Q
qw12
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2015
- Odpowiedzi
- 2
u nas w sądzie była podobna sprawa - człowiek ściągał muzykę i pewna kancelaria która reprezentowała właściciela praw autorskich, przy pomocy własnego oprogramowania namierzyła numer IP tego człowieka. Następnie namierzony numer IP przekazali prokuratorowi, a ten zwrócił się do operatora telekomunikacyjnego aby operator podał do kogo należy numer IP. Operator oczywiście podał te dane. Następnie prokurator wysłał policję na przeszukanie mieszkania delikwenta aby zająć jego komputer (dla zbadania zawartości), przy czym komputera nie zajęli, bo okazało się że kiedyś wcześniej z jakichś względów człowiek pozbył się go, a nowego kompa jeszcze nie kupił - więc nie było co zająć. W sumie było kilka takich osób w tej sprawie, przy czym tamci w podobnej sytuacji procesowej zaprzeczyli aby pobierali muzykę lub jakiekolwiek dane przez p2p (a biegli na ich dyskach nie znaleźli tych filmów ani programów p2p), zaś nasz delikwent przyznał się, że faktycznie pobierał tę muzykę przez p2p (tym samym rozpowszechniał). Skutkiem tego ci pozostali wyszli z postępowania prokuratorskiego jako wolni ludzie, zaś przeciwko temu jednemu co się przyznał, prokurator wniósł oskarżenie do sądu (dowodami były: numer IP przynależny do człowieka oraz jego przyznanie się; innych dowodów nie było). U nas oczywiście zapadł wyrok skazujący człowieka (na grzywnę) za 116 pr. autorsk., bo inny zapaść nie mógł, skoro ten się przyznał.
Kwestia uboczna jaka się pojawiła, było zasądzenie obowiązku naprawienia szkody na rzecz kancelarii. Kancelaria chciała 700zł od delikwenta. Jak pytaliśmy kancelarię, w jaki sposób obliczyli tą kwotę, to nie bardzo potrafili odpowiedzieć. W sumie tłumaczyli że to nie jest strata rzeczywista, a jedynie ryczałt który ogólnie przyjmują w takich sprawach i zawsze tyle żądają. Problem jest jednak taki, że obowiązek naprawienia szkody, można zasądzić tylko za szkodę "rzeczywistą", a ponadto wynikłą "bezpośrednio" z przestępstwa (dużo jest orzeczeń na ten temat i w literaturze to samo piszą). Z kolei by zasądzić nawiązkę, nie musi być dowód co do wysokości szkody, ale musi być dowód że w ogóle szkoda nastąpiła - w tym przypadku nie było choćby jednego dowodu, by z tego przestępstwa wynikła dla kogoś jakaś szkoda (a przynajmniej kancelaria tego nie wykazała, a sąd też się tu szkody nie dopatrzył). Żeby wyliczyć szkodę, trzeba by było ustalić (udowodnić), czy oprócz kancelarii jeszcze jakieś inne osoby pobrały od tego człowieka tę muzykę przez p2p, a jeśli tak to ile razy i wtedy będzie można dokładnie obliczyć stratę właściciela praw autorskich, a bez dysku twardego delikwenta tego nie dało się ustalić. Wobec tego w wyroku nie zasądzaliśmy jakiejkolwiek kwoty na rzecz właściciela praw autorskich reprezentowanego przez tę kancelarię.
Dodatkowa kwestia która się pojawiła w sprawie, a o której dużo ludzi i często tu na forum pisze, jest ilość rozpowszechnianych danych. Są tu wpisy, że skoro ktoś udostępnił tylko kilka megabajtów lub kilka kilobajtów z filmu który ma np. 4.5GB, to tak naprawdę nie rozpowszechnił całego utworu, więc nie popełnił przestępstwa. Piszą tu na forum, że kilka kilobajtów to w istocie sam czysty zapis matematyczny którego nie da się odtworzyć jako filmu lub muzyki, więc to się nie liczy jako przestępstwo rozpowszechniania. W sądzie wygląda to nieco inaczej - przepis karny mówi, kto "rozpowszechnia". Sformułowanie "rozpowszechnia" jest użyte w ustawie w formie czasownikowej niedokonanej, a nie w formie czasownikowej dokonanej (rozpowszechnił) kiedy to trzeba by dowodowo wykazać, że z utworem faktycznie zapoznała się jakaś większa liczba osób. Utwór jest rozpowszechniony nawet wtedy, gdy został wyemitowany w programie telewizyjnym którego w rzeczywistości nikt nie oglądał. Innymi słowy przestępstwo to jest popełnione wtedy, gdy ktoś stworzy samą tylko możliwość, aby ktoś obcy z jego komputera mógł pobrać przez p2p utwór chroniony prawem autorskim (i nikt obcy nie musi rzeczywiście pobrać od ciebie ani kilku kilobajtów, ani całych 4.5GB filmu - wystarczy, że ty pobierałeś film przez p2p, a od ciebie ktoś inny mógł teoretycznie pobrać i to już jest przestępstwo).
Na marginesie trzeba dodać, że u nas w takich sprawach (tylko w razie skazania) zawsze orzeka się przepadek dysku twardego, a zwraca się laptop lub jednostkę centralną (bez dysku) oskarżonemu. I nie myślcie, że jak policjanci komuś zajmą komputer z powodu jakiegoś filmu, to nikt nie sprawdza czy reszta oprogramowania jest legalna - to zawsze się sprawdza i w razie czego jest kilka zarzutów więcej, bo oprócz głupiego filmu, dochodzą jeszcze zarzuty za lewy windows, office i winrar (te najczęściej ludzie mają pirackie), plus jakieś gry.
Kwestia uboczna jaka się pojawiła, było zasądzenie obowiązku naprawienia szkody na rzecz kancelarii. Kancelaria chciała 700zł od delikwenta. Jak pytaliśmy kancelarię, w jaki sposób obliczyli tą kwotę, to nie bardzo potrafili odpowiedzieć. W sumie tłumaczyli że to nie jest strata rzeczywista, a jedynie ryczałt który ogólnie przyjmują w takich sprawach i zawsze tyle żądają. Problem jest jednak taki, że obowiązek naprawienia szkody, można zasądzić tylko za szkodę "rzeczywistą", a ponadto wynikłą "bezpośrednio" z przestępstwa (dużo jest orzeczeń na ten temat i w literaturze to samo piszą). Z kolei by zasądzić nawiązkę, nie musi być dowód co do wysokości szkody, ale musi być dowód że w ogóle szkoda nastąpiła - w tym przypadku nie było choćby jednego dowodu, by z tego przestępstwa wynikła dla kogoś jakaś szkoda (a przynajmniej kancelaria tego nie wykazała, a sąd też się tu szkody nie dopatrzył). Żeby wyliczyć szkodę, trzeba by było ustalić (udowodnić), czy oprócz kancelarii jeszcze jakieś inne osoby pobrały od tego człowieka tę muzykę przez p2p, a jeśli tak to ile razy i wtedy będzie można dokładnie obliczyć stratę właściciela praw autorskich, a bez dysku twardego delikwenta tego nie dało się ustalić. Wobec tego w wyroku nie zasądzaliśmy jakiejkolwiek kwoty na rzecz właściciela praw autorskich reprezentowanego przez tę kancelarię.
Dodatkowa kwestia która się pojawiła w sprawie, a o której dużo ludzi i często tu na forum pisze, jest ilość rozpowszechnianych danych. Są tu wpisy, że skoro ktoś udostępnił tylko kilka megabajtów lub kilka kilobajtów z filmu który ma np. 4.5GB, to tak naprawdę nie rozpowszechnił całego utworu, więc nie popełnił przestępstwa. Piszą tu na forum, że kilka kilobajtów to w istocie sam czysty zapis matematyczny którego nie da się odtworzyć jako filmu lub muzyki, więc to się nie liczy jako przestępstwo rozpowszechniania. W sądzie wygląda to nieco inaczej - przepis karny mówi, kto "rozpowszechnia". Sformułowanie "rozpowszechnia" jest użyte w ustawie w formie czasownikowej niedokonanej, a nie w formie czasownikowej dokonanej (rozpowszechnił) kiedy to trzeba by dowodowo wykazać, że z utworem faktycznie zapoznała się jakaś większa liczba osób. Utwór jest rozpowszechniony nawet wtedy, gdy został wyemitowany w programie telewizyjnym którego w rzeczywistości nikt nie oglądał. Innymi słowy przestępstwo to jest popełnione wtedy, gdy ktoś stworzy samą tylko możliwość, aby ktoś obcy z jego komputera mógł pobrać przez p2p utwór chroniony prawem autorskim (i nikt obcy nie musi rzeczywiście pobrać od ciebie ani kilku kilobajtów, ani całych 4.5GB filmu - wystarczy, że ty pobierałeś film przez p2p, a od ciebie ktoś inny mógł teoretycznie pobrać i to już jest przestępstwo).
Na marginesie trzeba dodać, że u nas w takich sprawach (tylko w razie skazania) zawsze orzeka się przepadek dysku twardego, a zwraca się laptop lub jednostkę centralną (bez dysku) oskarżonemu. I nie myślcie, że jak policjanci komuś zajmą komputer z powodu jakiegoś filmu, to nikt nie sprawdza czy reszta oprogramowania jest legalna - to zawsze się sprawdza i w razie czego jest kilka zarzutów więcej, bo oprócz głupiego filmu, dochodzą jeszcze zarzuty za lewy windows, office i winrar (te najczęściej ludzie mają pirackie), plus jakieś gry.