P
Pilif1
Użytkownik
- Dołączył
- 06.2018
- Odpowiedzi
- 30
Witam,
Pracuję w firmie odlewniczej i gro rzeczy przez nas tworzonych to odlewy wykonane albo na podstawie naszych projektów albo klientów. Często klienci sami podsyłają swoje logotypy firmy do produkcji breloczków tudzież pinsów czy innych tworów.
Dzisiaj jednak zgłosił się do nas klient z Anglii, który wymarzył sobie breloczki z logotypem hollywoodzkiego filmu, który to wchodzi do kin w przyszłym roku. No cóż na nasze pytanie czy ma prawa autorskie do obrotu tym znakiem odpowiedział zwięźle, że ma. I tyle.
Kilka pytań mi się nasuwa - czy musi on nam pokazać to pozwolenie ? Czy jego mailowe "tak mam" - ma jakiekolwiek znaczenie/siłę prawną ? Z wykładu w szkole nt. prawa autorskiego pamiętam, że każdy kto rozpowszechnia dany utwór bez zgody właściciela może być sądzony. Pytanie czy my jako "producent" rozpowszechniamy czy nasz klient rozpowszechnia?
Kilka razy w roku zdaża nam się takie zlecenie gdzie więcej pytań niż odpowiedzi. Zazwyczaj na nasze pytanie czy ktoś ma pozwolenie - tu ludzie miękną i telefony milkną. W tym przypadku tak jednak nie było.
Pracuję w firmie odlewniczej i gro rzeczy przez nas tworzonych to odlewy wykonane albo na podstawie naszych projektów albo klientów. Często klienci sami podsyłają swoje logotypy firmy do produkcji breloczków tudzież pinsów czy innych tworów.
Dzisiaj jednak zgłosił się do nas klient z Anglii, który wymarzył sobie breloczki z logotypem hollywoodzkiego filmu, który to wchodzi do kin w przyszłym roku. No cóż na nasze pytanie czy ma prawa autorskie do obrotu tym znakiem odpowiedział zwięźle, że ma. I tyle.
Kilka pytań mi się nasuwa - czy musi on nam pokazać to pozwolenie ? Czy jego mailowe "tak mam" - ma jakiekolwiek znaczenie/siłę prawną ? Z wykładu w szkole nt. prawa autorskiego pamiętam, że każdy kto rozpowszechnia dany utwór bez zgody właściciela może być sądzony. Pytanie czy my jako "producent" rozpowszechniamy czy nasz klient rozpowszechnia?
Kilka razy w roku zdaża nam się takie zlecenie gdzie więcej pytań niż odpowiedzi. Zazwyczaj na nasze pytanie czy ktoś ma pozwolenie - tu ludzie miękną i telefony milkną. W tym przypadku tak jednak nie było.