Przede wszystkim ważne jest wiedzieć, że w Niemczech w sądowych procesach cywilnych obowiązuje tzw. Przymus adwokacki (niem.= Anwaltszwang). Reguluje to § 78 ZPO (Zivilprozessordung = niem. Kodeks postępowania), zgodnie z którym strony w sprawach toczących się przed „Landgericht”-ami (pol. „sąd krajowy”) muszą być reprezentowane przez adwokatów. A ponieważ rzeczowo właściwym w sprawie będzie Landgericht, bo wartość przedmiotu sporu wynosi 95 tys. Euro (dla sporów o wartość do 5 tys. Euro właściwy jest Amtsgericht), musicie sprawę wniesienia pozwu i wytoczenia procesu zlecić adwokatowi. I to jest pierwsza ważna różnica pomiędzy polskim, a niemieckim procesem cywilnym. Czy polski radca prawny może reprezentować stronę w procesie cywilnym w Niemczech? Tak, może. Zgodnie z § 25 EuRG (ustawa o europejskich adwokatach), która reguluje transgraniczne usługi prawnicze w Unii Europejskiej, polski adwokat lub polski radca prawny mogą być pełnomocnikami stron w niemieckim procesie cywilnym zgodnie ze wspomnianym wyżej § 78 ZPO. Warunkiem jest, że znajdzie sobie jakiegoś adwokata niemieckiego, który będzie wiedział o tym, że jakiś polski kolega radca prawny lub adwokat prowadzi proces przed sądem niemieckim i poświadczy to na piśmie, o które sąd przy pierszwszej czynności zapyta. Wyjaśniam, że ten niemiecki adwokat w samym procesie nie będzie miał żadnych praw i nie staje się pełnomocnikiem strony; jego rola ogranicza się najwyżej do koleżeńskiego wspierania zagranicznego kolegi w prowadzeniu procesu w Niemczech. (dla informacji: niemiecki adwokat w Polsce musiałby zgłosić swoje działanie przed polskim sądem właściwej miejscowo Izbie Adwokackiej. A zatem polski adwokat lub radca prawny, na identycznych prawach jak adwokat niemiecki, może występować w niemieckim sądowym procesie cywilnym (w prawie do występowania przed sądami polski radca prawny ograniczony jest przepisami polskimi, i nie może np. być obrońcą w sprawach karnych; to ograniczenie wkrótce, tj. chyba z 1.01.2015, odpadnie). Czy polski radca prawny jest w stanie być pełnomocnikiem w niemieckim procesie, to sprawa jego umiejętności; oczywiście przede wszystkim językowych (potrzebn mu jest umiejętność komunikowania się na takim samym poziomie, na jakim komunikuje się prowadząc sprawy w Polsce), ale to nie wszystko. I tu przechodzę do tej chyba największej różnicy pomiędzy polskim i niemieckim procesem cywilnym: W Niemczech żaden sąd nie oczekuje od adwokata jakichś wywodów prawniczych; sąd wie jakie jest prawo i jak je należy zastosować; oczywiście, nikt nikomu nie zabrania prezentować w pismach procesowych jakichś poglądów prawniczych i cytować przepisy i orzeczenia sądów wyższych. Jednak najważniejszą sprawą i wielką sztuką jest podawanie sądowi stanu faktycznego w ten sposób, żeby już z samego sposobu przedstawienia stanu faktycznego narzucało się rozstrzygnięcie. Może przykład, który – kto wie ?- może być także w Waszej sprawie istotny: W sprzedaży i dostawach produktów odgrywa wielką rolę reklamacja kupującego, i ta reklamacja to pewne zdarzenie, pewna czynność; przeważnie pismo lub bez pisma przekazana sprzedającemu informacja o jakości dostarczonego towaru. Jeśli adwokat przedstawiając, czyli opisując tę zaszłość całej reklamacji nie zna wymogów minimalnych reklamacji i "po macoszemu", nieprecyzyjnie ją opisze, coś przeoczy z jej treści, to o swoim niedbalstwie dowie się dopiero z wyroku. Słowem: nic „na okrągło”, niedokładnie, powierzchownie, lecz w najwyższym stopniu precyzyjnie. Krótki przykład ze szkoleń dla początkujących: Ten, który pozywa kogoś o zwrot pożyczki, przytacza w pozwie zawartą umowę, kładzie ją na stół sędziowski, wskazuje na umówiony termin zwrotu pożyczki i wylicza odsteki, przegra ten proces, jeśli pozwany wniesie o oddalenie powództwa, a powód zapomniał napisać w pozwie lub uzupełnić to później, że pozwany kwotę pożyczki faktycznie otrzymał. I tu cały problem niemieckiego procesu cywilnego: Niemiecki sędzia nie ma prawa pomóc powodowi i jego pełnomocnikowi i po prostu zapytać: „Panie mecenasie, a czy pan powód wypłacił panu pozwanemu kwotę tej umówionej pożyczki?” Sąd nie pomaga lub pomaga bardzo rzadko, bo musi równo traktować obie strony. I ten sąd w Niemczech nie ma prawa się czegokolwiek domyślać i coś uznawać "za oczywiste" na korzyść jednej ze stron. Czyste "dabo mihi facta ......" Na szczęście to tylko przykład z „nauczania początkowego” prawników w Niemczech.