paul.zaenger1976 muszę się tu wtracić. Osoby z drugą grupą nie zawsze były poddawane rehabilitacji przed sądem. Czytałam wypowiedzi różnych osób i nie było to takie proste. Osoby zamknięte w obozie pracy , bądź praqcujące gdzieś u polskich rolników na podstawie takich umów nie dostawały żadnych pieniędzy, a takie sprawy o rehabilitacje kosztowały. Tylko nielicznym udało się zrehabilitować i udowodnić, że nie działały na szkodę Polski.
Tu masz przykład takiej osoby
Olędrzy podczas II wojny światowej i ich powojenna sytuacja - zagadnienia społeczne, polityczne i gospodarcze. Mennonici na Mazowszu 1939 - 1948
http://www.holland.org.pl/art.php?kat=art&dzial=maz&id=14
A to wypowiedź pewnej osoby Edny Schroeder
Nowe paszporty wydano nam zaraz po wejściu Niemców. Na naszych był napis Volksdeutsche. Każdy musiał mieć paszport. My mięliśmy niebieskie a myślę, że Niemcy mieli czerwone. My byliśmy Volksdeutchami gdyż byliśmy Niemcami, którzy urodzili się poza granicami Niemiec. Raichsdeuschami byli Niemcy, którzy urodzili się w Niemczech. Cały czas nosiliśmy paszporty przy sobie, bo wszędzie stały posterunki wojskowe sprawdzające dokumenty.
Dla prostych chłopów, jakimi byli koloniści, wpisanie na Volkslistę było czymś naturalnym - posługiwali się oni w domu językiem niemieckim, chodzili do kościoła ewangelickiego lub zboru mennonickiego, gdzie językiem liturgicznym był również język niemiecki. Inaczej podchodzili do wpisu na Volkslistę ludzie wykształceni, którzy pomimo tego, że dla władz okupacyjnych byli etnicznymi Niemcami, nie poczuwali się do deklarowania swojej przynależności do III Rzeszy.
Natychmiast po przejściu frontu powołano władze, które rozpoczęły realizowanie postawienia dekretu o środkach zabezpieczających w stosunku do zdrajców narodu. Zgodnie z tym dekretem zarządzono przymusowe internowanie wszystkich, którzy podpisali niemiecką listę narodowościową - każdy obywatel polski, który zadeklarował swoją przynależność do narodowości niemieckiej, bądź korzystał z praw i przywilejów z tytułu przynależności do narodowości niemieckiej podlegał, niezależnie od odpowiedzialności karnej, przetrzymywaniu, umieszczeniu na czas nieoznaczony w miejscu odosobnienia (obozie) i poddaniu przymusowej pracy.
Wobec Volksdeutschów i Niemców obowiązywała zasada odpowiedzialności zbiorowej. Kwestie odpowiedzialności karnej osób wpisanych na listy narodowe regulował dekret PKWN z 31 sierpnia 1944 roku. Dokument ten był pierwszym, w którym przewidywano odpowiedzialność karną dla zdrajców narodu - obywateli polskich, którzy przyjęli w czasie wojny Narodowościową Listę Niemiecka - Volkslistę. W przyjętych rozwiązaniach prawnych w 1944 r. samo wpisanie na Volkslistę traktowane było jako czyn przestępczy.85
W dekrecie z 4 listopada 1944 r. Volksdeutschów również uznano za zdrajców narodu. Bez względu na przyznaną im grupę narodową podlegali aresztowaniu i odesłaniu do obozów pracy. Instrukcja zezwalał na ujęcie i zatrzymanie każdego obywatela, który uznany został za zdrajcę. Mógł zostać wyrzucony ze swojego domu, ograbiony z tego co posiadał, nawet z osobistych rzeczy. Instrukcja była jednym z elementem nowego porządku prawnego w Polsce. Pomimo znamion legalizmu przyznawała ona szerokie prawa aparatowi represji NKWD, UBP i MO.
Zdaniem władz polskich Niemcy - koloniści próbowali uniknąć "odpowiedzialności" za wpisanie na Volkslistę. Zwykle ukrywali się u znajomych i sąsiadów, którym pomagali w czasie wojny.108 W tym samym czasie starali się zrehabilitować poszukując świadków, którzy potwierdziliby lojalność wobec Polaków w czasie wojny.109 Udawało się to jedynie tym, którzy mieli polsko brzmiące nazwiska. Władze lokalne dla zwiększenia kontroli nad Volksdeutschami i aby zapobiec ich ucieczkom, podejmowały decyzję o "oznaczeniu" Niemców. Władze starostwa powiatowego gostynińskiego zdecydowały, aby "wszyscy niemcy od 5 lat bez różnicy płci winni nosić znak na piersiach po lewej stronie w kształcie skośnie ustawionego kwadratu w bokach 6 cm koloru białego, z literą "N" w środku koloru czarnego, wysokości i szerokości 4 cm i grubości 1 cm."
Na terenie powiatu gostynińskiego rehabilitację rozpoczęto już w lutym 1945 r.. Podstawą był wydany 28 lutego 1945 r. przez Rząd Tymczasowy dekret o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów. Dekret ten formalnie regulował sytuację Volksdeutschów na terenie Polski. Przewidywał, że osoby "posiadacze kart kategorii II listy narodowej oraz zapisani do jednej z grup narodowościowych uprzywilejowanych przez okupanta mogli wystąpić z wnioskiem o rehabilitację do sądu i udowodnić przed nim, iż wbrew swojej woli zostali wpisani na listę i zarazem zachowali polską odrębność narodową."111 Występowanie mieszkańców powiatu gostynińskiego i sochaczewskiego z wnioskami o rehabilitację było związane z wydawaniem dokumentów tożsamości. W większości o rehabilitację występowali Polacy, których władze okupacyjne w roku 1944 wpisały na listę "Leistungs Pole".112.
Rehabilitacja nie była jednak procesem łatwym do przeprowadzania. Wiele osób zatrzymanych w obozach pracy nie wiedziało, że mogą wystąpić z wnioskiem o nią, gdyż fakt ten ukrywano przed więźniami. W wielu obozach szczególnie tych "dzikich", działających w 1945 r., będących pod kontrolą miejscowych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, nikt nie był zainteresowany na traceniu dochodów z tytuły wynajmowania siły roboczej. Istniała jeszcze jedna przyczyna, która w istotny sposób ograniczała dostęp Volksdeutschów do procesu rehabilitacji - koszty. Obciążano mini osoby występujące z takim wnioskiem.113 Osoby przebywające w obozach nie dysponowały środkami niezbędnymi, aby opłacić sam proces oraz opłacić świadkom ich koszty związane z uczestnictwem w rozprawie przed sądem grodzkim. Nie mogły też liczyć na rodzinę czy znajomych, którzy przebywali w innych obozach bądź którym udało się wyjechać z Polski.
Jak wspomina Edna Schroeder: "wiosną 1947 roku zaczęto mówić głośniej o możliwości uzyskania polskiego obywatelstwa. Ludzie w więzieniu mówili, że jak dostaniemy polskie obywatelstwo, to sytuacja nasza się poprawi. Pomyślałam sobie, że to może to jest jakieś wyjście z sytuacji. Pomyślałam, że jeżeli uda mi się wyjść z więzienia to może zdobędę jakąś pracę, zarobię pieniądze, znajdę jakieś małe mieszkanie, będę kontynuowała naukę. Wtedy też zacznę szukać mojej rodziny. (...) Kiedy byłam w więzieniu nie miałam żadnych praw. Pomyślałam, że jeżeli wyjdę z obozu, to wtedy będę w stanie odbudować moje życie. Polskie obywatelstwo stałoby się dla mnie biletem do wolności." 114
Z dostępnych akt wynika, że wśród mieszkańców Wymyśla jedynie mennonita Rainhold Wegert, który wystąpił z wnioskiem w dniu 17 marca 1945 r., został zrehabilitowany115. Łatwiej niż innym było mu uzyskać rehabilitację ponieważ współpracował z polskim ruchem oporu w okresie wojny. W pierwszych miesiącach po wyzwoleniu większość posterunków MO na terenie powiatu gostynińskiego obsadzanych były przez żołnierzy oddziałów partyzanckich, często związanych z AK.116 Inni mieszkańcy Wymyśla jak małżonkowie Marta i Henryk Bartel, którzy wystąpili o rehabilitację takowej nie uzyskali. Ich wniosek został odrzucony gdyż "nie spełniali wymogów ustawy". Henryk Bartel, jak stwierdzono w sentencji wyroku Sądu Grodzkiego, jako osoba nierehabilitowana traci prawa obywatelskie i zostaje skierowany na rok do obozu pracy. Ziemia i gospodarstwo w całości przechodzą na własność skarbu państwa i zostaną przeznaczone na rzecz reformy rolnej.117