Witam. Pragnę tu na forum podzielić się swoim doświadczeniem w związku z omawianym tu tematem. Sam do niedawna nie bardzo wiedziałem co robić i również pomocy szukałem na różnych forach. W maju zeszłego roku dostałem przesądowe wezwanie do zapłaty od kancelarii Pro Bono pana Puczydłowskiego reprezentowanego przez adwokata Klemenię, celem zapłaty za ściągniętego audiobuka. Kwota opiewała na prawie 800zł. Proszę wybaczyć że nie podaję dokładnych danych ale nie chcę być przez tą pseudo adwokacką firmę zidentyfikowany. Po przejrzeniu wielu forów, gdzie szukałem jakiejś porady – wniosek był tylko jeden: nie płacić. Tego typu firmy to typowe trolle internetowe naciągające ludzi. Ale co było dalej. Prawdą jest, że postępowanie toczy się w Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu – sygn. Akt V DS./14/13. Wczoraj dostałem wezwanie na policję w celu złożenia wyjaśnień. Policjant był bardzo miły, wyjaśnił mi całą sytuację. Z prokuratury która prowadzi sprawę przyszły dokumenty dotyczące wielu ludzi. Podany był dokładny czas, adres IP, dane (adresy IP) ludzi którzy ode mnie pobierali tego audiobuka w czasie gdy ja go ściągałem. Wiadomo że tak pracuje protokół torrent. Żadne wyjaśnienia typu ja nie wiedziałem, że udostępniam w czasie ściągania, nie mają sensu. To są wyjaśnienia dla naiwnych, a nie dla policji czy prokuratury. I że są dwa wyjścia:
1. W dokumentach wyliczona była kwota szkody jaką poniosła firma – producent audiobuka: jedno udostępnienie wyceniono na 30 zł x ilość osób które ode mnie pobierały. Kwota była ponad trzykrotnie niższa niż żądała ta jak ją zwę pseudokancelaria adwokacka pana Puczydłowskiego.
Ponieważ kwota była nie wygórowana dla świętego spokoju zapłaciłem, po uiszczeniu odszkodowania prokuratura zobowiązuje się do umorzenia postępowania.
2. Nie wiem co bym zrobił gdyby kwota była dużo wyższa, największe kwoty o których wspomniał policjant dochodziły do 10 tys. zł, głównie za Harry Potera – dużo ludzi je pobierało w czasie ściągania. Można wtedy iść w zaparte : nie ściągałem, router nie zabezpieczony, itd. Wtedy policja zabiera komputery które są pod danym adresem i sprawdza je. Nie wierzcie, że pomoże jedno czy kilkukrotne formatowanie. W zależności od rodzaju dysku są odczytywane dane nawet po 8-10 krotnym nadpisaniu danych. Najlepiej byłoby po prostu wymienić dysk lub nadpisać programami stosującymi specjalne algorytmy nadpisujące dane 20 i więcej razy. Należy wtedy liczyć się z tym że będziemy pozbawieni sprzętu nawet kilka miesięcy – policja ma tu nawał pracy. A sprawa wtedy na pewno trafi do sądu. Jak się dalej potoczy zależy od prokuratora i sędziego prowadzących sprawę. Przy małych kwotach może nawet zostać umorzona. Przy dużych, różnie może być – na pewno nie będzie wesoło.
Wniosek końcowy: Nie ściągać przez torenty. Większość tego co ściągamy to po prostu chłam, włączając w to np. polskie filmy. Przyzwyczajeni że za darmo, bierzemy każde gó…o które znajdziemy w Internecie. A dla niektórych przychodzi teraz czas zapłaty. Jak wspomniał mi policjant, policja na serio wzięła się za piractwo w 2015r, więc czas żniw dopiero nadchodzi. Aż się boję, bo też mam co nieco na sumieniu. I trzeba mieć nadzieję że w tym nawale pracy policja z prokuraturą nie wyrobią się w czasie - przestępstwo o naruszenie praw autorskich przedawnia się po 5 latach. Pozdrawiam.
Littlebear, były już Torentowicz.