Napisałem (kilka miesięcy temu) do syndyka, w odpowiedzi otrzymałem - dopiero 10 października informację o postanowieniu Sądu i wezwaniu do zgłoszenia wierzytelności "w ciągu miesiąca od ukazania się się obwieszczenia w Monitorze Sądowym (...)". Odesłałem, przyszło zarzadzenie do wpłacenia zaliczki (1200zł) w ciągu tygodnia na koszt postępowania ze względu na to, że wierzytelność została zgłoszona po terminie, pod rygorem zwrotu zgłoszenia wierzytelności.
I tutaj moje pytanie - czy w takich przypadkach, najczęściej zawsze jest "po terminie"? Tak jak wspomniałem, zauważyłem informację w czerwcu - czyli już wtedy minął termin o tydzień zgłoszeń (bezzaliczkowych). Nie byłem w stanie co tydzień sprawdzać co się dzieje z tą firmą. Czy to tak działa zawsze? Bo nie wiem czy teraz jak muszę znów zapłacić 1200 i pewnie nie otrzymać z powrotem także tej kwoty, jest jakikolwiek sens, a wydaje mi się że to jest robione tylko po to żeby zmniejszyć kwoty całego zadłużenia z takich szaraków jak przeciętni przedsiębiorcy z IV grupy... Czy tak to właśnie działa? Czy może skoro byłem gdzieś w papierach to syndyk zrobił błąd i nie wysłał mojego zgłoszenia wcześniej?
Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź, pewnie już się w to nie będę dalej pakował, bo szkoda nerwów i kolejnych złotówek, ale jestem ciekaw co forumowicze mają do powiedzenia w tych sprawach? Czy takie postępowanie jest normą? Jeśli nie zgłaszałem wniosku o upadłość tej firmy, nie wiedziałem co się z tą firmą dzieję (miałem zupełnie inne problemy) - to jak miałem sie dowiedzieć że została ogłoszona upadłość? Czy spółka sama nie była do tego zobowiązana?
Pozdrawiam