G
GregoryKRK
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2015
- Odpowiedzi
- 8
Witam,
Mam ciekawą sprawę, którą chciałbym aby specjaliści z tego forum skomentowali zanim zacznę przystąpienie do jakichkolwiek działań prawnych.
Tak wiem, że jest wiele podobnych tematów ale każda sprawa jest trochę indywidualna.
---------------
Zakupiłem wraz z konkubiną (współwłaścicielka) samochód marki Fiat Grande Punto, rocznik 2007 od dwójki młodych ludzi (prawdopodobnie narzeczeństwo, oboje współwłaściciele pojazdu) - nazwijmy ich Wiktor i Monika.
Dzień zakupu: 11.06.2014
Kwota: 15,000 zł / 13,000 zł na umowie (tutaj pierwszy zgrzyt, gdyż Monika (współwłaścicielka) powiedziała żeby wpisać kwotę niższą o 2 tyś zł. Niestety zgodziłem się na takie rozwiązanie pod presją sprzedających, gdyż żadna to oszczędność na podatku (30 albo 60 zł, czyli nic) ).
- Zapłacone 10 tyś zł gotówką, 5 tyś zł przelewem.
- W umowie dopisałem, że jest zniszczona tapicerka lewego fotela (duże przebarwienia, trochę pracy z mojej strony i prawie nie ma śladu)
- Niestety nie znałem się na samochodach i w sumie nadal się słabo znam, ale wnętrze samochodu zadbane, lekkie obicie przy zderzaku, normalne sprawy użytkowe. Moim błędem było nie pojechanie na sprawdzenie samochodu w żadnym serwisie i tu zaczyna się gehenna.
1. Po kilku dniach pojechałem z samochodem na przegląd i co się okazuje? Samochód był mocno rozbity. Połamane plastiki wewnątrz, podłużnica (nie mam pojęcia co to) przecięta i zespawana jeszcze raz, miska olejowa spawana, lekkie wycieki na silniku. ALE serwis Norauto w Krakowie powiedział: "Panie, ludzie dwoma zespawanymi jeżdżą, nie jest źle, trochę rzeczy do poprawki i będzie dobrze". Samochód sprawny w 95%! Jako, że to pierwszy samochód konkubiny - myślę, spoko, coś się stanie - bardzo płakać nie będziemy, rzeczy naprawimy. Zakładałem i tak włożenie kilku tysięcy złotych w naprawy.
Wiktor i Monika twierdzili, że samochód jest w pełni sprawny i że nie był rozbity. Sprzedają bo wyjeżdżają z kraju.
2. Mijają miesiące samochód jeździ i pierwszy zgrzyt - przy zatankowaniu do pełna - śmierdzi w samochodzie benzyną, a pod samochodem kałuża benzyny. Norauto zdiagnozowało usterkę, że jest brak uszczelki od góry w baku. Wymiana około 100 - 150 zł. Niestety problem nie został rozwiązany. Powiedzieli, że pewno bak jest strzelony gdzieś u góry, trzeba demontować wszystko, my się nie podejmiemy. OK - rozwiązanie - nie tankować do pełna, tylko 1/2 - 3/4 baku - żaden problem, stacji benzynowych w kraju nie brakuje.
Kolejne miesiące płynęły w miarę spokojnie. Zakupione do samochodu nowe opony. Wszystko jest dobrze. Jeździ do przodu i do tyłu, czasem skręca jak chcę.
W zimie kolejny zgrzyt - akumulator padł plus regeneracja alternatora (?) chyba (?) coś z bendiksem związane (?) - no cóż, to z akumulatorem 600 zł nie moje. OK - normalne koszty użytkowania. Zdarza się.
3. Przyszedł czas na przegląd techniczny - w stacji diagnostycznej - "wszystko ok Panie, trochę ze skrzyni się 'poci', ale to malutko, warto się przyjrzeć w przyszłości.
4. Powrót do Norauto i mówię, że skrzynia się poci - co oni o tym myślą. Diagnoza - o Panie, cała skrzynia do roboty, nie że się poci tylko się leje. My się nie podejmiemy.
5. ASO Fiata w Krakowie (okolice Kwietnia/Maja 2015) - zajeżdżam z dwoma usterkami (skrzynia i bak) i rozpętało się piekło:
- skrzynia - do wyciągnięcia, połatania, dużo naprawy
- z silnika się leje - do łatania, naprawy
- bak - pompa paliwa nie ma uszczelki, zalało całą halę mechaników (trochę się z tego śmiałem bo mi nie chcieli uwierzyć i mi wmawiali że nie umiem tankować, takie małe radości)
- rozrząd do wymiany, bo lało się z silnika na niego, nie wiadomo co zastaniemy w środku
- brak masy uszczelek
- coś nie tak ze sprzęgłem * tu obawiam się że ASO zawiniło, gdyż oddali samochód ze sprzęgłem wbitym w podłogę, musiałem się dwie godziny wykłócać grożąc zgłoszeniem do centrali Fiata etc. etc. naprawili na swój koszt. Ponoć odsprzęglik (?) i się zużywa i tak się stało, że się zużył u mechaników z ASO...
- plus tradycyjne wymiany filtrów, olejów, diagnostyka etc.
- "Panie nie ma pan klocków hamulcowych, znaczy są, ale tak jakby ich nie było. To samo tarcze". Mechaniczne heheszki.
Całość około 2000 zł (moje zdziwienie, bo prawie wszystko prócz klocków i tarcz na oryginalnych częściach, faktura miała 34 pozycje)
W tym momencie zaczynam się denerwować. Rozumiem, że samochód był rozbity, ale tak kłamać w żywe oczy żeby się tylko go pozbyć? Pewno i tak bym się nad nim zastanowił, tylko wiedziałbym ile rzeczy na raz trzeba zrobić...
Ale ok, mijają miesiące do połowy Sierpnia i do wielkich upałów.
Została nabita klimatyzacja, konkubina zgłasza problem przy maksymalnym obciążeniu klimatyzacji: mokro przy fotelu kierowcy, coś jest nie tak.
Wizyta w Norauto - przeczyszczone kanaliki. Mówią, że będzie git - 50 zł
Konubina zgłasza: Teraz sie leje cały czas.
Wizyta w Norauto - O PANIE tutaj nagrzewnica strzelona, łatana plastikami i klejem do szyb (autentyk!) się leje z niej. Trzeba całą deskę demontować, zgadnijcie co? nie podejmiemy się.
Telefon do ASO Fiata - O PANIE, 3000 zł. Dziękuje.
Zacząłem się żalić do znajomego, że przegrane życie z tym samochodem, a on, że ma dobrego ziomeczka od serca w dawnym serwisie Fiata. Telefon, telefon, samochód zostawiony dzisiaj i:
Ziomeczek w krótkich, szczerych żołnierskich słowach - wymiana nagrzewnicy nie wymaga demontażu w Grande deski (wygrana!), ale ale - to nie nagrzewnica, to obudowa (a raczej jej brak) klimatyzacji - stąd sie wszystko leje, trzeba rozbierać wszystko, policzymy, żeby było dobrze (przegrana). Dodatkowo wyszło że pedał hamulca jest złączony na zip locki (takie plastikowe samozaciskowe patyczki), że się złamał przy uderzeniu etc. Będziemy rozbierać i robić. Tak jak to piszę, czekam na telefon od nich, gdy w pocie czoła walczą z moim samochodem. Trzeba posprawdzać co tam jest jeszcze połamane, co trzeba wymienić, jest źle. Dzisiaj 20.08.2015
Samochód dodatkowo miał szkodę parkingową (został uderzony hakiem na parkingu, sprawa zgłoszona na policję, mimo kamer sprawcy nie ustalono. Umorzone, zgłoszenie do ubezpieczyciela wycofane - dlatego, że kupiłem kolejny samochód - tym razem od rodziny, więc jeszcze gorzej, na razie jest wszystko ok, ale nie mogę sobie pozwolić na skok składek - z czym by się wiązała likwidacja szkody przez ubezpieczyciela) Szkoda naprawiona we własnym zakresie - 300 zł, ubezpieczyciel chciał wypłacić 1200 zł.
Samochód miał przejechane około 18,000 km od momentu kupna. Stan początkowy licznika 78 tyś, obecnie jakieś 96 tyś. Brak danych w umowie o stanie licznika.
I moi drodzy spece od prawa cywilnego. Zaznajomiłem się z artykułami odnośnie rękojmi (tak mam kodeks - wygrana), ale jestem debilem (przegrana) i nie do końca rozumiem jak można to zastosować i ugryźć.
Część ciekawa tego pytania:
a) Jak powinno wyglądać takie pismo wysłane (za potwierdzeniem odbioru) do obu byłych współwłaścicieli? Czy mogę żądać jakiejś konkretnej kwoty, czy muszę zgłosić że samochód posiadał wady ukryte lub zatajone (w tym wypadku informacja o całkowitym rozbiciu). Nie powiem jest mi przykro z tego powodu, że zostałem tak oszukany przez dwójkę młodych ludzi. Gdy ja sprzedawałem swoje samochody wszystko było jasne i klarowne (co prawda to były kwoty 1500 zł i 3500 zł, ale jak gość wyjechał ode mnie i po 30 minutach dzwoni, że eksplodowała uszczelka pod głowicą, to zerwaliśmy umowę i zwróciłem pieniądze plus za zatankowane paliwo). Samochód ma wartość zgodnie z ubezpieczeniem AC około 12,500 zł. Rozumiem, że pierwsza poważna naprawa - ta za 2000 zł nie mogę rościć sobie żadnych żądań do niej, gdyż została usunięta przeze mnie już w okolicach maja? (na wszystko posiadam odpowiednie rachunki)
b) jeżeli oboje współwłaścicieli jest za granicą (nie wiem, adres zamieszkania był inny niż z dowodów) powinienem wysłać pisma na adresy zameldowania z umowy? Czy doręczenie będzie skuteczne jak odbiorą np rodzice Wiktora i Moniki? Czy jak nikt nie odbierze tych listów to sprawa do kosza?
c) Zostałem wprowadzony w błąd przez Wiktora: - samochód miał być bez wcześniejszych uszkodzeń - kłamstwo, miał mieć nowy rozrząd przy 77 000 km - kłamstwo, jedyny dowód od Wiktora to nalepka pod maską - co ciekawe, maska w Grande Punto jest z samochodu z silnikiem diesla (mój jest benzynowy), bo posiada dodatkowe wytłumienie (ASO mnie uświadomiło, całe życie się człowiek uczy). Prawdopodobnie wszystko to było w złej wierze. Co ciekawe - dzień po podpisaniu umowy połapałem się, że trzeba wpisać na umowę konkubinę, aby była współwłaścicielem. Poprosiłem o spotkanie i otworzył mi Wiktor cały spocony i przerażony razem z dwoma kolegami - fajnymi karkami. Jak okazało się, że chodzi o dopisanie do umowy - wszystko super i buziak na do widzenia. Jak to się ma do przepisów o rękojmię ?
d) Czy warto angażować jakichś prawników / radcę prawnego etc na tym etapie? Mam w rodzinie dwóch kuzynów, z tego nie wiem czy jeden dalej siedzi w tym przemyśle, a drugi ma wystarczająco dużo na głowie, żebym mu jeszcze bezpodstawnie głowę zawracał. Dodatkowo z rodziną to dobrze tylko na zdjęciach się wychodzi.
e) Kraków to taka lekko większa wieś i kiedy opłacałem podatek w US wpłatę ode mnie przyjęła MATKA WIKTORA (!) zapytałem ją również wtedy czy wszystko jest ok z samochodem, na co ona stwierdziła, że tak. Czy może mieć ona i ja jakiekolwiek problemy z faktu niższej kwoty na umowie, niż faktycznie została przekazana sprzedającym? myślę, że była świadoma faktu kwoty za samochód, gdyż cena ustalana była w obecności rodziców Moniki oraz Wiktora między mną a Wiktorem.
f) Czy jak dostanę informację o tym co jest zepsute i jakie są tego koszty czy powinienem rozpocząć naprawę na własną (serwisu) rękę? Czy muszę pobrać jakieś oświadczenie od nich, że samochód ma uszkodzone to i to i jest źle?
Nie byłem świadomy kupna rozbitego samochodu i poskładanego u Pana Mietka w warsztacie, zostałem wprowadzony w błąd a wiele informacji zostało zatajone przed moją osobą. Faktem jest że samochodu nie sprawdziłem w żadnym serwisie, a posiłkowałem się jedynie własną, ograniczoną wiedzą. Samochód z zewnątrz był ok, wewnątrz jeszcze lepiej. Norauto nie wykryło problemu z hamulcem, problem z klimatyzacją i nagrzewnicą wyszedł dopiero podczas wielkich upałów. Ogólnie jestem zadowolony z samochodu. Jestem bardzo zły na nieuczciwych sprzedawców.
Umowa ma jeden zapis który mnie niepokoi:
Kupujący oświadcza że stan techniczny pojazdu jest mu znany Nie był mi znany fakt bycia rozbitym. Wiktor i Monika zaręczali, że nie wymaga wkładu finansowego.
Przepraszam w wypadku pominięcia jakichkolwiek ważnych elementów. Proszę piszcie a na pewno odpowiem.
Co chciałbym osiągnąć:
Opcja 1 (zwycięstwo totalne): Dostaję zwrot za to co włożyłem (obecnie prawie 3000 zł, alternator, akumulator, skrzynia, silnik, bak etc.) + za to co będę musiał włożyć (kwota nawet do 5000 zł), zatrzymuję samochód. Monika i Wiktor cierpią za bycie nieuczciwymi osobami. W dalekiej przyszłości idą do piekła.
Opcja 2 (zwycięstwo realne): Dostaję zwrot za to co będę musiał włożyć teraz (hamulec plus klimatyzacja plus inne rzeczy które wyjdą - kwota nawet do 5000 zł). Monika i Wiktor idą do piekła
Opcja 3 (słaba): dostaję 13 000 zł za zakupiony samochód (po roku i 2 miesiącach czy to realne? czy ta kwota będzie pomniejszona o użytkowanie, czy sie wyrówna z rzeczami już włożonymi?. Samochód wraca do Wiktora i Moniki - ja szukam nowego. Dostaję paranoi przed zakupem i po rocznych poszukiwaniach kupuję z salonu. Salon mnie oszukał i dają mi rozbity samochód znowu.
Opcja 4 (najgorzej) - nic się nie da zrobić, daje se siana i nie męcz ludzi bo płacisz za własną głupotę.
Opcja 5 (lipa ale dam radę) - jak chciałbym go sprzedać - rozumiem, że najlepiej w umowie raz wyłączyć rękojmię, dwa spisać co jest nie tak, że samochód bity, że robione to i to, że do roboty jest jeszcze to i to? W końcu są entuzjaści którzy kupili ode mnie samochód z eksplodującą głowicą, która mogła zabić całą rodzinę kupującego plus ludzi postronnych, a ziomeczek bdb od serca mówił że on to zrobi sam, ale 200 zł muszę spuścić na części (i przybił piątkę!)
Mam ciekawą sprawę, którą chciałbym aby specjaliści z tego forum skomentowali zanim zacznę przystąpienie do jakichkolwiek działań prawnych.
Tak wiem, że jest wiele podobnych tematów ale każda sprawa jest trochę indywidualna.
---------------
Zakupiłem wraz z konkubiną (współwłaścicielka) samochód marki Fiat Grande Punto, rocznik 2007 od dwójki młodych ludzi (prawdopodobnie narzeczeństwo, oboje współwłaściciele pojazdu) - nazwijmy ich Wiktor i Monika.
Dzień zakupu: 11.06.2014
Kwota: 15,000 zł / 13,000 zł na umowie (tutaj pierwszy zgrzyt, gdyż Monika (współwłaścicielka) powiedziała żeby wpisać kwotę niższą o 2 tyś zł. Niestety zgodziłem się na takie rozwiązanie pod presją sprzedających, gdyż żadna to oszczędność na podatku (30 albo 60 zł, czyli nic) ).
- Zapłacone 10 tyś zł gotówką, 5 tyś zł przelewem.
- W umowie dopisałem, że jest zniszczona tapicerka lewego fotela (duże przebarwienia, trochę pracy z mojej strony i prawie nie ma śladu)
- Niestety nie znałem się na samochodach i w sumie nadal się słabo znam, ale wnętrze samochodu zadbane, lekkie obicie przy zderzaku, normalne sprawy użytkowe. Moim błędem było nie pojechanie na sprawdzenie samochodu w żadnym serwisie i tu zaczyna się gehenna.
1. Po kilku dniach pojechałem z samochodem na przegląd i co się okazuje? Samochód był mocno rozbity. Połamane plastiki wewnątrz, podłużnica (nie mam pojęcia co to) przecięta i zespawana jeszcze raz, miska olejowa spawana, lekkie wycieki na silniku. ALE serwis Norauto w Krakowie powiedział: "Panie, ludzie dwoma zespawanymi jeżdżą, nie jest źle, trochę rzeczy do poprawki i będzie dobrze". Samochód sprawny w 95%! Jako, że to pierwszy samochód konkubiny - myślę, spoko, coś się stanie - bardzo płakać nie będziemy, rzeczy naprawimy. Zakładałem i tak włożenie kilku tysięcy złotych w naprawy.
Wiktor i Monika twierdzili, że samochód jest w pełni sprawny i że nie był rozbity. Sprzedają bo wyjeżdżają z kraju.
2. Mijają miesiące samochód jeździ i pierwszy zgrzyt - przy zatankowaniu do pełna - śmierdzi w samochodzie benzyną, a pod samochodem kałuża benzyny. Norauto zdiagnozowało usterkę, że jest brak uszczelki od góry w baku. Wymiana około 100 - 150 zł. Niestety problem nie został rozwiązany. Powiedzieli, że pewno bak jest strzelony gdzieś u góry, trzeba demontować wszystko, my się nie podejmiemy. OK - rozwiązanie - nie tankować do pełna, tylko 1/2 - 3/4 baku - żaden problem, stacji benzynowych w kraju nie brakuje.
Kolejne miesiące płynęły w miarę spokojnie. Zakupione do samochodu nowe opony. Wszystko jest dobrze. Jeździ do przodu i do tyłu, czasem skręca jak chcę.
W zimie kolejny zgrzyt - akumulator padł plus regeneracja alternatora (?) chyba (?) coś z bendiksem związane (?) - no cóż, to z akumulatorem 600 zł nie moje. OK - normalne koszty użytkowania. Zdarza się.
3. Przyszedł czas na przegląd techniczny - w stacji diagnostycznej - "wszystko ok Panie, trochę ze skrzyni się 'poci', ale to malutko, warto się przyjrzeć w przyszłości.
4. Powrót do Norauto i mówię, że skrzynia się poci - co oni o tym myślą. Diagnoza - o Panie, cała skrzynia do roboty, nie że się poci tylko się leje. My się nie podejmiemy.
5. ASO Fiata w Krakowie (okolice Kwietnia/Maja 2015) - zajeżdżam z dwoma usterkami (skrzynia i bak) i rozpętało się piekło:
- skrzynia - do wyciągnięcia, połatania, dużo naprawy
- z silnika się leje - do łatania, naprawy
- bak - pompa paliwa nie ma uszczelki, zalało całą halę mechaników (trochę się z tego śmiałem bo mi nie chcieli uwierzyć i mi wmawiali że nie umiem tankować, takie małe radości)
- rozrząd do wymiany, bo lało się z silnika na niego, nie wiadomo co zastaniemy w środku
- brak masy uszczelek
- coś nie tak ze sprzęgłem * tu obawiam się że ASO zawiniło, gdyż oddali samochód ze sprzęgłem wbitym w podłogę, musiałem się dwie godziny wykłócać grożąc zgłoszeniem do centrali Fiata etc. etc. naprawili na swój koszt. Ponoć odsprzęglik (?) i się zużywa i tak się stało, że się zużył u mechaników z ASO...
- plus tradycyjne wymiany filtrów, olejów, diagnostyka etc.
- "Panie nie ma pan klocków hamulcowych, znaczy są, ale tak jakby ich nie było. To samo tarcze". Mechaniczne heheszki.
Całość około 2000 zł (moje zdziwienie, bo prawie wszystko prócz klocków i tarcz na oryginalnych częściach, faktura miała 34 pozycje)
W tym momencie zaczynam się denerwować. Rozumiem, że samochód był rozbity, ale tak kłamać w żywe oczy żeby się tylko go pozbyć? Pewno i tak bym się nad nim zastanowił, tylko wiedziałbym ile rzeczy na raz trzeba zrobić...
Ale ok, mijają miesiące do połowy Sierpnia i do wielkich upałów.
Została nabita klimatyzacja, konkubina zgłasza problem przy maksymalnym obciążeniu klimatyzacji: mokro przy fotelu kierowcy, coś jest nie tak.
Wizyta w Norauto - przeczyszczone kanaliki. Mówią, że będzie git - 50 zł
Konubina zgłasza: Teraz sie leje cały czas.
Wizyta w Norauto - O PANIE tutaj nagrzewnica strzelona, łatana plastikami i klejem do szyb (autentyk!) się leje z niej. Trzeba całą deskę demontować, zgadnijcie co? nie podejmiemy się.
Telefon do ASO Fiata - O PANIE, 3000 zł. Dziękuje.
Zacząłem się żalić do znajomego, że przegrane życie z tym samochodem, a on, że ma dobrego ziomeczka od serca w dawnym serwisie Fiata. Telefon, telefon, samochód zostawiony dzisiaj i:
Ziomeczek w krótkich, szczerych żołnierskich słowach - wymiana nagrzewnicy nie wymaga demontażu w Grande deski (wygrana!), ale ale - to nie nagrzewnica, to obudowa (a raczej jej brak) klimatyzacji - stąd sie wszystko leje, trzeba rozbierać wszystko, policzymy, żeby było dobrze (przegrana). Dodatkowo wyszło że pedał hamulca jest złączony na zip locki (takie plastikowe samozaciskowe patyczki), że się złamał przy uderzeniu etc. Będziemy rozbierać i robić. Tak jak to piszę, czekam na telefon od nich, gdy w pocie czoła walczą z moim samochodem. Trzeba posprawdzać co tam jest jeszcze połamane, co trzeba wymienić, jest źle. Dzisiaj 20.08.2015
Samochód dodatkowo miał szkodę parkingową (został uderzony hakiem na parkingu, sprawa zgłoszona na policję, mimo kamer sprawcy nie ustalono. Umorzone, zgłoszenie do ubezpieczyciela wycofane - dlatego, że kupiłem kolejny samochód - tym razem od rodziny, więc jeszcze gorzej, na razie jest wszystko ok, ale nie mogę sobie pozwolić na skok składek - z czym by się wiązała likwidacja szkody przez ubezpieczyciela) Szkoda naprawiona we własnym zakresie - 300 zł, ubezpieczyciel chciał wypłacić 1200 zł.
Samochód miał przejechane około 18,000 km od momentu kupna. Stan początkowy licznika 78 tyś, obecnie jakieś 96 tyś. Brak danych w umowie o stanie licznika.
I moi drodzy spece od prawa cywilnego. Zaznajomiłem się z artykułami odnośnie rękojmi (tak mam kodeks - wygrana), ale jestem debilem (przegrana) i nie do końca rozumiem jak można to zastosować i ugryźć.
Część ciekawa tego pytania:
a) Jak powinno wyglądać takie pismo wysłane (za potwierdzeniem odbioru) do obu byłych współwłaścicieli? Czy mogę żądać jakiejś konkretnej kwoty, czy muszę zgłosić że samochód posiadał wady ukryte lub zatajone (w tym wypadku informacja o całkowitym rozbiciu). Nie powiem jest mi przykro z tego powodu, że zostałem tak oszukany przez dwójkę młodych ludzi. Gdy ja sprzedawałem swoje samochody wszystko było jasne i klarowne (co prawda to były kwoty 1500 zł i 3500 zł, ale jak gość wyjechał ode mnie i po 30 minutach dzwoni, że eksplodowała uszczelka pod głowicą, to zerwaliśmy umowę i zwróciłem pieniądze plus za zatankowane paliwo). Samochód ma wartość zgodnie z ubezpieczeniem AC około 12,500 zł. Rozumiem, że pierwsza poważna naprawa - ta za 2000 zł nie mogę rościć sobie żadnych żądań do niej, gdyż została usunięta przeze mnie już w okolicach maja? (na wszystko posiadam odpowiednie rachunki)
b) jeżeli oboje współwłaścicieli jest za granicą (nie wiem, adres zamieszkania był inny niż z dowodów) powinienem wysłać pisma na adresy zameldowania z umowy? Czy doręczenie będzie skuteczne jak odbiorą np rodzice Wiktora i Moniki? Czy jak nikt nie odbierze tych listów to sprawa do kosza?
c) Zostałem wprowadzony w błąd przez Wiktora: - samochód miał być bez wcześniejszych uszkodzeń - kłamstwo, miał mieć nowy rozrząd przy 77 000 km - kłamstwo, jedyny dowód od Wiktora to nalepka pod maską - co ciekawe, maska w Grande Punto jest z samochodu z silnikiem diesla (mój jest benzynowy), bo posiada dodatkowe wytłumienie (ASO mnie uświadomiło, całe życie się człowiek uczy). Prawdopodobnie wszystko to było w złej wierze. Co ciekawe - dzień po podpisaniu umowy połapałem się, że trzeba wpisać na umowę konkubinę, aby była współwłaścicielem. Poprosiłem o spotkanie i otworzył mi Wiktor cały spocony i przerażony razem z dwoma kolegami - fajnymi karkami. Jak okazało się, że chodzi o dopisanie do umowy - wszystko super i buziak na do widzenia. Jak to się ma do przepisów o rękojmię ?
d) Czy warto angażować jakichś prawników / radcę prawnego etc na tym etapie? Mam w rodzinie dwóch kuzynów, z tego nie wiem czy jeden dalej siedzi w tym przemyśle, a drugi ma wystarczająco dużo na głowie, żebym mu jeszcze bezpodstawnie głowę zawracał. Dodatkowo z rodziną to dobrze tylko na zdjęciach się wychodzi.
e) Kraków to taka lekko większa wieś i kiedy opłacałem podatek w US wpłatę ode mnie przyjęła MATKA WIKTORA (!) zapytałem ją również wtedy czy wszystko jest ok z samochodem, na co ona stwierdziła, że tak. Czy może mieć ona i ja jakiekolwiek problemy z faktu niższej kwoty na umowie, niż faktycznie została przekazana sprzedającym? myślę, że była świadoma faktu kwoty za samochód, gdyż cena ustalana była w obecności rodziców Moniki oraz Wiktora między mną a Wiktorem.
f) Czy jak dostanę informację o tym co jest zepsute i jakie są tego koszty czy powinienem rozpocząć naprawę na własną (serwisu) rękę? Czy muszę pobrać jakieś oświadczenie od nich, że samochód ma uszkodzone to i to i jest źle?
Nie byłem świadomy kupna rozbitego samochodu i poskładanego u Pana Mietka w warsztacie, zostałem wprowadzony w błąd a wiele informacji zostało zatajone przed moją osobą. Faktem jest że samochodu nie sprawdziłem w żadnym serwisie, a posiłkowałem się jedynie własną, ograniczoną wiedzą. Samochód z zewnątrz był ok, wewnątrz jeszcze lepiej. Norauto nie wykryło problemu z hamulcem, problem z klimatyzacją i nagrzewnicą wyszedł dopiero podczas wielkich upałów. Ogólnie jestem zadowolony z samochodu. Jestem bardzo zły na nieuczciwych sprzedawców.
Umowa ma jeden zapis który mnie niepokoi:
Kupujący oświadcza że stan techniczny pojazdu jest mu znany Nie był mi znany fakt bycia rozbitym. Wiktor i Monika zaręczali, że nie wymaga wkładu finansowego.
Przepraszam w wypadku pominięcia jakichkolwiek ważnych elementów. Proszę piszcie a na pewno odpowiem.
Co chciałbym osiągnąć:
Opcja 1 (zwycięstwo totalne): Dostaję zwrot za to co włożyłem (obecnie prawie 3000 zł, alternator, akumulator, skrzynia, silnik, bak etc.) + za to co będę musiał włożyć (kwota nawet do 5000 zł), zatrzymuję samochód. Monika i Wiktor cierpią za bycie nieuczciwymi osobami. W dalekiej przyszłości idą do piekła.
Opcja 2 (zwycięstwo realne): Dostaję zwrot za to co będę musiał włożyć teraz (hamulec plus klimatyzacja plus inne rzeczy które wyjdą - kwota nawet do 5000 zł). Monika i Wiktor idą do piekła
Opcja 3 (słaba): dostaję 13 000 zł za zakupiony samochód (po roku i 2 miesiącach czy to realne? czy ta kwota będzie pomniejszona o użytkowanie, czy sie wyrówna z rzeczami już włożonymi?. Samochód wraca do Wiktora i Moniki - ja szukam nowego. Dostaję paranoi przed zakupem i po rocznych poszukiwaniach kupuję z salonu. Salon mnie oszukał i dają mi rozbity samochód znowu.
Opcja 4 (najgorzej) - nic się nie da zrobić, daje se siana i nie męcz ludzi bo płacisz za własną głupotę.
Opcja 5 (lipa ale dam radę) - jak chciałbym go sprzedać - rozumiem, że najlepiej w umowie raz wyłączyć rękojmię, dwa spisać co jest nie tak, że samochód bity, że robione to i to, że do roboty jest jeszcze to i to? W końcu są entuzjaści którzy kupili ode mnie samochód z eksplodującą głowicą, która mogła zabić całą rodzinę kupującego plus ludzi postronnych, a ziomeczek bdb od serca mówił że on to zrobi sam, ale 200 zł muszę spuścić na części (i przybił piątkę!)
Ostatnia edycja: