witam was wszystkich. Na święta wielkanocne zostało zatrzymane mi prawo jazdy. Dzień wcześniej piłam. Przed jazdą dmuchnęłam w swój alkomat, wykazał 0,3. Po jakimś czasie wsiadłam w auto i pojechałam. Policja wzięła mnie na rutynową kontrole i tu zdziwienie: 0,8. Nie mam w planach ściemniania, widocznie alkomat mam zepsuty... Badana byłam 3 razy dwoma alkomatami (w radiowozie, na komendzie nie byłam) policjant nie przedstawił się ani nie podał numeru legitymacji. Nie zostałam również poinformowana, że mam prawo nie podpisywać papierka. Czy można to uznać za jakieś okoliczności łagodzące albo coś? Zeznania na policji jeszcze nie składałam, z prokurator też postaram się porozmawiać, ale czy mam jakieś podstawy? Nigdy nie popełniłam nawet wykroczenia, prawka pilnowałam jak oka w głowie (mam 20 km do pracy i ZERO komunikacji publicznej lub jakiejkolwiek alternatywy). W dniu pechowej kontroli czułam się świetnie, jakbym miała chociaż cień podejrzeń, że mam tyle promili to nigdy bym nie wsiadła za kierownice, nawet rowera. Myślicie, że cokolwiek może zostać uznane za okoliczność łagodzącą?