praca w niemcyech klopoty z godzinami pracy

  • Autor wątku Autor wątku malenka011989
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

malenka011989

Użytkownik
Dołączył
05.2011
Odpowiedzi
46
witam pracuje w zbnanej firmie w niemczech zatrudniona jestem tutaj przez polska agencje ale stacjonujaca w niemczech jako niemiecka. ogolnie odchodzi tutaj duzo dzwinych niesprawiedliwych sytuacji. teraz rozchodzi sie afera o placenie za dzien w ktorym nie dotarlismy do pracy z powodu zlej organizacji firmy przez ktora jestesmy zatrudnieni. chodzi o to ze dostalismy od firmy autokar ktory dowozi nas do pracy , ze wzgledu na balagan w biurze przyslali za maly autokar. i kierowca odjezdzajac mowil ze nas zabrac juz nie moze i ze przyjedzie nastepny po 4 godzinach czekania nic sie nie pojawilo. dzis dostalismy wykaz godzin i mamy ten dzien nie uznany za to ze bylismy w pracy. czy aby slusznie? kolega pracujacy tez w tej firmie ale w osobnym budynku dostal za ten dzien kase nawet do reki a nam powiedzieli ze nie dostaniemy..co mamy zrobic?
 
kase temu koledze wyplacila niemiecka firma w ktorej pracujemy a nie polska agencja
 
Przede wszystkim krótka odpowiedź na Twoje pytanie: Praciwnikowi należy się umówione wynagrodzenie za pracę za ten czas, w którym zgodnie z umową o pracę oddał do dyspozycji pracodawcy swoją osobę, by zgodnie z umową pracować. Jeśli efektywnie nie pracował z przyczyn, za które nie odpowiada, należy mu się wyngrodzenie, kropka! Należy się więc wynagrodzenie także za czas czekania na ten autobus. Ale jak to wyegzekwować, oto jest pytanie!
Sąd pracy, pozew o zapłatę należnego wynagrodzenia? Owszem, ale to trochę formalistyczne, chociaż wcale nie skomplikowane (nie trzeba pisać pozwu, można pójść do najbliższego sądu pracy i roszczenie podać ustnie do protokołu i ten protokół zastępuje pisemny pozew, sąd wyznaczy rozprawę, i powie od razu pracodawcy, żeby nie stroił sobie żartów, tylko czym prądzej zapłacił; będzie szybki wyrok lub ugoda, która też jest tytulem egzekucyjnym dla komornika, a w wrazie nie zapłacenia jest co zająć: mianowicie roszczenia agencji o zapłatę u jego niemieckiego zleceniodawcy.
Jest jeszcze inny sposób; mniej estetyczny: Otóż z tego co czytam, wychodzi mi, że ta agencja najprawdopodobniej popelnia poważne wykroczenie przeciwko niemieckiej ustawie o przekazywaniu pracowników (Arbeitnehmerüberlassungsgesetz). Otóż ta ustawa zabrania przekazywania zatrudnionych pracowników w jednej firmie do pracy w drugiej firmie. Na taki proceder musi być zezwolenie Urzędu Pracy; takie zezwolenia mają tzw. "Leih-firmy". Innymi słowy niedozwolone i karalne wysokimi grzywnami jest zatrudnianie pracowników we własnej firmie i faktyczne zatrudnianie tych pracówników w innej firmie na podstawie najczęściej "szemranych" umów o jakieś dzieło lub usługę, podczas kiedy rozliczanie się pomiędzy tymi firmami jest w rzeczywistości oparte o "człowieko-godzinę". To, że jest to poszechnym zjawiskiem, wynika z tego że niemieckie Hauptzollamt-y już nie nadążają tego kontrolować i opanować. Ale działają szybko, jeśli mają konkretny sygnał. Ostanio zrozpaczona grupka nieopłaconych i skrzywdzonych ludzi z Polski zdecydowała się na desperacki krok, i ta "polsko-niemniecka" kooperacja została z hukiem i sześciocyfrową grzywną dla obu stron wysadzona w powietrze, a z zajętych na kontach pieniądzy (częściowo) zaspokojone rosczenia pracowników o wynagrodzenie za pracę. Ktoś z waszej grupy powinien porozmawiać spokojnie z tym "agencja-noriuszem" po cichu za jakąś ścianą.
 
chcialabym jesli mozesz podac mi konkretny artykul o tym mowiac i jakbys mogl przeslac mi tresc tego artykulu z niemieckiego kodeksu mowiaca o tym. bo jutro bedziemy o to walczyc i o wiele innych spraw dziekuje bardzo
 
Obowiązek pracodawcy zapłaty wynagrodzenia także za ten czas, w którym pracownik był gotów do pracy, ale czekał z przyczyn, za które odpowiada pracodawca, to § 615 BGB (niemiecki kodeks cywilny). W Niemczech nie ma kodeksu pracy, takiego jak w Polsce; stosunek pracy uregulowany jest w niemieckim kodeksie cywlinym (Bürgerliches Gesetzbuch, w skrócie: BGB). od § 611 i następne. W niemieckich ustawach kolejność przepisów oznaczona jest paragrafami (§§), a nie tak jak w Polsce, artykułami. (art.); poza konstytucją niemiecką (Grundgesetz), gdzie też są "Artykuły/Artikel".

Jeśli chodzi o zakaz przekazywania pracowników, to jest on uregulowany w osobnej ustawie która nazywa się "Arbeitnehmerüberlassungsgesetz = Ustawa o przekazywaniu pracowników" ; konkretnie w § 1 tej ustawy. Krótko powtórzę: Nie wolno bez zezwolenia Urzędu Pracy pracowników zatrudnionych w jednej firmie przekazywać/wypożyczać do pracy w innych firmach. Nie będę pisał, dlaczego w Niemczech (w innych krajach też) jest to zabronione, bo znów się zanadto tu na tym ciekawym forum rozpiszę. Tylko krótko o tym; Ktoś zatrudni człowieka za 4,- Euro za godzinę, przekazuje go innej firmie, która płaci mu za niego 10,- Euro za godzinę pracy, do czego to prowadzi? Człowiek jest towarem!
Oczywiście, że jedna firma może na zamówienie drugiej firmy wykonywać jakieś dzieło; np. budować fundamenty domu albo pomalować 1500 metrów sześciennych ścian, skopać pół hektara ogrodu itp. Wtedy jest to umowa o dzieło (Werkvertrag), a umówione w umowie o dzieło wynagrogrodzenie ustalone jest w całości z góry, jakąś tam kwotą albo jakoś jednostkowo, np. 14,- Euro za każdy metr kwadratowy pomalowanej ściany. Wiadomo wtedy, że firma wykonuje te pracę swoimi pracownikami, a dysponuje i dyryguje nimi w miejscu pracy nadal ich prawdziwy pracodawca, i wszystko prawnie jest w porządku. W umowach o przekazanie pracowników firmy umawiają się: "Za godzinę każdego mojego pracownika, który będzie u ciebie tyrał, dostanę od ciebie 12,- Euro." I właśnie to jest zabronione w § 1 ustawy od przekazywaniu pracowników/Arbeitnehmerlassungshesetz, i ścigane przez niemieckie urzędy, a konkretnie przez Hauptzollamt. Niektórzy są oczywiście trochę "cwańsi" i "kombinują jak konie pod górę", i dla zmylenia przeciwnika konstruują jakieś umowy zlecenia lub o dzieło, żeby kontrolerzy zobaczyli na papierze, że firma firmie płaci za za "dzieło", czyli za wykonanie tylu a tylu metrów kwadratowych tapetowania, a nie za tzw. "człowiekogodzinę", a tak naprawdę kasują za tę "człowieko-godzinę", a te papierowe umowy o dzieło albo zlecenie jest kłamliwą fikcją. Dlatego kontrolerzy z Zollamtu wpdają i pierwsze o co rozpytują napotkanych pracowników, to "Wer ist hier der Chef!?!" i okazuje się, że tymi pracownikami wcale nie dyryguje "kapo" tej firmy, gdzie mają umowę o pracę, czyli ich prawdziwy pracodawca, tylko ktoś z innej firmy. Potem skontrolują te rzekome umowy o dzieło lub zlecenia i przypuszczają, że to fikcja i szukają dalej. Zrewidują np. biuro lub samochody jednej i drugiej firmy i wreszcie znajdą to, co szukali: notatki o rozliczeniach pomiędzy firmami, z których jasno wynika, że firma firmie płaciła nie za jakieś metry sześcienne lub kwadratowe jakiegoś dzieła lub zlecenia, lecz prymitywnie za "człowieko-godzine". Wynik: ogromne grzywny dla obu firm, nadpłacenie podatku od wynagrodzeń, składek socjalnych. Ten proceder kwitnie w Niemczech, zwłaszcza w polsko-niemieckich "układach", tak samo jak "umowy śmieciowe" w Polsce, gdzie ktoś pracuje na umwie "zlecenia" lub "o dzieło", bo taki nagłówek tłustym drukiem stoi na papierze, a tak naprawdę "tyra" jak zwykły pracownik, ma się stawić na konkretną godzinę w pracy, słuchać poleceń przełożonego. (W Niemczech to by nie przeszło, bo nieważny jest ten kłamliwy pisemny nagłówek na papierze zwanym umową, lecz rzeczywista treść umowy, jaka jest w świadomości jednej i drugiej strony. A jest to najczystsza umowa o pracę, a zatem trzeba respektować prawa pracownicze, odprowadzać składki socjalne i podatek od wynagrodzeń. I cała polska jurysprudencja kiwa mądrze głową i mówi: "Skoro ktoś w umowie nazwał sobie krowę koniem, jest wszystko OK bo jest wolność umów, basta!" Innymi słowy: Nie ważne jaka jest "rzczywista rzeczywistość", ważne jest jaka jest ta papierowo-umowna. A ludzie? Jeżeli pracują na umowa śmieciowych, to czym są....? Sama nazwa umowy jest odpowiedzą na to pytanie. A prawników coraz mądrzejszych, którym to "zwisa i powiewa", albo którzy w ogóle nie wiedzą, "co jest grane", jest coraz więcej; do których - jak mówią u nas na wsi "Bez kija (i kasy oczywiście też) nie podchodź." Trzymam za Was kciuki, pokażcie tym cwaniakom, że - jak też u nas na wsi mawiają, "tata nie zrobił was palcem"! Powodzenia!
 
Ostatnia edycja:
malenka011989 napisał:
witam pracuje w zbnanej firmie w niemczech zatrudniona jestem tutaj przez polska agencje ale stacjonujaca w niemczech jako niemiecka. ogolnie odchodzi tutaj duzo dzwinych niesprawiedliwych sytuacji. teraz rozchodzi sie afera o placenie za dzien w ktorym nie dotarlismy do pracy z powodu zlej organizacji firmy przez ktora jestesmy zatrudnieni. chodzi o to ze dostalismy od firmy autokar ktory dowozi nas do pracy , ze wzgledu na balagan w biurze przyslali za maly autokar. i kierowca odjezdzajac mowil ze nas zabrac juz nie moze i ze przyjedzie nastepny po 4 godzinach czekania nic sie nie pojawilo. dzis dostalismy wykaz godzin i mamy ten dzien nie uznany za to ze bylismy w pracy. czy aby slusznie? kolega pracujacy tez w tej firmie ale w osobnym budynku dostal za ten dzien kase nawet do reki a nam powiedzieli ze nie dostaniemy..co mamy zrobic?



Nic nie mozecie zrobic, pracodawca nie ma obowiazku zapewniac wam dojazdu do pracy i jesli tego dnia was w niej nie bylo to pracodawca moze wam nie wyplacic wynagrodzenia za dany dzien, jedyne czego nie moze to wystawic wam Abmahnung (nagany) ani was z tego powodu zwolnic, bo to nie byla wasza wina
 
to Tugoja twierdzisz ze poprzednia osoba co podala mi konkretne pragrafy klamie?albo nie wiem co czyta?

ja tutaj nie mowilam o zadnym przekazywaniu pracownika. poprostu firma dzieli sie na 2 budynki i jest to niby to samo ino dzialaja tam chyba inne prawa bo tak jak mowie z innego budynku znajomy dostal zwrot a nam powiedziano ze to zalezy od menagera.teraz oprocz tego doszla jeszcze kwestia wyplaty kazdemu przyszla inna od posrednika.. tragedia. i czuje ze niesttey tak jak przed poprzednik pisal ze ludziom bedzie to wzystkoz wisac mimo iz widac bialo na czarnym ze nas chca wywalowac:(
 
Jeżeli pracodawca organizował dowożenie pracowników do pracy, i jeżeli uzgodnione było, że pracownicy odbierani będą transporten zorganizowanym przez pracodawcę, to w przypadku jeśli transport ten nie został o uzgodnionym czasie podstawiony, pracodawca zobowiązany jest do wynagrodzenia także za ten czas pracy, który nie został przepracowany z powodu braku środka transportu o umówionym czasie. Roszczenie o wynagrodzenie tego utraconego czasu pracy wynika z § 615 BGB (niem. kodeks cywilny). Nie ma i nie może być co do tego najmniejszej wątpliwości. Z pierwszego wpisu wynika też jednoznacznie, że pracodawca (agencja) narusza Arbeitnehmerüberlassungsgesetz (Ustawę o przekazywaniu pracowników), jeśli zatrudnia pracowników u siebie i przekazuje do pracy (wypożycza) innej firmie. Ustawy tej nie narusza, jeżeli ma specjalne zezwolenie z Urzędu Pracy.
 
A gdzie w §615 BGB jest napisane, ze pracodawca odpowiada za dojazd do pracy? To, ze w rzeczywistosci go zapewnia to jego dobra wola, a nie obowiazek, a pracownik ponosi tzw. Wegerisiko. Wedlug zasady prawnej Ohne Arbeit kein Lohn, pracodawca ma prawo niewyplacic wynagrodzenia za ten dzien (wyjatkiem byloby, gdyby w umowie o prace lub Tarifvertragu byla wzmianka, ze jest inaczej)

Co do AÜG to sadze, ze agencja posiada zezwolenie na wypozyczanie pracownikow.
 
§ 615 BGB nie reguluje tego, czy pracodawca ma pracowników dowozić do pracy, czy też nie; przepisu, który regulowałby coś takiego, w ogóle nie ma. Czy taki obowiązek istnieje, czy też nie, zależy bowiem od tego, co pomiędzy pracodawcą, a pracownikiem zostało uzgodnione. Jeżeli pracodawca zobowiązał się dowozić pracowników, to dowozić ich był zobowiązany. Jeżeli zatem nie wypełnił tego obowiązku, wskutek czego pracownicy nie mogli podjąć pracy w umówionym czasie, winien, jest pracownikom wynagrodzenie za ten czas, w którym pracownicy gotowi byli pracować, ale nie mogli pracować tylko dlatego, że pracodawca ich do pracy nie dowiózł. Tzw. "Gefälligkeitsabsprache", to znaczy obietnica/przyrzeczenie, bez gotowości poniesienia konsekwencji w razie niedotrzymania, wchodziłaby w rauchubę tylko wówczas, jeśli pracownicy wiedzieliby i poważnie powinni się z tym liczyć, że pracodawca swojego przyrzeczenia/obietnicy nie wypełni. Jeśli w razie sporu przed sądem pracy pracownicy udowodnią, że pracodawca przyrzekł im dowożenie do pracy własnym transportem, i że wskutek niewykonania tego przyrzeczenia, nie mogli podjąć pracy, to sąd zgodnie z § 615 BGB zasądzi od pracodawcy wynagrodzenie za pracę w tym czasie, w którym praca wskutek braku transportu nie była wykonywana.
 
no jak dla mnie to dosyc madrze brzmia obie wypowiedzi. zzeby wogole dojsc do tego u mnie to tez nie jest łatwa sprawa. bo podobno transport organizowala dla nas firma u której pracowaliśmy(tak pisało w mailu który dostaliśmy od polskiej agencji co nam organizowała przejazd z pl do n),gdzie była opisana cała praca. a znów jak wtedy przyszliśmy na drugi dzień do pracy -po tej sytuacji kiedy nas autokar nie zabrał-to oni ludzie z firmy-strasznie narzekali na pośrednika i wyszło że to pośrednik załatwiał autokar. ja nawet nie mam pojęcia jak dojść do tego kto w końcu nam to załatwiał:(
a mam jescze pytanko a co jest obowiazkowe do placenia w niemczech z tych rzeczy: Lohnsteuer, kirchensteuer, solidaritatszuschlag?
bo ja nie przypominam sobie zeby w podpisywaniu umowy zaznaczala ze jestem wierzaca itp a najlepsze że mi za to odciągli kase a nie którym osobą nie;/
 
Myślę, że zacząć należy od tego, z kim jest umowa o pracę: Czy z tą niemiecką firmą, czy też z tą polską agencją. W tym celu należy przeczytać umowę. Czyli innymi słowy: Kto jest pracodawcą? Tylko od pracodawcy można żądać zapłaty za pracę i wypełniania innych przyrzeczonych w umowie lub w inny sposób świadczeń; np. dowożenia do miejsca pracy. I nie jest ważne, kto faktycznie dowoził do pracy, lecz to, kto to dowożenie przyrzekł i do niego się zobowiązał. A kim się przy tym posłużył, jest bez znaczenia. Jeżeli do dowożenia do pracy zobowiązał się pracodawca, to on ponosi tego skutki, a mianowicie takie, że obowiązany jest zapłacić za ten czas pracy, w którym praca nie była świadczona, bo autokar nie podjechał lub nie podjechał na czas.
 
Ostatnia edycja:
Podłaczam sie pod temat :0 u mnie sytuacja z Trenkwalderem wyglada troche gorzej. Pisałem z malenka011998 zeby dobrac sie TW do du...py. ja dostałem za listopad 26 euro bo policzyli mi tylko za dzien szkolenia a inni mieli po 108euro. powiedzieli ze niedostali godzin od amazonu. do tej pory nieotrzymałem reszty. nastepna sprawa to grudzie.. i tu jest totalny syf... za 18 dni przepracowanych dostałe 562 euro(400 zaliczki bylo i 15 stycznia na wypłate 162 euro:mad:) na zebraniu w TW przed rozpaczaciem pracy była mowa ze kazdy ma 1 grupe podatkowa. wiec to jest jasne. dzwoniłem do typka z trenkwaldera odchodzac od bankomatu i tak:
czemu mam tylko tele kasy?- amazon niedosłał nam godzin, wyjasniamy to
kiedy bedzie reszta?- niejestem w stanie panu powiedziec
prosze sie okreslic kiedy bo pojde do sadu pracy.- prosze bardzo my jako Trenkwalder jestesmy rozliczeni z panstwem prawidlowo z tych godzin które dostalismy od amazon.
rozjuszyło mnie to.
umowa jest z Biurem pracy tymczasowej trenkwalder i oni płacą i oni sa pracodawca tylko nas wypozaczaja swojemu kontrachentowi. Poszedłem do znajomego prawnika i uzyskałem porade. skoro umowa jest z trenkwalderem a my jestesmy wyporzyczeni do amazonu to nas nie interesuje nas ze tren walder ma problem z otrzymaniem godzin od amazonu bo jako pracownicy wykonalismy polecenie pracodawcy i pracowalismy w amazon za co trenk walder brał kase. w amazonie był codziennie gość z ttrenkwaldera ale nic kompletnie niewiedział i nic nie robil. w sumie na kwicie z wypłaty z listopada mam 4 godziny przepracowane a w grudniu 89. od 26.11 do 22.12 były 5 dni wolnych. reszte w pracy. co mozna z tym zrobic?? aha... czesc ludzi otrzymała 15 stycznia tylkoo 320 euro wypłaty. uzyskałem tylk informacie ze gdzies mi sie zagubiło 7 dni w grudniu i 2 w listopadzie.... jak to mozliwe?:what::roll:
 
Powrót
Góra