Prawne zmuszanie dziec do edukajcii, a obciążene finansowe.

  • Autor wątku Autor wątku sineki
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
S

sineki

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2020
Odpowiedzi
11
Witam
Jak wygląda od strony konstytucji, prawa obowiązek szkolny i konieczność wynikające z tego faktu obciążająca finansowo rodziców? Czy ustawodawca ma legalne prawo obciążać rodziców kosztami edukacji, które sam wprowadził nawet wbrew ich woli? Skoro państwo sobie coś tam wymyśliło to nie powinno sobie te ich marzenia w całości pokrywać?
 
Ostatnia edycja:
Pytam jak to wygląda od strony konstytucji. Czy ktoś to badał? Moim zdaniem to nielegalne bo przecież państwo nie jest właścicielem dziecka i nie powinno komuś narzucać programu nauczania. Przykład Bandery. Dla jednych to jest bohater, a w polskiej historii opisują go jako rzeźnik. Czemu ma się dziecko uczyć propagandy?
 
Przecież istnieje możliwość (od 1991 r.) edukacji domowej. Co do kosztów: wiadomo jak jest. Pomoc Państwa w tym zakresie może nie pozwala na kupowanie nowego plecaka na każdy rok szkolny, ale ostatecznie nawet, gdyby doszło do sytuacji, że uczeń dostaje ocenę niedostateczną za każdą lekcję, podczas której nie posiada podręcznika (bo rodziny faktycznie nie stać, bądź nie umieszczają tego w domowym budżecie mimo możliwości), to nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek minister edukacji nie powiedział "to niedopuszczalne, takie sytuacje nie powinny mieć miejsca".
 
Zgadza się. Jest nauka domowa, ale materiał nauczania i egzaminy narzuca państwo, gdzie musisz już wykuć, że osoba X jest np. ludobójcą. Uczysz się czegoś wbrew własnym przekonaniom by mieć zaliczone. Brak zdania egzaminów oznacza konieczność cofnięcia zgody na edukację domową i powrót do nauki w szkole stacjonarnej
 
sineki napisał:
Czy ustawodawca ma legalne prawo obciążać rodziców kosztami edukacji, które sam wprowadził nawet wbrew ich woli?
Jakie dokładnie koszta masz na myśli?
 
Ale się czepiłeś tych kosztów za tornister i długopisy i podręczniki. To jest mała sumka w porównaniu do kwoty jakie państwo daje ci w gratisie dzięki czemu możesz uczyć się za darmo. Oczywiście wyłączając to o czym napisałem na początku. Chyba że chodzi ci o to że państwo cię przymusza do nauki i jakieś koszty musisz ponieść a wolałabyś nie mieć żadnej nauki i żadnych kosztów. Ot taka wolność.
 
Pejotwroc napisał:
kwoty jakie państwo daje ci w gratisie dzięki czemu możesz uczyć się za darmo.
Realizujący obowiązek szkolny nie uczą się za darmo. Za wszystko płaci się w opłacanych podatkach.
Państwo nic nie daje w gratisie a jedynie sprawuje nadzór nad redystrybucją dóbr wnoszonych przez podatników.
 
Czasy, gdy rodzic był panem życia i śmierci potomka mamy na szczęście za sobą.
Człowiek od chwili poczęcia jest podmiotem a nie przedmiotem.
 
has.14/10/1066 napisał:
Jakie dokładnie koszta masz na myśli?
Koszta dojazdu, prąd, internet, papier do drukarki, tusz do drukarki, wyżywienie ( bo kanapki same się nie zrobią), ciuchy, buty, wycieczki, korepetycje, zeszyty, piórnik, długopisy, linijki, cyrkle, papiery kolorowe, ksero, ubezpieczenie, przerobienie z dzieckiem zadań domowych itd. Państwo powinno wprowadzić bony edukacyjne, które można_by wykorzystać na prywatne korepetycje, albo na jakieś zajęcia sportowe np. z strzelectwa.
Pejotwroc napisał:
To jest mała sumka w porównaniu do kwoty jakie państwo daje ci w gratisie dzięki czemu możesz uczyć się za darmo. .
Państwo nic nie daje za darmo bo nie ma własnych pieniędzy. Te pieniądze są z podatków obywateli ( a więc i rodziców)
has.14/10/1066 napisał:
. Człowiek od chwili poczęcia jest podmiotem a nie przedmiotem.
Chyba jednak jest dalej przedmiotem skoro państwo dosłownie ci wszystko narzuca. Zero samodzielnego myślenia bo program edukacji jest narzucony odgórnie.
 
Dolicz jeszcze bilety do kina i teatru. Bo przecież po ciężkich zajęciach trzeba troszkę dać mózgowi odpoczynku. Więc kino to mus 😀, koszt korepetytora, paliwa... Bo przecież czasami po dziecko trzeba pojechać samochodem. No właśnie, auto też się kupiło, nie dostało się za darmo. Też trzeba policzyć.
Zgodnie z twoim tokiem myślenia trzeba też policzyć koszt zakupu smartfona i abonament do niego gdyż dziecko będąc w szkole powinno mieć kontakt z rodzicami. Tak na wszelki wypadek.
 
Ostatnia edycja:
Kino, teatr nie jest narzucone programowo, ustawowo jak to wygląda w przypadku edukacji. Cała reszta ( w tym jak słusznie zauważyłeś ) paliwo, internet, samochód mogą być koniecznością, gdy brak np. komunikacji miejskiej, lub wymóg nauki zdalnej xD. Pokrywanie tych kosztów przez rodziców jest nieuczciwe ponieważ generuje po stronie budżetu domowego straty.
 
Czemu nieuczciwe? Nie musisz mieć dzieci przeciez...wtedy nie ma kosztów. Proste.
 
Problemem nie jest posiadanie dzieci tylko koszta związane z edukacją, które narzuca państwo. Edukacja powinna być dobrowolna, albo wydatki przeniesione w całości na państwo. Jak wprowadzą podatek od oddychania to zaproponujesz eutanazję jako sposób na obniżenie wydatków?
 
Wiele rzeczy jest narzucone. Masz samochód...ubezpieczenia...przeglądy itd. ale nie ma przymusu posiadania auta. Masz nieruchomość ..podobnie..ale też nie musisz jej miec.

Zawsze można zmienić kraj na taki gdzie tej obowiązkowej szkoły brak. Wymaganie bonów edukacyjnych na zajęcia pozalekcyjne to przesada....a zaraz już masz tą kasę przecież jest 500 plus.

Szkoła jest darmowa. Podręczniki też. Wyprawka 300 plus na początek roku też jest na te piórniki kredki zeszyty itd...

Na wycieczki nie musi jeździć.
 
Ostatnia edycja:
Nie muszę mieć samochodu bo mogę jeżdzić komunikacją, albo ostatecznie zawiesić ubezpieczenie, kwestie nieruchości to wystarczy wniosek złożyć o umorzenie podatku.

Te 500 plus, podręczniki, wyprawka to jest z moich podatków. To nie są pieniądze od państwa.
 
Ale państwo nie ma swoich pieniedzy...bo ma nasze...

Do umorzenie podatku trzeba mieć podstawy...jak pracujesz to ci nikt go nie umorzy.
 
Oj już to widzę gdyby nauczanie podstawowe było dobrowolne. To pokolenie tumanów i baranów. Pytasz się kogoś o drogę do Szczecina a tu zaskakuje cię pytaniem czy to gdzieś na Ukrainie?😀
A jakie to straty generuje chodzenie do szkoły? Piszesz że trzeba kupować ubrania i kanapki. Więc właśnie może dzięki szkole twoje dziecko ma się w co ubrać i nie chodzi głodne. Bo z twojej wypowiedzi wynika że nie musiała byś wtedy karmić dziecka i je ubierać.
 
Ostatnia edycja:
Jak kanapki do szkoły są takim obciążeniem to dla najbiedniejszych są programy dożywiania w szkołach. W kwestii ubrań też można dostać za darmo uzywane. Nawet od prywatnych osób. U mnie często ktoś oddaje w okolicy i ogłasza to na FB ...
 
Powrót
Góra