie,lody, owoce, muzeum, lody, wejście do atrakcji, jedzenie, pamiątka. Plus zgubiona bluza, która wpadła do rzeki, także trzeba doliczyć te 45 zł :P

Dodatkowo mówisz o tym wydawaniu na dziecko więcej samemu, bo "basen, wakacje i zachcianki". Jasne, właśnie to podejście ojców uwielbiam. Ja jestem od basenu i kina, a Ty od prania, prasowania i wygrzebywania psiej kupy z adidasów po spacerze. Spoko. Myślę, że jakby mój ex miał mieć dziecko przez rok, to by po miesiącu na kolanach błagał, żebym zabrała dziecko z powrotem, byle bym nie kazała mu tego wszystkiego przy nim robić. I 95% ojców niestety też. Bo im się wydaje, że oni by mogli tak rok w rok, tylko widząc dziecko co dwa tygodnie, bo tak sobie sami wyznaczyli (nie mówię o tych, którzy rzeczywiście wiedzą na co się piszą i walczą o kontakty, mój ex sobie od razu ograniczył prawa rodzicielskie i wyznaczył kontakty co 2 tyg), tylko nie robią przy tym dziecku niemal nic.

Co do zarabiania tyle samo... Może nie mam super zawodu, ale zobacz. Pracodawca poszedł mi na rękę, zmienił godziny pracy na 8-16 pon-pt, żebym mogła zajmować się dzieckiem i nie płaciła za opiekunkę wieczorami i w weekendy. Ale za to niestety moje zarobki poleciały w dół o jakieś 30%, bo u mnie zarabia się wieczorami i w weekendy. No, ale na jedno by mi wyszło, gdybym płaciła obcej osobie za opiekę nad dzieckiem, więc nie narzekam. Moja lekarz też stwierdziła, ze powinnam zmienić pracę, ze względu na zdrowie. Zapytałam, czy zna kogoś, kto przyjmie samotną matkę od pon do pt od 8 do 16, ale tak na stałe, nie że 3 mce i do widzenia. A ona popatrzyła i mówi: dobra, niech się pani tam trzyma, zapiszę jeszcze coś, żeby było lepiej. Niestety, zawsze będzie tak, że "singiel" będzie miał większe możliwości zarobkowe. Zostanie po godzinach, zbierze się dwie godziny wcześniej, przyjdzie w dniu wolnym, nie weźmie L4 na dziecko a potem sam, bo przejął chorobę... Takie życie.
Przykro mi, ze nie udało Ci się zbudować takiej więzi z dziećmi, ale może nie wszystko jeszcze stracone. Ja znam sprawę od drugiej strony, gdzie walczę o to, żeby kontakty w ogóle były, a najlepiej częstsze, bo widzę, ze dzieciak tęskni i kocha ojca, no kurczę, jak ma być, jak gnojek ma 7 lat? A sędzia rzuca moim wnioskiem o zagrożenie grzywną i mówi, ze ona rozumie w drugą stronę, że jakby ojciec chciał ukarać mnie, a to, to co to jest w ogóle? Ona czegoś takiego nie widziała. Policjant stwierdza, że to chyba dla mnie lepiej, bo mam dziecko częściej i dłuzej. No paranoja.
 
Powrót
Góra