Odpowiedź z IPN

  • Autor wątku Autor wątku Magda_lena
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

Magda_lena

Użytkownik
Dołączył
09.2007
Odpowiedzi
82
Witajcie, wczoraj po 4,5 miesiącach oczekiwania dostałam odpowiedź z IPN. Napisali, że wykonali szczegółowe kwerendy i ich wynik jest negatywny. Tzn. że w zasobach IPN nie zanlieźli żadnych dokumentów na temat mojego dziadka. Jeżeli kiedyś coś znajdą to poinformują mnie o tym osobnym pismem. Kwerendy te przeprowadzono w Katowicach, Krakowie, Wrocławiu i w Warszawie. Muszę teraz przetłumaczyć to pismo, uwierzytelnić go i wysłać do BVA. Jak myślicie, czego teraz można będzie się spodziewać po BVA?
 
Witaj, myślę,że to dobrze, że nic nie znaleźli. Jednym słowem nie został zrehabilitowany, a co za tym idzie, ten oryginał VL., który masz nie powinni podważyć. Na jej podstawie dziadek miał obywatelstwo niemieckie.
Na mojej poczcie prywatnej jest błąd, więc dzisiaj odpisuję na forum.
Pozdrawiam i życzę cierpliwości.
 
Dziękuję Agolka :-) wysłałam dzisiaj do BVA to pismo, które dostałam z IPN i nie pozostaje mi nic innego jak cierpliwie czekać na jakąś odpowiedź. Pozdrawiam!
 
Witam :-) Dostałam dziś taką odpowiedź z BVA, po tym jak miesiąc temu wysłałam do nich odp. z IPN:
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/1b1a98586abb4871.html
Oryginał VL dziadka mam, ale nie mam rodzeństwa w DE. W jakim celu mnie o to pytają? I poradźcie proszę jak najlepiej wysłać ten oryginał, bo nie chciałabym żeby zaginął gdzieś po drodze. Nie wiem czy można to zrobić za pośrednictwem ambasady czy kurierem?
 
Na pewno mozna wyslac oryginaly przez konsulat, to jest moze troche pewniejsze niz polecony.

Pytaja sie o rodzenstwo, bo jesli byloby rodzenstwo w Niemczech, to mieliby bezsposrednich dostep do ich akt paszportowych itd.
 
Dziękuję Pogodniak za odp :-) też myślę że najpewniej będzie przez konsulat, mam ok 300 km do Wrocławia ale szkoda ryzykować żeby ten oryginał gdzieś zaginął. A to, że nie mam rodzeństwa w DE to jakoś mnie nie "dyskfalifikuje"? Bo po moim dziadku nikt z rodziny jednak wcześniej nie załatwiał potwierdzenia obywatelstwa. Kilka osób z rodziny wyjechała ponad 20 lat temu i to na innych zasadach.
 
Przepraszam, ale muszę się tutaj niestety wtrącić do dyskusji. Negatywna odpowiedź z IPN wcale nie niesie Magda_lenie nic pozytywnego do sprawy o niemieckie zaświadczenie obywatelstwa. Po wojnie każda osoba powyżej 14 roku życia i wpisana na II DVL musiała bezwględnie w polskim sądzie złożyć wniosek rehabilitacyjny. Sąd rozpatrywał sprawę i postanawiał zrehabilitować całkowicie wnioskodawcę, albo uczynić to częściowo lub odrzucić wniosek rehabilitacyjny. Odrzucenie wniosku rehab. powodowało osadzenie w Obozie Pracy, pozbawienie praw obywatelskich oraz przepadek majątku. BVA oczekuje informacji z postępowania sądowego. Rehabilitacja całkowita wnioskodawcy, czyli uzyskanie pełnych praw obywatelskich oznaczało, że wpisany na II DVL zrobił to wbrew swojej woli lub pod przymusem. W takim przypadku nie ma niemieckiego obywatelstwa.
Podstawa prawna:
412.3 § 6
BVFG

Nr. 73

Die Rechtswirksamkeit eines Erwerbs der deutschen Staatsangehörigkeit durch Eintragung in Abteilung 2 der Deutschen Volksliste richtet sich ausschließlich nach den Voraussetzungen des § 1 Abs. 1 Buchstabe d 1. StARegG. Es ist nicht erforderlich, daß der Betroffene nach dem 8. Mai 1945 ständig den Willen bekundet hat, als deutscher Staatsangehöriger behandelt zu werden (Klarstellung des Verhältnisses von § 1 Abs. 1 1. StARegG zu BVerfGE 1, 322).
§ 1 Abs. 1 Buchstabe d 1. StARegG steht mit Art. 25 GG im Einklang.
Bei in Abteilung 2 der Deutschen Volksliste eingetragenen Personen liegt in dem Antrag auf Eintragung in der Regel ein Bekenntnis zum deutschen Volkstum, sofern dieser Antrag freiwillig gestellt worden ist.

Jeśli w IPN nic się nie odnalazło to BVA będzie musiało zażądać od Magda_lena dokumenty potwierdzające niemiecką narodowość Jej dziadka. Niestety, sprawa się wydłuży i skomplikuje. Takie są niemieckie procedury. Pozdrawiam Wszystkich!
 
Ostatnia edycja:
Cześć
A ja mam taki kłopot- prababcia była dwukrotnie zameżna- nic to zdarza sie.... ale wywodziłam, iz moim pradziadkiem był drugi maz a dzieci tj. mój dziadek przyszedł na swiat z wolnego zwiazku... O pierwszym męzu nie wiedziałam dopiero przy zupełnym odpisie okazało sie,że jako ojciec mojego dziadka wpisany jest ów pierwszy mąż:o ze zmanek dodatkowych wynika jedynie fakt przysposobienia a nie uznania jest jeszcze domniemanie pochodzenia dziecka od męża matki więc...Przesłalam odpisy do Kolonii i czekam bo nie wiem co dalej. Pogodnaik jak myslisz co robić? Szukac dokumentów na 1ego męża prababci czy drugiego. Nie wiem co robić. Dodatkowo dodam, ze urodziłam się w 78r. więc ta prababcia a raczej pradzaiadek/owie od strony mojej mamy...
 
sorry, ale troche chaotycznie to opisalas z tymi dwoma mezami prababci: raz jest mowa o urodzeniu "w wolnym zwiazku" (=nieslubnym), raz o jakims przysposobieniu, poza tym w momencie urodzenia twojego ojca obowiazywalo dziedziczenie obywatelstwa tylko po ojcu, jesli dziecko bylo dzieckiem z prawego loza, wzgl. po matce, jesli bylo nieslubne.

A wiec ta prababcia jest mniej istotna, tylko wazne jest obywatelstwo faktycznego ojca dziadka wzgl. obywatelstwo tej osoby, ktora pod wzgledem prawnym go przysposobila jako wlasne dziecko
 
oki powolutki-stramam się o potwierdzenie obywatelstwa ze strony mojej mamy (dziecko poczęte w zw małżeńskim) a moja mama wywodzi od swego ojca który niestety -co wynika z zupełnego- urodził się w trakcie pierwszego małżeństwa mojej prababci- zyła już z drugim mężczyzna ale była wojna i pierwszego męża odnalazła i przeprowadziła rozwód dopiero w 1941r w tym tez roku wyszła za mąż za mojego (mam nadzieję) pradziadka tyle, że pradziadek przysposobił a nie uznał jedynie mojego dziadka jednak formalnie urodzonego w trakcie trwania 1ego małzeństwa.Mam nadzię , że trochę rozjaśniłam ten chaos- szczerze to sama jestem bardzo zaskoczona...Podobno pierwszy mąż mojej prababci takze miał obywatelstow niemieckie(urodzony w 1900r Rokicie- Raszowa)
p.s. bardzo Ci dziekuje za szybka odpowiedz
 
No nic i tak dziękuję Pogodniak. Pozdrawiam
 
Jeśli Magda_lena jest zainteresowana pozytywnym zakończeniem swojej sprawy to radzę IPN zawęzić obszar poszukiwań akt dziadka. Oni tam mają całe multum różnych papierów i nie są w stanie przewertować wszystkiego. Żeby coś uzyskać to musisz uzyskać jakieś podstawowe informacje od swojej rodziny.
Trzeba odpowiedzieć na następujące pytania.
1. W którym roku dziadek wrócił z Wehrmachtu/
2. Co się działo z dziadkiem po przybyciu w swoje rodzinne strony.
3. W jaki sposób otrzymał polskie obywatelstwo.

Jeśli się okazałoby, że dziadek siedział w Obozie Pracy (było ich całe multum) to dowiesz się na jakiej podstawie tam był uwięziony. W IPN mają skorowidze i księgi więźniów Obozów Pracy. Jeśli nie wyjaśnisz tej sprawy w BVA, to czeka Cię udowadnianie niemieckiej narodowości dziadka. Twoja sprawa w sensie dowodowym będzie zrównana z przypadkami osób wnioskujących na podstawie III grupy DVL. Pozdrawiam.
 
paul.zaenger1976 muszę się tu wtracić. Osoby z drugą grupą nie zawsze były poddawane rehabilitacji przed sądem. Czytałam wypowiedzi różnych osób i nie było to takie proste. Osoby zamknięte w obozie pracy , bądź praqcujące gdzieś u polskich rolników na podstawie takich umów nie dostawały żadnych pieniędzy, a takie sprawy o rehabilitacje kosztowały. Tylko nielicznym udało się zrehabilitować i udowodnić, że nie działały na szkodę Polski.
Tu masz przykład takiej osoby
Olędrzy podczas II wojny światowej i ich powojenna sytuacja - zagadnienia społeczne, polityczne i gospodarcze. Mennonici na Mazowszu 1939 - 1948

http://www.holland.org.pl/art.php?kat=art&dzial=maz&id=14

A to wypowiedź pewnej osoby Edny Schroeder
Nowe paszporty wydano nam zaraz po wejściu Niemców. Na naszych był napis Volksdeutsche. Każdy musiał mieć paszport. My mięliśmy niebieskie a myślę, że Niemcy mieli czerwone. My byliśmy Volksdeutchami gdyż byliśmy Niemcami, którzy urodzili się poza granicami Niemiec. Raichsdeuschami byli Niemcy, którzy urodzili się w Niemczech. Cały czas nosiliśmy paszporty przy sobie, bo wszędzie stały posterunki wojskowe sprawdzające dokumenty.

Dla prostych chłopów, jakimi byli koloniści, wpisanie na Volkslistę było czymś naturalnym - posługiwali się oni w domu językiem niemieckim, chodzili do kościoła ewangelickiego lub zboru mennonickiego, gdzie językiem liturgicznym był również język niemiecki. Inaczej podchodzili do wpisu na Volkslistę ludzie wykształceni, którzy pomimo tego, że dla władz okupacyjnych byli etnicznymi Niemcami, nie poczuwali się do deklarowania swojej przynależności do III Rzeszy.
Natychmiast po przejściu frontu powołano władze, które rozpoczęły realizowanie postawienia dekretu o środkach zabezpieczających w stosunku do zdrajców narodu. Zgodnie z tym dekretem zarządzono przymusowe internowanie wszystkich, którzy podpisali niemiecką listę narodowościową - każdy obywatel polski, który zadeklarował swoją przynależność do narodowości niemieckiej, bądź korzystał z praw i przywilejów z tytułu przynależności do narodowości niemieckiej podlegał, niezależnie od odpowiedzialności karnej, przetrzymywaniu, umieszczeniu na czas nieoznaczony w miejscu odosobnienia (obozie) i poddaniu przymusowej pracy.

Wobec Volksdeutschów i Niemców obowiązywała zasada odpowiedzialności zbiorowej. Kwestie odpowiedzialności karnej osób wpisanych na listy narodowe regulował dekret PKWN z 31 sierpnia 1944 roku. Dokument ten był pierwszym, w którym przewidywano odpowiedzialność karną dla zdrajców narodu - obywateli polskich, którzy przyjęli w czasie wojny Narodowościową Listę Niemiecka - Volkslistę. W przyjętych rozwiązaniach prawnych w 1944 r. samo wpisanie na Volkslistę traktowane było jako czyn przestępczy.85

W dekrecie z 4 listopada 1944 r. Volksdeutschów również uznano za zdrajców narodu. Bez względu na przyznaną im grupę narodową podlegali aresztowaniu i odesłaniu do obozów pracy. Instrukcja zezwalał na ujęcie i zatrzymanie każdego obywatela, który uznany został za zdrajcę. Mógł zostać wyrzucony ze swojego domu, ograbiony z tego co posiadał, nawet z osobistych rzeczy. Instrukcja była jednym z elementem nowego porządku prawnego w Polsce. Pomimo znamion legalizmu przyznawała ona szerokie prawa aparatowi represji NKWD, UBP i MO.
Zdaniem władz polskich Niemcy - koloniści próbowali uniknąć "odpowiedzialności" za wpisanie na Volkslistę. Zwykle ukrywali się u znajomych i sąsiadów, którym pomagali w czasie wojny.108 W tym samym czasie starali się zrehabilitować poszukując świadków, którzy potwierdziliby lojalność wobec Polaków w czasie wojny.109 Udawało się to jedynie tym, którzy mieli polsko brzmiące nazwiska. Władze lokalne dla zwiększenia kontroli nad Volksdeutschami i aby zapobiec ich ucieczkom, podejmowały decyzję o "oznaczeniu" Niemców. Władze starostwa powiatowego gostynińskiego zdecydowały, aby "wszyscy niemcy od 5 lat bez różnicy płci winni nosić znak na piersiach po lewej stronie w kształcie skośnie ustawionego kwadratu w bokach 6 cm koloru białego, z literą "N" w środku koloru czarnego, wysokości i szerokości 4 cm i grubości 1 cm."
Na terenie powiatu gostynińskiego rehabilitację rozpoczęto już w lutym 1945 r.. Podstawą był wydany 28 lutego 1945 r. przez Rząd Tymczasowy dekret o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów. Dekret ten formalnie regulował sytuację Volksdeutschów na terenie Polski. Przewidywał, że osoby "posiadacze kart kategorii II listy narodowej oraz zapisani do jednej z grup narodowościowych uprzywilejowanych przez okupanta mogli wystąpić z wnioskiem o rehabilitację do sądu i udowodnić przed nim, iż wbrew swojej woli zostali wpisani na listę i zarazem zachowali polską odrębność narodową."111 Występowanie mieszkańców powiatu gostynińskiego i sochaczewskiego z wnioskami o rehabilitację było związane z wydawaniem dokumentów tożsamości. W większości o rehabilitację występowali Polacy, których władze okupacyjne w roku 1944 wpisały na listę "Leistungs Pole".112.

Rehabilitacja nie była jednak procesem łatwym do przeprowadzania. Wiele osób zatrzymanych w obozach pracy nie wiedziało, że mogą wystąpić z wnioskiem o nią, gdyż fakt ten ukrywano przed więźniami. W wielu obozach szczególnie tych "dzikich", działających w 1945 r., będących pod kontrolą miejscowych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, nikt nie był zainteresowany na traceniu dochodów z tytuły wynajmowania siły roboczej. Istniała jeszcze jedna przyczyna, która w istotny sposób ograniczała dostęp Volksdeutschów do procesu rehabilitacji - koszty. Obciążano mini osoby występujące z takim wnioskiem.113 Osoby przebywające w obozach nie dysponowały środkami niezbędnymi, aby opłacić sam proces oraz opłacić świadkom ich koszty związane z uczestnictwem w rozprawie przed sądem grodzkim. Nie mogły też liczyć na rodzinę czy znajomych, którzy przebywali w innych obozach bądź którym udało się wyjechać z Polski.

Jak wspomina Edna Schroeder: "wiosną 1947 roku zaczęto mówić głośniej o możliwości uzyskania polskiego obywatelstwa. Ludzie w więzieniu mówili, że jak dostaniemy polskie obywatelstwo, to sytuacja nasza się poprawi. Pomyślałam sobie, że to może to jest jakieś wyjście z sytuacji. Pomyślałam, że jeżeli uda mi się wyjść z więzienia to może zdobędę jakąś pracę, zarobię pieniądze, znajdę jakieś małe mieszkanie, będę kontynuowała naukę. Wtedy też zacznę szukać mojej rodziny. (...) Kiedy byłam w więzieniu nie miałam żadnych praw. Pomyślałam, że jeżeli wyjdę z obozu, to wtedy będę w stanie odbudować moje życie. Polskie obywatelstwo stałoby się dla mnie biletem do wolności." 114

Z dostępnych akt wynika, że wśród mieszkańców Wymyśla jedynie mennonita Rainhold Wegert, który wystąpił z wnioskiem w dniu 17 marca 1945 r., został zrehabilitowany115. Łatwiej niż innym było mu uzyskać rehabilitację ponieważ współpracował z polskim ruchem oporu w okresie wojny. W pierwszych miesiącach po wyzwoleniu większość posterunków MO na terenie powiatu gostynińskiego obsadzanych były przez żołnierzy oddziałów partyzanckich, często związanych z AK.116 Inni mieszkańcy Wymyśla jak małżonkowie Marta i Henryk Bartel, którzy wystąpili o rehabilitację takowej nie uzyskali. Ich wniosek został odrzucony gdyż "nie spełniali wymogów ustawy". Henryk Bartel, jak stwierdzono w sentencji wyroku Sądu Grodzkiego, jako osoba nierehabilitowana traci prawa obywatelskie i zostaje skierowany na rok do obozu pracy. Ziemia i gospodarstwo w całości przechodzą na własność skarbu państwa i zostaną przeznaczone na rzecz reformy rolnej.117
 
@Strzal: powoli, bez nerwow.

Nie jestem w stanie ci na 100% odpowiedz na twoje pytanie, bo tutaj na obywatelstwo maja wplyw przepisy obowiazujace w momencie zaistnienia faktu, czyli przepisy prawa rodzinnego i prawa o obywatelstwie z roku 1941, do ktorych ja nie mam dostepu. Moge opisac jedynie ogolne zasady.

Najpierw definicje osob. Mamy
- kochliwa prababcie
- pradziadka nr I, ktory byl mezem, ale (prawdopodobnie) nie biologicznym ojcem, lecz (prawdopodobnie) ojcem pod wzgledem prawnym, bo dziecko (zwane dalej dla uproszczenia "maly Hans") urodzilo sie podczas trwania malzenstwa
- pradziadka nr II, ktory byl (prawdopoodbnie) ojcem biologicznym, ale w momencie poczecia i urodzenia dziecka jedynie milosna afera kochliwej prababci "na boku" i ktory pozniej przysposobil, ale nie uznal malego Hansa jako swoje dziecko.

W takiej sytuacji generalnie istotnie jest, jakie obywatelstwo mial pradziadek I i pradziadek II w roku 1941. Przyjmujemy, ze niemieckie, bo pradziadek I byl w niemieckim wojsku a pradziadek II z tego co rozumiem tez.

W takiej sytuacji maly Hans rodzi sie jako dziecko z prawego loza (pod wzgledem prawnym) z ojca-obywatela niemieckiego (=pradziadek nr 1). Przez to nabywa po ojcu obywatelstwo niemieckie.
Nastepnie kochliwa babcia rozwodzi sie i wychodzi za maz za pradziadka nr II. W tamtych czasach kobieta, ktora wychodzila za maz za obcokrajowca automatycznie tracila obywatelstwo niemieckie. Wiec najistotniejsze jest obywatelstwo pradziadka nr II w tym momencie. Jesli byl Niemcem, kochliwa prababcia jest dalej Niemka, a jej drugi slub nie ma na razie zadnego wplywu na obywatelstwo nieletniego malego Hansa.
Pradziadek nr II przysposabia dziecko. Generalnie w takiej sytuacji przysposobienie nieletniego dziecka przez obcokrajowca pociagaloby za zasoba zmiane obywatelstwa dziecka, ale poniewaz przyjmujemy, ze pradziadek nr II byl Niemiecem, maly Hans nadal ma obywatelstwo niemieckie. Potem maly Hans dorasta, rodzi sie twoja mama i dziedziczy po nim obywatelstwo.

A wiec musisz sie skoncentrowac na dokumentach dotyczacych obywatelstwa pradziadka nr II (mam nadzieje, ze to nie byla Volkslista, bo wtedy sprawy moga sie jeszcze skomplikowac zaleznie od jej numeru i zachowania pradziadka po wojnie).

To tyle, co moge ci napisac ogolnie, bez wnikania w ewentualne niuanse prawne z roku 1941, ktore nie sa mi znane.
 
Dzieki Pogodniak.
p.s. co do "kochliwej prababci" to bardzo kochała" pradziadka nr II"- Jego pamietam i wcale sie nie dziwie ;) Trzeba przyznac, że odwazna i piekna kobieta z niej była a czy kochliwa...niekoniecznie- miłością Jej zycia był pradziadek nr II wiec.. Tyle, że ja mam teraz mały kłopot...ale nic to. Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję.
 
Do "agolka". Ja to wszystko znam. Wiem jaka była praktyka rehabilitacji po wojnie. Musisz zrozumieć, że ewentualne dokumenty z postępowania sądowego w sprawie rehabilitacji mają dla BVA znaczenie dowodowe. Gdyby Magda_lena wysłała ten oryginał legitymacji Volkslisty oraz ewentualne zaświadczenie z IPN o np. pobycie jej dziadka w Obozie Pracy, to wtedy sytuacja prawna Magda_leny zmienia się i w ciągu krótkiego czasu otrzymuje ona poświadczenie posiadania obywatelstwa. Na chwilę obecną Magda_lenie stwierdzono tylko służbę wojskową dziadka w Wehrmachcie. To za mało. Sama legitymacja DVL grupy II o niczym nie przesądza. BVA musi stwierdzić na podstawie dokumentów, czy faktycznie wpisano na grupę II jej dziadka i czy ten dziadek był osobą narodowości niemieckiej. Brak jakichkolwiek informacji z IPN nie jest dowodem na to, że dziadek Magda_leny nie miał możliwości rehabilitacji (czyli złożenia wniosku rehabilitacyjnego). Mogło być z Jej dziadkiem różnie. Mógł siedzieć w Obozie Pracy, mógł się ukrywać, mógł również zeznać przed sądem, że Niemcy go zmusili do wpisu na DVL. Nie ma dokumentów, więc sprawa dla BVA jest otwarta. Jeśli Magda_lena nie dostarczy żadnych dokumentów o prześladowaniu jej dziadka za jego narodowość, to wtedy BVA zmuszone będzie przeprowadzić postępowanie dowodowe w ustaleniu jego niemieckiej narodowości. Udowodnienie narodowości to ciężka sprawa. Ja też kilka lat temu wysłałem zapytanie do IPN w sprawie dziadka. Odpowiedzieli mi, że nic na niego nie mają. Ustaliłem później w swojej rodzinie, że dziadek siedział po wojnie w Obozie Pracy. Wysłałem kolejne zapytanie do IPN w sprawie konkretnego Obozu Pracy w którym siedział dziadek i od razu znalazły się informacje. Po tych informacjach IPN doszedł do kartoteki DVL dziadka i tam w papierach wszystko się wyjaśniło. Tak samo może być w sprawie dziadka Magda_leny. Uważam, że zadano IPN zbyt obszerną kwerendę, żeby mogli sobie z tym poradzić. Potrzeba ustalenia pewnego faktu. Po tym fakcie IPN dojdzie do dokumentów. Pozdrawiam!.
 
Ostatnia edycja:
Witam, bardzo dziekuję Wam za zainteresowanie moją sprawą :-) Z tego co tu czytam to wygląda na to, iż przede mną jeszcze długa droga do zakończenia postępowania przed BVA. Byłam już 3 tygodnie temu w konsulacie we Wrocławiu w celu przesłana (za ich pośrednictwem) oryginału DVL II dziadka do BVA. Teraz sobie grzecznie czekam na kolejną odpowiedź z Koeln... Mam takie pytanie: gdzie mogę jeszcze "uderzyć" żeby otrzymać jakieś info. o tym, że dziadek miał obywatelstwo niemieckie. Składając wniosek do IPN w Katowicach zaznaczyłam tam, że dziadek był w 1945 w obozie Hundsfeld (Psie Pole k.Wrocławia). Jednak mimo to otrzymałam odp. że nic nie znaleziono nt. dziadka. Zastanawiam się czy powinnam zwrócić się bezpośrednio do IPN we Wrocławiu z prośbą o sprawdzenie tego faktu (czy mają jakieś potwierdzenie, że dziadek był w tym obozie). No i czy szukać jeszcze np. powojennych kart meldunkowych, albo co jeszcze mogę zrobić w obecnej sytuacji. Zapewne wkrótce otrzymam jakąś odp. z BVA, ale nie chcę tracić czasu i siedzieć bezczynnie i już teraz mogłabym coś podziałać, dlatego proszę Was o jakieś wskazówki w tym temacie.
 
Dokumenty obozowe nie koniecznie muszą być w IPN-ie. Mąż odnalazł dokumenty swego ojca i babci z Obozu Sikawa w Archiwum w Płocku. Więc w przypadku twojego dziadka, jak był w obozie Hundsfeld, to może będą dokumenty we wrocławskim archiwum? Próbuj tam poszukać.
Powojenne karty meldunkowe też coś wnoszą, bo jest w nich odnotowane obywatelstwo.
Więc jak masz jeszcze siły i chęć , to szukaj dalej. Ja w sumie do końca przeglądałam bazy danych i na 90% zawsze coś znajdowałam. :)
 
Witam ponownie. Otrzymałam dziś odpowiedź z BVA, że dziękują mi za przełanie im oryginału VL dziadka, i jednocześnie pytają mnie dlaczego dziadek nie podpisał się na tym dokumencie pod zdjęciem, że brakuje podpisu. Faktycznie, nie ma go tam (nie wiem czy go nie było czy po prostu "zniknął" gdyż jest to stary dokument). Nie wiem co mam im odpisać, przecież nie zapytam o to dziadka który zmarł 5o lat temu. I druga sprawa, o którą mnie pytają to to, z jakiego powodu dziadek służył w werhmacht tylko 2 tygodnie? Rzeczywiście otrzymałam z WASt taką informację z datami od 07.07.1942 do 20.07.1942. Nie wiem dlaczego mają tam "zarejestrowane" tylko te 2 tygodnie, posiadam Soldbuch i w nim jest sporo pieczątek i wpisów z datami od 14.07.1942 do 24.07.1945. Nie wiem, może przeslać im teraz oryginał Soldbucha?
 
wyslij im najpierw kopie Soldbuchu zaznaczajac, ze masz oryginal w domu, a w sprawie podpisu na VL to napisz, ze nie wiesz i nie masz sie jak dowiedziec, bo dziadek zmarl . Niech oni sie nad tym zastanawiaja.
 
Powrót
Góra