Rękojmia - zakupiony nieświadomie rozbity samochód

  • Autor wątku Autor wątku GregoryKRK
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
G

GregoryKRK

Nowy użytkownik
Dołączył
08.2015
Odpowiedzi
8
Witam,

Mam ciekawą sprawę, którą chciałbym aby specjaliści z tego forum skomentowali zanim zacznę przystąpienie do jakichkolwiek działań prawnych.
Tak wiem, że jest wiele podobnych tematów ale każda sprawa jest trochę indywidualna.

---------------
Zakupiłem wraz z konkubiną (współwłaścicielka) samochód marki Fiat Grande Punto, rocznik 2007 od dwójki młodych ludzi (prawdopodobnie narzeczeństwo, oboje współwłaściciele pojazdu) - nazwijmy ich Wiktor i Monika.

Dzień zakupu: 11.06.2014

Kwota: 15,000 zł / 13,000 zł na umowie (tutaj pierwszy zgrzyt, gdyż Monika (współwłaścicielka) powiedziała żeby wpisać kwotę niższą o 2 tyś zł. Niestety zgodziłem się na takie rozwiązanie pod presją sprzedających, gdyż żadna to oszczędność na podatku (30 albo 60 zł, czyli nic) ).
- Zapłacone 10 tyś zł gotówką, 5 tyś zł przelewem.
- W umowie dopisałem, że jest zniszczona tapicerka lewego fotela (duże przebarwienia, trochę pracy z mojej strony i prawie nie ma śladu)
- Niestety nie znałem się na samochodach i w sumie nadal się słabo znam, ale wnętrze samochodu zadbane, lekkie obicie przy zderzaku, normalne sprawy użytkowe. Moim błędem było nie pojechanie na sprawdzenie samochodu w żadnym serwisie i tu zaczyna się gehenna.

1. Po kilku dniach pojechałem z samochodem na przegląd i co się okazuje? Samochód był mocno rozbity. Połamane plastiki wewnątrz, podłużnica (nie mam pojęcia co to) przecięta i zespawana jeszcze raz, miska olejowa spawana, lekkie wycieki na silniku. ALE serwis Norauto w Krakowie powiedział: "Panie, ludzie dwoma zespawanymi jeżdżą, nie jest źle, trochę rzeczy do poprawki i będzie dobrze". Samochód sprawny w 95%! Jako, że to pierwszy samochód konkubiny - myślę, spoko, coś się stanie - bardzo płakać nie będziemy, rzeczy naprawimy. Zakładałem i tak włożenie kilku tysięcy złotych w naprawy.

Wiktor i Monika twierdzili, że samochód jest w pełni sprawny i że nie był rozbity. Sprzedają bo wyjeżdżają z kraju.

2. Mijają miesiące samochód jeździ i pierwszy zgrzyt - przy zatankowaniu do pełna - śmierdzi w samochodzie benzyną, a pod samochodem kałuża benzyny. Norauto zdiagnozowało usterkę, że jest brak uszczelki od góry w baku. Wymiana około 100 - 150 zł. Niestety problem nie został rozwiązany. Powiedzieli, że pewno bak jest strzelony gdzieś u góry, trzeba demontować wszystko, my się nie podejmiemy. OK - rozwiązanie - nie tankować do pełna, tylko 1/2 - 3/4 baku - żaden problem, stacji benzynowych w kraju nie brakuje.

Kolejne miesiące płynęły w miarę spokojnie. Zakupione do samochodu nowe opony. Wszystko jest dobrze. Jeździ do przodu i do tyłu, czasem skręca jak chcę.

W zimie kolejny zgrzyt - akumulator padł plus regeneracja alternatora (?) chyba (?) coś z bendiksem związane (?) - no cóż, to z akumulatorem 600 zł nie moje. OK - normalne koszty użytkowania. Zdarza się.

3. Przyszedł czas na przegląd techniczny - w stacji diagnostycznej - "wszystko ok Panie, trochę ze skrzyni się 'poci', ale to malutko, warto się przyjrzeć w przyszłości.

4. Powrót do Norauto i mówię, że skrzynia się poci - co oni o tym myślą. Diagnoza - o Panie, cała skrzynia do roboty, nie że się poci tylko się leje. My się nie podejmiemy.

5. ASO Fiata w Krakowie (okolice Kwietnia/Maja 2015) - zajeżdżam z dwoma usterkami (skrzynia i bak) i rozpętało się piekło:
- skrzynia - do wyciągnięcia, połatania, dużo naprawy
- z silnika się leje - do łatania, naprawy
- bak - pompa paliwa nie ma uszczelki, zalało całą halę mechaników (trochę się z tego śmiałem bo mi nie chcieli uwierzyć i mi wmawiali że nie umiem tankować, takie małe radości)
- rozrząd do wymiany, bo lało się z silnika na niego, nie wiadomo co zastaniemy w środku
- brak masy uszczelek
- coś nie tak ze sprzęgłem * tu obawiam się że ASO zawiniło, gdyż oddali samochód ze sprzęgłem wbitym w podłogę, musiałem się dwie godziny wykłócać grożąc zgłoszeniem do centrali Fiata etc. etc. naprawili na swój koszt. Ponoć odsprzęglik (?) i się zużywa i tak się stało, że się zużył u mechaników z ASO...
- plus tradycyjne wymiany filtrów, olejów, diagnostyka etc.
- "Panie nie ma pan klocków hamulcowych, znaczy są, ale tak jakby ich nie było. To samo tarcze". Mechaniczne heheszki.
Całość około 2000 zł (moje zdziwienie, bo prawie wszystko prócz klocków i tarcz na oryginalnych częściach, faktura miała 34 pozycje)

W tym momencie zaczynam się denerwować. Rozumiem, że samochód był rozbity, ale tak kłamać w żywe oczy żeby się tylko go pozbyć? Pewno i tak bym się nad nim zastanowił, tylko wiedziałbym ile rzeczy na raz trzeba zrobić...

Ale ok, mijają miesiące do połowy Sierpnia i do wielkich upałów.
Została nabita klimatyzacja, konkubina zgłasza problem przy maksymalnym obciążeniu klimatyzacji: mokro przy fotelu kierowcy, coś jest nie tak.

Wizyta w Norauto - przeczyszczone kanaliki. Mówią, że będzie git - 50 zł
Konubina zgłasza: Teraz sie leje cały czas.
Wizyta w Norauto - O PANIE tutaj nagrzewnica strzelona, łatana plastikami i klejem do szyb (autentyk!) się leje z niej. Trzeba całą deskę demontować, zgadnijcie co? nie podejmiemy się.

Telefon do ASO Fiata - O PANIE, 3000 zł. Dziękuje.
Zacząłem się żalić do znajomego, że przegrane życie z tym samochodem, a on, że ma dobrego ziomeczka od serca w dawnym serwisie Fiata. Telefon, telefon, samochód zostawiony dzisiaj i:
Ziomeczek w krótkich, szczerych żołnierskich słowach - wymiana nagrzewnicy nie wymaga demontażu w Grande deski (wygrana!), ale ale - to nie nagrzewnica, to obudowa (a raczej jej brak) klimatyzacji - stąd sie wszystko leje, trzeba rozbierać wszystko, policzymy, żeby było dobrze (przegrana). Dodatkowo wyszło że pedał hamulca jest złączony na zip locki (takie plastikowe samozaciskowe patyczki), że się złamał przy uderzeniu etc. Będziemy rozbierać i robić. Tak jak to piszę, czekam na telefon od nich, gdy w pocie czoła walczą z moim samochodem. Trzeba posprawdzać co tam jest jeszcze połamane, co trzeba wymienić, jest źle. Dzisiaj 20.08.2015

Samochód dodatkowo miał szkodę parkingową (został uderzony hakiem na parkingu, sprawa zgłoszona na policję, mimo kamer sprawcy nie ustalono. Umorzone, zgłoszenie do ubezpieczyciela wycofane - dlatego, że kupiłem kolejny samochód - tym razem od rodziny, więc jeszcze gorzej, na razie jest wszystko ok, ale nie mogę sobie pozwolić na skok składek - z czym by się wiązała likwidacja szkody przez ubezpieczyciela) Szkoda naprawiona we własnym zakresie - 300 zł, ubezpieczyciel chciał wypłacić 1200 zł.

Samochód miał przejechane około 18,000 km od momentu kupna. Stan początkowy licznika 78 tyś, obecnie jakieś 96 tyś. Brak danych w umowie o stanie licznika.

I moi drodzy spece od prawa cywilnego. Zaznajomiłem się z artykułami odnośnie rękojmi (tak mam kodeks - wygrana), ale jestem debilem (przegrana) i nie do końca rozumiem jak można to zastosować i ugryźć.

Część ciekawa tego pytania:

a) Jak powinno wyglądać takie pismo wysłane (za potwierdzeniem odbioru) do obu byłych współwłaścicieli? Czy mogę żądać jakiejś konkretnej kwoty, czy muszę zgłosić że samochód posiadał wady ukryte lub zatajone (w tym wypadku informacja o całkowitym rozbiciu). Nie powiem jest mi przykro z tego powodu, że zostałem tak oszukany przez dwójkę młodych ludzi. Gdy ja sprzedawałem swoje samochody wszystko było jasne i klarowne (co prawda to były kwoty 1500 zł i 3500 zł, ale jak gość wyjechał ode mnie i po 30 minutach dzwoni, że eksplodowała uszczelka pod głowicą, to zerwaliśmy umowę i zwróciłem pieniądze plus za zatankowane paliwo). Samochód ma wartość zgodnie z ubezpieczeniem AC około 12,500 zł. Rozumiem, że pierwsza poważna naprawa - ta za 2000 zł nie mogę rościć sobie żadnych żądań do niej, gdyż została usunięta przeze mnie już w okolicach maja? (na wszystko posiadam odpowiednie rachunki)

b) jeżeli oboje współwłaścicieli jest za granicą (nie wiem, adres zamieszkania był inny niż z dowodów) powinienem wysłać pisma na adresy zameldowania z umowy? Czy doręczenie będzie skuteczne jak odbiorą np rodzice Wiktora i Moniki? Czy jak nikt nie odbierze tych listów to sprawa do kosza?

c) Zostałem wprowadzony w błąd przez Wiktora: - samochód miał być bez wcześniejszych uszkodzeń - kłamstwo, miał mieć nowy rozrząd przy 77 000 km - kłamstwo, jedyny dowód od Wiktora to nalepka pod maską - co ciekawe, maska w Grande Punto jest z samochodu z silnikiem diesla (mój jest benzynowy), bo posiada dodatkowe wytłumienie (ASO mnie uświadomiło, całe życie się człowiek uczy). Prawdopodobnie wszystko to było w złej wierze. Co ciekawe - dzień po podpisaniu umowy połapałem się, że trzeba wpisać na umowę konkubinę, aby była współwłaścicielem. Poprosiłem o spotkanie i otworzył mi Wiktor cały spocony i przerażony razem z dwoma kolegami - fajnymi karkami. Jak okazało się, że chodzi o dopisanie do umowy - wszystko super i buziak na do widzenia. Jak to się ma do przepisów o rękojmię ?

d) Czy warto angażować jakichś prawników / radcę prawnego etc na tym etapie? Mam w rodzinie dwóch kuzynów, z tego nie wiem czy jeden dalej siedzi w tym przemyśle, a drugi ma wystarczająco dużo na głowie, żebym mu jeszcze bezpodstawnie głowę zawracał. Dodatkowo z rodziną to dobrze tylko na zdjęciach się wychodzi.

e) Kraków to taka lekko większa wieś i kiedy opłacałem podatek w US wpłatę ode mnie przyjęła MATKA WIKTORA (!) zapytałem ją również wtedy czy wszystko jest ok z samochodem, na co ona stwierdziła, że tak. Czy może mieć ona i ja jakiekolwiek problemy z faktu niższej kwoty na umowie, niż faktycznie została przekazana sprzedającym? myślę, że była świadoma faktu kwoty za samochód, gdyż cena ustalana była w obecności rodziców Moniki oraz Wiktora między mną a Wiktorem.

f) Czy jak dostanę informację o tym co jest zepsute i jakie są tego koszty czy powinienem rozpocząć naprawę na własną (serwisu) rękę? Czy muszę pobrać jakieś oświadczenie od nich, że samochód ma uszkodzone to i to i jest źle?

Nie byłem świadomy kupna rozbitego samochodu i poskładanego u Pana Mietka w warsztacie, zostałem wprowadzony w błąd a wiele informacji zostało zatajone przed moją osobą. Faktem jest że samochodu nie sprawdziłem w żadnym serwisie, a posiłkowałem się jedynie własną, ograniczoną wiedzą. Samochód z zewnątrz był ok, wewnątrz jeszcze lepiej. Norauto nie wykryło problemu z hamulcem, problem z klimatyzacją i nagrzewnicą wyszedł dopiero podczas wielkich upałów. Ogólnie jestem zadowolony z samochodu. Jestem bardzo zły na nieuczciwych sprzedawców.

Umowa ma jeden zapis który mnie niepokoi:
Kupujący oświadcza że stan techniczny pojazdu jest mu znany Nie był mi znany fakt bycia rozbitym. Wiktor i Monika zaręczali, że nie wymaga wkładu finansowego.

Przepraszam w wypadku pominięcia jakichkolwiek ważnych elementów. Proszę piszcie a na pewno odpowiem.

Co chciałbym osiągnąć:

Opcja 1 (zwycięstwo totalne): Dostaję zwrot za to co włożyłem (obecnie prawie 3000 zł, alternator, akumulator, skrzynia, silnik, bak etc.) + za to co będę musiał włożyć (kwota nawet do 5000 zł), zatrzymuję samochód. Monika i Wiktor cierpią za bycie nieuczciwymi osobami. W dalekiej przyszłości idą do piekła.

Opcja 2 (zwycięstwo realne): Dostaję zwrot za to co będę musiał włożyć teraz (hamulec plus klimatyzacja plus inne rzeczy które wyjdą - kwota nawet do 5000 zł). Monika i Wiktor idą do piekła

Opcja 3 (słaba): dostaję 13 000 zł za zakupiony samochód (po roku i 2 miesiącach czy to realne? czy ta kwota będzie pomniejszona o użytkowanie, czy sie wyrówna z rzeczami już włożonymi?. Samochód wraca do Wiktora i Moniki - ja szukam nowego. Dostaję paranoi przed zakupem i po rocznych poszukiwaniach kupuję z salonu. Salon mnie oszukał i dają mi rozbity samochód znowu.

Opcja 4 (najgorzej) - nic się nie da zrobić, daje se siana i nie męcz ludzi bo płacisz za własną głupotę.

Opcja 5 (lipa ale dam radę) - jak chciałbym go sprzedać - rozumiem, że najlepiej w umowie raz wyłączyć rękojmię, dwa spisać co jest nie tak, że samochód bity, że robione to i to, że do roboty jest jeszcze to i to? W końcu są entuzjaści którzy kupili ode mnie samochód z eksplodującą głowicą, która mogła zabić całą rodzinę kupującego plus ludzi postronnych, a ziomeczek bdb od serca mówił że on to zrobi sam, ale 200 zł muszę spuścić na części (i przybił piątkę!)
 
Ostatnia edycja:
loco1 napisał:
Zdecydowanie 4.


Wystarczy.

Jakaś podstawa prawna? Bądź podstawa z tego co napisałem, co uniemożliwia dochodzenie roszczenia? Nie ma nigdzie informacji w zapisach o rękojmi o przedawnieniach, prócz miesiąca czasu od wykrycia problemu.
 
Art. 563.
§ 1. Kupujący traci uprawnienia z tytułu rękojmi za wady fizyczne rzeczy, jeżeli nie zawiadomi sprzedawcy o wadzie w ciągu miesiąca od jej wykrycia, a w wypadku gdy zbadanie rzeczy jest w danych stosunkach przyjęte, jeżeli nie zawiadomi sprzedawcy o wadzie w ciągu miesiąca po upływie czasu, w którym przy zachowaniu należytej staranności mógł ją wykryć. Minister Handlu Wewnętrznego może w drodze rozporządzenia ustalić krótsze terminy do zawiadomienia o wadach artykułów żywnościowych.
Art. 568.
§ 1. Uprawnienia z tytułu rękojmi za wady fizyczne wygasają po upływie roku, a gdy chodzi o wady budynku - po upływie lat trzech, licząc od dnia, kiedy rzecz została kupującemu wydana.

Ponadto wszystko, co opisujesz, to usterki eksploatacyjne, a sprzedawca nie zapewniał Cie w umowie, że nie występują.
Abstrahując od powyższego - jak zamierzałbyś wykazać, że to wszystko nie uszkodziło się po zakupie?
 
loco1 napisał:
Ponadto wszystko, co opisujesz, to usterki eksploatacyjne, a sprzedawca nie zapewniał Cie w umowie, że nie występują.
Abstrahując od powyższego - jak zamierzałbyś wykazać, że to wszystko nie uszkodziło się po zakupie?

Panie Kochany, ale dlaczego podajesz stare artykuły:

Art. 568. § 1. Sprzedawca odpowiada z tytułu rękojmi, jeżeli wada fizyczna
zostanie stwierdzona przed upływem dwóch lat, a gdy chodzi o wady nieruchomości
– przed upływem pięciu lat od dnia wydania rzeczy kupującemu. Jeżeli kupującym jest konsument a przedmiotem sprzedaży jest używana rzecz ruchoma, odpowiedzialność sprzedawcy może zostać ograniczona, nie mniej niż do roku od dnia wydania rzeczy kupującemu.
§ 2. Roszczenie o usunięcie wady lub wymianę rzeczy sprzedanej na wolną od wad przedawnia się z upływem roku, licząc od dnia stwierdzenia wady.
Jeżeli kupującym jest konsument, bieg terminu przedawnienia nie może zakończyć się przed upływem terminu określonego w § 1.
§ 3. W terminach określonych w § 2 kupujący może złożyć oświadczenie o
odstąpieniu od umowy albo obniżeniu ceny z powodu wady rzeczy sprzedanej. Jeżeli kupujący żądał wymiany rzeczy na wolną od wad lub usunięcia wady, bieg terminu do złożenia oświadczenia o odstąpieniu od umowy albo obniżeniu ceny rozpoczyna się z chwilą bezskutecznego upływu terminu do wymiany rzeczy lub usunięcia wady.
§ 4. W razie dochodzenia przed sądem albo sądem polubownym jednego z
uprawnień z tytułu rękojmi termin do wykonania innych uprawnień, przysługujących kupującemu z tego tytułu, ulega zawieszeniu do czasu prawomocnego zakończenia

Dwa: alternator, wycieraczki, żarówki, klocki hamulcowe czy tarcze - masz racje, są to elementy eksploatacyjne. Rozbity samochód, poskładany u Pana Mietka w warsztacie a potem z faktem zatajonym przede mną - no to mi nie pachnie eksploatacją.
 
Najogólniej mówiąc to działanie sprzedawcy w celu utrudnienia nabywcy wykrycia wady.
Na przykład:

V CSK 579/12

Do przyjęcia podstępnego zatajenia wady nie wystarcza wiedza sprzedawcy o wadzie i niepoinformowanie o tym kupującego. Podstępne zatajenie wymaga umyślności, działania sprzedawcy, które może przejawiać się w maskowaniu wady lub udzielaniu kupującemu zapewnienia

Aczkolwiek zdania bywają podzielone.



I ACa 1394/11

Podstępne zatajenie wady to takie umyślne działanie sprzedawcy, które ma na celu utrudnianie wykrycia wady przez kupującego. Będzie to zatem ukrycie lub zamaskowanie wadliwości, a co najmniej sytuacja, w której sprzedawca, wiedząc o istnieniu wady, nie poinformował o niej kupującego. Przesłankę podstępnego zatajenia wady może też już stanowić sama wiedza sprzedawcy o istnieniu wady.

GregoryKRK napisał:
Wiktor i Monika twierdzili, że samochód jest w pełni sprawny i że nie był rozbity.
Potrafisz to wykazać?

Ponadto rozumiem, że wszystko o czym piszesz, już naprawiłeś?
 
Ostatnia edycja:
Kolejny news - na szczęście nie jest to tak poważne jak wyglądało na początku:
- muszę zakupić używaną część (około 350 - 400 zł) na wszelki wypadek, bo może być potrzebny tylko jeden element (wart jakieś 50 zł), jednak to pełnej diagnozy wymagane jest rozmontowanie deski rozdzielczej (600 zł). Nowa część kosztuje około 4000 tyś zł.

Loco1 nie zrozum mnie źle, nie chcę tych ludzi pozwać na miliony i ciągać po sądach oraz pastwić się nad nimi (no dobra chcę bo jestem złośliwy, ale bądźmy rozsądni). Chcę tylko pokrycia kosztów obecnej naprawy części mechanicznych, które nie są wynikiem eksploatacji oraz nie są wynikiem mojego działania, a zostały zatajone podstępnie (ładny termin) w celu zbycia samochodu, prawdopodobnie w następstwie stłuczki.

Podsumowując te nasze wesołe dywagacje:
- jest szansa mimo upływu roku i dwóch miesięcy aby wezwać właścicieli do obniżenia kwoty zakupu lub usunięcia usterki ze względu na podstępne zatajenie.

Dalej pozostaje sporo spraw z pierwszego postu nierozstrzygniętych.
 
Jak zamierzam wykazać że nie zostało to uszkodzone po zakupie:
- opinia mechaników autoryzowanego serwisu Fiata
- opinie mechaników nieautoryzowanych serwisów Fiata
- brak zgłoszeń o szkodach w ramach OC i AC

Jak zamierzam to udowodnić:
mam link do aukcji i postaram się odzyskać z niego informacje że samochód był nieuszkodzony.
 
GregoryKRK napisał:
Podsumowując te nasze wesołe dywagacje:
- jest szansa mimo upływu roku i dwóch miesięcy aby wezwać właścicieli do obniżenia kwoty zakupu lub usunięcia usterki ze względu na podstępne zatajenie.

Jest szansa. Pozostaje jeszcze kwestia tego co możesz udowodnić.

GregoryKRK napisał:
Dalej pozostaje sporo spraw z pierwszego postu nierozstrzygniętych.

Udaj się do prawnika.

W umowie masz zapis, że znasz stan techniczny auta (pytam bo przeczytaniu części tekstu resztę przeczytałem pobieżnie)?
 
1. Opinie mówią o uszkodzeniach które powstały na skutek poważnej kolizji drogowej.
Jeżeli nie było zgłoszenia z mojej strony żadnej kolizji, wystarczy że sąd zapyta o powstałe kolizje poprzednich właścicieli. Posiadam dane pierwszego właściciela, oraz Wiktora i Moniki. Można zapytać poprzednich właścicieli czy mieli jakąkolwiek kolizję. Jest to do udowodnienia jak najbardziej. Przy tak poważnej kolizji nie znika ślad w papierach.

2. Umowy nie, natomiast było reklamowane jako samochód bezkolizyjny i bezwypadkowy. Czyli mamy już poważny przejaw podstępnego zatajenia.
----------------------------------------------
arturoooo napisał:
Jest szansa. Pozostaje jeszcze kwestia tego co możesz udowodnić.



Udaj się do prawnika.

W umowie masz zapis, że znasz stan techniczny auta (pytam bo przeczytaniu części tekstu resztę przeczytałem pobieżnie)?

Jest taki zapis. Oświadczam że stan techniczny pojazdu jest mi znany
 
Ostatnia edycja:
Treść opisu aukcji nie ma znaczenia.

Moim zdaniem szanse na cokolwiek masz zerowe. Ale chcesz, to próbuj - w sumie to Ty masz kasę do wydania ;-)
 
Są cztery opcje:

a) kupili to badziewie nie wiedząc o uszkodzeniach i pozbyli się kłopotu jak się dowiedzieli

b) mieli wypadek i jest u ubezpieczyciela dokumentacja (OC/AC)

c) mieli wypadek | nie mieli AC | naprawiali we własnym zakresie i nie ma żadnych śladów w dokumentach.

d) pkt c) + ewentualnie może na Policji jest jakiś ślad.
 
Treść opisu aukcji nie ma znaczenia.

Moim zdaniem szanse na cokolwiek masz zerowe. Ale chcesz, to próbuj - w sumie to Ty masz kasę do wydania

Szkoda. Rozumiem, że chcesz pomóc, ale przedstawiasz twarde Polskie realia. Na ten moment naprawa będzie kosztować około 1000 zł na używanej części. Są dwa uda - albo się uda albo nie uda. Myślę, że warto jednak wysłać wezwanie do obniżenia kosztów bądź naprawy, skoro mam podejrzenie, że ukryli ten fakt i poczuwają się winni i możliwa będzie jakaś satysfakcjonująca obie strony ugoda, bez wnoszenia powództwa cywilnego.

a) kupili to badziewie nie wiedząc o uszkodzeniach i pozbyli się kłopotu jak się dowiedzieli

b) mieli wypadek i jest u ubezpieczyciela dokumentacja (OC/AC)

c) mieli wypadek | nie mieli AC | naprawiali we własnym zakresie i nie ma żadnych śladów w dokumentach.

d) pkt c) + ewentualnie może na Policji jest jakiś ślad.

Albo opcja A i B. Uderzenie było z przodu oraz z tyłu co może oznaczać, że nie byli jedynymi poszkodowanymi. Dodatkowo uszkodzenia które ma samochód uniemożliwiałby dalszą drogę. Mam jeszcze dane pierwszej właścicielki. Może warto skierować list z zapytaniem i prośbą o kontakt jeżeli samochód był rozbity wtedy.

Pieniądze nie leżą na drzewach, rozumiem że samochód to wydatek, ale na ten moment czuję się pokrzywdzony, gdyż myślałem, że po pierwszych naprawach będzie wszystko ok.
 
@GregoryKRK:

Jako osoba nie będąca prawnikiem, ale czytająca dość regularnie ten dział forum, obawiam się że tak jak @loco1 napisał - szanse masz zerowe, lub minimalne, niestety. Jedno to polskie prawo którego ochrona kupującego rzecz używaną jest mocno wątpliwa... ale w tym wypadku ważniejsze jest IMHO zwlekanie... dowiedziałeś się dość szybko że pojazd mimo że miał być "nie bity, Niemiec płakał jak sprzedawał", był powypadkowy/postłuczkowy i to poważnie - już w tym momencie powinieneś złożyć do sprzedawcy odpowiednie żądania (a i to nie gwarantowało by niestety, pomyślnego zakończenia sprawy). Niestety jak samemu napisałeś - przejeździłeś tym autem od tamtej pory 18 000 Km - w tym okresie wszystko mogło się stać - włącznie z wypadkiem.

Sprzedawca może się łatwo w ten sposób wybronić - znając życie nie masz na umowie spisanych stwierdzeń w stylu "bezwypadkowy"/"bezkolizyjny", prawda? To kolejny punkt gdzie sprzedawca z łatwością może w sądzie wmawiać że dobrze wiedziałeś że auto było "puknięte" i ma na to 100 karków... yyy znaczy świadków (niestety dane z aukcji w tym wypadku - z tego co piszą osoby zaznajomione z prawem - nic w Polsce nie znaczą :( ), do tego dochodzi standardowe "nie wiedziałem bo się nie znam na tym" którym osoba prywatna może się dodatkowo podeprzeć (zawsze jest możliwość że już Twój sprzedawca kupił auto powypadkowe i naprawdę o tym nie wiedział - oczywiście to mało prawdopodobne ale...). Niestety ciężki orzech do zgryzienia...

Pozdrawiam.
 
spawana podłużnica w sumie wyklucza auto z eksploatacji . to istotny element konstrukcji karoserii i kij wie jak się zachowa przy kolejnym dzwonie . no ale handel "ćwiartkami" kwitnie . widziałem takie auta , jeździłem to nie to co auto całe . buda jakaś miękka i w ogóle .
 
Powrót
Góra