Jestem już po rozprawie. Wynik=czarny scenariusz. Podtrzymałem zarzut przedawnienia, zostałem poproszony o złożenie wyjaśnień na okoliczność sprawy. Kiedy powiedziałem że "myślę, że dekoder zwróciłem w 2008 dostałem pokwitowanie ale go nie mam ", Pan sędzia odpowiedział - "to ma pan problem". Kiedy w końcowej części rozprawy sędzia zapytał czy chcę złożyć wnioski dowodowe, powiedziałem że chcę podtrzymać zarzut przedawnienia na co otrzymałem odpowiedź mniej więcej taką:"podtrzymywać pan sobie może, jest data wystawionej noty obciążeniowej i to Pan musi udowodnić, że zwrócił pan dekoder". Rozprawa wyznaczona na styczeń przyszłego roku a ja dostałem 2 tygodniowy okres czasu na złożenie dowodu potwierdzającego zwrot dekodera pod rygorem oddalenia mojego sprzeciwu. No i co...mój misterny plan poległ. Poszedłem po rozprawie do adwokata obgadać z nim temat. Dziewczyna poradziła mi żebym złożył pismo do C+ o potwierdzenie odnotowania przyjęcia lub nie przyjęcia zwrotu dekodera w 2008r. Jak dla mnie porażka bo nie jestem pewien czy to było w 2008 roku( może w 2007), a dodatkowo jestem przekonany o tym, że nikt w C+ nie zada sobie trudu sprawdzenia tego dokładnie. Jedyne co mogę przedstawić sądowi to śpiewkę w stylu-próbowałem ale nic z tego nie wyszło. Zatem chyba przyjdzie mi zapłacić FW i juz sobie wyobrażam pełną triumfu minę radcy presco. Niby adwokat powiedziała mi że brak przedstawienia przeze mnie dowodu o którym napisałem powyżej nie musi oznaczać w ostatecznym wyroku mojej porażki ale jakoś niezupełnie mnie przekonała do takiego rozstrzygnięcia. Jeszcze jak wspomnę nastawienie sędziego do mnie i to ciągłe zamykanie mi ust po dwóch wypowiedzianych słowach...