Skarga na bezczynność - odpowiedz na skargę przesłana po terminie

  • Autor wątku Autor wątku sigm
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
To nie zależy od "widzimisię" sądu, ale jest ustalane w procesie, znaczy ze musisz przedstawić argumenty i później bronić w trybie odwoławczym, a to razem licząc ponad rok dłużej, a wystarczy, że organ administracyjny udowodni, że się stara załatwić sprawę choć w minimalnym zakresie.......
Taki jest obecnie stan prawny, i żeby to zmienić, musisz być jako ten pieniacz sądowy, no bo to kilka lat użerania się zwłaszcza, że celem Twoim nie jest dokuczenie urzędnikom, ale załatwienie indywidualnej sprawy innej, niż rozwiązanie problemu przewlekłości w Rzeczpospolitej......
Art. 37 kpa. jest też problematyczny, jeśli organ naczelny i brak nadrzędnego, bo nie ma się do kogo odwołać.
Są źle zredagowane przepisy i potrzebna jest tutaj inicjatywa ustawodawcy, bo w obecnym stanie prawnym bezczynność-przewlekłość jest nadal dokuczliwym problemem.
Jedyna rada to taka: pilnować terminów i jak przekroczony minimalnie, to zażalenie na bezczynność i nie czekasz licząc, ze coś się tu ruszy, ale natychmiast skarga do sądu, i nie czekać, bo jak czekasz, znaczy zgadzasz się z argumentami organu i chcesz, żeby tak było, taka zasada.
 
sigm napisał:
1. Są źle zredagowane przepisy i potrzebna jest tutaj inicjatywa ustawodawcy, bo w obecnym stanie prawnym bezczynność-przewlekłość jest nadal dokuczliwym problemem.

2.jedyna rada to taka: pilnować terminów i jak przekroczony minimalnie, to zażalenie na bezczynność i nie czekasz licząc, ze coś się tu ruszy, ale natychmiast skarga do sądu, i nie czekać, bo jak czekasz, znaczy zgadzasz się z argumentami organu i chcesz, żeby tak było, taka zasada.

Ad. 1 - niby czemu jakieś nowe za ileś tam lat mają być lepsze? Na pewno nie przy tym Parlamencie który jest obecnie.

Ad. 2. jestem za - to jest praca organiczna przywracająca własciwą proporcję - bo przecież bezczynność wystepuje już gdy przektroczony jest termin kodeksowy. Dlatego staram się podpowiadać i zachęcać do składania skarg do sądu.
 
Czyli bezczynność-przewlekłość nie tyle nie jest rażącym naruszeniem prawa, co może być, wedle uznania sądu, który weźmie (lub nie) pod uwagę "inne towarzyszące przesłanki"...
 
sigm napisał:
Jedyna rada to taka: pilnować terminów i jak przekroczony minimalnie, to zażalenie na bezczynność i nie czekasz licząc, ze coś się tu ruszy, ale natychmiast skarga do sądu, i nie czekać...
Popieram konstruktywne działanie i determinację. Żadnych rozterek w rodzaju "bo jeszcze wyjdę na pieniacza" Nie spotkałem się z odpowiedzią na moje odwołanie/zażalenie, które nie zaczęło by się od "sakramentalnego": odwołanie/zażalenie wpłynęło w ustawowym terminie... ustawowych terminów pilnować należy w obu "kierunkach".
 
Sachalin napisał:
Czyli bezczynność-przewlekłość nie tyle nie jest rażącym naruszeniem prawa, co może być, wedle uznania sądu, który weźmie (lub nie) pod uwagę "inne towarzyszące przesłanki"...
Fakt, w wedle obecnych przepisów bezczynność-przewlekłość jest ustalana w procesie.
W art. 37 jest nakaz obligatoryjny, nie ma konkretnej sankcji, a skargę do sądu składa się w celu zdyscyplinowania organu administracyjnego, ale wszystko jest na wniosek, bez konkretnego wniosku nie ma nic i wszystko wedle przepisów.
Ja bym tam nie liczył na ten, czy na przyszły parlament, prawa Parkinsona są ponad czasowe. Może obecny Parlament, bo zagrożenie odwołaniem.
Zmieniłbym w przepisach tylko punkt, ten dotyczący zasądzania grzywny: grzywna nie dla rzecz Skarbu Państwa, ale jako odszkodowanie dla niezadowolonego petenta zasądzane od konkretnego imiennie urzędnika winnego nie załatwienia sprawy w terminie, i takie same zasady procesowe.
Petent byłby zadowolony i urzędnik zdyscyplinowany, o !
 
sigm napisał:
Zmieniłbym w przepisach tylko punkt, ten dotyczący zasądzania grzywny: grzywna nie dla rzecz Skarbu Państwa, ale jako odszkodowanie dla niezadowolonego petenta zasądzane od konkretnego imiennie urzędnika winnego nie załatwienia sprawy w terminie,

To nie naprawi sytuacji.
Zdrowy człowiek (typowy) z reguły unika ryzyka. Unika nawet zmiany. Urzędnik zrobi więc wszystko, aby to ryzyko/zmianę odsunąć w czasie, sprawę rozwodnić. A już na pewno nie nadstawi karku. A jeśli będzie musiał ponosić ryzyko - jak ma wiedzę i nie trafił do urzędu "przypadkiem" - poszuka sobie lepszej pracy.

W mojej ocenie, źródłem problemu jest jakość stanowionego prawa.
Nie bardzo też widać na horyzoncie sensownej zmiany (po siedemdziesiątejktórejś nowelizacji Pb szykuje się kolejna, bo prace przy projekcie kodeksu budowlanego zostały wstrzymane - w czyim interesie?), która z naszym powszechnym przyzwoleniem na korupcję tworzy mieszankę wybuchową.

Nie widzę środowisk (poza wybranymi organizacjami pozarządowymi), w interesie których leży zmiana na lepsze - faktyczne umocnienie państwa. Widzę jednak całą kupę grup ("sitw"), w interesie których leży zachowanie obecnego bałaganu. A najlepiej też państwa "ludzi z uprawnieniami".

Tak się zastanawiam, czy w dzisiejszy czasach nie prościej jest wrogiemu państwu przemycić do ministerstwa (np. budownictwa) wpływowego człowieka, który sparaliżuje kraj od środka fundując kolejne "złote" rozporządzenie lub ustawę. I to za zero złotych, bez najmniejszych kosztów prowadzenia jakiejkolwiek wojny konwencjonalnej. I straszne i śmieszne :)
 
Ostatnia edycja:
Prawo to zupełnie coś innego niż sprawiedliwość, a urząd administracyjny to przedstawiciel władzy państwowej i ciesz się, że teraz demokracja, a nie czasy feudalne, bo jakbyś miał z królem do czynienia, to byś dopiero zrozumiał, co to znaczy ciężar władzy - jakbyś próbował "podskoczyć", to by Cię zwyczajnie ścięto za bunt, i po problemie, a tutaj podskakujesz i podskakujesz i nic się nie dzieje, dosłownie, i jakie to szczęście, co ?
Prawo nie jest tożsame ze sprawiedliwością, a urząd administracyjny to Twój władca, który rządzi Tobą poprzez decyzje administracyjne, i musisz to zrozumieć. Ale jak nie zrozumiesz tego, to nie bierz się za procesowanie z administracją, he.......
Terminy rozdziału siódmego o załatwianiu spraw ustawy K.p.a. tylko obligują organ administracyjny do załatwienia danej sprawy w określonym czasie, bo to jest tylko prawo administracyjne, a więc prawo procesowe, i nie jest to prawo karne, co się przekłada w ten sposób, że jak urzędnik powie, że zmęczony i mu się nie chce, a może taki stan miesiącami trwać, możesz co najwyżej powiedzieć "tak Panie, masz rację" i cierpliwe czekać, bo to Twój władca, ewentualnie przypominać, że minął termin. No, możesz ewentualnie się odwołać z zażaleniem do wyższej instancji.
Prawo nie stoi na straży sprawiedliwości, na straży sprawiedliwości stoi obywatel, co znaczy, że to Ty musisz walczyć o sprawiedliwość dla siebie, bo jak nie będziesz walczył, to "sprawiedliwość" będzie na korzyść innego obywatela, albo Skarbu Państwa.
A co do prawa budowlanego, to proszę się także cieszyć, że brak u nas jeszcze tzw. prawa miejscowego podobnego, jak w Szwajcarii czy W. Brytanii, gdzie o zatwierdzeniu detalu architektonicznym decyduje organ administracyjny, a architekt tylko proponuje. U nas przykładem jest prawo stanowione na terenie Kazimierza Dolnego i to miałkie jest.......
Dodam, że obowiązujące prawo budowlane to skutek sporów między sąsiadami i Państwem, a nie złośliwy urzędnik i żaden tam "wrogi żyd" na to nie wpływał, zaś obecne próby zmian naruszają i tak już skomplikowane prawo własności sąsiadów i takie tam, choćby strukturę miejscowości, krajobraz i inne różności....
Najbardziej mi się spodobało prawo budowlane przedwojenne, gdzie podstawą wydania pozwolenia na budowę jest, że ładny budynek i zgodny z zasadami sztuki budowlanej, efekt taki, że wszystkie przedwojenne budynki są bardzo ładne. Teraz element estetyczny nie jest decydujący......
Co do grzywny: musi być element represyjny-dyscyplinujący w kontroli organu przez obywatela, tego jest brak. Prostymi słowy: urzędnikowi jak się uprze i będzie blokował sprawę, w obecnym stanie przepisów nic nie zrobisz, bo odpowiedzialność niewielka.
Bo co mi z tego, że organ zostanie ukarany przez sąd administracyjny grzywną nawet najwyższą, jeśli sprawa i tak jest po roku załatwiona, ale za 10 tys złotych polskich to bym chętnie poczekał........ Myślę, że każdy by tak chciał, i nie byłoby problemu.
 
Ostatnia edycja:
sigm napisał:
ciesz się, że teraz demokracja, a nie czasy feudalne
Kiedy ja - zważywszy chociażby na wielkość podatków, które płacę - nie widzę większej różnicy ;) Ale z drugiej strony, z roku na rok Państwo zachęca mnie, abym płacił daninę gdzie indziej. A "za króla" to byłoby nie do pomyślenia.

Ad rem.
Cóż, umiejętność interpretacji przepisów daje u nas poczucie władzy a nie służby. Za naszym powszechnym przyzwoleniem.

Prawo nasze jest inspirujące a my - lud twórczy.
Ale życie w państwie prawa, to także obowiązek jego rozumienia i interwencji.
Jakże to osiągnąć, kiedy po ostatnich badaniach NBP nadal c.a. 20% respondentów nie rozróżnia banku od parabanku i vabanku...?

Przypominam, że jeśli poniósł pan szkodę przez to, że organ nie wydał decyzji maksymalnie w przeciągu dwóch miesięcy, a organ odwoławczy w ciągu miesiąca (art. 35 par. 3 k.p.a.) i potrafi pan ją udowodnić (art. 6 k.c. i 232 k.p.c. ), to może pan dochodzić odszkodowania przed Sądem powszechnym, w oparciu o art. 417 k.c. Nawet za 20 tys. PLN :)
 
Sachalin napisał:
Prawo nasze jest inspirujące a my - lud twórczy.
Ale życie w państwie prawa, to także obowiązek jego rozumienia i interwencji.
Jakże to osiągnąć, kiedy po ostatnich badaniach NBP nadal c.a. 20% respondentów nie rozróżnia banku od parabanku i vabanku...?
Prawo jest skomplikowane, i niestety jak w szkole, jedni piątki dostają, inni dwóje, i to wszędzie jest tak
Sachalin napisał:
Cóż, umiejętność interpretacji przepisów daje u nas poczucie władzy a nie służby. Za naszym powszechnym przyzwoleniem.
To nie jest interpretacja, tylko zasady prawne i tak się dzieje od czasów rzymian, a nawet wcześniej, prawo administracyjne to nie prawo karne, może być podobne, ale co z tego........... To nie służba, ale rzeczywista władza: decyzja administracyjna, to akt władczy ---> http://pl.wikipedia.org/wiki/Decyzja_administracyjna
Sachalin napisał:
Kiedy ja - zważywszy chociażby na wielkość podatków, które płacę - nie widzę większej różnicy ;) Ale z drugiej strony, z roku na rok Państwo zachęca mnie, abym płacił daninę gdzie indziej. A "za króla" to byłoby nie do pomyślenia.
A co do podatków, niestety ale Leopardy i F-16 kosztują, ktoś musi za to zapłacić...... tylko ten płaci podatki, kto zarabia, za granicą też są obciążenia fiskalne. Ktoś, kto nie zarabia, nie płaci nic, i też to jest sprawiedliwe.......

Sachalin napisał:
jeśli poniósł pan szkodę przez to, że organ nie wydał decyzji maksymalnie w przeciągu dwóch miesięcy, a organ odwoławczy w ciągu miesiąca (art. 35 par. 3 k.p.a.) i potrafi pan ją udowodnić (art. 6 k.c. i 232 k.p.c. ), to może pan dochodzić odszkodowania przed Sądem powszechnym, w oparciu o art. 417 k.c. Nawet za 20 tys. PLN :)
Niestety w postępowaniu reprywatyzacyjnym trudno udowodnić "wirtualną" szkodę, bo proces o to, co się miało kiedyś, ale czego się nie ma teraz. Najpierw trzeba wygrać, a dopiero później dowodzić szkody i dlatego takie astronomiczne, bo zindeksowane kwoty wychodzą..........
 
Ostatnia edycja:
sigm napisał:
Prawo jest skomplikowane, i niestety jak w szkole, jedni piątki dostają, inni dwóje, i to wszędzie jest tak
Prawo nie musi być skomplikowane, nie musi pozostawiać miejsca na interpretację. Nawet pomimo tego, że "życie" jest coraz bardziej "skomplikowane".
Jeśli prawo będzie klarowne, urzędnicze widzimisię okaże się zbędne.
A to, że jedni dostają piątki a inni dwóje, zależy czy mamy Mistrza, czy Partacza który uparł się, aby wiedzę zawodowo przekazywać.

sigm napisał:
To nie jest interpretacja, tylko zasady prawne
Proszę prześledzić, z iloma to "zasadami prawnymi" interpretowanymi przez organy, jak wygodnie - od Sasa do lasa, zmagają się forumowicze.

sigm napisał:
niestety ale Leopardy i F-16 kosztują
Ja się chętnie dorzucę do wspólnoty i w większym zakresie. Do każdego sensownego wydatku. Jeśli jednak faktycznie płacę podatki "jak w feudalnej Skandynawii" a otrzymuję figę z makiem, to to mnie - obywatela, ojca, podatnika, przyszłego emeryta - boli.
Z drugiej strony, Strzygący wydaje się nawet nie dostrzegać, że barana można strzyc po wielokroć, ale zarżnąć tylko raz...

sigm napisał:
proces o to, co się miało kiedyś, ale czego się nie ma teraz
To też zależy, co to teraz za zysk i komu przynosi.
Na pewne roszczenia warto spojrzeć jak na lokaty. Szczerze życzę konsekwencji :)
 
voyteg napisał:
Wnioskować można, ale WSA nie jest związany treścią wniosku

Tak naprawde to WSA nie jest zwiazany niczym. Ani wnioskiem, ani uzasadnieniem, ani obowiazujacymi przepisami prawa. Jako obywatel, rozumiem, ze sa to sady do wspierania skorumpowanej administracji i w wielu wypadkach sankcjonowania wszechpanujacego bezprawia. Sady moga wszystko i korzystaja z tego pelna geba.
 
Tak – zgadzam się – ale tylko z pierwszą częścią. Zresztą tak jest na całym Świecie. Jak się Sadowi chce to się postara, a jak nie to poleci po co trzecim zdaniu i coś tam wyda. Te wyroki, które cytuję są bardzo mądre, ale są i takie gdzie Sad idąc na skróty popsuł prawo.

Przeraża baaardzo niska jakość pracy w rozstrzyganiu przez administrację. Te wytykane po latach uchybienia to często grube jasno widoczne z kosmosu naruszenia prawa. A po drugiej stronie zero kontroli, Czy ktoś słyszał aby urzędnikom wytykano statystyki ich rozstrzygnięć?
 
sigm napisał:
Dodam, że obowiązujące prawo budowlane to skutek sporów między sąsiadami i Państwem, a nie złośliwy urzędnik i żaden tam "wrogi żyd" na to nie wpływał,

Proszę poczytać, ile to różnych zawodowych/budowlanych "grup nacisku" żyjących (dosłownie i w przenośni, pośrednio lub wprost) z obecnego bałaganu w Prawie budowlanym oprotestowało projekt Kodeksu Budowlanego.

Swego czasu kupiłem kompletny projekt budowlany budynku z projektami branżowymi instalacji.
Okazało się (w Urzędzie Dzielnicy), że przepisy zmieniły się i do instalacji gazowej (choć nie planuję NAJMNIEJSZYCH ZMIAN) muszę wystąpić o niezależne pozwolenie budowlane a co za tym idzie - zamówić nowy projekt instalacji gazowej (1000zł), nowe uzgodnienia z PGNiG, ZUD (400zł), wynająć nowego kierownika budowy Z UPRAWNIENIAMI do nadzoru budowy instalacji gazowych (postawił pieczątkę za 500zł, bo na budowie nie raczył w ogóle się pojawić), do tego nowy dziennik budowy (35zł), badanie szczelności (100zł), zgłoszenie w PINB, uprawomocnienie w UG,... A budowa instalacji gazowej trwała 1 dzień.

Komu więc przeszkadzały uprawnienia tradycyjnego "uprawnionego" kierownika budowy nadzorującego do tej pory kompleksowo tysiące budów ? Mogę się tylko domyślać.
Ale jestem przekonany, że za jakiś czas inne lobby przekona tzw. ustawodawcę, że tylko i wyłącznie, jedynie w trosce o bezpieczeństwo wobec potencjalnego zagrożenia poparzeniem gorącą wodą c.o. lub c.w.u (40stC) należy podobny proces "wymagany przepisami prawa" przeprowadzać dla instalacji hydraulicznych.

Jaki więc "wrogi Żyd" (przy całym szacunku dla zdolnego narodu)...? Wszystko wskazuje na to, że sami ze sobą damy sobie radę :)
 
kumak napisał:
Tak naprawde to WSA nie jest zwiazany niczym. Ani wnioskiem, ani uzasadnieniem, ani obowiazujacymi przepisami prawa. Jako obywatel, rozumiem, ze sa to sady do wspierania skorumpowanej administracji i w wielu wypadkach sankcjonowania wszechpanujacego bezprawia. Sady moga wszystko i korzystaja z tego pelna geba.

No właśnie - jest wiele mądrych wyroków - ale nie wszystkie są takie a nawet większość jest innych delikatnie mówiąc. Ponadto ten system działa zgodnie. Jest nowela o bezczynności - już są sposoby na obywateli typu pisemka pod różnymi pretekstami przesuwające termin rozpoznania. Mistrzostwem są uniki we wszczynaniu niewygodnych spraw: np. pismo zawiadamiające o wpłynięciu wniosku (zazwyczaj z jakieś 2 tygodnie od wpływu) które nie wiedzieć czemu daje stronom NIEPRZEKRACZALNE 2 tygodnie na wypowiedzenie się od odebrania pisma i stwierdzające że organ dalsze kroki przedsięweźmie w terminie miesiąca od upływu terminu na wypowiedzenie. Czyli ponad 2 miesiące spokoju!

Na moje pismo, że taki sposób postępowania jest niezgodny z przepisami bo ogranicza stronom możliwość wypowiadania się pozostał bez echa.

Lepszy patent to wydanie postanowienia/zmyłki które nie podlega zaskarżeniu i w ogóle ma się obywatela z głowy. Takim postanowieniem można każdy wniosek zneutralizować i ciągnąć postępowanie miesiącami. A Sąd potem stwierdzi, że organ ani nie był bezczynny ani przewlekły tylko wnikliwie badał stan faktyczny.

Jest nowela o metrykach - co z tego! Z reguły w ogóle się o nich zapomina albo zmienia się w nich zapisy jak się chce.

Słyszę o projekcie Kodeksu budowlanego, że niby nie będzie trzeba pozwolenia na budowę albo pozwolenia na użytkowanie - i co to ma być lepiej? PINBy już się cieszą, bo tak musieli chodzić na kontrole, a w nowych przepisach będą chodzić kiedy chcą i do kogo chcą. Przecież już Sądy wieloma wyrokami usankcjonowały, że do tych co zgłosili ale trochę nie to co miało być (i nawet to narysowali ale PINB nie sprawdził) to ich wina. PINB może przyjść kiedy chce i do kogo mu pasuje. A tak jak wydał PnU to nie było łatwo bo przecież był na miejscu sprawdzał i nawet spisał protokół. Czyli faktycznie w świetle tych nowych przepisów PINB będzie miał jeszcze mniej odpowiedzialności za to większą władzę.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra