D
Dobromir
Użytkownik
- Dołączył
- 04.2009
- Odpowiedzi
- 76
Witajcie,
Pierwszy raz mam taki przypadek, stąd nie do końca jestem pewien, jak powinienem to rozegrać. Ale ad rem...
Problem polega na tym, że ceny kart graficznych zamiast zwyczajowo pójść w dół z czasem, poszły mocno w górę i karta o parametrach zbliżonych do moich kosztuje obecnie ok. 1000 PLN więcej.
Mam dziwne podejrzenie (ale żadnych dowodów), że albo uszkodzili tę kartę w trakcie trzymania komputera u siebie, albo karta poszła jako podzespół do wymiany w innym kompie.
Pytałem Miejskiego Rzecznika Praw Konsumenta, który potwierdza, że powyższe kroki wykonałem poprawnie. Niestety, odpowiedź "co dalej" dostanę po złożeniu pisemnego wniosku, a termin jego rozpatrzenia to 3 miesiące. Nie mam, niestety, tyle czasu, by czekać, muszę mieć działający komputer z powrotem. Stąd pytania do Was:
Z góry dziękuję za pomoc. Jestem nieźle zdołowany - brak kompa przez 1,5 miesiąca, zawalone pewne tematy (rodzinne i nie tylko) związane z brakiem narzędzia do pracy, a teraz jeszcze chcą mnie wydymać...
Pierwszy raz mam taki przypadek, stąd nie do końca jestem pewien, jak powinienem to rozegrać. Ale ad rem...
- Mam status konsumenta - żeby nie było wątpliwości.

- Robię aktualizację BIOSu płyty głównej. Aktualizacja nieudana, komputer nie wstaje. Sprawdzam temat w sieci, okazuje się, że nie jestem sam (wielu użytkowników zgłaszało podobny problem), a producent jest świadomy tematu.
- Zgłaszam reklamację na płytę główną przez system reklamacyjny sklepu komputerowego. System z automatu ustawia to jako z tytułu gwarancji, w wiadomości do zgłoszenia proszę o skorygowanie na "z tytułu rękojmi". Żądam naprawy lub wymiany PŁYTY GŁÓWNEJ.
- Sklep ustawia "rękojmię" i każe przesłać płytę główną.
- Dopytuję, czy mam przesyłać samą płytę główną (minęło blisko 1,5 roku od zakupu, brak pudełka i zabezpieczeń, do tego dochodzi konieczność "rozebrania" wszystkich podzespołów) czy może będzie bezpieczniej przesłać całą obudowę z płytą - zwłaszcza, że łatwiej będzie im zrobić test.
- Sklep potwierdza, żeby przesłać całą jednostkę dla bezpieczeństwa. Zamykają jednocześnie zgłoszenie na płytę główną i otwierają nowe na cały komputer (!).
- Komputer wysłany.
- Po odebraniu komputera sklep przeprowadza jego test i wpisuje w system diagnozę: "uszkodzona płyta główna".
- Po 2 tygodniach bez odzewu uznaję, że reklamacja uznana. Pytam, kiedy odeślą komputer. Odpisują, że właśnie zamówili nową płytę - będzie wymiana.
- Kilka dni później dostaję potwierdzenie, że nowa płyta przyszła, zamontowali, zrobili test komputera i stwierdzili uszkodzoną KARTĘ GRAFICZNĄ. Tymczasem przed wysyłką karta idealnie działała nawet pod dużym obciążeniem (zajmuję się grafiką i montażem wideo).
- Sklep rzekomo wysyła kartę graficzną do zewnętrznego serwisu i po paru dniach dowiaduję się, że karta uszkodzona i zwrócą mi pieniądze lub mogę za jej równowartość (i dopłatę) kupić nową kartę w sklepie, nawet dadzą jakiś rabat (nie dopytywałem jaki, bo czuję, że chcą się wykpić).
- Odpisuję, że to mnie nie interesuje - chcę naprawy lub wymiany na nową (niekoniecznie ten sam model, bo mam świadomość, że nie ma go już w sprzedaży - byle nie miała gorszych parametrów od tej rzekomo uszkodzonej).
- Sklep powołuje się na art. 561 § 3 kc (nadmierne koszty naprawy / wymiany). Upierają się, że oddadzą pieniądze.
- Zwracam uwagę, że w żadnym momencie nie reklamowałem karty i mają mi ją oddać wraz całym komputerem. Odpisują, że skoro przesłałem cały komputer to reklamowałem cały komputer.
- Otrzymuję fakturę korygującą, chyba puszczą przelew z kasą (?).
- Wezwałem ich (najpierw przez system, także listem poleconym ZPO) do zwrotu komputera i tej rzekomo uszkodzonej karty.
Problem polega na tym, że ceny kart graficznych zamiast zwyczajowo pójść w dół z czasem, poszły mocno w górę i karta o parametrach zbliżonych do moich kosztuje obecnie ok. 1000 PLN więcej.
Mam dziwne podejrzenie (ale żadnych dowodów), że albo uszkodzili tę kartę w trakcie trzymania komputera u siebie, albo karta poszła jako podzespół do wymiany w innym kompie.
Pytałem Miejskiego Rzecznika Praw Konsumenta, który potwierdza, że powyższe kroki wykonałem poprawnie. Niestety, odpowiedź "co dalej" dostanę po złożeniu pisemnego wniosku, a termin jego rozpatrzenia to 3 miesiące. Nie mam, niestety, tyle czasu, by czekać, muszę mieć działający komputer z powrotem. Stąd pytania do Was:
- Jeśli sklep jednak przeleje mi kasę, czy powinienem ją zatrzymać czy odesłać z komentarzem, że nie akceptuję tego rozwiązania?
- Jeśli sklep nie wyda mi mojej karty (której nie reklamowałem, a oni to zrobili niejako w moim imieniu, bez jakiejkolwiek konsultacji ze mną) to jakie dalsze kroki podjąć? Kupić kartę o zbliżonych parametrach i pozwać ich o zapłatę (całej kwoty lub różnicy między tym, co oddadzą, a ceną nowej karty)?
Z góry dziękuję za pomoc. Jestem nieźle zdołowany - brak kompa przez 1,5 miesiąca, zawalone pewne tematy (rodzinne i nie tylko) związane z brakiem narzędzia do pracy, a teraz jeszcze chcą mnie wydymać...