potracenie bandyty

  • Autor wątku Autor wątku gtsunamim
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
No dobra, usiłowanie rozboju to na pewno nie było, a nawet jeśli było to nie da się udowodnić. Ale zdenerwowany facet, który przed chwilą dokonał zamachu na własność kojarzy się jednoznacznie i w takim przypadku broniący się ma chyba prawo do uzasadnionej obawy, że istnieje bezpośrednie niebezpieczeństwo zamachu na zdrowie (uderzenia), skoro facet otworzył drzwi wyrywając aż klamkę, aby tylko uzyskać możliwość bezpośredniego kontaktu fizycznego z kierowcą.
 
Ale po co gdybac. Autor mial juz rozprawe w sadzie, i przyznal sie do bezprawnego dzialania. Sad w to uwierzyl, wyznaczyl grzywne i aktualnie wyrok sie uprawomocnia.
 
Syphar napisał:
skoro facet otworzył drzwi wyrywając aż klamkę, aby tylko uzyskać możliwość bezpośredniego kontaktu fizycznego z kierowcą.

I znów dopowiadasz "fakty", o których nie było mowy - nie wiemy w jakim celu sprawca chciał otworzyć drzwi...

Nie mamy wiedzy o przyczynach ani okolicznościach zajścia, więc trudno dywagować, czy ewentualne obawy były uzasadnione. Poza tym - jak zauważył mój przedmówca - sąd (który w odróżnieniu od nas znał zapewne "nieco" więcej szczegółów niż jednozdaniowy opis) nie przyjął działania w obronie koniecznej...
 
Witam,
proszę więc o opinię jak się zachować w takiej sytuacji. czekać na napad?
czy po incydencie jak pisał autor tematu zgłosić się jak najszybciej na policję i zgłosić incydent?
pytam, bo parę dni temu w podobnej sytuacji wyglądało to tak:
na światłach, czerwone wszyscy stoją, do auta któregoś z kolei podchodzi spokojnie pan, otwiera drzwi od pasażera i kradnie torebkę, po czym ucieka w krzaki. pare aut za okradzionym stała moja mama, stąd znam tę sprawę.
jednak czy w takich okolicznościach jak wyrwanie klamki i późniejsze potrącenie sprawcy wyrwania jak się zachować aby nie mieć nieprzyjemności.
jako normalny uczestnik ruchu drogowego w życiu bym nie przyjął że ktoś dostający się do mojego auta chce się przywitać, raczej spodziewałbym się najgorszego i postąpił możliwe podobnie do zakładającego temat.
w związku z tym, cichłbym upewnić się jak uniknąć bądź zminimalizować moja odpowiedzialność za czyjeś czyny.
wiem że osoba ta będzie odpowiadać z kk ale dopiero jak mi się coś stanie, sądzę że każdy będzie starał się uniknąć obrażeń w różny sposób, choćby taki jak napisał autor tematu.
pozdrawiam
Krzysztof
 
Dyskusja sięga już trzeciej strony, więc byłoby miło, gdyby autor tematu pofatygował się tu i opowiedział w nieco większych szczegółach, jak to było.
 
krisek_89 napisał:
na światłach, czerwone wszyscy stoją, do auta któregoś z kolei podchodzi spokojnie pan, otwiera drzwi od pasażera i kradnie torebkę, po czym ucieka w krzaki.

Ale ja nie rozumiem pytania o to "jak się zachować". Nie kłaść torebek/plecaków/saszetek na siedzeniu pasażera gdy drzwi nie są zablokowane. I tyle. Ewentualnie można po zdarzeniu wyjść z pojazdu, zamknąć go dokładnie i ruszyć w pogoń za złodziejem. Przy obezwładnianiu go można go na przykład przewrócić na ziemię. Byle nie więcej niż kilka razy :-)
 
Wiecej komentarzy, to wiecej filozofowania. Sprawca nie bez powodu otworzył drzwi, szarpiąc i wyrywając mocno klamkę. Zapewnie prawnicy tutaj aktywni wiedzą, iż usiłowanie zalicza sie do ukarania. Nic innego nie opisuje takiego zachowania jak usiłowanie rozboju na kierowcy.
 
Luislo napisał:
Sprawca nie bez powodu otworzył drzwi, szarpiąc i wyrywając mocno klamkę.

I Ty oczywiście znasz ten powód? Sugeruję zająć się jasnowidztwem odpłatnie - nieźle na tym zarobisz...

Luislo napisał:
usiłowanie zalicza sie do ukarania.

hmmm...

Luislo napisał:
Nic innego nie opisuje takiego zachowania jak usiłowanie rozboju na kierowcy.

Może w Twoim świecie jest to jedyna możliwość - ja jestem sobie w stanie wyobrazić wiele innych równie prawdopodobnych wersji, zwłaszcza zważywszy, że nie znamy kompletnie żadnych okoliczności tej "napaści".
 
Każde zewnętrzne zachowanie osoby może być w każdym przypadku czynem zabronionym. Istnieje coś takiego jak via compulsiva. Polega ona na wywieraniu nacisku na wolę człowieka, ale nie wyklucza kierowania przez tę wolę swoim zachowaniem się w danym momencie. W powyższej sytuacji mamy do czynienia z naciskiem na wolę człowieka, któremu trudno jest się oprzeć, mamy do czynienia z ograniczeniem możliwości wyboru postepowania, ale nie z całkowitym wyeleminowaniem. Nie oznacza to oczywiście, że w tego rodzaju przypadku osoba popełniająca czyn pod przymusem poniesie odpowiedzialność karną. Wykluczenie odpowiedzialności nie będzie spowodowaniem brakiem czynu. Zachodzi wtedy stan wyższej konieczności, a nie obrona konieczna jak wcześniej orzekli forumowicze.
Do a priori: świat jest tylko jeden, tylko ludzie go zmieniają róznymi ośadami na innych, wynikających z niewiedzy lub chęcią natrualnej przewagi nad umysłem osobnika.:)
 
Luislo napisał:
Istnieje coś takiego jak via compulsiva.

Jeśli już to "vis", a nie "via"...

Luislo napisał:
W powyższej sytuacji mamy do czynienia z naciskiem na wolę człowieka, któremu trudno jest się oprzeć, mamy do czynienia z ograniczeniem możliwości wyboru postepowania, ale nie z całkowitym wyeleminowaniem.

Sugeruję jednak nieco ochłonąć, bowiem Twoje bajkopisarstwo zatacza coraz szersze kręgi... Kto, na kogo i jaki przymus wywierał w opisanej sytuacji? Mam nieodparte wrażenie, że już kompletnie "odleciałeś"...

Luislo napisał:
Zachodzi wtedy stan wyższej konieczności, a nie obrona konieczna jak wcześniej orzekli forumowicze.

Proponuję byś darował sobie wypowiedzi na temat kontratypów, bo tym wpisem dowodzisz, że kompletnie ich nie odróżniasz.
 
Powrót
Góra