"Odciągnie od wypłaty" - dopuszczalne?

  • Autor wątku Autor wątku renifer2007
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
R

renifer2007

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2007
Odpowiedzi
5
Witam!

Mam pytanie dotyczące trochę skomplikowanej sprawy... Mam nadzieję, że ktoś mi pomoże...
Mój kolega pracuje w kawiarni od ponad miesiąca. W tym okresie kilka razy upominał się o umowę - nie dostał ŻADNEJ do dziś. Szefowa odpowiada, że "robi na umowe zlecenie"...
Pracuje średnio 12 godzin dziennie, w ciągu miesiąca miał może 3 dni wolnego (!) Soboty i niedziele tez pracuje.

Parę dni temu szefowa stwierdziła, że zginęły z magazynku herbaty na sumę 800 zł i cyt. "odciągnie od wypłaty pracownikom".

Co w takiej sytuacji zrobić???

Dodam, że zależy mu na pracy, ponieważ jest w trudnej sytuacji finansowej...
 
Umowy - zlecenia nie podlegają prawu pracy.
W zasadzie ustna umowa zlecenie również obowiązuje, choć do celów dowodowych winna być zawarta na piśmie.
Wypłata należności z umowy - zlecenia następuje po przedstawieniu zleceniodawcy rachunku. Jeśli ta umowa jest jedynym źródłem dochodu zleceniobiorcy, wówczas powinny być od niej odprowadzane do ZUS składki ubezpieczenia społecznego (ubezpieczenie chorobowe jest dobrowolne).
Jeśli zleceniobiorca jest studentem i nie ukończył 26 lat życia, wówczas nie ma obowiązku opłacania składek ZUS.
 
W tym wypadku nie mamy do czynienia z umową zlecenia ale umową o pracę (wykonywana w określonym miejscu pracy na ściśle ustalonych warunkach). Nie jest ważne, jaką nazwę dla umowy przybiorą strony. Istotne jest, czy jest to praca podporządkowana "dającemu zlecenie". Z opisu wynika, że tak, więc mamy do czynienia z umową o pracę, o której mowa w art. 22 kp.Podlega ona zatem rygorom kodeksu pracy. Za ewentualne wpłacanie składek i podatku odpowiada wyłącznie zakład pracy. Podobnie nie może sobie ściągać rzekomych niedoborów z wynagrodzenia.
 
Zgoda, tylko że ustalenie tego będzie uzależnione od korzystnego dla pracownika wyroku sądu pracy.
Koledze "renifera" zależy na pracy, a dochodzenie racji na drodze sądowej pozbawi go tej pracy.
Czasem "dla dobra sprawy" na niektóre rzeczy trzeba przymknąć oko.
90% kelnerów w sezonie letnim jest zatrudnionych na podstawie umów zlecenia.
 
Dziękuję za odpowiedzi.
Jeśli jednak nie została zawarta żadna umowa zlecenia z pracodawcą, to co powinien zrobić pracownik???
Sprawę pogarszają insynuacje szefowej pod adresem zainteresowanego, jakoby to on ukradł te herbaty (!). Inni wpółpracownicy podejrzewają, że może to być szukanie jelenia, który pokryje braki wykryte w czasie inwentaryzacji...
Koledze zaczyna teraz coraz mniej zależeć na tej pracy (coraz gorsza atmosfera podejrzeń i niedomówień)... Ważne TO, by pracodawca wypłacił pieniądze za przepracowanych dobrych 300 godzin (!) (zgodził się wcześniej na pracę nie znając stawki...)

CO ROBIĆ? :-(
 
To jest typowa sprawa dla PIP.
Z tego co czytam, to coraz bardziej nabieram przekonania, że szefowa kawiarni po prostu zatrudnia kelnerów "na czarno".
 
Dokładnie tak jest - zatrudnia "na czarno", ale tylko ON JEDEN nie ma umowy, pozostali mają umowy o pracę (pracują od dawna), jedna osoba pracująca w weekendy ma umowę zlecenia.
Zgłosić sprawę do Państw. Inspekcji Pracy w poniedziałek, ale co robić - pracować nadal tak jak do tej pory i czekać (aż PIP się tym zajmie?), czy może przestać w ogóle chodzić do tej pracy??
 
Jeżeli chce zarobić to niech pracuje (należeć mu się będzie za te godziny wynagrodzenie - najlepiej niech prowadzi kalendarzyk czasu przepracowanego). Zatrudnienie pozostałych kelnerów na umowę o pracę ułatwi wykazanie, że kolega wykonywał pracę w ramach stosunku pracy oraz wysokość należnego mu wynagrodzenia (jeżeli dojdzie do sporu przed sądem pracy).
 
[cytat="hellgate"]Jeżeli chce zarobić to niech pracuje (należeć mu się będzie za te godziny wynagrodzenie - najlepiej niech prowadzi kalendarzyk czasu przepracowanego). Zatrudnienie pozostałych kelnerów na umowę o pracę ułatwi wykazanie, że kolega wykonywał pracę w ramach stosunku pracy oraz wysokość należnego mu wynagrodzenia (jeżeli dojdzie do sporu przed sądem pracy).[/cytat]

Czyli rozumiem pieniądze za ten przepracowany okres będą się należały koledze. I wystarczającym dowodem może być kserokopia grafiku, wywieszonego w pracy, na którym się podpisują obecni danego dnia pracownicy?

Jak wygląda sprawa z "odciąganiem od wypłaty" - tzn. niewypłaceniem części należnego wynagrodzenia z powodu rzekomej kradzieży towaru z magazynku przez pracowników? Jakie wymagania powinny być spełnione, by pracodawca mógł "odciągnąć"?
 
Zapłata za pracę będzie się należała niezależnie od tego jaka to była umowa (ustna także obowiązuje, a dopuszczenie do pracy potwierdza to).
Natomiast samo wyegzekwowanie należności może nie być takie proste. Może dojść do dochodzenia roszczeń na drodze sądowej, co może potrwać nawet kilka miesięcy (w skrajnych, ale częstych u nas przypadkach trwa to latami).
Wówczas sąd na podstawie przedstawionych dowodów wyda orzeczenie, którego treści nie możemy przewidzieć.
Co do potrąceń, to sprawa jest jasna, jeśli chodzi o wynagrodzenie pracowników. Potrąceniu podlegają wyłącznie należności wymienione w art. 87 kp. Pracodawca nie może samowolnie dokonywać innych potrąceń niż tam wymienione. W tym przypadku wymagany byłby wyrok sądowy z klauzulą wykonalności.
Natomiast tu, na dobrą sprawę, w tej chwili nie wiemy, czy to jest umowa o pracę, czy umowa zlecenie. Mimo, że możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa sądzić, że jest to umowa o pracę, to dopóki nie stwierdzi tego sąd pracy w prawomocnym wyroku, to obowiązuje to co mówi pracodawca/zleceniodawca, czyli że jest to umowa zlecenie.
Wówczas przepisy ochraniające wynagrodzenie za pracę nie obowiązują, a spór rozstrzygać będzie wydział cywilny sądu rejonowego.
 
Dzisiaj kolega miał wolne.
Szefowa napisała smsa, że jutro "masz na razie wolne"...
Obawiamy się, że ona coś knuje (? hmm ale co?)
CZY i CO zgłosić Państw. Inspecji Pracy?
 
Powrót
Góra