R
Raeven1
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2008
- Odpowiedzi
- 7
Witam,
Sprawa wygląda następująco:
W kwietniu i maju 2007 pracowałam w firmie X. W połowie czerwca( byłam w 3 m-cu okresu próbnego) po 2 tygodniach nieobecności przesłałam faxem wypowiedzenie umowy. Nie zdałam telefonu komórkowego, nie miałam zresztą żadnego "kwitu" że go posiadam-nie miałam ochoty pokazywać się ludziom na oczy , było mi wstyd że w tak głupi sposób rozwiązałam sprawę odejścia z pracy.
Przez 3 tygodnie nikt do mnie nie dzwonił ani nie kontaktował w żaden inny sposób. Pod koniec 1 tygodnia lipca właściciele firmy pojawlili się...w domu mojej matki-miejscu mojego zameldowania, chociaż wiedzieli że mieszkam w innym miejscu.
I co najdziwniejsze wcale nie chodziło o komórkę. Powiedzieli jej że wzięłam od nich 3100 zł na rachunki, z których to pieniędzy się nie rozliczyłam, wyraźnie dali jej do zrozumienia że oczekują od niej oddania pieniędzy. Moja mama odprawiła ich oczywiście z kwitkiem. Na odchodnym oczywiście pogrozili że "mają świadków" i "oddadzą sprawę na policję".
Po tym zajśćiu korespondowałam z nimi mailowo, co nic nie dało. Komórkę wysłałam pocztą. Ironio losu, 2 miesiące później, podczas przeprowadzki wsiąkło mi potwierdzenie wysyłki........
Okazało się że rzeczywiście poszli na Policję... Rozprawa będzie na początku marca... Oskarżył mnie właściciel tej firmy, a jedyni świadkowie to jego żona i jej matka( która ponoć dała mi pieniądze) - również właścicielki firmy. Powiedzieli że kiedy matka dawała mi pieniądze, słyszeli wszystko z sąsiedniego pomieszczenia. Jako dowody przedstawili nieopłacone rachunki, co najdziwniejsze - nie firmowe, jak twierdzili, a prywatne....
Oprócz własnych zeznań i tych rachunków nie mają żadnych dowodów. Czy coś mi grozi? Zostałam oskarżona z art 284 par 1 kk.
Dodam że oczywiście jestem niekarana i nie brałam od nich żadnych pieniędzy, co również zeznałam.
Z góry dziękuję za poradę.
Sprawa wygląda następująco:
W kwietniu i maju 2007 pracowałam w firmie X. W połowie czerwca( byłam w 3 m-cu okresu próbnego) po 2 tygodniach nieobecności przesłałam faxem wypowiedzenie umowy. Nie zdałam telefonu komórkowego, nie miałam zresztą żadnego "kwitu" że go posiadam-nie miałam ochoty pokazywać się ludziom na oczy , było mi wstyd że w tak głupi sposób rozwiązałam sprawę odejścia z pracy.
Przez 3 tygodnie nikt do mnie nie dzwonił ani nie kontaktował w żaden inny sposób. Pod koniec 1 tygodnia lipca właściciele firmy pojawlili się...w domu mojej matki-miejscu mojego zameldowania, chociaż wiedzieli że mieszkam w innym miejscu.
I co najdziwniejsze wcale nie chodziło o komórkę. Powiedzieli jej że wzięłam od nich 3100 zł na rachunki, z których to pieniędzy się nie rozliczyłam, wyraźnie dali jej do zrozumienia że oczekują od niej oddania pieniędzy. Moja mama odprawiła ich oczywiście z kwitkiem. Na odchodnym oczywiście pogrozili że "mają świadków" i "oddadzą sprawę na policję".
Po tym zajśćiu korespondowałam z nimi mailowo, co nic nie dało. Komórkę wysłałam pocztą. Ironio losu, 2 miesiące później, podczas przeprowadzki wsiąkło mi potwierdzenie wysyłki........
Okazało się że rzeczywiście poszli na Policję... Rozprawa będzie na początku marca... Oskarżył mnie właściciel tej firmy, a jedyni świadkowie to jego żona i jej matka( która ponoć dała mi pieniądze) - również właścicielki firmy. Powiedzieli że kiedy matka dawała mi pieniądze, słyszeli wszystko z sąsiedniego pomieszczenia. Jako dowody przedstawili nieopłacone rachunki, co najdziwniejsze - nie firmowe, jak twierdzili, a prywatne....
Oprócz własnych zeznań i tych rachunków nie mają żadnych dowodów. Czy coś mi grozi? Zostałam oskarżona z art 284 par 1 kk.
Dodam że oczywiście jestem niekarana i nie brałam od nich żadnych pieniędzy, co również zeznałam.
Z góry dziękuję za poradę.