Otrzymałem list z poleceniem zapłaty - 3

  • Autor wątku Autor wątku kruszon1
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
u nas w sądzie była podobna sprawa - człowiek ściągał muzykę i pewna kancelaria która reprezentowała właściciela praw autorskich, przy pomocy własnego oprogramowania namierzyła numer IP tego człowieka. Następnie namierzony numer IP przekazali prokuratorowi, a ten zwrócił się do operatora telekomunikacyjnego aby operator podał do kogo należy numer IP. Operator oczywiście podał te dane. Następnie prokurator wysłał policję na przeszukanie mieszkania delikwenta aby zająć jego komputer (dla zbadania zawartości), przy czym komputera nie zajęli, bo okazało się że kiedyś wcześniej z jakichś względów człowiek pozbył się go, a nowego kompa jeszcze nie kupił - więc nie było co zająć. W sumie było kilka takich osób w tej sprawie, przy czym tamci w podobnej sytuacji procesowej zaprzeczyli aby pobierali muzykę lub jakiekolwiek dane przez p2p (a biegli na ich dyskach nie znaleźli tych filmów ani programów p2p), zaś nasz delikwent przyznał się, że faktycznie pobierał tę muzykę przez p2p (tym samym rozpowszechniał). Skutkiem tego ci pozostali wyszli z postępowania prokuratorskiego jako wolni ludzie, zaś przeciwko temu jednemu co się przyznał, prokurator wniósł oskarżenie do sądu (dowodami były: numer IP przynależny do człowieka oraz jego przyznanie się; innych dowodów nie było). U nas oczywiście zapadł wyrok skazujący człowieka (na grzywnę) za 116 pr. autorsk., bo inny zapaść nie mógł, skoro ten się przyznał.

Kwestia uboczna jaka się pojawiła, było zasądzenie obowiązku naprawienia szkody na rzecz kancelarii. Kancelaria chciała 700zł od delikwenta. Jak pytaliśmy kancelarię, w jaki sposób obliczyli tą kwotę, to nie bardzo potrafili odpowiedzieć. W sumie tłumaczyli że to nie jest strata rzeczywista, a jedynie ryczałt który ogólnie przyjmują w takich sprawach i zawsze tyle żądają. Problem jest jednak taki, że obowiązek naprawienia szkody, można zasądzić tylko za szkodę "rzeczywistą", a ponadto wynikłą "bezpośrednio" z przestępstwa (dużo jest orzeczeń na ten temat i w literaturze to samo piszą). Z kolei by zasądzić nawiązkę, nie musi być dowód co do wysokości szkody, ale musi być dowód że w ogóle szkoda nastąpiła - w tym przypadku nie było choćby jednego dowodu, by z tego przestępstwa wynikła dla kogoś jakaś szkoda (a przynajmniej kancelaria tego nie wykazała, a sąd też się tu szkody nie dopatrzył). Żeby wyliczyć szkodę, trzeba by było ustalić (udowodnić), czy oprócz kancelarii jeszcze jakieś inne osoby pobrały od tego człowieka tę muzykę przez p2p, a jeśli tak to ile razy i wtedy będzie można dokładnie obliczyć stratę właściciela praw autorskich, a bez dysku twardego delikwenta tego nie dało się ustalić. Wobec tego w wyroku nie zasądzaliśmy jakiejkolwiek kwoty na rzecz właściciela praw autorskich reprezentowanego przez tę kancelarię.

Dodatkowa kwestia która się pojawiła w sprawie, a o której dużo ludzi i często tu na forum pisze, jest ilość rozpowszechnianych danych. Są tu wpisy, że skoro ktoś udostępnił tylko kilka megabajtów lub kilka kilobajtów z filmu który ma np. 4.5GB, to tak naprawdę nie rozpowszechnił całego utworu, więc nie popełnił przestępstwa. Piszą tu na forum, że kilka kilobajtów to w istocie sam czysty zapis matematyczny którego nie da się odtworzyć jako filmu lub muzyki, więc to się nie liczy jako przestępstwo rozpowszechniania. W sądzie wygląda to nieco inaczej - przepis karny mówi, kto "rozpowszechnia". Sformułowanie "rozpowszechnia" jest użyte w ustawie w formie czasownikowej niedokonanej, a nie w formie czasownikowej dokonanej (rozpowszechnił) kiedy to trzeba by dowodowo wykazać, że z utworem faktycznie zapoznała się jakaś większa liczba osób. Utwór jest rozpowszechniony nawet wtedy, gdy został wyemitowany w programie telewizyjnym którego w rzeczywistości nikt nie oglądał. Innymi słowy przestępstwo to jest popełnione wtedy, gdy ktoś stworzy samą tylko możliwość, aby ktoś obcy z jego komputera mógł pobrać przez p2p utwór chroniony prawem autorskim (i nikt obcy nie musi rzeczywiście pobrać od ciebie ani kilku kilobajtów, ani całych 4.5GB filmu - wystarczy, że ty pobierałeś film przez p2p, a od ciebie ktoś inny mógł teoretycznie pobrać i to już jest przestępstwo).

Na marginesie trzeba dodać, że u nas w takich sprawach (tylko w razie skazania) zawsze orzeka się przepadek dysku twardego, a zwraca się laptop lub jednostkę centralną (bez dysku) oskarżonemu. I nie myślcie, że jak policjanci komuś zajmą komputer z powodu jakiegoś filmu, to nikt nie sprawdza czy reszta oprogramowania jest legalna - to zawsze się sprawdza i w razie czego jest kilka zarzutów więcej, bo oprócz głupiego filmu, dochodzą jeszcze zarzuty za lewy windows, office i winrar (te najczęściej ludzie mają pirackie), plus jakieś gry.
 
Zaciekawił mnie twój post. Kim jesteś w tym sadzie?

PS. to odpowiedź na post który przed chwilą tu był ale mod chyba go usunął


Jest z powrotem, nie tylko Wam zdarza się kliknąć nie tę opcję.
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
qw12 napisał:
... było zasądzenie obowiązku naprawienia szkody na rzecz kancelarii. Kancelaria chciała 700zł od delikwenta. ...
Art. 79 UoPAiPP w sposób jasny wskazuje wyliczenie kwoty. Brak odpowiedzi na to pytanie świadczy o niewiedzy pytającego jak i pytanego. http://forumprawne.org/prawo-autors...utorskim-prawach-pokrewnych-2.html#post660884

... stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie. ...
qw12 napisał:
... Żeby wyliczyć szkodę, trzeba by było ustalić (udowodnić), czy oprócz kancelarii jeszcze jakieś inne osoby pobrały od tego człowieka tę muzykę przez p2p, ...
Nie trzeba:

... Obowiązek jej zapłaty jest niezależny od wystąpienia szkody po stronie uprawnionego, istotny jest bowiem sam fakt naruszenia przynależnych mu autorskich praw majątkowych. ...
(SN z dn. 8.03.2012 r. sygn. akt V CSK 102/11 )


PS.
Choć trzeba zauważyć, że w literaturze są też sprzeciwy, nie mniej orzecznictwo na razie ma taki kierunek.
 
Ostatnia edycja:
Ten przepis o trzykrotności był od początku brany pod uwagę (jeszcze w toku postępowania, przed wydaniem wyroku), ale uznaliśmy, że jeżeli kancelaria chce jakiekolwiek kwoty otrzymać na podstawie tego przepisu, to powinna iść w postępowanie cywilne (dla nas mniejszy kłopot). Uznaliśmy, że jeżeli chcą naprawienia szkody w postępowaniu karnym, to będzie to na zasadach wynikających z kodeksu karnego czyli albo obowiązek naprawienia szkody albo nawiązka, a przy tych środkach są obostrzenia jak wyżej opisane (szkoda musi rzeczywista, bezpośrednio wynikła z czynu i przede wszystkim udowodniona, a tego zabrakło).
 
Ok, fakt pominąłem tego prokuratora.
qw12 napisał:
... to powinna iść w postępowanie cywilne (dla nas mniejszy kłopot). ...
A to świadczy o właściwej znajomości zagadnienia przez Kancelarię. Ale to temat na osobny wątek, więc w tym na tyle wystarczy.
 
qw12, tak jak piszesz. Tyle, ze wedlug mnie sam fakt polaczenia z trackerem nie oznacza mozliwosci udostepnienia, tj nie oznacza jednoznacznie faktu rozpowszechniania. Musi byc na to dowod.

Inna sprawa ze musi byc dowod jednoznacznie wskazujacy osobe, a nie urzadzenie. Adresu ip nie mozna jednoznacznie przypisac osobie bez zeznan swiadkow czy zapisu monitoringu. To oznacza ze w praktyce skazywane sa tylko te osoby, ktore sie przyznaly do winy lub przeciw ktorym sa wiarygodne zeznania swiadka.

Nawet posiadanie materialu na dysku nie musi obciazac od razu konkretnej osoby.

@offtop
Co do legalnosci winrara, to jest to dosyc ciekawa sprawa gdyz program mozna pobrac bezplatnie a dopiero po pewnym czasie wyskakuje informacja o jego aktywacji. Co jesli zainstaluje program i nie bede mial pradu przez 40 dni, tak ze nie bede mogl go usunac po skonczeniu sie triala? Windowsa tak samo mozna zainstalowac na trialu a Microsoft sam udostepnia obrazy ISO!
 
Ostatnia edycja:
qw12 napisał:
u nas w sądzie była podobna sprawa
Podobna, ale inna. Prokurator wysyła policję do człowieka bez ostrzeżenia, a więc człowiek jest podejrzany. W sprawach z tego wątku oprócz kancelarii BGTS wszystkie postępowania abstrahując od pisemek z powiedzmy ostrzeżeniem są prowadzone w sprawie, a ludzie są świadkami, więc jeśli już to trafią się przesłuchania, nie naloty po sprzęt.
 
Ostatnia edycja:
qw12 napisał:
Utwór jest rozpowszechniony nawet wtedy, gdy został wyemitowany w programie telewizyjnym którego w rzeczywistości nikt nie oglądał. Innymi słowy przestępstwo to jest popełnione wtedy, gdy ktoś stworzy samą tylko możliwość, aby ktoś obcy z jego komputera mógł pobrać przez p2p utwór chroniony prawem autorskim (i nikt obcy nie musi rzeczywiście pobrać od ciebie ani kilku kilobajtów, ani całych 4.5GB filmu - wystarczy, że ty pobierałeś film przez p2p, a od ciebie ktoś inny mógł teoretycznie pobrać i to już jest przestępstwo).

Szanowny Panie,
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie - ujęcie dyskutowanego tutaj udostępniania w kategorii "emisji" (nawet bez konieczności fizycznego przesłania do kogokolwiek nawet jednego bitu danych) jest bardzo czytelne i jednoznaczne.
Oczywiście trzeba tu według mnie jednocześnie pamiętać o kolejnej opisanej przez Pana kwestii czyli o zadośćuczynieniu za szkodę.
Rozumiem obie kwestie w ten sposób, że korzystanie z p2p jest ZAWSZE udostępnianiem (i podstawą do postawienia zarzutów) natomiast zabezpieczone na dysku podejrzanego dane są dowodem popełnienia tego przestępstwa i podstawą do zasądzenia zadośćuczynienia.
W opisywanym przypadku u osób, u których nie znaleziono plików i które się nie przyznały do zarzucanego czynu zarzutów nie było.
Kwestia którą drążyłem nas forum (być może nieporadnie) dotyczyła tego, jak w tym kontekście należy traktować zabezpieczone na dysku fragmenty powstające w trakcie pobierania (na przykład tak zwane party - coś co może pozostać na dysku w przypadku przerwania pobierania).
Są one dowodem popełnienia przestępstwa udostępniania - ale jak zostaną "wycenione" w kontekście oszacowania zadośćuczynienia?
Przepraszam za ewentualne uproszczenia - jak zdecydowana większość obecnych na forum nie jestem prawnikiem i szukam wyjaśnień zrozumiałych dla laika. Nawet jeśli oznacza to dookreślenie rzeczy oczywistych.
Pozdrawiam,
 
Zastanawiam się jak wyglądałoby to u mnie.
Dyski mam wyzerowane. Windows oryginalny.
Gier pirackich nie posiadam.
OFFICEA nie mam.
Przychodzi policja. Nic nie znajduje.
Ja też się nie przyznaję.
Koniec temtu? Czy problem z odzyskaniem sprzętu?
 
Panowie mili, czy aby na pewno byłby to koniec sprawy? Nawet, jeżeli ktoś rzeczywiście, powiedzmy, jest "winny"? Czy policja nie sprawdza jakichś informacji dodatkowych u operatora, np adresów MAC, billingów, odwiedzanych stron itd itp? I tak z ciekawości, w przypadku pobrania większej ilości tych "utworów" może komuś grozić kara pozbawienia wolności? Wiem, że wg przepisów tak, ale czy w praktyce taka kara bywa zasądzana?
 
Ostatnia edycja:
W zasadzie nie do końca wiadomo co kto ma. Na zawiadomienie większości tych kancelarii, niektóre sprawy są albo umarzane, albo zdarzają się przesłuchania. O potwierdzonych zatrzymaniach sprzętu nie słyszałem, a więc można przypuszczać, że "mieli nie wiele". Z drugiej strony zdarzają się kancelarie jak np. BGST lub Pro Bono (sprawa z chomikiem), przez które prokuratura wysyła policję bez ostrzeżenia po sprzęt i tu zakładam że musieli mieć coś więcej, ale co ? Nie wiem.
 
Jednakże, skoro mieli "coś więcej" w przypadku osób, którym od razu dobrano się do komputerów bez wysyłania pisemek, dlaczego, gdy ktoś się nie przyznawał, a materiałów na dysku brak, to sprawę umarzano? Czy to jest naprawdę takie proste? Nieważne, winny, czy nie, wymazuje dane z dysku i zeznaje, że nic nie zrobił, i po sprawie?
 
Kiedys ogladalem zwiastuny na podrywacze.pl kilku minutowe filmiki moze namierzyli mnie cholery jedne i teraz gwałcą o jakis jeden filmik Nadia cos tam,rzeczywiscie raz poraz uzywam utorka ale nie przypominam sobie o niczym takim,sprawa z ok 1.5r temu za fimik chca 750 a rzeczywista wartosc tego chłamu to 20zl w takim razie gdzie tutaj trzykrotnosc wartosci filmu.Najgorsze ze internet jest na jednego z rodzicow w razie jakichkolwiek problemow z "Sex" Superior bede musial starszemu adwokata ogarnąc z czym nie bedzie problemu.Dziwi mnie jeszcze takie ostrzezenie ze strony tej kancelarii kazdy otrzymujac to pismo dostaje ostrzezenie o ewentualnym najsciu organów scigania:)Jeszcze sie upewnilem wchodzac na ta stronke patrzac po screenach z tego tytulu co mi podali w lisciku w zadnym wypadku nie mialem takiego filmiku,jestem wzrokowcem nie musze pamietac wystarczy ze widze:P
 
Ostatnia edycja:
To jak z tym ls jest w końcu sprawa jest zamknięta i próbują ściągnąć jeszcze trochę kasy czy może grupują siły przed dalszymi ruchami
 
Tomasz4, tak - to niestety jest takie proste. Takie jest prawo. Cały sens namierzania jest zachowany tylko przy zabezpieczeniu komputerów znienacka. Jeżeli ktoś dostanie "cynk" wcześniej, to nie ma sensu dalej prowadzić sprawy.
 
czy już coś wiadomo o umorzeniu sprawy, w której pisma wysyłała adw. Anna Łuczak. Sprawa dotyczyła filmu Obława. Nie mam pod ręką sygnatury.
 
qw12 napisał:
Na marginesie trzeba dodać, że u nas w takich sprawach (tylko w razie skazania) zawsze orzeka się przepadek dysku twardego, a zwraca się laptop lub jednostkę centralną (bez dysku) oskarżonemu. I nie myślcie, że jak policjanci komuś zajmą komputer z powodu jakiegoś filmu, to nikt nie sprawdza czy reszta oprogramowania jest legalna - to zawsze się sprawdza i w razie czego jest kilka zarzutów więcej, bo oprócz głupiego filmu, dochodzą jeszcze zarzuty za lewy windows, office i winrar (te najczęściej ludzie mają pirackie), plus jakieś gry.


Tu się mylisz. Jeżeli oskarżony/świadek przyznaje się do popełnionego czynu i mówi w zeznaniach, że był wszystkiego świadom, to nie ma szans by sprawdzili dysk, a dlaczego? ponieważ sprawa dotyczy jednego konkretnego filmu, a po przyznaniu się do udostępniania jest wiadome, że to ja. To tak jak by zabójca przyznał się, że zabił osobę, a policja dalej będzie dochodziła, czy mówi prawdę i dalej będzie prowadziła śledztwo... Zresztą prawnik i policja mówiła, że po przyznaniu się do popełnionego czynu, nie ma opcji by sprawdzili dysk.

Wracając do mojej sprawy, sprawa wygląda następująco. Byłem umówiony z policjantem na czwartek, że przychodzę konkretnie do niego i mówię, czy dogadałem się z kancelarią, czy nie, więc zadzwonił sobie do mnie rano w czwartek i się pyta, czy dogadałem się z kancelarią, co jest dziwne, bo zrobił tak drugi raz, gdzie byliśmy umówieni na konkretny dzień, a dzwonił kilka godzin przed spotkaniem... no i dzwoni i się pyta czy poszedłem na ugodę, to mówię mu, że powiedziałem co mam powiedzieć kancelarii i że kancelaria powiedziała mi, że się odezwą następnego dnia czego nie zrobili, a on na to "aha więc jeszcze się nie ugadałeś z kancelarią to przełóżmy na poniedziałek i wtedy powiesz czy ugoda jest czy jej nie ma" Gość jest na prawdę dziwny, albo nie nadaje się do pracy w policji, albo jest ugadany z tą kancelaria, bo co zwykłemu szaremu policjantowi zależy na tym czy zapłacę 100 tyś czy 1 tyś... ja jako policjant, zasugerowałbym raz z dobrego serca jak sprawa wygląda i tyle, a on chyba już z 10 razy mówi o tej ugodzie z kancelarią, pewnie nie chce mu się potem wszystkich papierków wypełniać, dawać to do sądu itp, ale co mnie obchodzi jakiś bolek z policji. W poniedziałek dzwonie do tej kancelarii i pytam się czy idą na mój warunek, czy nie, jeśli nie to niech sprawa idzie do sądu... prawnik mówił wyraźnie, albo kompromis 500 zł, albo niech spadają na drzewo.
 
Ostatnia edycja:
nindustrial napisał:
5 rano. Puk Puk. Prosze pokazac komputery.
Kto uzywa? Zabezpieczamy. Znajdujemy. Zakladamy sprawe.

- VeraCrypt


Dziękuje i do widzenia, nic nie znajdą.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra