To, że cała akcja jest po to, żeby pseudo-kancelaria czy właściciel stron mógł się "nachapać" chyba nie budzi u nikogo wątpliwości.
Jednocześnie jestem w stanie zrozumieć czym są prawa autorskie i własność intelektualna, nie mówię że twórca, właściciel nie ma prawa żądać odszkodowania jeśli dojdzie do kradzieży, w postaci posiadania utworu / dzieła / filmu etc. i do jego nielegalnego rozpowszechniania, a szczególnie jeśli ktoś chce na tym zarobić.
Problemem są tutaj torrenty, o czym było już pewnie tutaj ze sto razy powiedziane, które przy ściąganiu udostępniają, nic nikt na to nie poradzi. Niektórzy tutaj, moim zdaniem "ofiary", nie mieli pojęcia o zasadzie działania sieci p2p. - Wiem, nieznajomość prawa szkodzi. - Jednak tutaj zaczyna się od braku wiedzy o funkcjonowaniu programów peer-to-peer bądź bagatelizowania tego faktu, dopiero potem według mnie można mówić o braku znajomości prawa.
W tym temacie jest oczywiście mnóstwo postów, bo prawie 700, plus to, co w poprzednim temacie, moderatorzy odsyłają do czytania wszystkiego od początku, okej, słusznie, zrobiłem tak, jednakże nawet po kilku godzinach czytania nadal nie wiem co zrobić, różnie to u ludzi wygląda. Jedni wchodzą tutaj, bo dostali pismo, inni z drugiej strony, po konfiskacie sprzętu podczas niespodziewanej wizyty policji.
Do moderatorów: rozumiem czym jest spam, rozumiem, że jak -set osób zacznie pisać to samo: "dostałem pismo, ola boga, co robić" to niczego to nie wnosi. Jednak mamy tutaj do czynienia z kolejną kancelarią czy raczej pseudo-kancelarią, szczegóły ich postępowania mogą się różnić, były różnice w postępowania Łuczakowej, tam były takie same pisma, w przypadku Dallas Buyers Club często zaczynało się od konfiskat.
W sprawie Lex Author polecam znaleźć artykuł na stronie "Własność intelektualna w praktyce", a także artykuł pt. "Odpowiedzialność za ściąganie plików w sieci P2P" na portalu "masz prawo". Jest tam dużo informacji, według mnie rzetelnych, nic z tymi portalami wspólnego nie mam. Przedstawiono tam wszelkie możliwości , zarówno w postępowaniu cywilnym, jak i karnym.
Jest tam mowa o sprawie w Białymstoku gdzie sąd orzekł, że "winny" ma zapłacić właścicielowi praw autorskich proporcjonalną wartość do ilości udostępnionych danych. Jest to według mnie bardzo rozsądne, choć według niektórych kontrowersyjne (chyba z prawniczego punktu widzenia). Jednocześnie w wielu miejscach jest zaznaczone: zapłacenie ugody nie równa się końcowi sprawy. Może dojść do umorzenia nawet jeśli się nie zapłaci. (dobrze!).
W konfrontacji z prokuraturą rozwiązaniem jest m.in. wnioskowanie o warunkowe umorzenie postępowania ze względu na niską szkodliwość czynu, ale z tego co widzę to znaczy że przyznaje się do winy. W większości przypadków widzę, że postępowanie jest umarzane.
Do obeznanych: czy można zgłosić się do prokuratury, przyznać do rozpowszechniania, świadomego lub nie, i wnioskować o ocenę jaką część danego dzieła się rozpowszechniło i wnioskować o to, aby odszkodowanie równało się trzykrotności rynkowej wartości "dzieła (sztuki, hahah)", jednakże po wzięciu pod uwagę jaki procent tego się udostępniło?