pogryzienie psa przez psa- mój pogryzł

  • Autor wątku Autor wątku alwa84
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

alwa84

Nowy użytkownik
Dołączył
03.2013
Odpowiedzi
11
niedawno miała miejsce sytuacja pogryzienia przez mojego psa

działka na której przebywają psy jest ogrodzona 170 cm ogrodzeniem, furtka posiada gałkę nie klamkę- czyli nie otworzy jej ktoś inny niż człowiek
byłam akurat od 5 minut w domu więc nie widziałam początku zdarzenia
sąsiadka wychodziła na spacer ze swoim kundelkiem 15 letnim, ktoś otworzył u nas furtkę i mój pies ( 1 z 2 , drugi został na działce) wybiegł i zaatakował jej psa
na alejce na której doszło do zdarzenia nie było nikogo, a 5 minut wcześniej furtka była zamknięta
ona krzyknęła co usłyszał mój chłopak i od razu wybiegł, po chwili zawołał mnie i ja wybiegłam
mój pies trzymany przez mojego chłopaka był wgryziony w jej psa od tyłu ona stała obok i się nie ruszała, krzyknęłam, mój pies polużnił uścisk i dzięki temu chłopak odciągnął go
ona poszła ze swoim psem do domu, ja zabrałam mojego do nas do domu
chłopak poszedł do sąsiadki i poprośił żeby do nas zaraz zadzwoniła jak tylko spojrzy w domu i obmyje ranę
zadzwoniła po ok 10 minutach że leci dość mocno krew z jednej rany i chyba wystarczy jak zostanie w domu i będzie mu przemywać
powiedziałam że absolutnie nie, trzeba jechać do weterynarza, nie była zbyt przekonana ale ją namówiłam, powiedziała że nie ma samochodu, powiedziałam że ją zawieziemy co też chwilę potem zrobiliśmy
pojechaliśmy najpierw do 1 potem do 2 lecznicy, ponieważ była niedziela , tylko w 1 lecznicy był chirurg który mógł od razu psa zoperować, bo 1 rana okazała się poważna choć na pierwszy rzut oka wydawała się najmniejsza
siedzieliśmy z nią i psem w gabinecie u weterynarza, zapłaciliśmy w sumie 800 pln u obu lecznicach za zastrzyki i zabieg, w lecznicy chlopak powiedzial przed platnoscia, ze zaplacimy niech sie nie martwi- nikt wtedy jednak nie widzial jak duze to beda koszty, wiedzielismy ze jesli do 1000pln to jeszcze jestesmy w stanie, ale nikt nie potrafil okreslic zadnego przedzialu od do
namówiliśmy do zostawienia na min 1 dobę po zabiegu psa w szpitalu, choć chciała wziąść psa od razu do domu
w sumie to tylko dzieki mojej namowie i zawiezieniu do lecznicy pies zyje, co wie wlascicielka, bo tez weterynarz to potwierdzil
po wyjściu z drugiej lecznicy telefonicznie syn sąsiadki zaczął grozić moim psom
prosiłam żeby do nas codziennie dzwoniła i informowała
nie robiła tego
codziennie dzowniłam lub chodziłam do niej pytać się co i jak
interesowałam się i chciałam pomóc, mimo że nie ja puściłam psa
po 3 dniach miała zadzwonić przy porannej wizycie aby poinformowac mnie o przewidywanych kosztach pobytu i leczenia w szpitalu
oczywiscie nie zrobila tego, zadzwonila wieczorem i powiedziala ze na piątek rano (dzwoniła w środę wieczorem) mamy mieć przygotowane 800-1000 pln
kiedy chłopak powiedzial ze nie mamy tyle zaczeła krzyczec i nam groic
powiedziala ze nie wezmie psa z lecznicy i nie zaplaci ani zlotówki dopoki nie zapłacimy
kasy nie mamy bo ja stracilam prace chlopak malo zarabia a za leczenie w niedziele zaplacilismy zadluzajac karte kredytowa na ktorej nic nie zostalo
w czwartek (czyli 4 dni od zdarzenia) dowiedzialam sie od sasiadow ze juz im naopowiadala ze nas pozwie, czyli niezaleznie co zrobimy bedzie sprawa w sadzie
dzisiaj czyli 8 dni od zdarzenia, zostalam poinformowana ze do dzielnicowego wplynela skarga i opis zaistnialej sytuacji który nie do końca pokrywał się z prawda , mam 2 opcje przyjac mandat lub odmowic i sprawa trafia do sadu
jak sie okazuje niezaleznie od tego ze zaplacilismy juz 800pln , czy nie - wezwanie do takiego samego mandatu bym otrzymala
moglismy tak na dobra sprawe olac sprawe nic nie robic, nie pomagac, nigdzie jej nie wozic i niczego nie placic, pies by zdechl i koszty byłyby duzo mniejsze
bardzo kocham psy, różne ale ta sytuacja i jej zachowanie doprowadzilo do tego że winie siebie za to że chcielismy pomoc
zada ona rowniez zadoscuczynienia - to ma byc juz sprawa z powodztwa cywilnego po zakończeniu leczenia psa

prosze o rade , czy ktos mial taka sytuacje
ja nie chce przyjac mandatu
jak dalej wyglada postepowanie
czy mam szanse wygrac w sadzie

zaakceptowanie mandatu z jej opisem sytuacji skresla nas w sprawie odszkodowania, bo przedstawimy wtedy inna- prawdziwa - wersje wydarzen
 
opis zgłoszenia jaki ona podała w piśmie które otrzymał dzielnicowy nie jest prawdziwe w większości
na podstawie tego opisu sytuacji mam otrzymac mandat
akceptacja mandatu oznacza zgode na jej wersje
 
Niestety wina jest po Waszej stronie, Waszym obowiązkiem było dopilnowanie psa, nie mozecie sobie tak po prostu go wypuszczać i z tego co opisałaś to w sądzie masz marne szanse.
 
Jeremypitbull napisał:
z tego co opisałaś to w sądzie masz marne szanse.

Również jestem tego zdania.

To co możesz zrobić to złożyć pismo wyjaśniające z potwierdzeniem wpłyniecia na ręce dzielnicowego.

I przyjąć mandat.

Uchroni to Was od poważniejszych konsekwencji.
 
ja nie twierdze ze moj pies nie pogryzl, natomiast dziwne jest ze w ciagu 5 minut ktos otworzyl furtke i akurat wtedy byla tam sasiadka, tym bardziej gdybyscie zobaczyli jak faktycznie wygladalo samo zdarzenie- ustawienie jej i psow, moj pies nie zaatakowal od srony naszej dzialki

poza tym ja psa nigdy nie puszczam z dzialki, on cale zycie chodzi na smyczy i nigdy nie chodzi sam- skad to przypuszczenie?

poza tym jak rozmawialam z dzielnicowym przyjecie mandatu nie wyklucza sprawy w sadzie , a sasiadka chwali sie innym sasiadom ze i tak nas pozwie

przyjecie mandatu potwierdza opisana przez nia wersje wydarzen- tak mi powiedzial dzielnicowy

poza tym ja sie nie chcialam wykrecic z placenia, tym bardziej ze to ja ja namowilam zawiozlam i zaplacilam za psa, moglabym np placic na raty ale ma to w nosie
kiedy powiedzialam ze nie ma m tyle pieniedzy i nie zdobede 1000pln w 24 godziny zaczela mi grozic i szantazowac ze psa nie wezmie z lecznicy poki nie zaplace
teraz sie do mnie nie odzywa
 
Cóż każdy może postąpić według własnego uznania.
Poznałaś nasze opinie.
Zrobisz co zechcesz.

Zwróć uwagę na fakty.
Brak świadków, Twój pies, pogryzienie poza posesją.
A że pies nie mógł sam otworzyć furtki (bramy)?
Że ustawiony był tak a nie inaczej w stosunku do drugiego psa?
Że zaatakował od jakiegoś tam kierunku?

Rozumiem rozgoryczenie zachowaniem sąsiadki ale
nie można w tym przypadku zapewnić Ciebie, że Twoje wątpliwości świadczą na Twoją korzyść.
 
Jeżeli zdecydujesz się na rozstrzygnięcie sporu na drodze postępowania sądowego to rozsądne jest:

- potwierdzenie na piśmie przez weterynarza Twojej obecności w lecznicy w dniu zdarzenia podczas zabiegu (możesz opisać zgodnie z prawdą i poprosić weterynarza o potwierdzenie)
-rachunek za leczenie oraz pobyt psa w lecznicy
-wydruk z konta o wypłaconej gotówce
-może rachunek za tankowanie samochodu(?)

Nie są to "mocne" dowody ale zawsze jakieś są.
Sąd oceniając Twoją postawę i zaangażowanie powinien wziąć je pod uwagę.

Pozdrawiam. :)
 
dziekuje za podpowiedzi
 
poza tym jak rozmawialam z dzielnicowym przyjecie mandatu nie wyklucza sprawy w sadzie , a sasiadka chwali sie innym sasiadom ze i tak nas pozwie

To ja jeszcze tylko to sprostuje. Mandat jest za wykrocznie -art 77kw - natomiast to co placisz sasiadce jest odszkodowaniem z tytulu 431 kc. To dwie odrebne rzeczy i dwie odrebne sprawy. To nie jest tak ze jak zaplacisz jedna, to druga przestaje istniec.
 
kub86 napisał:
Mandat jest za wykrocznie -art 77kw

Staram się wyjaśnić to alwa84 ale...
nie mam wpływu ani na decyzję, ani też na sugestie innych użytkowników Forum.

Mandat istotnie nie jest przyznaniem się i potwierdzeniem wersji właścicielki pogryzionego psa.
W przypadku odmowy przyjęcia mandatu, sąd który ewentualnie badałby prawidłowość nałożonego mandatu badałby tylko i wyłącznie czy zarzucany czyn stanowi wykroczenie (cyt.Markiz32), a nie prawdziwość zeznań.
 
W przypadku odmowy przyjęcia mandatu, sąd który ewentualnie badałby prawidłowość nałożonego mandatu badałby tylko i wyłącznie czy zarzucany czyn stanowi wykroczenie (cyt.Markiz32), a nie prawdziwość zeznań.

(Nie jestem pewny czy to masz na mysli)

W przypadku odmowy przyjecia mandatu (lub skierowania od razu), sprawa powinna zostac skierowana do sadu, ktory wydalby wyrok skazujacy w trybie nakazowym (bez rozprawy). Po otrzymaniu tego wyroku, oskarzony ma prawo w ciagu 7 dni zlozyc sprzeciw, ktorego wynikiem byloby uniewaznienie poprzedniego wyroku i skierowanie sprawy do normalnego trybu rozpatrzenia przez sad, ktory zadecyduje ktore dowody nalezy uznac lub nie, a takze czy to wykroczenia doszlo.

W przypadku przyjecia mandatu, osoba przyjmujaca moze zlozyc odwolanie od mandatu w ciagu 7 dni, ale skuteczne beda tylko takie odwolania, ktore wskaza ze mandat zostal nalozony za czyn nie bedacy wykroczeniem (np mandat za to ze slonce mocno grzalo). W tym przypadku nie bedzie rozpatrywane czy wykrocznie zostalo popelnione, ale jedynie sam fakt czy to do czego przyznal sie przyjmujacy jet wykroczeniem. Jezeli przyznano sie do popelnienia wykroczenia z art 77 kw, to sad nie bedzie badal tego ze przyjmujacy nigdy w zyciu psa na oczy nie widzial, bo czyn z art 77 kw jest wykroczeniem.


Kontynuujac.
Przyjecie mandatu jest przyznaniem sie do winy w ramach okreslonego art. W przypadku 77 kw, jest to przyznaniem sie do nie zachowania zwyklych i nakazanych srodkow ostroznosci przy trzymaniu zwierzecia. Art 431 par 1 kc jest z tym scisle powiazany, bo mowi o odpowiedzialnosci cywilnej w przypadku winy osoby trzymajacej zwierze. Zatem przyjecie mandatu z art 77 kw bedzie jednoczesnie przyznaniem sie do winy wymienionej w art 431 par 1 kc. Nie oznacza natomiast potwierdzania zadnych wersji, a jesli istnieje potrzeba zlozenia wyjasnien, to nalezy tego dokonac.

A to o czym pisalem wczesniej, dotyczylo tylko tego ze zaplacenie mandatu nie neguje roszczen cywilnych, i odwrotnie. Zloszczenie sie na sasiadke, ze skieruje sprawe do sadu pomimo zaplacenia mandatu, jest bezzasadne. I tak samo jest ze zloszczeniem sie na nia, ze poinformowala policje, pomimo spelnienia roszczen cywilnych.
 
Sprawa jest jasna i oczywista: skoro nie wiadomo kto otworzył furtkę- ty odpowiadasz za to, że pies znalazł poza posesją. Mandat się należy jak psu micha. Prawdop. pozew o zapłatę dla sąsiadki zostanie odrzucony, ponieważ ona nie będzie w stanie wykazać że poniosła jakieś inne koszty/szkody, skoro to wy zapłaciliście za wizytę i pobyt psa w lecznicy.
No chyba że kupowała jeszcze jakieś lekarstwa (ale nie ze swojej własnej woli tylko wg wskazania weterynarza).

Nie rozumiem tylko tego:
jak sie okazuje niezaleznie od tego ze zaplacilismy juz 800pln , czy nie - wezwanie do takiego samego mandatu bym otrzymala

Nie chcesz chyba powiedzieć że mandat był na 800zł?

po wyjściu z drugiej lecznicy telefonicznie syn sąsiadki zaczął grozić moim psom
Mam nadzieję że twoje psy są nauczone nie brac do pyska jedzenia od obcych, idiotów na tym świecie nie brakuje.
 
MarceliSzpak napisał:
Sprawa jest jasna i oczywista: skoro nie wiadomo kto otworzył furtkę- ty odpowiadasz za to, że pies znalazł poza posesją.
PIEKNE!!!! Rownie dobrze moze odpowiadac za ogrodzenie wyrwane samochdem jesli nie bedzie wiadomo kto wyrwal to ogrodzenie.
 
Przeciez nawet jak pies ucieknie to właściciel odpowiada, więc nie wiem po co te komentarze.
 
Jeremypitbull napisał:
Przeciez nawet jak pies ucieknie to właściciel odpowiada, więc nie wiem po co te komentarze.
I wlasnie do tego mierzamy. Jak pies SAM ucieknie to odpowiada wlasciciel, jak ktos spowoduje ucieczke psa, to odpowiada ta osoba. Jesli wlasciciel psa jest w stanie udowodnic, ze zachowal nalezyta starannosc to jak moze ponosic odpowiedizalnosc.
 
GrubyMiś napisał:
Jesli wlasciciel psa jest w stanie udowodnic, ze zachowal nalezyta starannosc to jak moze ponosic odpowiedizalnosc.
Ale tego w tym przypadku nie udowodni. Poza tym, mandat może być już za samo trzymanie zwierzaka bez zachowania odpowiednich środków ostrożności (bo takim zabezpieczeniem na pewno nie jest furtka, którą każdy może otworzyć bez najmniejszego problemu).
 
tu nie chodzi o złoszczenie sie , ale o to ze wszystko bylo ok, ja nie chciclam sie wymigac z placenia, tylko zabraklo mi pieniedzy bo stracilam prace- moge placic na raty, ale ona ma to tez gdzies
ona poprostu strzelila focha jak sie okazalo ze nie mamy z czego wziac kasy
i zglosila sprawe na policje

rozmawialam z nia po tym zgloszeniu na policje i powiedziala mi ze na poczatku zaraz po zdarzeniu powinnam byla przyjsc i dac jej 1500pln lub 2000pln wtedy nie byloby sprawy- czy moge uznac to za wyludzenie? i naciaganie na kase?- powiedziala mi ze tak powinnam byla zrobic

mieszkam sama wiec nie mam swiadkow a rozmowa byla telefoniczna
 
Napisz i wyślij poleconym z PO (to będzie wyglądać trochę głupio ale wygląda na to że masz "fajną" sąsiadkę, wiec nie ma co z nią bezpośrednio gadać) oświadczenie, że pokryjesz pozostałe koszty leczenia, płacąc np. w 6 albo 10 ratach, z powodu trudnej sytuacji materialnej.
Poproś w piśmie o przedstawienie na piśmie poniesionych i udokumentowanych kosztów leczenia psa z dołaczonymi kserokopiami rachunków i faktur, oraz numer i właściciela konta na które masz wpłacać pieniądze.
Żadnej kasy do ręki.

A o tych 1500/2000zł nawet nie wspominaj, jak baba chce, moze iść do sądu, prawdop. sędzia sprawę oddali, zwłaszcza jak przedstawisz dowód zapłaty za pierwszą wizytę, dowody wpłat rat itd.
Świadków tej rozmowy o 1500/2000zł nie masz, wiec o niej zapomnij. Jakby baba nie dała żadnych pisemnych wyliczeń, kser faktur/rachunków to jej nie dawaj żadnych pieniędzy.
 
Powrót
Góra