Nie mam pojęcia, jak to teraz wygląda na egzaminach.
Ja na prawo jazdy zdawałem już dawno i za tych zamierzchłych czasów było tak, że była ustalona nieoficjalna kwota - na 12 miało zdać 2-3 i z dokładnością +-1 tak zdawało. Także, jeżeli trafiło się na słabą grupę, jechało się na miasto na końcu, a wcześniej na 11 osób 10 nie zdało, to była duża szansa, że egzaminator będzie bardziej wyrozumiały.
Tak, jak piszę - nie mam pojęcia, jak to wygląda teraz, ale to, jak jeżdżą kierowcy na szkoleniach, to jest jakieś nieporozumienie. 95% eLek porusza się po mieście z prędkością nie przekraczającą 30km/h. Instruktorzy nie panują nad szkolonymi - w ciągu ostatnich kilku miesięcy trzykrotnie eLka wymusiła na mnie pierwszeństwo - dwa razy wyjeżdżając z ulicy podporządkowanej, raz podczas zawracania na ruchliwej ulicy. Dodatkowo instruktorzy wykazują się kompletnym brakiem wyobraźni, wyjeżdżając z najwyraźniej niczego jeszcze nie potrafiącymi kursantami na uczęszczane ulice w godzinach szczytu, gdzie utrudniają bądź blokują ruch, powodując stres i dodatkowe zagrożenie na drodze.
Nie chcę tutaj generalizować - jestem pewien, że jest mnóstwo odpowiedzialnych i doświadczonych instruktorów, którzy potrafią zachować się na drodze i panować nad pojazdem kierowanym przez kursanta. Jednak ogólne wrażenie mam takie, że jest źle i z roku na rok, coraz gorzej.