potracenie bandyty

  • Autor wątku Autor wątku gtsunamim
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
G

gtsunamim

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2011
Odpowiedzi
11
Jechalem do kolegi i szukalem wlasciwego adresu gdy sie zatrzymalem podszedl do mnie lysy mezczyzna otwierajac drzwi wyrwal klamke i je otworzyl, ja w tym czasie niewiele myslac wrzucielem wsteczny bieg i odjechalem( nie moglem do przodu bo droge zagradzal mi inny pojazd ) zgarniajac go drzwiami i ciagnac po asfalcie, nastepnie odjechalem ( mezczyzna w miedzy czasie wstal i za mna biegl). Niestety nie zawiadomilem o tym policji tylko swoja matke a facet byl na tyle bezczelny, ze zadzwonil na policje. Ja na komisariat zglosilem sie dopiero po tym fakcie(ok 30 min) i zatrzymano mi prawo jazdy. 3 dni temu odbyla sie sprawa w sadzie gdzie przyznalem sie do potracenia i wyjasnilem wszystko, oddano mi prawo jazdy i dostalem grzywne 300zl.
Moje pytanie jest nastepujace: Co mam teraz zrobic zeby facet oddal mi pieniadze, za uszkodzona klamke i poniosl konsekwencje swego czynu. Dodatkowo zglosil on szkode osobowa z mojego OC, jak uniknac wyplaty odszkodowania nieslusznego zreszta bo jemu nic nie jest a udaje, ze jest poturbowany. Dodam jeszcze, ze wyrok sie nie uprawomocnil.
 
za ucieczke z miejsca wypadku, nieudzielenie 1szej pomocy i cos jeszcze z tym zwiazanego, lacznie 3 paragrafy. Za kazdy dostalem po 100 zl czyli minimalnie przyznalem sie dobrowolnie aby poniesc jak najmniejsze konsekwencje ale jak dowiedzialem sie, ze gosc zglosil szkode z mojego OC to postanowilem cos z tym zrobic. Nie wiem czy chcial ukrasc auto czy cos mi zrobic ale na pewno nic dobrego by sie nie stalo gdybym nic nie zrobil ale on oczywiscie twierdzi, ze mial pokojowe zamiary. Tylko klamka mu w reku zostala ;/
 
Ostatnia edycja:
Bzdura kompletna, ja bym nie wierzył autorowi wątku. W takim przypadku jest to oczywista obrona konieczna i o jej ewentualne przekroczenie odbyłaby sie sprawa sądowa.

W sytuacji
podszedl do mnie lysy mezczyzna otwierajac drzwi wyrwal klamke i je otworzyl, ja w tym czasie niewiele myslac wrzucielem wsteczny bieg i odjechalem
Co ma w ogóle PORD w chwili działania w wyższej konieczności?

Oprócz tego Policja zatrzymała PJ, sąd przywrócił, ale zatrzymali. Czy my na prawdę mamy funkcjonariuszy za z przeproszeniem niepełnosprawnych umysłowo? Musiało być coś innego, coś, co spowodowało zatrzymanie PJ. Nie zatrzymuje się prawa jazdy osobie przekraczającej granice obrony koniecznej.
 
tlumacze przeciez, ze gosc ktory otworzyl drzwi nic nie zrobil bo nie dalem mu takiej mozliwosci i on sie tlumaczy, ze nie chcial nic zlego zrobic poza tym ma swiadka z ulicy, ktory widzial jedynie moment jak przeciagnalem go po ulicy. Sytuacja by sie zmienila gdybym to ja jako pierwszy zadzwonil lub pojechal na policje ale niestety nim podjalem taka decyzje to on juz byl pierwszy i zglosil potracenie. Co do naszej policji to tak w wiekszosci niestety sa to polglowki, policjant niedosc ze zabral mi wtedy prawo jazdy to jeszcze chcial mi dac 500zl mandatu i 6pktow karnych, oczywiscie nie przyjalem. Sprawa w sadzie dotyczyla wyzej wymienionych zarzutow ale byc moze ja moge zglosic uszkodzenie mienia w postaci klamki lub cos innego bo przeciez gdyby nie otworzyl drzwi to by mu sie nic nie stalo (jesli ktos chce kogos np pobic to przeciez musi sie liczyc z tym, ze sam rowniez moze oberwac).
 
Syphar napisał:
Bzdura kompletna, ja bym nie wierzył autorowi wątku. W takim przypadku jest to oczywista obrona konieczna i o jej ewentualne przekroczenie odbyłaby sie sprawa sądowa.

W sytuacji

Co ma w ogóle PORD w chwili działania w wyższej konieczności?

Oprócz tego Policja zatrzymała PJ, sąd przywrócił, ale zatrzymali. Czy my na prawdę mamy funkcjonariuszy za z przeproszeniem niepełnosprawnych umysłowo? Musiało być coś innego, coś, co spowodowało zatrzymanie PJ. Nie zatrzymuje się prawa jazdy osobie przekraczającej granice obrony koniecznej.

Policja w naszym kraju ma glupi zwyczaj zatrzymywać PJ za byle co, nawet za niegrozna stluczke znajdzie się kilku takich co zatrzyma za to PJ. Ostatnio kolesiowi próbowali zatrzymać prawko za to ze smigal sobie rowerkiem (bmx) po miescie i stwierdzili ze stwarza zagrozenie w ruchu. Na szczęście nie miał go przy sobie. Paranoja.
 
Zgadzam się z przedmówcą. POlicja w mieście, którym mieszkam zatrzymała prawko sąsiadowi, który prowadził rower po chodniku po wypitym wcześniej alkoholu. Niestety, nie miał innego dokumentu tylko prawko. Nadgorliwi i głupi POlicjanci od razu wyrwali mu je z ręki i zatrzymali za jazdę rowerem w stanie nietrzeźwym PO DRODZE PUBLICZNEJ!!! W tym czasie obowiązywał trudno nazwać przepis czy norma, że traciło się uprawnienia do kierowania pojazdami mechanicznymi za jazdę rowerem po alkoholu. Z moją pomocą sąsiad się odwołał, powołując mnie na świadka i sąd zwrócił mu je. Sprostowanie było takie, że POlicjanci popełnili "błąd okoliczności faktycznej".:D
 
Sienolek napisał:
Policja w naszym kraju ma glupi zwyczaj zatrzymywać PJ za byle co, nawet za niegrozna stluczke znajdzie się kilku takich co zatrzyma za to PJ. Ostatnio kolesiowi próbowali zatrzymać prawko za to ze smigal sobie rowerkiem (bmx) po miescie i stwierdzili ze stwarza zagrozenie w ruchu.

Luislo napisał:
POlicja w mieście, którym mieszkam zatrzymała prawko sąsiadowi, który prowadził rower po chodniku po wypitym wcześniej alkoholu.

Fajnie, że opisujecie przeróżne ckliwe historie o tym, jak to sąsiadom, kuzynom, kolegom i koleżankom z kółek różańcowych zabierano prawo jazdy za różne dziwne przewinienia...

Pytanie tylko, jak to się ma do sytuacji autora wątku, który przeciągnął samochodem człowieka po ulicy, a następnie zbiegł z miejsca zdarzenia? Naprawdę uważacie, że nie jest to okoliczność wskazująca, iż osoba taka nie powinna prowadzić pojazdów?

Co się zaś tyczy przyczyn tej sytuacji i ewentualnej wcześniejszej "napaści", to najwyraźniej nikt nie dał wiary wyjaśnieniom autora (co zresztą nie dziwi, skoro nawet nie raczył jej zgłosić, a świadkowie widzieli jedynie samo zdarzenie drogowe). Nawet gdyby faktycznie poszkodowany wcześniej szarpnął za drzwi autora wątku, to jeszcze w niczym nie przesądzą, że mieliśmy do czynienia z jakimś zamachem na jego osobę, który uprawniał do przejechania człowieka - to jedynie subiektywne przekonanie autora wątku, który mógł być po prostu przewrażliwiony...

Co więcej - naturalnym odruchem osoby napadniętej, która decyduje się przeciągnąć samochodem agresora po ulicy jest niezwłoczne zgłoszenie tego faktu Policji, a nie spokojne odjechanie do domu i udawanie, że nic się nie stało... Nie może zatem dziwić, że w obecnej chwili wersja autora wątku jest mało wiarygodna.

Sugeruję zatem nieco ochłonąć przed rozpoczynaniem krucjaty na temat "jak to mój sąsiad niesłusznie stracił prawo jazdy" i spojrzeć na sprawę chłodnym okiem z zachowaniem choćby odrobiny zdrowego rozsądku i obiektywizmu...
 
Pytanie tylko, jak to się ma do sytuacji autora wątku, który przeciągnął samochodem człowieka po ulicy, a następnie zbiegł z miejsca zdarzenia? Naprawdę uważacie, że nie jest to okoliczność wskazująca, iż osoba taka nie powinna prowadzić pojazdów?
Jeśli sytuacja miała taki przebieg, jak opisał to autor wątku, to była to obrona konieczna, w związku z czym zatrzymanie PJ bezpodstawne. Dlatego stwierdziłem, że sytuacja takiego przebiegu nie mogła mieć. Czyli zgadzam się z Tobą, żadnej napaści nie było. Jeśli jednak była, to Policjanci wprost działali wbrew prawu i należałoby wyciągnąć stosowne konsekwencje.

Co więcej - naturalnym odruchem osoby napadniętej, która decyduje się przeciągnąć samochodem agresora po ulicy jest niezwłoczne zgłoszenie tego faktu Policji, a nie spokojne odjechanie do domu i udawanie, że nic się nie stało...

A tutaj akurat się nie zgodzę. Jeśli nic mi się nie stało to nie widzę powodu powiadamiania Policji o nieskutecznym napadzie. Miałem do czynienia z taką sytuacją i nie powiadamiałem, pomimo, że sprawca również znalazł się w stanie "ciężkim" na chodniku. No ale nie jechałem wtedy samochodem, więc zapewne prawa do chodzenia po chodniku odebrać mi nie można.

A rozsądzając już spór pomiędzy a priori i pozostałymi - bez znajomości stanu faktycznego nic nie można powiedzieć. Ani, że mieli rację, ani, że nie mieli. Jeśli wersja autora wątku jest prawdą - nie mieli. A o tym, czy było to przekroczenie granic obrony koniecznej to może decydować sąd, a nie funkcjonariusz.
 
Syphar napisał:
Jeśli sytuacja miała taki przebieg, jak opisał to autor wątku, to była to obrona konieczna,

Skąd taki wniosek? Twierdzisz, że reakcją na otwarcie drzwi od samochodu może być rozjechanie otwierającego drzwi?? Tylko dlatego, że jest łysy? A może to był przechodzień, który chciał poinformować kierowcę, że właśnie rozjechał swojego kota? Się zdenerwował i nieco mocniej pociągnął za zdezelowaną klamkę, która odpadła?

Nie znamy stanu faktycznego a z opisu nie wynika, by doszło do jakiejkolwiek napaści.
 
Syphar napisał:
Jeśli sytuacja miała taki przebieg, jak opisał to autor wątku, to była to obrona konieczna, w związku z czym zatrzymanie PJ bezpodstawne.

Jeśli sytuacja miała taki przebieg jak opisał autor i nie było dodatkowych czynników mogących świadczyć o bezpośrednim niebezpieczeństwa dokonania zamachu, to oczywiście nie ma mowy o obronie koniecznej z powodów, które powyżej opisał forg... Otwarcie drzwi cudzego samochodu nie uprawnia do rozjechania człowieka, a z tego co napisał autor wątku - nie dał on ani "napastnikowi", ani sobie szans na stwierdzenie co było przyczyną otwarcia drzwi..
 
Panowie...

„Bezpośredniość zamachu wchodzi w grę również wtedy, gdy istnieje wysoki stopień prawdopodobieństwa, że zagrożone atakiem dobro zostanie zaatakowane w najbliższej chwili. Zamach taki rozpoczyna się już w chwili, gdy zachowanie sprawcy ukierunkowane na naruszenie dobra prawnego jest tak zaawansowane, że brak przeciwdziałania doprowadzi do istotnego niebezpieczeństwa dla dobra prawnego

Podkreślenie moje, cytat z Wyrok SN z dnia 4.02.2002 r., V KKN 507/99, OSNKW 2002/5-6/38, Biul.SN 2002/4/20, Prok.i Pr.-wkł.2002/9/2.

Spokojnie myślę, że można na podstawie tzw. doświadczenia życiowego uznać, że wyrwanie klamki w czasie otwierania drzwi jest przyłożeniem niewspółmiernej do potrzeb siły. To z kolei wskazuje raczej na mało pokojowe zamiary.

Więc po pierwsze napastnik dokonał zamachu na dobro prawnie chronione (klamka w drzwiach), czyli własność, po drugie kierujący mógł przypuszczać, że istnieje wysoki stopień prawdopodobieństwa, że zamach zostanie powtórzony. Podjął więc decyzję o ucieczce przed napastnikiem, a nie jak próbujecie tu wmawiać o próbę rozjechania napastnika.

Jeśli w wyniku ucieczki napastnik poniósł jakąś szkodę, to jak najbardziej widzę tutaj obronę konieczną.

Dlatego, forg:

Skąd taki wniosek? Twierdzisz, że reakcją na otwarcie drzwi od samochodu może być rozjechanie otwierającego drzwi?? Tylko dlatego, że jest łysy? A może to był przechodzień, który chciał poinformować kierowcę, że właśnie rozjechał swojego kota?
Twierdzę, że reakcją na zniszczenie własności może być próba ucieczki od osoby, która własność niszczy. Nigdzie nikt nie pisał o rozjechaniu, kierujący odjechał i tyle. Napastnik mógł odejść od drzwi, ale nie chciał, bo zapewne:

Się zdenerwował i nieco mocniej pociągnął za zdezelowaną klamkę, która odpadła?
I zdenerwowany facet, który dokonał zamachu na dobro prawem chronione - czyli własność - na pewno nie spełnia przesłanki z wyroku SN "wysoki stopień prawdopodobieństwa", że wk**** spróbuje uderzyć kierującego?
 
Syphar napisał:
Spokojnie myślę, że można na podstawie tzw. doświadczenia życiowego uznać, że wyrwanie klamki w czasie otwierania drzwi jest przyłożeniem niewspółmiernej do potrzeb siły. To z kolei wskazuje raczej na mało pokojowe zamiary.

Co konkretnie wskazuje na mało pokojowe zamiary? Autor wątku nie podał żadnych konkretnych okoliczności, które mogłyby uprawniać taki wniosek. Nie wiadomo również, czy siła użyta do otwarcia drzwi rzeczywiście była niewspółmierna, czy też np. klamka trzymała się "na słowo honoru". Autor napisał jedynie:

gtsunamim napisał:
Jechalem do kolegi i szukalem wlasciwego adresu gdy sie zatrzymalem podszedl do mnie lysy mezczyzna otwierajac drzwi wyrwal klamke i je otworzyl, ja w tym czasie niewiele myslac wrzucielem wsteczny bieg i odjechalem( nie moglem do przodu bo droge zagradzal mi inny pojazd ) zgarniajac go drzwiami i ciagnac po asfalcie, nastepnie odjechalem

Nie wiemy, jak wcześniej zachowywał się ten mężczyzna, co mówił, jak wyglądał, w jakim był wieku, co się wcześniej stało, jaka była pora dnia, czy miejsce było ruchliwe, czy odludne, czy "napastnik" miał jakiś niebezpieczny przedmiot, czy towarzyszyły mu inne osoby itp. itd.

Dopiero znając te okoliczności można się zastanawiać, czy niebezpieczeństwo dokonania zamachu było realne i bezpośrednie.

Stąd też relacja autora sprowadzająca się jedynie do tego, że "łysy mężczyzna podszedł do jego samochodu i usiłując otworzyć drzwi wyrwał klamkę" w żadnym wypadku - sama w sobie - nie uprawnia kategorycznych wniosków o istnieniu warunków obrony koniecznej.

Syphar napisał:
Więc po pierwsze napastnik dokonał zamachu na dobro prawnie chronione (klamka w drzwiach), czyli własność, po drugie kierujący mógł przypuszczać, że istnieje wysoki stopień prawdopodobieństwa, że zamach zostanie powtórzony.

Ponowię pytanie - na czym konkretnie opierasz wniosek, że istniał wysoki stopień prawdopodobieństwa, skoro autor nie podał elementarnych okoliczności zdarzenia, ani nawet nie wiemy, czy wyrwanie klamki było umyślne, czy nie?

Syphar napisał:
Podjął więc decyzję o ucieczce przed napastnikiem, a nie jak próbujecie tu wmawiać o próbę rozjechania napastnika.

I tu właśnie sam się zapętliłeś - skoro (jak sam twierdzisz) autor podjął decyzję o ucieczce, to tym samym nie sposób mówić o stosowaniu przez niego obrony koniecznej, ta bowiem polega na świadomym stosowaniu przemocy wobec napastnika, a nie na nieumyślnym potrąceniu go podczas oddalania się z miejsca zdarzenia...

Syphar napisał:
Napastnik mógł odejść od drzwi, ale nie chciał

To już sam sobie dopowiedziałeś, bowiem z relacji autora wątku nic takiego nie wynika. Wręcz przeciwnie - sformułowanie:
gtsunamim napisał:
ja w tym czasie niewiele myslac wrzucielem wsteczny bieg i odjechalem

sugeruje raczej, że "napastnik" nie miał nawet szans odejść od samochodu...

Syphar napisał:
I zdenerwowany facet, który dokonał zamachu na dobro prawem chronione - czyli własność - na pewno nie spełnia przesłanki z wyroku SN "wysoki stopień prawdopodobieństwa", że wk**** spróbuje uderzyć kierującego?

Może spełnia, a może nie spełnia, co zależy od szeregu szczegółowych okoliczności, których nie znamy.

Kluczowe jest tu właśnie sformułowanie "na pewno". Ty na podstawie jednozdaniowego opisu twierdzisz, że "na pewno" mieliśmy do czynienia z obroną konieczną, ja natomiast twierdzę, że gdyby całość ustaleń w sprawie miała się sprowadzić do podanego przez autora opisu: "łysy facet podszedł, szarpnął za klamkę, oderwał ją, więc niewiele myśląc go rozjechałem" nie jest wystarczające do przyjęcia, że zaistniały warunki z art. 25 kk.
 
Podejrzane zachowanie "łysego". Podszedł do samochodu, nie puścił klamki do ciągniecia po asfalcie. Postępowanie wskazuje nato, iż chciał parę groszy wyłudzić na życie, albo ukraść samochód. A to już się kwalifikuje z art. 280 kk.
 
Luislo napisał:
Podszedł do samochodu, nie puścił klamki do ciągniecia po asfalcie.

Coraz więcej "stanowczych ustaleń", o których autor wątku nawet nie wspomniał...

Pomijając powyższe - przecież klamka została urwana, więc mógł ją sobie trzymać do woli i nijak nie wpływało to na ciągnięcie po asfalcie...

Luislo napisał:
Postępowanie wskazuje nato, iż chciał parę groszy wyłudzić na życie, albo ukraść samochód. A to już się kwalifikuje z art. 280 kk.

Zważywszy nad wyraz "obszerny" opis sytuacji przedstawiony przez autora - gratuluję zdolności wróżbiarskich...
 
a priori, tak to sobie możemy teoretyzować, ale pozostaje mi przyznać Ci rację.

Poza jednym stwierdzeniem:

Ponowię pytanie - na czym konkretnie opierasz wniosek, że istniał wysoki stopień prawdopodobieństwa, skoro autor nie podał elementarnych okoliczności zdarzenia, ani nawet nie wiemy, czy wyrwanie klamki było umyślne, czy nie?
Nie ma znaczenia czy było umyślne, "łysy" dokonał bezprawnego zamachu na mienie, jak dla mnie uprawniona obrona konieczna. Chyba, że można sobie ot tak wyrywać klamki z drzwi bo "nie trzymają się mocno".
 
Syphar napisał:
Nie ma znaczenia czy było umyślne, "łysy" dokonał bezprawnego zamachu na mienie, jak dla mnie uprawniona obrona konieczna.

Ale zamach ten już się zakończył, co wyłącza dopuszczalność obrony koniecznej w stosunku do samego wyrwania klamki. Ewentualna umyślność ma natomiast znaczenie w kontekście wskazywanego przez Ciebie wysokiego prawdopodobieństwa ponowienia zamachu - zachowania nieumyślne z reguły nie bywają ponawiane.
 
Teoretyzuję na podstawie tego, co napisał forg Tj. że "napastnik" działał w stanie wzburzenia emocjonalnego. A to już daje pewne podejrzenie powtarzalności. Niestety, nasz spór realnie jest w stanie rozstrzygnąć tylko sąd i to obawiam się, że nie w pierwszej instancji, w związku z czym uznaję go za bezcelowy.

Ale pod rozwagę poddam tylko jedno - czy w przypadku obrony koniecznej rzekomy sprawca (bo tak naprawdę to osoba stosująca się do obrony koniecznej) ma obowiązek rozstrzygać ewentualną umyślność w ułamkach sekund? Tu nie trzeba doświadczenia życiowego, tego się nie da zrobić będąc człowiekiem.
 
Syphar napisał:
Niestety, nasz spór realnie jest w stanie rozstrzygnąć tylko sąd i to obawiam się, że nie w pierwszej instancji, w związku z czym uznaję go za bezcelowy.

"Słuszna racja" ;)

Moją intencją nie było rozważanie wszelkich możliwych scenariuszy, a jedynie zwrócenie uwagi użytkowników dokonujących dużej nadinterpretacji jednego krótkiego zdania autora oraz pokazanie, że życie jest nieco bardziej skomplikowane, istnieją inne prawdopodobne wersje zdarzenia, zaś nasze ewentualne uwagi winny się odnosić jedynie do tego, co napisał zainteresowany, a nie produkować nowe "fakty" i to w dodatku według jednej - z góry założonej - hipotezy...

Syphar napisał:
Ale pod rozwagę poddam tylko jedno - czy w przypadku obrony koniecznej rzekomy sprawca (bo tak naprawdę to osoba stosująca się do obrony koniecznej) ma obowiązek rozstrzygać ewentualną umyślność w ułamkach sekund? Tu nie trzeba doświadczenia życiowego, tego się nie da zrobić będąc człowiekiem.

Nie ma rozstrzygać umyślności, ale istnienie zamachu, względnie bezpośredniego niebezpieczeństwa jego nastąpienia. Przy czym wnioskowanie to winno mieć odniesienie do realiów sytuacji oraz reguł logiki i doświadczenia życiowego, nie zaś być jedynie odległą fantazją, jak np. nad wyraz "śmiała" i znajdująca "solidne" oparcie w faktach teza jednego z użytkowników, że zapewne było to usiłowanie rozboju...
 
Powrót
Góra