Samochód spalił się u mechanika od razu po przeglądzie i naprawie

  • Autor wątku Autor wątku Daria3101
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
D

Daria3101

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2021
Odpowiedzi
5
Dzień dobry.
Oddałam samochód do mechanika z powodu braku rozruchu zapłonu. Mechanik oczyścił kable, stwierdził iż były tylko zaśniedziałe oraz oddał mi auto. Również poprosiłam go wcześniej o dokładnie obejrzenie auta, czy cos
wiecej mu dolega. Powiedział, iż nic więcej nie jest do roboty, sprawdził zawieszenie, elektrykę, silnik itp. Po kilku dniach sprawa się powtórzyła i auto znów nie odpaliło. Mechanik trzy dni temu wymienił akumulator na nowy. Jednak auto wciąż nie odpalało.

Wczoraj wymienił rozrusznik, auto już normalnie chodziło. Dziś pojechał na przegląd i trzydzieści minut po zaistniałej sytuacji samochód zaczął się palić w drodze na warsztat.
Mechanik nie przyznaje się do swojej winy, choć wcześniej ocenił, że auto jest sprawne. Każe mi również złożyć zawiadomienie na policję odnośnie ukrytej wady przez poprzedniego właściciela.
Obecnie jestem w czarnym punkcie jeśli chodzi o to, co dalej mogę zrobić.
Samochód jest wyceniony na 45 tysięcy, został zakupiony przeze mnie trzy miesiące temu.
Proszę o pomoc, w jaki sposób mogę pociągnąć tą sprawę, żeby zwróciły mi się koszty za auto, które uległo spaleniu nie z mojej winy.
 
Sprawa skomplikowana. Tu będzie w pierwszej kolejności potrzebny rzeczoznawca, który oceni przyczynę zapłonu. Jeśli była ona związana z naprawami przeprowadzonymi przez warsztat to wtedy do nich można skierować swoje żądania.

Wysłane z mojego ONEPLUS A5010 przy użyciu Tapatalka
 
Przed chwilą odbyłam rozmowę z poprzednim właścicielem samochodu. Zaproponował nagranie rozmowy telefonicznej oraz ewentualne stawienie się na wszelkie rozprawy sądowe. Również powiedział, że najprawdopodobniej jest winny mechanik i do zapłonu doszło przez złe podłączenie wymienianego dzień wcześniej rozrusznika. Zasugerował również rzeczoznawcę, który oceni co dokładniej, co tam się wydarzyło. I żebym o szkodę samochodu obwiniła mechanika, ponieważ on robił to auto i w momencie zapłonu sam mechanik w nim był.
 
A ja podejrzewam że poprzedni właściciel coś z elektryką robił i się nie przyznaje. Ciężko jest źle podpiąć rozrusznik, tam są dwa przewody gruby i cienki i nie sposób ich pomylić, chyba że sam rozrusznik był wadliwy i powodował zwarcie. Bez biegłego się nie obejdzie.
 
Ciężka sprawa. Ogien pewnie zatarł większość śladów. Rzeczoznawca może ci się przydać.
 
Większość pożarów w przegrodzie silnika jest przez rozrusznik, alternator lub przegrzaną turbinę.

Opinia usłysza na od rzeczoznawcy podczas oględzin spalonego auta.

Wysłane z mojego SM-T585 przy użyciu Tapatalka
 
Albo zwarcia w przewodach na skutek przetarcia izolacji czy też zjedzeniu jej przez zwierzęta, na przykład kunę.
 
Po mojemu:
Samochód oddany do warsztatu celem naprawy, w ramach tej usługi poproszono też go o pojechanie na przegląd techniczny. To auto było we władaniu warsztatu w trakcie dokonywanej naprawy. I jeśli jest to normalny warsztat, to zapewne ma ubezpieczenie OC z tzw. rozszerzeniem "na jazdy próbne". Więc niech właściciel warsztatu skorzysta ze swojej polisy i TU zlikwiduję szkodę. On powinien zapłacić jedynie tzw. franczyzę redukcyjną (przeważnie 1000 zł). A jak nie ma ubezpieczenie, to jak przyjął samochód do naprawy, to niech go odda w niepogorszonym stanie. Wróżenie co było przyczyną, to sprawa mechanika.
 
Podstawa to ustalenie przyczyny. Nie moze byc w tym winy mechanika, jesli usterka, która spowodowała pożar, nie była wynikiem przeprowadzanych przez niego operacji.

Wysłane z mojego ONEPLUS A5010 przy użyciu Tapatalka
 
Zgoda, ale w tym momencie piłka jest po stronie mechanika i to on musi udowodnić, że to nie jego wina. Samochód został zostawiony pod jego pieczą. Zresztą po to jest ubezpieczenie działalności (jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że warsztat jego nie posiada), aby to TU zajęło się sprawą i to one przejmuje odpowiedzialność cywilną warsztatu i to one udowadnia brak odpowiedzialności właściciela, a mają oni i rzecoznawców i prawników.
 
Wręcz przeciwnie. Autorka uważa, ze jest to wina zakładu (ten nie poczuwa się do winy) wiec to na niej spoczywa obowiązek udowodnienia jego winy.

Wysłane z mojego ONEPLUS A5010 przy użyciu Tapatalka
 
To, że się nie poczuwa, to jak ktoś to łyka, to jego wyjście z niespecjalnej sytuacji. Klientka pozostawiła samochód w warsztacie, sprawny i takiego oczekuje, lub rekompensaty. Nie mam szklanej kuli, co było przyczyną pożaru, ale to teraz sprawa mechanika, aby udowodnić, że w aucie była wada ukryta, a nie było to skutkiem jego działania. Dla mnie sprawa prosta , ubezpieczenie, nawet jakby mechanikowi wytoczono proces cywilny, to on dpopzywa do pozwu swoje TU, w którego interesie jest udowodnienie braku winy mechanika, bo uchroni swoją kasę na likwidację szkody. I akurat TU ma rzeszę rzeczoznawców i prawników. Nic nie robić samemu, nawet wzywać biegłych. I jeszcze jedno piszę to z własnego doświadczenia. Miałem podobną sprawę, byłem pewien, że to nie moja wina, zadzwoniłem do brokera, a on powiedział, daj "poszkodowanemu" polisę i resztę załatwi TU.I tak się stało. Rzeczoznawca wyśmiał żądania klienta i zaproponował, aby wytoczył sprawę cywilną i poinformował o jej kosztach i zerowej szansie na odszkodowanie.
 
klimwater napisał:
to teraz sprawa mechanika, aby udowodnić, że w aucie była wada ukryta

I tu się mylisz. Art. 6 KC.

Winę należy udowodnić, nie odwrotnie.

Wysłane z mojego HD1913 przy użyciu Tapatalka
 
W relacji B2C czasami odwraca się ciężar dowodu stosując pewne domniemania.
 
Shocked napisał:
W relacji B2C czasami odwraca się ciężar dowodu stosując pewne domniemania.
A jak jest w tym konkretnym przypadku?

Wysłane z mojego HD1913 przy użyciu Tapatalka
 
Sytuacja podobna jakbyś pożyczył na umowę samochód jakiejś osobie i oddała by Ci zgliszcza tego auta. I kazała szukać przyczyny, bo pewnie była wada ukryta.
 
klimwater napisał:
Sytuacja podobna jakbyś pożyczył na umowę samochód jakiejś osobie i oddała by Ci zgliszcza tego auta.

I po 30 minutach od oddania samochód doszczętnie spłonął*

Zaraz ta historia zmieni się w mechanika, który podłożył ogień pod auto...

Wysłane z mojego HD1913 przy użyciu Tapatalka
 
Sprawa znana tylko z jednej strony. Ale i tak, ja stoję na stanowisku, że samochód był w trakcie naprawy i we władaniu warsztatu. Po przyjęciu auta do warsztatu odpowiedzialność za nie przejmuje warsztat. Nawet przed przyjęciem trzeba go zweryfikować, obejrzeć, nawet foto zrobić, bo nieraz klient wmówi Ci uszkodzenie lakieru itp. ,a warsztat ma oddać przedmiot naprawy w stanie co najmniej niepogorszonym, dobrze jak naprawionym, choć nieraz po wycenie odbierasz auto tylko zweryfikowane i z wyceną naprawy na którą nie wyrażasz zgody. Jeśli założycielka wątku dała do naprawy samochód firmie krzak, co to nawet nie wie co to ubezpieczenie DG, to wtedy wychodza takie cyrki. W normalnym warsztacie w takiej sytuacji zgłasza sie ubezpieczycielowi szkodę i on się wszystkim zajmuje i udawadnia brak winy mechanika, wskazuje przyczynę i odmawia likwidacji szkody. Zostaje sprawa cywilna, w której też ubezpieczyciel, jako strona przypozwana jako reprezentant warsztatu.
 
Jestem po kolejnej rozmowie z mechanikiem. Mechanik ustalił, że powodem zapłonu samochodu był luźny kabel schowany pod tapicerką w bagażniku. Był on uważany za plusowy kabel od skrzynki bezpieczników. Kiedy według niego on leżał luzem, to dotknął budy auta i w taki sposób doszło do zapłonu. Niestety uwierzyć w to nie mogę, ponieważ mam dokładne zdjęcia środka samochodu i przed naprawą ten sam kabel był dokładnie przymocowany do skrzynki bezpieczników, a normalnym jest, że teraz leży luzem, skoro cała skrzynka się spaliła. Ewentualnie sam mógł go odłączyć i zapomnieć o ponownym podłączeniu. Sama nie wiem, co o tym myśleć...

Oprócz tego mechanik wciąż się gubi w swoich zeznaniach odnośnie tego, kiedy i gdzie doszło do zapłonu i w jaki sposób.
Dziwne również jest dla mnie to, że po pierwszej naprawie dodał artykuł na swojego Facebooka opisując, że między innymi poprosiłam go o dokładne sprawdzenie całego samochodu. Napisał również, że tak uczynił i wszystko jest sprawne, po czym przy drugiej naprawie (odbyła się ona dokładnie półtorej tygodnia później, ponieważ po trzech dniach auto znów nie odpalało. Więc po pierwszej naprawie oczyszczenia kabli od rozrusznika zrobiłam autem około 50km) zaczął mówić, że to ukryta wada kabelka pod tapicerką (w okolicy koła zapasowego) w bagażniku i doszło do zapłonu, więc mam ścigać poprzedniego właściciela.

Aktualnie, żeby zabrać od niego samochód i odebrać kluczyki muszę mu zapłacić za naprawę tego rozrusznika i za przegląd, mimo tego, że auto po prostu w połowie się spaliło...
 
Ostatnia edycja:
Pragnę jeszcze powiedzieć, że warsztat jest jednym z lepszych w moim mieście, prosperuje od wielu lat i zajmuje się naprawą sportowych samochód, to również mnie skłoniło, żeby tam się udać. Pytałam się o ubezpieczenie z warsztatu, aczkolwiek mechanik tłumaczył mi, że na zapłon auta podczas powrotu mechanika od diagnosty ubezpieczenie nie obejmuje, a on sam nie przyznaje się do swojej winy, bo nie zauważył tego „kabelka”, o którym wcześniej wspominałam
 
Powrót
Góra