Otrzymałem list z poleceniem zapłaty - 2

  • Autor wątku Autor wątku Holt_
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Zastanawia mnie jakby wyglądała ewentualna sprawa przy fakcie WiFi bez zabezpieczeń i sprzętem ma którym nigdy nie było pliku o którym jest mowa (dowodem tylko i wyłącznie adres IP). I skąd w takim razie samo powiadomienie.
 
Ostatnia edycja:
Witam sytuacja podobna...tyle,że komputer firmowy, jeden z wielu gdyż zajmuję się sprzedażą używanych komputerów itp. List otrzymała księgowa tam gdzie mieści się siedziba główna firmy. W czasie od października do listopada miałem "na stanie" około 20 laptopów i netbooków, do tego kilkanaście tabletów. Jeśli chodzi o sieć wi-fi jest zabezpieczona, ale było kilka włamań, jestem pewien, że nie ściągałem takiego pliku, a mimo to obawiam się, że szef poleci mi po wypłacie. Dodam tylko że żadnego z tych sprzętów nie mam już w posiadaniu. Wizyta u prawnika nie była szczególnie pomocna, powiedział tylko to co już jest w wątku...tzn niepewne źródło danych osobowych, ogólnikowe pismo, brak dowodów w postaci dysków.Moje pytanie brzmi, co jeśli nie mogę zidentyfikować właścicieli komputerów które mogły byc zalogowane w mojej sieci wi-fi, na wezwaniu nie ma nic na temat urządzenia, tylko adres ip (zresztą zmioenny-NETIA)
 
suthold napisał:
Witam. Takze otrzymalem list wzywajacy do zaplaty 750zl. Zapoznalem sie z tematem, i dalej nie mam pojeciacia czy wyrzucic to do kosza czy jednak cos w tym jest. Pod koniec ubieglego roku dostalem wezwanie na policje z podobnego powodu tyle, ze za film Dallas Buyers Club, z tamtej sprawy nic nie wyniklo poniewaz umowa z dostawca internetu byla na mojego ojca ktory juz nie zyje. Chcialbym wiec zapytac czy jeslli obecne wezwanie takze jest na mojego ojca to mam to placic, czy moze takze nic z tego nie wyniknie?[/QUOTE

Człowieku, IP na ojca który nie żyje. Po co się pytasz? pytasz??? Ojciec nie żyje!!! Rodacy myślcie trochę !!! Chociaż trochę
 
Ja tylko przypomnę wszystkim istotne fakty (wnioski wyciągnijcie):
1. Adres IP to żaden dowód. Winę trzeba udowodnić konkretnemu człowiekowi, że w określonym dniu i określonej godzinie siedział przed danym komputerem i rozpowszechniał konkretny plik.
A jak nikt się z domowników nie przyzna, albo osoba na którą jest internet wskaże 50 innych osób które gościły w jej domu i korzystały z internetu to co wtedy? Domyślcie się sami :cool:
2. To że coś się nazywa jak plik który jest utworem chronionym przez prawo autorskie nie oznacza iż tym utworem jest.
Ja mogę nagrać autorski mix kolęd i pastorałek, zaśpiewać je acapella do własnego dyktafonu, nazwać jak super modna piosenka z radia a potem wrzucić do sieci. I wtedy też Waszym zdaniem ktoś kto ma prawa autorskie do piosenki która się tak samo nazywa jak mój autorski mix kolęd i pastorałek ma prawo mnie ścigać za łamanie jego praw autorskich? Niech mi najpierw udowodni że plik który rozpowszechniałem był plikiem chronionym prawami autorskimi. I to nie na zasadzie domniemania po nazwie, ale na dowodach obiektywnych.
3. Posiadanie plików muzycznych i filmowych jest legalne. Można je pobierać, także z internetu, ważne aby ich nie rozpowszechniać. Jak nawet dany plik znajduje się na komputerze, to jak udowodnić skąd się tam wziął, i oraz to że był podczas utrwalania na dysku waszego komputera jednocześnie rozpowszechniany?

Więcej nie pisze. Kto myśli, to sobie wyciągnie wnioski z tego co napisałem powyżej.
Miłego wieczoru i więcej luzu. Macie z pewnością w życiu więcej problemów niż przejmowanie się makulaturą ze skrzynek pocztowych. Równie dobrze możecie zajmować wnikliwie nsjnowszą gazetką Tesco i ich pomidorami na promocji :smile:
 
Ostatnia edycja:
Skaven napisał:
Witam,

Przeczytałem cały ten i poprzedni temat i mam wrażenie, że u mnie sytuacja wygląda trochę poważniej, bo nie dostałem żadnego pisma z żadnej kancelarii. Po prostu kilka dni temu zjawiła się u mnie policja z nakazem przeszukania mieszkania i zarekwirowania komputera, do którego jest przypisane moje IP (oczywiście jest to IP zewnętrzne "mojego internetu" w TOYA). Na postanowieniu wydania rzeczy i przeszukaniu jestem wskazany jako firma, bo w domu mam zarejestrowaną działalność. Nie jest natomiast napisane jakiego filmu sprawa dotyczy. Dokładnie wygląda to tak, że jest podany nr akt "w sprawie rozpowszechniania filmu objętego licencją" i tyle. Do dziś nie mam żadnej informacji, nie dostałem żadnego wezwania, ani innego dokumentu. Wygląda na to, że niektóre kancelarie zamiast przesyłać wcześniej jakąś propozycję ugody od razu wybierają się do prokuratury...a prokuratura postanawia działać.

No to spokojnie, kilka dni to tyle co wczoraj. Film filmem, bardziej dokuczliwe jest posiadanie lewego oprogramowania :(
 
Nie chciałbym jako nowicjusz "zadzierać nosa" przed Koleżankami i Kolegami, ale jako informatyk z zawodu, doskonale wiem że korzystając z odpowiedniego klienta torrent można ograniczać pasmo dla strumienia danych z torrentów zarówno "wchodzących" jak i "wychodzących". W moim przypadku ustawiłem prędkość "wychodzącą" (czyli "udostępnianie") na zero. Co oznacza że co prawda serwer torrentowy rejestruje mnie jako potencjalnego dawcę ale tak naprawdę NIC NIE WYSYŁAM! Jedynie ściągam.
Pytanie do specjalistów od prawa. Czy sam fakt zarejestrowania mnie przez taki czy inny serwer jako potencjalnego dawcę jest przestępstwem czy też fakt zaistnienia realnej transmisji, czyli faktycznego udostępniania?
 
wuerzet napisał:
Zastanawia mnie jakby wyglądała ewentualna sprawa przy fakcie WiFi bez zabezpieczeń i sprzętem ma którym nigdy nie było pliku o którym jest mowa (dowodem tylko i wyłącznie adres IP). I skąd w takim razie samo powiadomienie.

Już nie raz było o tym pisane jasna cho..era
 
Ostatnia edycja:
maciek61 napisał:
Czy sam fakt zarejestrowania mnie przez taki czy inny serwer jako potencjalnego dawcę jest przestępstwem czy też fakt zaistnienia realnej transmisji, czyli faktycznego udostępniania?
Na logikę :!: Przeczytaj mój poprzedni post.
Skoro nic nie udostępniałeś, to jak możesz odpowiadać za udostępnianie?
Chyba że się sam przyznasz do czegoś, czego nie rozbiłeś.
 
maciek61 napisał:
Nie chciałbym jako nowicjusz "zadzierać nosa" przed Koleżankami i Kolegami, ale jako informatyk z zawodu, doskonale wiem że korzystając z odpowiedniego klienta torrent można ograniczać pasmo dla strumienia danych z torrentów zarówno "wchodzących" jak i "wychodzących". W moim przypadku ustawiłem prędkość "wychodzącą" (czyli "udostępnianie") na zero. Co oznacza że co prawda serwer torrentowy rejestruje mnie jako potencjalnego dawcę ale tak naprawdę NIC NIE WYSYŁAM! Jedynie ściągam.
Pytanie do specjalistów od prawa. Czy sam fakt zarejestrowania mnie przez taki czy inny serwer jako potencjalnego dawcę jest przestępstwem czy też fakt zaistnienia realnej transmisji, czyli faktycznego udostępniania?

I tu może być haczyk, dlatego kancelarie licza na zastraszenie, bądź na traf na prawdziwych piratów :)\Przepraszam, chciałbym skomentować kilka zapisów w jednym temacie, ale nie wiem za bardzo jak :(
 
raf85pl napisał:
Na logikę :!: Przeczytaj mój poprzedni post.
Skoro nic nie udostępniałeś, to jak możesz odpowiadać za udostępnianie?
Chyba że się sam przyznasz do czegoś, czego nie rozbiłeś.

Oczywiście, "na logikę" tak. Ale firmy wysyłające takie pozwy o których dyskutujemy, śledzą trackery czyli nazwijmy to "serwery torrentowe". Tak więc jak rozumiem, trzeba udowodnić fakt zaistnienia faktycznej transmisji a nie zarejestrowania przez "serwer torrentowy" potencjalnego dawcy.
Tak więc można mówić że ściągam pliki ale jak rozumiem "poszkodowany" powinien udowodnić że to faktycznie ode mnie pobrane zostały dane. Tracker tylko mówi o potencjalnych dawcach a nie ile bajtów z niego pobrano.
 
maciek61 napisał:
Tak więc można mówić że ściągam pliki ale jak rozumiem "poszkodowany" powinien udowodnić że to faktycznie ode mnie pobrane zostały dane. Tracker tylko mówi o potencjalnych dawcach a nie ile bajtów z niego pobrano.
Wszystko masz opisane w moim poście z 20:27. Wyciągnij wnioski z tego co tam napisałem.
To na tym potencjalnym "poszkodowanym" leży cały ciężar dowodowy. A Ty masz prawo obalać kolejne domniemania jedno po drugim i domagać się konkretnych i niepodważalnych dowodów.
 
raf85pl napisał:
2. To że coś się nazywa jak plik który jest utworem chronionym przez prawo autorskie nie oznacza iż tym utworem jest.
Ja mogę nagrać autorski mix kolęd i pastorałek, zaśpiewać je acapella do własnego dyktafonu, nazwać jak super modna piosenka z radia a potem wrzucić do sieci. I wtedy też Waszym zdaniem ktoś kto ma prawa autorskie do piosenki która się tak samo nazywa jak mój autorski mix kolęd i pastorałek ma prawo mnie ścigać za łamanie jego praw autorskich? Niech mi najpierw udowodni że plik który rozpowszechniałem był plikiem chronionym prawami autorskimi. I to nie na zasadzie domniemania po nazwie, ale na dowodach obiektywnych.

Dlatego przynajmniej w niektórych propozycjach ugody znajduje się filehash wyznaczony dla danego pliku. Można to uznać za dość jednoznaczny dowód, pozwalający na identyfikację zawartości pliku.

maciek61 napisał:
Nie chciałbym jako nowicjusz "zadzierać nosa" przed Koleżankami i Kolegami, ale jako informatyk z zawodu, doskonale wiem że korzystając z odpowiedniego klienta torrent można ograniczać pasmo dla strumienia danych z torrentów zarówno "wchodzących" jak i "wychodzących". W moim przypadku ustawiłem prędkość "wychodzącą" (czyli "udostępnianie") na zero. Co oznacza że co prawda serwer torrentowy rejestruje mnie jako potencjalnego dawcę ale tak naprawdę NIC NIE WYSYŁAM! Jedynie ściągam.
Pytanie do specjalistów od prawa. Czy sam fakt zarejestrowania mnie przez taki czy inny serwer jako potencjalnego dawcę jest przestępstwem czy też fakt zaistnienia realnej transmisji, czyli faktycznego udostępniania?

Teoretycznie masz rację, jednak przeglądając różne wątki widziałem odniesienie do wyroku sądu pierwszej instancji, który uznał, że brak jest dowodów na udostępnianie. Sąd apelacyjny wyrok podtrzymał, aczkolwiek zaznaczył w opinii że samo podłączenie do trackera można uznać za dowód udostępniania. Tak więc jak widać wszystko zależy od sędziego.
 
just_nobody napisał:
Dlatego przynajmniej w niektórych propozycjach ugody znajduje się filehash wyznaczony dla danego pliku. Można to uznać za dość jednoznaczny dowód, pozwalający na identyfikację zawartości pliku.
Dobra. To teraz udowodnij że pod ciągiem literek i cyferek będących zapisem pliku znajduje się konkretny utwór chroniony prawami autorskimi.
I na dodatek był rozpowszechniany (też to udowodnij, bo jak ktoś wcześniej pisał może być połączonym z serwerem, ale nic nie wysyłać) przez konkretną osobę znaną z imienia i nazwiska, która siedziała we wskazanym dniu i godzinie przed komputerem.
 
IP nie jest dowodem niestety. Masz internet wifi, czy w ogóle internet jakikolwiek. Przychodzą do Ciebie siostra, brat, kolega, szwagier szwagierka, chrześniak itp. Mają prawo korzystać? MAJĄ!!! Masz np. wifi, mogą przyjść z tabletem, notebookiem i się podpiąć???? MOGĄ!!! Musi być dowód zabezpieczony dysk, komputer bądź podpisana ugoda, zrozumcie to!!!
Prawo powinno zabronić torrentów, a nie karać i robić przestępców z nieświadomych osób !!! Jeżeli coś jest w sieci i nie jest zakazane..... tzn j jest legalne!!!!!
 
Ostatnia edycja:
Każdy przyzwoity informatyk potwierdzi, że jeżeli filehash dla dwóch plików jest identyczny to możemy mieć ponad 99% pewność, że dane pliki są identyczne. Oznacza to, że będzie to bezsprzeczny dowód dla biegłego i w efekcie sądu.

Inną sprawą jest, że wydaje mi się aby udowodnić i zweryfikować naruszenie praw autorskich ktoś z kancelarii/firmy informatycznej powinien ten plik przynajmniej raz pobrać, jednocześnie go udostępniając.
 
A zabezpieczony dysk to na co jest dowodem? nawet jak znajduje się na nim sporny plik.
Można stwierdzić tylko że plik tam jest. I tylko tyle.
Natomiast fakt że był rozpowszechniany i kto go fizycznie rozpowszechniał (z imienia i nazwiska) to już temat trudny dowodowo jeżeli nikt się nie przyzna.
 
just_nobody napisał:
Każdy przyzwoity informatyk potwierdzi, że jeżeli filehash dla dwóch plików jest identyczny to możemy mieć ponad 99% pewność, że dane pliki są identyczne. Oznacza to, że będzie to bezsprzeczny dowód dla biegłego i w efekcie sądu.

Inną sprawą jest, że wydaje mi się aby udowodnić i zweryfikować naruszenie praw autorskich ktoś z kancelarii/firmy informatycznej powinien ten plik przynajmniej raz pobrać, jednocześnie go udostępniając.

Hash oznacza tylko tyle że chodzi o konkretny plik a nie o jego rozpowszechnianie
 
raf85pl napisał:
A zabezpieczony dysk to na co jest dowodem? nawet jak znajduje się na nim sporny plik.
Można stwierdzić tylko że plik tam jest. I tylko tyle.
Natomiast fakt że był rozpowszechniany i kto go fizycznie rozpowszechniał (z imienia i nazwiska) to już temat trudny dowodowo jeżeli nikt się nie przyzna.

Dowód wystarczający kolego :) Uwierz mi, że w tym przypadku sędzia może przypiąć dowód do posiadacza IP. Nawet jeżeli ten go nie ściągał :)
 
Danielgda napisał:
Dowód wystarczający kolego :) Uwierz mi, że w tym przypadku sędzia może przypiąć dowód do posiadacza IP. Nawet jeżeli ten go nie ściągał :)
Bzdury wypisujesz.
Ale nie chce mi się tego tłumaczyć. Ja swoje napisałem, i każdy kto chce, to wie jakich punktów może się łapać. A co zrobi ze swoją sprawą i kogo posłucha to już jego decyzja.
 
Danielgda napisał:
Dowód wystarczający kolego :) Uwierz mi, że w tym przypadku sędzia może przypiąć dowód do posiadacza IP. Nawet jeżeli ten go nie ściągał :)

Może, ale nie musi. Pożyczając z sąsiedniego wątku o chomikuj, aczkolwiek o wiele lepiej pasuje do spraw omawianych tutaj:

Wyrok sądu
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra